#6z5CO

Miałam jakieś 7 albo 8 lat. Od zawsze byłam dzieckiem mięsożernym. Obiad bez mięsa to nie obiad. Byłam wtedy u cioci na wsi wakacjach. Cioci się nigdy nie przelewało i jakoś tak wyszło, że z rana powiedziała, że dzisiaj będzie zupa, ale bez mięsa. Na to mądra ja wzięłam moją kuzynkę w tym samym wieku i poszłyśmy za dom na pole. Znalazłyśmy żabę, wtedy jeszcze żywą. Z tego co pamiętam, to bawiłyśmy się nią długo, to ją zakopywałyśmy w ziemi, potem odkopałyśmy, potem znowu coś. Na końcu ją pokroiłyśmy, włożyłyśmy do słoika i zadowolone z siebie zaniosłyśmy cioci, mówiąc, że złapałyśmy mięso na obiad.

Kocham zwierzęta i jak dzisiaj o tym myślę, to się zastanawiam co my w głowie wtedy miałyśmy :) . Żeby nie było, już nigdy nie skrzywdziłam żadnego zwierzęcia.

#LiuhT

Tydzień temu moja przyjaciółka, w której kocham się od dwóch lat, zgodziła się pójść ze mną na randkę. Byłem oszołomiony, bo kupę czasu zajęło mi odważenie się, by ją zaprosić. Gdy się zgodziła, myślałem, że zacznę latać ze szczęścia.

Tak bardzo stresowałem się wspólnym wieczorem, że przed wyjściem musiałem strzelić sobie shota dla odwagi. Już miałem wychodzić z domu, kiedy poczułem, że w moim brzuchu zaczynają odbywać się jakieś rewolucje – połączenie stresu, wódki, wypitej wcześniej kawy oraz ostrego spaghetti na obiad nie było dobrym pomysłem…

Skończyłem uwięziony w toalecie, dosłownie nie mogłem wstać z klopa. Byłem zmuszony rozczarować moją przyjaciółkę, odwołałem spotkanie na ostatnią chwilę. Nie mam pojęcia, czy teraz zechce spotkać się ze mną ponownie.
I wszystko się zesrało.

#n9bZt

Mój chłopak bardzo często ostatnimi czasy oskarżał mnie o zdradę. W końcu miałam tego dość i przyznałam się... do tego, że nie uprawiamy seksu, bo najzwyczajniej w świecie on przestał mnie pociągać.
Od jakiegoś czasu zaczął zaniedbywać higienę osobistą, myje się rzadko, mimo tego, że często go do tego zachęcam, nie używa dezodorantu, a w przepoconych koszulkach potrafi chodzić kilka dni z rzędu. Dodatkowo potrafi nie wychodzić z mieszkania przez kilka dni siedząc przed komputerem i jedząc żarcie na wynos.
Na dłuższą metę po prostu odechciało mi się wszelkich zbliżeń, bo nawet jak jest świeżo po prysznicu, od razu kojarzy mi się z zapachem niemytego ciała i jakąś taką rozlazłością.
Kocham go, ale przestał być dla mnie atrakcyjny.

Nauczona doświadczeniem z anonimowych w końcu powiedziałam mu o tym wszystkim, starając się zrobić to w miarę grzecznie i wiecie co?
Obraził się śmiertelnie, po czym oznajmił, że za dużo od niego wymagam i jestem hipokrytką, bo sama noszę kolczyk w nosie (!), który jemu się nie podoba.

Ludzie, nie rozleniwiajcie się będąc w związkach! To, że macie kogoś nie upoważnia Was do tego, aby przestać o siebie dbać, bo pożądanie w związku nie jest dane raz na zawsze!

#3o0KS

Moi rodzice nie nauczyli mnie się podcierać.
Po każdej kupie na moich majtkach zostawała brązowa linia. Nie wiedziałam, że trzeba się podcierać dopóki papier jest czysty, a potem najlepiej jeszcze podetrzeć się mokrymi chusteczkami albo po prostu wskoczyć pod prysznic.

Myślałam, że ubrudzone w ten sposób majtki to norma, a problem zauważyłam od kiedy zamieszkałam z chłopakiem. (Mimochodem podczas prania widziałam, że on tak nie ma).
Teraz problem istnieje już tylko w przeszłości i za to dziękuję internetowi.

#FNY45

Zacznijmy od tego, że mieszkam na wsi i kontakt ze zwierzętami mam od zawsze. W pobliżu zawsze kręcą się dzikie koty, bezpańskie psy itp. Zawsze jak rodziły się kociaki (rozpoznawałem to po tym, czy kotka ma jeszcze brzuch, czy już jej wisi), to chodziłem i szukałem młodych po garażach itd. Kociaki dzikich kotek po pewnym czasie zabierałem i sam odkarmiałem, żeby nie stały się dzikie i nie rozmnażały się na potęgę, bo jest ich już plaga. Oczywiście odkarmione kociaki oddawałem na olx, jestem jeszcze dzieckiem, nie zarabiam, nie mam za co je karmić, a i tak wydaje dużo chociażby na to mleko dla niemowląt, bo na specjalistyczne mnie nie stać. Nikt mi nie kupi, bo wszyscy i tak uważają, że jestem głupi, bo oni mieli gdzieś te kociaki, a ja tak nie umiem.

Niedawno urodziły się kolejne kociaki, niestety mojej babci kotki, kotka byla zdezorientowana to się skapnąłem o co jej chodzi, poszukałem karton i położyłem koce, dałem karton do garażu, pokazałem kotce, włożyłem ją do środka. Było już późno, więc poszedłem do domu spać. Następnego dnia poszedłem sprawdzić jak tam sytuacja, zajrzałem do kartonu i widzę jednego kociaka, wiedziałem, że coś jest nie tak, kotka wyglądała na 3-4 kociaki. Poszedłem zapytać się babci, czy coś wie, babcia na początku mówiła, że nie wie o co chodzi, ale mnie się nie da oszukać, w końcu przyznała się, że urodziły się 4, zostawiła jednego, a pozostałe utopiła...

Ja tego nie rozumiem, ja bym poczekał aż przestaną ssać matkę i dał na olx, ewentualnie wywiózł na jakieś osiedle, to jedyne co mogę zrobić, bo nikt mnie nie popiera. Byłem zmieszany, nic nie powiedziałem i poszedłem sprawdzić. W kompoście leżały 3 kocie ciałka, jedno jeszcze piszczało, ale i tak już nic bym nie zrobił, bo po chwili przestał. Byłem zły, poszedłem do babci, a ona mi mówi, żebym sprawdził płeć tego kotka, co go zostawiła, bo jak będzie samiec, to go się zostawi, a kotkę wywiezie na osiedle, bo szkoda z nią problemów. O sterylizacji nie ma mowy, babci szkoda 80 zł, a ja swoich pieniędzy nie mam. Na szczęście to kocię to samiec, więc już nie będzie miał młodych.

#m8wUz

Pracuję jako niania. Od 1,5 roku zajmuję się (obecnie 3-letnią) dziewczynką. Jej mama jest sama, bo tatuś się zawinął do innej, z czasem zaczynam go rozumieć...


Nie widzę miłości, przytulania itp. między mamą i córką, za to odnoszę wrażenie, że mama rekompensuje młodej brak taty pozwalaniem jej na wszystko... Odnoszę wrażenie, że to dziecko rządzi w domu, śpi z mamą w łóżku, wypłacze i wyjęczy wszystko, zero konsekwencji - mama mówi nie, ta trochę powyje i mama ulega.

Na początku się starałam wymyślać jej różne posiłki (nie je nic poza kilkunastoma składnikami), zapewniać rozrywkę, uczyć podstawowych rzeczy jak: nie podchodzić do kuchenki, kiedy się coś gotuje, że dzieci nie otwierają drzwi wejściowych, że nie biega się przy ulicy, że możemy się postarać przy kolorowaniu i uważać na linie. Na wszystko słyszałam, że mama pozwala. W dodatku kłóci się ze mną, nie reaguje na prośby, płacze kiedy przychodzi czas sprzątania zabawek, bo przecież mama posprząta... Mówi do mnie na "ej, ty" albo "niania, chodź tu", jak do psa.. Kiedy przy wymuszaniu wpadała w szał, krzyczała i mnie biła, sadzałam ją na krzesełku i prosiłam, żeby się uspokoiła. Nie podobało jej się, ale działało... Niestety, usłyszałam od mamy, że mam tak nie robić, a dziecku wolno płakać...
Ostatnio miałam wizytę u lekarza i przyszłam później do pracy, a młoda była pod opieką taty w tym czasie - syf jaki zastałam po powrocie był straszny, tatuś wszystko tak zostawił i wyszedł bez słowa - przecież przyszła służba i posprząta...
W dodatku mama jest zagorzałą katoliczką i wciąż czeka, aż niewierny mąż do niej wróci, bo ona jako dobra żona musi mu dać możliwość nawrócenia się z grzechu...

Wypaliłam się, poddałam, nie walczę już, pozwalam jej na wszystko, podaję jej posiłki, ale jak nie chce jeść, to nie je, chce - niech wyje, ja staram się trzymać obok, jak najmniej wchodzić z nią w dyskusje. Często daję jej kredki, farby, klocki, coś do wycinania, a ja czytam książkę albo gram na telefonie, dbam tylko, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Odliczam już czas do końca umowy i raczej będę szukała pracy w innej branży.
Rodzice pozwalający dzieciom na wszystko bez żadnych ograniczeń czy konsekwencji wychowują potwory!

#TslPZ

Egzamin na prawo jazdy zdałam za pierwszym razem. Byłam z siebie dumna i uważałam, że to nie przypadek, tylko potwierdzenie, że jestem bardzo dobrym kierowcą. Mój mąż dość sceptycznie podchodził do tego mojego entuzjazmu, jego zdaniem 30 godzin nauki jazdy to za mało i dopiero na drodze się okaże co potrafię. Postanowiłam mu to udowodnić przy najbliższej okazji, kiedy mieliśmy jechać w sobotę na większe zakupy.

Drogę do sklepu przemilczał, spokojnie siedząc na fotelu pasażera, dojechaliśmy pod supermarket i musiałam zaparkować. Wybrałam sobie dość wąską lukę miedzy seatem a busem (w którym siedział kierowca obserwujący moje poczynania). Mąż się tym razem uaktywnił, namawiał, abym poszukała innego miejsca, bo tu nawet on miałby problem z parkowaniem, jednak ja się uparłam i udało się - zaparkowałam.

Mąż pełen podziwu, ja uradowana i podekscytowana jakbym co najmniej zdobyła Mount Everest, rozejrzałam się i upewniłam, że mój wyczyn widział też kierowca busa... Z dumą wysiadłam z auta, obróciłam się... i swoim tyłkiem urwałam lusterko zaparkowanego obok seata.

No i po radości. Musiałam wytłumaczyć właścicielowi uszkodzonego auta (w akompaniamencie salw śmiechu męża i pana z busa) jakim cudem dokonałam tego dzieła.

#mjqWj

Mam 18 lat. Nigdy nie miałam całkowitej kontroli nad swoim życiem. Dzięki wychowywaniu mnie pod kloszem rodzicielskiej opieki nie jestem w stanie nic załatwić, boję się wykonać jakiś telefon w mojej sprawie, zawsze pytam się czy gdzieś mogę wyjść, mimo że mam prawo jazdy i spokojnie mogłabym sama zaplanować i pojechać chociażby do znajomych (o to też ciągle pytam). Na szczęście zauważyłam ten problem i od jakiegoś czasu uświadamiam o nim moich rodziców starając się coraz częściej przełamywać swój strach i załatwiać swoje sprawy sama.


Jakiś czas temu w szkole była zorganizowana akcja, w której można było dołączyć do fundacji i zostać potencjalnym dawcą szpiku kostnego. Bardzo się nakręciłam i chciałam się zapisać. W pierwszej chwili chciałam zadzwonić do mamy i zapytać czy mogę, w drugiej chwili napomniałam siebie, że to przecież moja decyzja i zrobiłam to. 


Byłam z siebie poniekąd dumna, że kiedyś będę mogła komuś pomóc, że mogę znaleźć swojego brata bliźniaka w potrzebie i powiedziałam o tym rodzicom jako, wydawałoby się, o dobrej wiadomości. Spotkałam się za to z krzykiem, z pytaniami w stylu co ja sobie wyobrażam i czy na pewno jestem mądra, bo chyba nie, skoro nie zdaję sobie sprawy z ryzyka. 


Zamilkłam, no bo co innego zrobić. Tak czy siak nie zrezygnowałam i jestem szczęśliwa, że kiedyś się może przydam, tak samo szczęśliwa kiedy oddaję krew.


Przykre jest to, że nie dawno przypadkiem usłyszałam, jak mama używa mojego przykładu jako argumentu, który ma przekonać kogoś bardzo chorego, do leczenia się dzięki transfuzji krwi. Jako, że "można temu zaufać" i nie trzeba się bać. Szkoda tylko, że mi nie może zaufać.

#eeAsu

Nie jestem typem imprezowicza, ale jak każdemu czas zdarza mi się przeholować z alkoholem. Pewnego wieczoru wracałem do mieszkania po gęsto zakrapianej imprezie. Wracając mogłem uchodzić za żeglarza, zawiany, bujając się we wszystkie strony. Czułem się jakbym miał zaraz wyzionąć ducha.

Nagle zakręciło mi się w głowie. Po prostu czułem, że muszę puścić pawia. Próbowałem jakoś dotrzymać do momentu aż wrócę do mieszkania i żeby być fair, prawie mi się to udało - zwymiotowałem w windzie. Wróciłem do mieszkania z myślą o posprzątaniu tego bałaganu, ale wiadomo, będąc pijanym myśli się jedynie o tym żeby się gdzieś położyć i zasnąć.

Obudziłem się kilka godzin później i zupełnie zapomniałem o tym co zostawiłem po sobie w windzie. Przypomniało mi się to dopiero jakiś czas później. Biorę mopa, wychodzę na korytarz i wzywam windę. Winda była czysta, nie było żadnych nieprzyjemnych zapachów wymiocin. Jakby nigdy nic się nie stało. Zdziwiłem się, podrapałem się po głowie i wróciłem do mieszkania.

W poniedziałek jak wychodziłem do pracy, w windzie była przyklejona wielka kartka z przekreślonym psem i napisem "Drogi właścicielu którego zwierzę zanieczyściło windę, zadbaj o porządek i następnym razem posprzątaj po swoim psie!".
Dodaj anonimowe wyznanie