Ja w krytycznych momentach jadłam chleb z pasztetem, posypany przyprawami zeby był chociaz różny smak.
aceofspades
A ja tak kocham pasztet, że choć stać mnie na inne jedzenie, to i tak mogłabym jadać kanapki z pasztetem codziennie, na śniadanie, obiad i kolację xD ale tylko jeden konkretny pasztet, a niestety tu gdzie mieszkam nie mogę go dostać zbyt często (mieszkam w Anglii, pasztet jest polski i w jedynym polskim sklepie, w jakim go sprzedają, mają rzadko dostawę). Jakby kogoś interesowało, to chodzi o pasztet z dudy, w pęcie, koniecznie z żółtymi napisami, bo z czerwonymi ma zupełnie inny smak.
xxyyzz
Pasztetowa, mniam. Koniecznie drobiowe, którą łatwo rozmarowac na kanapce. Pycha
To nie bieda, tylko pierdołowatość. Inteligentny człowiek zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie. Sierota usiądzie i będzie chrupać surowy makaron.
Xanx
Tymbardziej że gazu nie odcinaja za 1 niezaplacony rachunek
Xanx
@lyka, tu nie chodzi o wredote, ostatnio zauważyłem że jest straszna moda na gloryfikacje porażek. Każdy kogo spotkało coś złego w dodatku często z jego winy jest traktowany jak święty obrazek. Nie twierdzę że ofiarom przemocy i innefo zła wyrzadzonego przez ludzi nie należy się pomóc czy wsparcie ale to zaszło za daleko. Teraz podziw budzi to że ktoś wyszedł z bezdomności, że mimo długów, nałogów sobie radzi czy jak autorka (o ile to nie była pomyłka jak u Ciebie) glodowala, nie płaciła rachunków to jeszcze wszyscy stają w jej obronie. Sami tworzymy społeczeństwo nieudaczników, osób nieradzacych sobie z życiem, popadają tych w depresję i wiecznie uzalajacych się. Po prostu łatwiej być lub udawać ofiarę i oczekiwać pomocy i współczucia niż zacząć działać i zmienić swoje życie.
aceofspades
Jest jeszcze coś pomiędzy gloryfikacją porażek, a obrażaniem czy wyśmiewaniem ludzi, którzy pogubili się w życiu.
To coś nazywa się człowieczeństwo, ludzkie podejście i zrozumienie.
Każdemu może przytrafić się chwila słabości, nawet inteligentnemu człowiekowi.
Też nie lubię, gdy ludzie się nad sobą użalają (szczególnie w internecie), ale nie robią nic, by zmienić swojej sytuacji, ale uważam, że wyzywanie ludzi, którzy mają jakiś problem w życiu (obojętne czy ze swojej winy, czy nie), jest na tym samym poziomie.
Nie widzę, by autorka wyznania się nad sobą użalała lub trwała w takiej sytuacji dłuższy czas, skoro pisze "ostatnio" i jednocześnie w czasie przeszłym. Więc wasze zgryźliwości i chamatwo naprawdę jest nieadekwatne do sytuacji.
AleksanderV
Butelka denaturatu kosztuje 5 zł. Kuchenkę spirytusową robimy za darmo ze starej puszki. Mamy zestaw na ugotowanie 7 porcji makaronu. Ogarnięty tak zrobi. Atencjuszka będzie chrupała makaron w formie nie przyswajalnej dla naszego organizmu.
OhJeez
Pamiętajmy, że to anonimowe wyznanie. Z założenia coś, o czym ludzie wstydzą się powiedzieć znajomym (taka przynajmniej jest idea). Więc całkiem logiczne, że
często trafiają tu historie, w których ludzie z jakiegoś powodu nie dali sobie rady, ponieśli jakąś porażkę, bo to jest coś, czym nikt nie lubi się chwalić. Jakby autorka doskonale odnalazła się w sytuacji, nie dopuściła do odcięcia gazu albo nawet znalazła idealny zestaw potraw do gotowania bez kuchenki, to by nie było historii. Ciężko mówić też o "gloryfikacji" porażek w komentarzu akurat na tej stronie. Nie znamy dokładnie jej sytuacji, nie oceniamy, historia pasuje do koncepcji strony, więc myślę, że nie ma potrzeby dawać ujścia złośliwości.
Alighted
Niechętnie sie z wami zgodzę. Na studiach stawałam rzęsach żeby nie głodować. A jak już musiałam kupić tanie rzeczy to potrafiłam z zupki chińskiej zrobić cuda i to w mikrofalowce. Jest mnóstwo przepisów dla studentów na budżecie. Trzeba tylko ruszyć głową.
Ostrzenozeinozyczki
@xanx
Widzialem różne rzeczy i akurat to, że ktoś wychodzi z bezdomności czy radzi sobie z nałogami zasługuje na mój podziw. Nie porównuj pierdół do ekstremalnych sytuacji życiowych.
Xanx
Ale najpierw w nałóg sam wszedł a często i jest bezdomnym z własnej winy więc gdzie tu miejsce na podziw? To jak zbić szybę, naprawić ja i liczyć na poklask
Ostrzenozeinozyczki
Widocznie nie wiesz jak to jest kiedy ktoś ma totalnie przejebane od samego startu lub nawet dzieciństwa. Poczytaj sobie niektore wyznania (oprocz tych typu "nie dogaduje sie z mama" albo "kloce sie z chlopakiem"). Ja wiem, że jak się bardzo chce to można wszystko zmienić ale znam przypadki kiedy ktoś ma piekło w którym ciężko sobie poradzić psychicznie a co dopiero finansowo. Droga na prawdziwe dno jest długa i pozakręcana, ten kto jej nie przeszedł może sobie wyobrażać, że skończenie na ulicy jest na własne widzimisię.
Choć przyznaję, że wielu to zwykłe lenie i nieudacznicy.
Xanx
Sam nie miałem lekkiego startu, wychowywany tylko przez matkę, alkoholiczke i jakoś żyję, nie mam depresji, jestem samodzielny a jedynym nałogiem są papierosy (z którym walczę aktualnie), pracuje, za rok biorę ślub i ogólnie ani trudny start ani lekko patologiczna rodzina nie miała na mnie żadnego wpływu.
Oo ja kiedys za cpunskich czasow jadłam "placuszki" z rowodnionej maki smazonej na patelni. Jak byla jakas przyprawa to luksus, a keczup podkradziony wspolokatorowi-niebo w gebie. Zabijal smak placuszkow i jedlismy jakies warzywo. Pomidora w sensie.
ToTylkoJa90
Jadałam podobne rewelacje, też w analogicznych czasach. Doskonała nauczka, by już nie przeginać.
Panieneczkamakowa
@ToTylkoJa90: dla mnie to nie była nauczka. Dopiero wiele lat pozniej sie troszke ogarnełam.
Albo chleb z przyprawami i ketchupem. Nawet niezłe
Ja pamiętam chleb ze śmietaną i cukrem, pycha. Śmietana tańsza niż masło więc teraz się opłaca. Niestety nie wiem co to miwina.
Poka cyce Etanolan
Dodałabyś ketchup i miałabyś ukraińskie spaghetti al dente.
Ja w krytycznych momentach jadłam chleb z pasztetem, posypany przyprawami zeby był chociaz różny smak.
A ja tak kocham pasztet, że choć stać mnie na inne jedzenie, to i tak mogłabym jadać kanapki z pasztetem codziennie, na śniadanie, obiad i kolację xD ale tylko jeden konkretny pasztet, a niestety tu gdzie mieszkam nie mogę go dostać zbyt często (mieszkam w Anglii, pasztet jest polski i w jedynym polskim sklepie, w jakim go sprzedają, mają rzadko dostawę). Jakby kogoś interesowało, to chodzi o pasztet z dudy, w pęcie, koniecznie z żółtymi napisami, bo z czerwonymi ma zupełnie inny smak.
Pasztetowa, mniam. Koniecznie drobiowe, którą łatwo rozmarowac na kanapce. Pycha
To nie bieda, tylko pierdołowatość. Inteligentny człowiek zawsze znajdzie jakieś rozwiązanie. Sierota usiądzie i będzie chrupać surowy makaron.
Tymbardziej że gazu nie odcinaja za 1 niezaplacony rachunek
@lyka, tu nie chodzi o wredote, ostatnio zauważyłem że jest straszna moda na gloryfikacje porażek. Każdy kogo spotkało coś złego w dodatku często z jego winy jest traktowany jak święty obrazek. Nie twierdzę że ofiarom przemocy i innefo zła wyrzadzonego przez ludzi nie należy się pomóc czy wsparcie ale to zaszło za daleko. Teraz podziw budzi to że ktoś wyszedł z bezdomności, że mimo długów, nałogów sobie radzi czy jak autorka (o ile to nie była pomyłka jak u Ciebie) glodowala, nie płaciła rachunków to jeszcze wszyscy stają w jej obronie. Sami tworzymy społeczeństwo nieudaczników, osób nieradzacych sobie z życiem, popadają tych w depresję i wiecznie uzalajacych się. Po prostu łatwiej być lub udawać ofiarę i oczekiwać pomocy i współczucia niż zacząć działać i zmienić swoje życie.
Jest jeszcze coś pomiędzy gloryfikacją porażek, a obrażaniem czy wyśmiewaniem ludzi, którzy pogubili się w życiu.
To coś nazywa się człowieczeństwo, ludzkie podejście i zrozumienie.
Każdemu może przytrafić się chwila słabości, nawet inteligentnemu człowiekowi.
Też nie lubię, gdy ludzie się nad sobą użalają (szczególnie w internecie), ale nie robią nic, by zmienić swojej sytuacji, ale uważam, że wyzywanie ludzi, którzy mają jakiś problem w życiu (obojętne czy ze swojej winy, czy nie), jest na tym samym poziomie.
Nie widzę, by autorka wyznania się nad sobą użalała lub trwała w takiej sytuacji dłuższy czas, skoro pisze "ostatnio" i jednocześnie w czasie przeszłym. Więc wasze zgryźliwości i chamatwo naprawdę jest nieadekwatne do sytuacji.
Butelka denaturatu kosztuje 5 zł. Kuchenkę spirytusową robimy za darmo ze starej puszki. Mamy zestaw na ugotowanie 7 porcji makaronu. Ogarnięty tak zrobi. Atencjuszka będzie chrupała makaron w formie nie przyswajalnej dla naszego organizmu.
Pamiętajmy, że to anonimowe wyznanie. Z założenia coś, o czym ludzie wstydzą się powiedzieć znajomym (taka przynajmniej jest idea). Więc całkiem logiczne, że
często trafiają tu historie, w których ludzie z jakiegoś powodu nie dali sobie rady, ponieśli jakąś porażkę, bo to jest coś, czym nikt nie lubi się chwalić. Jakby autorka doskonale odnalazła się w sytuacji, nie dopuściła do odcięcia gazu albo nawet znalazła idealny zestaw potraw do gotowania bez kuchenki, to by nie było historii. Ciężko mówić też o "gloryfikacji" porażek w komentarzu akurat na tej stronie. Nie znamy dokładnie jej sytuacji, nie oceniamy, historia pasuje do koncepcji strony, więc myślę, że nie ma potrzeby dawać ujścia złośliwości.
Niechętnie sie z wami zgodzę. Na studiach stawałam rzęsach żeby nie głodować. A jak już musiałam kupić tanie rzeczy to potrafiłam z zupki chińskiej zrobić cuda i to w mikrofalowce. Jest mnóstwo przepisów dla studentów na budżecie. Trzeba tylko ruszyć głową.
@xanx
Widzialem różne rzeczy i akurat to, że ktoś wychodzi z bezdomności czy radzi sobie z nałogami zasługuje na mój podziw. Nie porównuj pierdół do ekstremalnych sytuacji życiowych.
Ale najpierw w nałóg sam wszedł a często i jest bezdomnym z własnej winy więc gdzie tu miejsce na podziw? To jak zbić szybę, naprawić ja i liczyć na poklask
Widocznie nie wiesz jak to jest kiedy ktoś ma totalnie przejebane od samego startu lub nawet dzieciństwa. Poczytaj sobie niektore wyznania (oprocz tych typu "nie dogaduje sie z mama" albo "kloce sie z chlopakiem"). Ja wiem, że jak się bardzo chce to można wszystko zmienić ale znam przypadki kiedy ktoś ma piekło w którym ciężko sobie poradzić psychicznie a co dopiero finansowo. Droga na prawdziwe dno jest długa i pozakręcana, ten kto jej nie przeszedł może sobie wyobrażać, że skończenie na ulicy jest na własne widzimisię.
Choć przyznaję, że wielu to zwykłe lenie i nieudacznicy.
Sam nie miałem lekkiego startu, wychowywany tylko przez matkę, alkoholiczke i jakoś żyję, nie mam depresji, jestem samodzielny a jedynym nałogiem są papierosy (z którym walczę aktualnie), pracuje, za rok biorę ślub i ogólnie ani trudny start ani lekko patologiczna rodzina nie miała na mnie żadnego wpływu.
A tyle szczawiu się na łąkach marnuje.
I barszczu :D
Oo ja kiedys za cpunskich czasow jadłam "placuszki" z rowodnionej maki smazonej na patelni. Jak byla jakas przyprawa to luksus, a keczup podkradziony wspolokatorowi-niebo w gebie. Zabijal smak placuszkow i jedlismy jakies warzywo. Pomidora w sensie.
Jadałam podobne rewelacje, też w analogicznych czasach. Doskonała nauczka, by już nie przeginać.
@ToTylkoJa90: dla mnie to nie była nauczka. Dopiero wiele lat pozniej sie troszke ogarnełam.
Kiedyś dosyć często kupowałam zupki chińskie i jadłam je na surowo.
Chętnie Ci pomogę. Odezwij się.
Ile razy się jadło zupkę chińska z przyprawami, bo się miało taki kaprys, wystarczyło ten makaron posypać przyprawami i byłoby git.
to już lepiej kfc
Akurat jedząc na mieście jako osoba samotna wychodzi podobnie lub nawet taniej niż pełnowartościowy obiad robiony samemu.
no nIe wiem. no nie wiem, myślę, że łatwiej by mi przyszło poprosić kogoś czyt. wyrzebrać) 4,95 na ciepłego bismarta, niż chrupać surowy makaron.