#eeAsu

Nie jestem typem imprezowicza, ale jak każdemu czas zdarza mi się przeholować z alkoholem. Pewnego wieczoru wracałem do mieszkania po gęsto zakrapianej imprezie. Wracając mogłem uchodzić za żeglarza, zawiany, bujając się we wszystkie strony. Czułem się jakbym miał zaraz wyzionąć ducha.

Nagle zakręciło mi się w głowie. Po prostu czułem, że muszę puścić pawia. Próbowałem jakoś dotrzymać do momentu aż wrócę do mieszkania i żeby być fair, prawie mi się to udało - zwymiotowałem w windzie. Wróciłem do mieszkania z myślą o posprzątaniu tego bałaganu, ale wiadomo, będąc pijanym myśli się jedynie o tym żeby się gdzieś położyć i zasnąć.

Obudziłem się kilka godzin później i zupełnie zapomniałem o tym co zostawiłem po sobie w windzie. Przypomniało mi się to dopiero jakiś czas później. Biorę mopa, wychodzę na korytarz i wzywam windę. Winda była czysta, nie było żadnych nieprzyjemnych zapachów wymiocin. Jakby nigdy nic się nie stało. Zdziwiłem się, podrapałem się po głowie i wróciłem do mieszkania.

W poniedziałek jak wychodziłem do pracy, w windzie była przyklejona wielka kartka z przekreślonym psem i napisem "Drogi właścicielu którego zwierzę zanieczyściło windę, zadbaj o porządek i następnym razem posprzątaj po swoim psie!".

#NW38M

Moje życie jest jak sklejka seriali TVN-u. Pewnie wiele z was zastanowi się czy chwalę się czy żale, ale mam inny cel.


Zacznijmy od tego, że moja rodzicielka jest z innego kraju, a między moimi rodzicami jest 14 lat różnicy, przez co się nie dogadują. Dobra, to w sumie mało powiedziane. Mój ojciec to tyran. Przemoc psychiczna to codzienność w tym domu. Niestety fizyczna również ale oszczędzę sobie i wam szczegółów. Czasem jednak ślady zostają i nie zawsze da się je ukryć. A co na to szkoła?


Szkoła to też oddzielna historia: szykanowanie, wyzwiska, izolacja. Ale czemu się dziwić, jak w klasie jest 21 osób w tym 3 dziewczyny razem ze mną. Chłopcy jak chłopcy, lubią podokuczać i w sumie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie stworzyli klubu mającego na celu mnie zlikwidować. A że wszystko działo się poza terenem szkoły nikt nic nie mógł/nie chciał zrobić. To może straszne, ale nabrałam wzorców z domu, więc potrafiłam się bronić i dopóki działali pojedynczo dawałam sobie radę, ale gdy połączyli siły, byłam bez szans. Często wracałam do domu pokiereszowana, ale zamiast pytań był krzyk, bo jak to tak żeby dziewczynka tak wyglądała i potem wiadomo, wyglądałam jeszcze gorzej. Rozmowy z psychologiem szkolnym nic nie dały, bo raz że początkowo pomijałam problem w domu, a dwa stwierdził, że dopóki nie przestanę na nich donosić oni nie przestaną się znęcać. Tak zacisnęłam zęby i skończyłam podstawówkę.


Zmiana szkoły, zmiana ludzi ale nie mojej psychiki. Mimo że wszyscy byli przyjaźni, chcieli mnie poznać byłam nie ufna, nie zwierzałam się. Do samego końca byłam zagadką. Stwierdziłam, że wołanie o pomoc nic nie da, bo nie wiele mogą zrobić, a po doświadczeniach jakie miałam wolałam stać się niewidzialna. Ale tak się nie da. Nie zależało mi na szkole, na ocenach, na ludziach. Ale zależało mi na tym, żeby jak najkrócej być w domu. Zapisywałam się więc na wszystkie zajęcia jakie tylko były. Tam zwróciłam na siebie uwagę jednej z nauczycielek. Zaczęła ze mną rozmawiać, zainteresowała się mną. Widziała, że mam problem. 


Tak właśnie znalazłam osobę, której z czasem zaufałam. Opowiedziałam jej wszystko, dużo więcej niż mogę opisać tutaj pokazałam to co tak bardzo próbowałam ukryć. Była wstrząśnięta i obiecała że tego nie zostawi. Tak też zrobiła. To był długi proces, trudny dla nas wszystkich, ale udało się odebrać prawa rodzicielskie moim rodzicom i zamieszkałam z moją nauczycielką. Stała się dla mnie mamą, choć swoją rodzicielkę wciąż kocham, to jednak mamę miałam jedną. 


Wiem, że nigdy już nie będzie mogła tego przeczytać, ale w taki sposób, chciałam jej podziękować za wszystko. Zginęła w wypadku w tamtym roku, ale dopiero dzisiaj byłam w stanie spełnić jej ostatnią wolę. 


Obiecałam, że otworzę się na ludzi i nie będę wstydzić się przeszłości.
Krok 1 wykonany.

#EDxWE

Nie mam studiów. Mam tylko maturę (świetnie zdaną) i pracowałam jako grafik za ok 5000 zł na rękę. Od rodziny i innych współpracowników, którzy zazwyczaj projektują gorzej i bardziej sztampowo niż ja, ciagle słyszę przytyki, że nie skonczyłam studiów. Ciagle słyszę tysiac argumentów, że jeszcze mogę się nawrócić, straszenie że wyrzucą mnie z pracy bo nie mam studiów, że nie dam rady się kiedyś przebranżowić bez kursu podyplomowego... Pochodzę z bardzo bogatej rodziny, moje zarobki są wyśmiewane, słyszę pytania czy na waciki mi starcza i czy mam już jakiegoś bogatego starucha na oku. Znosiłam to dzielnie. Miesiąc temu moja mama powiedziała, że nie odezwie się do mnie, dopóki nie pokażę jej indeksu.
O ile jeszcze rodzinę rozumiem, bo mają dość staromodne wyobrażenie o rynku pracy, to współpracownicy, często mi polegli są w tej kwestii po prostu bezczelni. Pierdolenie o tym, jakie to studia (na grafice??) były trudne i wyczerpujące, ale że ja miałam lepiej bo wcześniej zaczęłam pracę i tak naprawdę nie wiem co to jest prawdziwa nauka(??).
To wszystko spowodowało, że nie wytrzymałam i uciekam do Włoch. Lubię swoją pracę i szukam miejsca, gdzie nikogo nie będzie obchodzić moje wykształcenie.
P.S, Studiów nie mam, bo nienawidziłam szkoły i nauki, a także nie chciałam być zależna od moich zaborczych rodziców (powiedzieli, że utrzymają mnie tylko gdy wybiorę jeden z kierunków, które dla mnie przewidzieli). Nie chciałam bawić się w sądy i alimenty (głównie przez dumę). Teraz rozważam kierunek malarstwo na jakiejś uczelni zagranicznej, bo to było to, czym się zawsze interesowałam.

#cO826

Przewinęło się tutaj ostatnio kilka historii nt. znęcania się i przemocy wśród uczniów w szkołach. Kilkanaście lat temu, w mojej szkole takie zachowania był tradycją i zwano je "koceniem". Wielu uznawało to za nieszkodliwą zabawę, ale jak wiadomo, zabawy czasem wymykają się spod kontroli. 

Najpopularniejszą metodą "kocenia" było mierzenie. Polegało to na zmuszaniu do odmierzenia za pomocą zapałki rozmiaru jakiegoś obiektu. W wersji light był to parapet mierzony całą długością patyczka, ale co bardziej "kreatywni" wymyślali rzeczy w stylu mierzenie korytarza lub odpływu klozetu jedynie główką zapałki. Dopóki stosowana była wersja light i obie strony traktowały to jako wygłupy wydawało się, że można machnąć ręką, jednak zdarzały się "koty" krnąbrne, które bawić się absolutnie nie chciały. Wówczas egzekwowano od nich posłuszeństwo straszeniem, biciem czy zabieraniem rzeczy i wyrzucaniem ich do śmieci, przez okno lub nawet do klopa.

Pewnego razu, kiedy to już przeistoczyliśmy się z "kotów", w drugoklasistów na którejś z przerw podszedł do mnie kolega i oznajmił, że "jeden >kot< nie chce mierzyć". On sam był kurduplem, ja natomiast, bez chełpienia się, z uwagi na rozmiary i pewne umiejętności nabywane od najmłodszych lat budziłem respekt. 

Nigdy wcześniej nie bawiłem się w "kocenie", sam też nigdy go nie doświadczyłem, ale z jakiegoś powodu wstałem i poszedłem za kolegą, utemperować buntownika. "To ten!" - wskazał palcem mój kompan. "Ale dlaczego ja?" - odparł wciśnięty w kąt korytarza mały, przestraszony, pucułowaty chłopaczek, z wystającymi przednimi zębami. Ofiara idealna, niezdolna do obrony. Z perspektywy dorosłego człowieka to śmieszne, ale wtedy czułem, że mam nad nim pełnię władzy. Mogłem upokorzyć go na dziesiątki różnych sposobów. Stanąłem więc nad nim, groźnie zmarszczyłem brwi i moja ręka wystrzeliła naprzód... otwarta do powitania. Przedstawiłem się, uścisnąłem małą, spoconą ze strachu dłoń i nakazałem mu "nie słuchać tego ch*ja, a w razie innych problemów przyjść do mnie". Kolega z klasy trochę się obraził, ale szybko mu przeszło. 

Za to z tego drugiego miałem do końca szkoły dobroduszny ubaw, gdy wołał za mną "cześć" z drugiego końca korytarza. 

Minęło ponad 15 lat. Gdybym wtedy zmusił go do wzięcia udziału w tych pozornie nieszkodliwych, debilnych zabawach, nawet nie uciekając się do bezpośredniej przemocy, pewnie wciąż wspominałbym to z zażenowaniem. Zamiast tego do dziś czuję się dumny, że postąpiłem właściwie. I być może przeczyta to jakiś nastoletni kozak i wyciągnie naukę. 

Chcesz poprawić sobie samoocenę? Poczuć się twardzielem? Pomóż komuś, zamiast go gnoić. Spraw, żeby szanował cię, a nie bał się ciebie. Stań po stronie tego, który jest prześladowany. To duże lepsze niż bycie gnojkiem, który musi krzywdzić innych, by czuć się "kimś".

#V6fbh

Moja córka jest teraz w 7 miesiącu ciąży. Ma chłopaka i dobrą pracę, jest dorosła, dawno już się usamodzielniła. Niby nic niezwykłego.
 
Odkąd dowiedziałem się o ciąży nie mogę już spojrzeć na nią tak samo. Chodzi o świadomość, że uprawiała seks. Wydaje mi się, że jest brudna, widzę oczami wyobraźni jak robi to dziecko z tym swoim chłopakiem.

Jednocześnie strasznie mnie to pociąga, ciągle nachodzą mnie fantazje seksualne z tym związane. Za każdym razem gdy przychodzi nie mogę oderwać wzroku od jej ciała, jest naprawdę piękna. Miałem nawet sny erotyczne z jej udziałem. Mam obsesję, nie mogę przestać o niej myśleć jako o innej kobiecie, jednocześnie przeszkadza mi to, że nie jest już dziewicą.

Gwoli ścisłości, czuję się jak ostatni zwyrol.

#jJmpo

Kilka lat temu stwierdziłem, że mam dosyć bycia typowym facetem przed czterdziestką z brzuszkiem. Ostro wziąłem się za siebie i po dwóch latach osiągnąłem swoją wymarzoną formę. Żona, z którą już od jakiegoś czasu nie układało się najlepiej, stwierdziła, że na pewno zdradzam, bo przecież nie istnieją inne powody, żeby o siebie zadbać. 

Jakiś czas później wzięliśmy rozwód, okazało się, że to ona zdradzała mnie, nie na odwrót. Wyprowadziła się do rodziców, ja zostałem w mieszkaniu w mieście, razem z córką, już pełnoletnią wtedy, która wolała zamieszkać ze mną. I tu jakiś czas temu pojawił się problem. 

Z córką zawsze miałem bardzo dobry kontakt, nasza relacja była wręcz wzorowa. Byliśmy dla siebie bliscy, jak miała jakiś problem zawsze najpierw przychodziła do mnie, mogliśmy szczerze rozmawiać na każdy temat, razem wspieraliśmy się w czasie trudnych chwil. Ale kilka miesięcy zaczęło robić się dziwnie. Na początku dość niewinnie, zauważyłem, że córka częściej chodzi po domu w samej bieliźnie, zakłada bardziej prześwitujące ubrania i tak dalej. Nie zwróciłem na to większej uwagi, myślałem, że przechodzi po prostu taki etap. Jednak później było tylko gorzej. 

Zaczęło się okazjonalne przechodzenie po domu nago, dość niedwuznaczne gesty w moją stronę, różne teksty z podtekstami. Od tego momentu zacząłem ją napominać, żeby się ogarnęła, przestała. Bezskutecznie. Do tego doszło łapanie mnie za krocze i jawne już propozycje stosunku, a także masturbacja na kanapie w salonie i wykrzykiwanie przy tym mojego imienia. Prosiłem ją, próbowałem namówić na wizytę u psychologa, ale tylko się śmieje i mówi, że to normalne i nie ma w tym nic złego. 

Nie chcę jej wyrzucać z domu, jest na drugim roku studiów, przynosi praktycznie same piątki, a wiem, że nie byłoby jej stać na mieszkanie, musiałaby wyprowadzić się do matki, ponad 200km stąd. Nie chcę rujnować jej studiów, a mnie samego też nie stać na wynajem innego mieszkania. 
Ale jest też po prostu piękną, młodą kobietą, moją córką, którą kocham. I zacząłem zauważać, że mój opór słabnie. Na razie na zewnątrz jeszcze utrzymuję pozory, strofuję za każdym takim wybrykiem, ale wewnątrz coraz częściej rozmyślam nad tym, jakby to było w końcu ulec przed nią i samym sobą. Nie mam pojęcia co robić w tej sytuacji.

#TiL3j

Jakiś czas temu pojawiały się wyznania związane z prywatnością w łazience, ja też dorzucę swoje trzy grosze.


W dzieciństwie do około szóstego roku życia kąpałam się w wannie z moim tatą. Z tego co pamiętam nie codziennie, tylko czasami. Tata siedział po jednej stronie wanny a ja po drugiej.


Bawiliśmy się pustymi opakowaniami po szamponach, czasem dla frajdy próbowaliśmy zetknąć się stopami.


Dla niektórych (szczególnie z perspektywy dzisiejszych realiów) może to być dość kontrowersyjne, ja natomiast wspominam te chwile bardzo pozytywnie, kojarzą mi się z błogim dzieciństwem.

#aNFQ4

Jadłam obiad z moimi rodzicami i zapytałam ich, jak się poznali – nie wiem skąd ten pomysł, chyba liczyłam na jakąś romantyczną opowieść. Odparli, że skoro jestem już dorosłą kobietą, to mogą powiedzieć mi prawdę.

Mama tańczyła pijana na barze w jakimś tanim, zadymionym klubie i machała swoją bluzką. Tata wszedł tam przez pomyłkę, bo chciał trafić do klubu ze striptizem. Zobaczył wtedy mamę i został, bo stwierdził, że „znalazł swoją striptizerkę”.

Co mnie podkusiło!?

#0pKhy

Zrozumiałam, że jestem damskim incelem.


Z moim partnerem jestem od ponad 10 lat i bardzo się kochamy - każda wolna chwila razem, liczne wyjazdy, podróże, wspólne hobby. Moja ulubiona chwila dnia to ta, gdy zasypiamy wtuleni w siebie nawzajem.


Tylko że... w łóżku jesteśmy niedobrani. Jego od zupełnie nie kręci zwykły, "waniliowy" seks - dla niego musi w nim być element przemocy i upokarzania, inaczej zwyczajnie nie czuje podniecenia. Obojętne, czy to on dominuje, czy ja - ma być bicie, szczypanie, wyzywanie, kat i ofiara. Ja z kolei boję się bólu, a najbardziej chciałabym seksu pełnego czułości i miłości, który dla niego jest nawet nie nudny, a... wytrącający z nastroju.


Od dawna nie uprawiamy zwyczajnego seksu - zazwyczaj zadowalam go do pełnych przemocy pornosów, albo poświęcam się i gram ofiarę. W roli dominy brzydzę się sobą. On nie zadowala mnie, bo jest w tym tak mechaniczny i nieczuły, że jest mi z nim bardziej nieswojo niż przyjemnie. Przy nim utraciłam zainteresowanie seksem i po prostu żyję w celibacie. Sądziłam, że najwyraźniej taki mam temperament, że wystarczy mi masturbacja raz na miesiąc, ale...


...w zeszłe wakacje poznałam chłopaka, młodszego ode mnie, delikatnego, nieśmiałego i w ogóle niemęskiego, przypominającego mi bardziej dziecko niż faceta. 


Tak silnego, fizycznego pociągu seksualnego nie czułam jeszcze nigdy w życiu (jestem wierna partnerowi). Każdy jego dotyk momentalnie sprawiał, że byłam mokra. Zerwałam tę znajomość, bo szkoda mi stałego związku, ale dalej fantazjuję o tamtym pięknym (bo inne określenie nie pasuje) mężczyźnie, gdy się masturbuję. Podnieca mnie jego delikatność i słabość, to, że wiem, że jest niegroźny.


W ten sposób zrozumiałam, że mój popęd seksualny wcale nie jest mały - po prostu mój partner zabił we mnie całe pożądanie swoimi upodobaniami, bo teraz seks kojarzy mi się z bólem i torturami.

#biaDL

Mój pająk wprowadził się do mnie tuż po tym, jak opuścił mnie były facet. Zazwyczaj nie toleruję takich stworzonek w moim domu, ale w tamtym okresie poczucie beznadziei i niechęci do świata sprawiło, że nie chciało mi się pozbyć intruza.

Pierwszy raz zobaczyłam go we wnęce okiennej w mojej łazience, mam okno tak jakby w środku prysznica. Panikarą nie jestem, tak że z myślą 'jutro go wyrzucę' umyłam się i poszłam spać. I tak każdego dnia, aż stwierdziłam, że w sumie bardzo go lubię. Uczyliśmy się siebie wzajemnie. Ja, sprzątając łazienkę, nie ruszałam jego kilku milimetrów kwadratowych. On zawsze chował się głęboko w rogu okna, kiedy naga szłam pod prysznic. Nigdy nie kierowałam strumienia wody w jego stronę. Tak nam mijały miesiące. Z czasem z rozczuleniem myślałam o nim wracając do domu. Taka mała, niepozorna czarna kulka, czekająca grzecznie i niezmiennie na swoim miejscu w oknie. Nie sprowadzał innych pająków do naszego mieszkanka, a ja usuwałam obcych delikwentów, żeby przezornie ochronić mojego koleżkę.

Mój pająk był znany w gronie moich znajomych. Traktowali go nieco lekceważąco, ale nikt nie ośmielił się wprost powiedzieć czegoś uwłaczającego lub przykrego. Pewnego dnia zaprosiłam do siebie kolegę na kawę. Zwyczajowo sprzątnęłam widoczne części mieszkania i zabrałam się za łazienkę. Przecierając szmatką podłogę pod zlewem, natknęłam się na pająka. Odruchowo starłam go ściereczką, a ten skulił się w geście obronnym. Dobiłam go papierem toaletowym. Kiedy już wylądował martwy w muszli, ogarnęło mnie złe przeczucie. Spojrzałam w okno. Puste.

Zabiłam swojego pająka. Mojego nieśmiałego, grzecznego, małego pająka, który samym swoim widokiem osładzał mi wiele miesięcy naszego wspólnego życia. Wciąż mam przed oczami jego obraz, kiedy się kulił i z każdym dniem bardziej do mnie dochodzi, co zrobiłam. Czemu akurat tego dnia opuścił okno? Dla niektórych to tylko jakaś przybłęda z zewnątrz, a ja chyba nigdy o nim nie zapomnę.
Dodaj anonimowe wyznanie