Mam 25 lat, w tym roku skończyłam studia na politechnice. Po stażu w świetnej firmie dostałam etat i sowitą podwyżkę, z której bardzo się cieszę. Było super, do czasu aż zerwałam z chłopakiem. Nie wiem co napadło moją mamę, ale zaczęła robić mi wręcz awantury o to, że jestem sama. Ostatnio krzyczała na mnie, że koniecznie muszę się zobaczyć z pewnym chłopakiem, a nuż się zakocham. Że muszę kogoś znaleźć, bo sobie sama w życiu nie poradzę. Na kredyt na mieszkanie nie będzie mnie stać. Życie samej jest smutne. Czy jestem homoseksualna? Czy chciałabym w ogóle być z facetem? (heloł, przecież byłam w związku z facetem...). Czy ktoś mnie kiedyś skrzywdził, bo nie chcę być w związku? Czy ja jestem normalna, może potrzebuję psychologa? Powinnam znaleźć kogoś przynajmniej dla seksu, nie muszę przecież zakładać rodziny, jeśli nie chcę.
Jestem samotną osobą. Nie umiem utrzymywać kontaktów z ludźmi. Jestem raczej miłą osobą, ale tylko dopóki ktoś nie ma oczekiwań względem mnie. Nigdy nie zapraszałam znajomych do domu, nie spotykałam się z nikim. Nigdy nie szukałam drugiej połówki. Nigdy nie wyobrażałam sobie życia z drugą osobą. Nauczyłam się żyć w towarzystwie mężczyzn, rozmawiać z nimi dopiero w trakcie studiów. Wcześniej byli w zasadzie tylko otoczeniem. Wtedy dopiero poczułam jak to jest być w związku, ale zerwałam zanim zaczęło dochodzić do zbliżeń. Nie wyobrażam sobie być z kimś aż tak blisko.
Boli mnie, że ktoś mi to wszystko wygarnia.
Nigdy nie narzekałam na moje życie prywatne czy jego brak.
Żyję jak żyję. Gdybym chciała coś zmienić, to bym jakkolwiek dążyła do tej zmiany.
Mój mąż kupił mi na urodziny odkurzacz. Cudownie, prawda?
Odwdzięczyłam się zatem w podobny sposób i zamówiłam mu na trzydziestkę elektrycznego mopa z napisem: „w końcu we właściwych rękach!”. Mam nadzieję, że się ucieszy!
Ostatnio byłam tak spłukana z kasy, że jadłam surowy makaron, bo mi gaz odcięli i nie miałam jak go ugotować (nie, nie mam czajnika elektrycznego).
Mój mąż zakochał się w innej. Nie, to nie jest kolejna historia o tym, jak źli są faceci.
Jesteśmy parą od 12 lat, a małżeństwem od 7. Mój mąż jest bardzo uczciwy, czasem aż za bardzo. Kocha mnie, nigdy nawet nie spojrzał na inną kobietę. Miał swoje wady, jak każdy, ale co do jego wierności nigdy nie miałam żadnych wątpliwości. W związku układało nam się raz lepiej, raz gorzej, jak wszędzie. Dużo razem przeszliśmy. Moją depresję po stracie dziecka, próby zapijania smutków alkoholem. Odpychałam go od siebie, ale on nigdy nie przestał o nas walczyć.
Od ponad roku było dobrze, naprawdę dobrze.
Kilka tygodni temu przyszedł do mnie i przyznał mi się, że chyba się zakochał. Poznał ją w pracy kilka miesięcy temu. Byli kilka razy na kawie. Nawet się pocałowali. Płakał, przepraszał, bo myślał, że nigdy nie pokocha kogoś innego, myślał, że jestem tą jedyną.
Znam go bardzo dobrze. Nie byłam zła. Byłam zaskoczona tak samo jak on. Jeżeli pokochał kogoś innego, to musi być to niesamowita osoba. Miał tyle okazji, żeby być z naprawdę ładnymi kobietami, dużo chciało się z nim umówić, ale nigdy nawet nie spojrzał na inną. Co mu miałam odpowiedzieć? Chyba nie ma dobrych słów na taką okazję. Powiedziałam tylko, że nic się nie stało i go przytuliłam. Ja też płakałam. Było mi przykro, ale co miałam zrobić? Kazać mu zostać ze mną, bo jesteśmy małżeństwem, bo tak wypada, nawet jeśli przestał mnie kochać? Było nam razem dobrze, ale nigdy nic na siłę.
Uzgodniliśmy, że nie będziemy spieszyć się z rozwodem. Wyprowadził się i chyba jest z nią szczęśliwy. Wiem, że ma wyrzuty sumienia w stosunku do mnie, ale niepotrzebnie. Kocham go i zawsze będę, zawsze znajdzie we mnie oparcie, ale jeśli pokochał kogoś bardziej, to cieszę się, że powiedział mi o tym. Może jestem dziwna, ale chcę dla niego jak najlepiej. Nie czuję się też jakoś okropnie skrzywdzona. Przez chwilę nawet myślałam, że może ja go po prostu nie kocham, no ale przecież przez te 12 lat nigdy nie szukałam nikogo na boku, było nam razem dobrze w każdym aspekcie. On miał być ojcem moich dzieci, więc to chyba jednak była miłość.
Ostatnio mój znajomy wysłał mi wiadomość na Facebooku „Wyciekły Twoje nagie zdjęcia! Sprawdź” a przy tym dziwny link, do jakiejś strony. Nie kliknęłam go, bo byłam pewna, że to jakiś wirus.
Okazało się, że faktycznie w internecie są moje nagie zdjęcia.
Chciałabym się z wami podzielić tym, jak przez swoją głupotę prawie straciłam prawdziwą przyjaciółkę.
Z Anią znam się od liceum. Była to zwyczajna, dziewczęca przyjaźń ze szkolnej ławki. Każde przerwy spędzałyśmy razem, zaś po szkole spotykałyśmy się na mieście lub w moim domu. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że z czasem uświadomiłam sobie, że z mojej strony przeradza się to w coś więcej niż przyjaźń... Męczyłam się z tym prawie przez rok, zmagając się z typowymi objawami zakochania.
Mimo że byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, zaczęłam się od niej odsuwać. Nie mogłam znieść tego, że będąc obok nie mogłam jej przytulić, pocałować... Z perspektywy czasu myślę, że gdyby to ona nie wyciągnęła wtedy do mnie ręki i wprost nie zapytała co się dzieje, nasza przyjaźń by przepadła. Przegadałyśmy cały wieczór, aż w końcu przez łzy odważyłam się wydusić co do niej czuję. Początkowo patrzyła na mnie z oniemieniem, aż wreszcie powiedziała, że od dawna to podejrzewała, ale bała się zapytać.
Na moje pytanie, co dalej z nami będzie odpowiedziała, że to nie wypali. Nic do mnie nie czuje, uważa mnie jedynie za przyjaciółkę, ale obiecuje, że nie zostawi mnie teraz samej. I... słowa dotrzymała. Nie odwróciła się ode mnie, kiedy najbardziej jej potrzebowałam, wspierała mnie w trudnych chwilach. Dlatego właśnie do dziś jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, a ja... Przebrnęłam ten trudny okres dojrzewania, kiedy byłam tak bardzo pogubiona w swoich uczuciach, że wręcz zdawało mi się, że tylko przy drugiej kobiecie osiągnę szczęście. Dziś mam cudownego męża i dzieci oraz wspaniałą przyjaciółkę.
O tym w jaki sposób odkryłam, że mój chłopak mnie zdradza.
Ci ważne w historii, mam swoje dziwactwo, polegające na tym, że lubię przeglądać czasem cudze profile. Ludzie często na początku historii swoich kont na Facebooku upubliczniają wiele dziwnych lub mocno prywatnych zdjęć, wiec są przypadki, gdy mam sporo śmiechu, ale do rzeczy.
Przyjaciółka oznaczyła mnie w poście w stylu "OSOBY URODZONE W MARCU I KWIETNIU SĄ NAJPIĘKNIEJSZE" czy innym cholerstwie. Z nudy przeglądałam profile ludzi komentujących ten post. Przejrzałam kilka profili i jako kolejny "cel" wybrałam konto dziewczyny imieniem "Karyna" (skusiło mnie do tego zdjęcie profilowe pasujące idealnie, stereotypowo do imienia).
Wchodzę, patrzę na fotki, zdecydowana większość była wstawiana przez jej znajomych ze wspólnych imprez. Na jednym poście oznaczony był nijaki "Kowal Jakub" (te dane zmienione). Uśmiechnęłam się pod nosem, bo mój chłopak nazywa się Kuba Kowalski, całkiem podobnie, nie?
Rozwinęłam ten post, spojrzałam na typowy selfiaczek z dzióbkiem koleżanek wspomnianej wcześniej Karyny, a w tle... całująca się Karyna! Olałabym to, gdyby nie fakt, że chłopak, z którym się obściskiwała był niesamowicie podobny do mojego chłopaka!
Coś mnie pokusiło, aby zajrzeć też na profil tego całego "Kowala Jakuba". Jak łatwo się domyślić, był to drugi profil mojego Kuby...
Szybko połączyłam fakty, choć przyznam, że do tej pory czuję się jak bohaterka taniego serialu i nie dowierzam. Aż taki zbieg okoliczności? Jak?!
To co czuję ciężko krótko opisać... Pewnie niejedna osoba tutaj zna to uczucie. Nie wiem co teraz robić. Powiedzieć mu, że wiem? A może mścić się? Mam już stuprocentową pewność, że to on. Zwłaszcza że zdjęcie profilowe zrobił na parkingu przed swoją pracą... Kompletnie nie wiem co robić, po tych emocjach nie mam już siły...
Jak wyjdę czasem gdzieś na bazar, to wszyscy myślą, że jestem Azjatką i nawet nie próbują rozmawiać ze mną po polsku. Gdzieś mnie ciągną, coś mi mówią, a ja ciągle muszę im tłumaczyć, że mam geny peruwiańskie, ale jestem Polką i znam tylko polski...
Chyba życie zaczyna mi się układać. Zainteresował się mną porządny, ułożony chłopak i szanowany pracodawca. Praca, w której sobie dorabiam jest lekka i przyjemna jak marzenie... Jest tak spokojnie i bezproblemowo jak nigdy w moim życiu.
Po tylu ciosach jakie od dzieciństwa los mi zadawał, wydaje się to wręcz niemożliwe i serce podchodzi mi do gardła, gdy tylko zobaczę cień "zagrożenia". To trochę uczenie się życia od nowa. Może za parę miesięcy wyzbędę się strachu przed utratą tego szczęścia?
Mój chłopak od zawsze pokazywał mi, że mu na mnie zależy. Czasami aż za bardzo, kiedy przejawiał zazdrość o każdego faceta, który na mnie spojrzał. Mój Bartek potrafi obrazić się o to, że kolega powie mi „cześć”, a więc domyślacie się, że życie z tak zaborczą osobą nie jest łatwe. Ostatnio jednak przeszedł samego siebie, robiąc mi awanturę… o psa. Tak, o PSA.
Pojechaliśmy na wieś do mojej rodziny, mieszka tam rodzinny kundelek, Rocky. Wyobraźcie sobie, że Bartek zrobił wielką aferę, bo pozwoliłam Rocky'emu spać z nami w łóżku. Zarzucił mi, że więcej głaszczę i całuję psa niż jego, po czym przestał się do mnie odzywać. Tak było przez cały pobyt na wsi. Po powrocie zdecydowałam, że muszę odpocząć od Bartka i dać mu trochę do myślenia, więc zarządziłam przerwę w związku.
On teraz wydzwania i przeprasza, - kocham go i chcę by się nam ułożyło, ale musi wyciągnąć z tej sytuacji jakieś wnioski. Jakieś rady, jak zwalczyć u chłopaka chorobliwą zazdrość o dosłownie WSZYSTKO?
Dodaj anonimowe wyznanie