#geGOz

Co za kraj! Co za walnięte przepisy!
Jak o mało nie trafiłam do więzienia!

Lubie biegać, może nawet to bardziej marszobieg. Mieszkam w małej miejscowości, ale obok dość dużego miasta, mamy takie piękne lasy, gdzie jest masa różnych ścieżek, ludzi tu nie ma za dużo poza sezonem.

Truchtam ci ja i widzę że jakiś facet stoi obok ścieżki, ale jakoś tak dziwnie się "buja". Jak byłam już za blisko, to zobaczyłam że ma na sobie tylko taki długi podkoszulek, a to bujanie to nic innego jak robienie sobie dobrze ręką... Spanikowałam i zamiast zrobić zwrot o 180 stopni, to jak głupia dalej truchtam w jego kierunku.
To co się następnie stało, to dosłownie były sekundy.

On się obraca twarzą do mnie i wyciąga ręce, a ja niewiele myśląc z rozbiegu zasadziłam mu kopa szpicem buta w miejsce, które powinno być zasłonięte spodniami i którego lepiej nie eksponować w miejscach publicznych. Coś "pykło", facet padł jak kłoda, wrzeszczy coś, kręci się po ziemi, a ja jak ostatni matoł zamiast uciekać, to wyciągam telefon i dzwonię na policję.

Facet stracił 50% możliwości reprodukcyjnych, ja zostałam oskarżona o celowe uszkodzenie ciała, dostałam duży wyrok w zawieszeniu i dość konkretną sumę musiałam mu zapłacić...

Jak to sąd argumentował? Ano tak, że facet został ukarany za "sianie zgorszenia" w miejscu publicznym, a moje zachowanie było przekroczeniem obrony koniecznej... Mam to gdzieś, pakuję się i wynoszę w cholerę. Pamiętajcie, musicie być dosłownie zaatakowani żeby się bronić, bo za prewencję idzie się do więzienia...

#CUJZw

Nie będzie długo, ale będzie szczerze.

Mam 24 lata. Od 2 żyję równocześnie w dwóch szczęśliwych związkach, spotykam się ze swoimi chłopakami regularnie, spędzam z nimi dużo czasu (o dziwo udaje mi się pogodzić to z pełnoetatową pracą i końcówką studiów), oczywiście obaj nie mają pojęcia o drugiej relacji, pomimo tego że się znają.

Jak do tego doszło? Są swoim całkowitym przeciwieństwem, a moje oba "ja" czują wiele zarówno do jednego jak i drugiego z nich, od dawna wiem, że nie jestem w stanie wybrać.

Egoistyczne? Niemoralne? Całym sercem podpisuję się pod tym stwierdzeniem.
Jak to możliwe? Od dziecka kłamstwo i fałszerstwo nie sprawiało mi większego problemu, cały ten czas pozwolił mi opracować niezawodne systemy, które umożliwiają ciągnięcie tego jeszcze przez długi czas. Moim atutem jest fakt, że obaj nie są skłonni afiszować tej relacji przy znajomych czy na ulicy.
Myślicie, że pora na lincz? Dopiero kiedy zdradzę, że jestem wysokim, dobrze zbudowanym blondynem, a moje imię nie kończy się na "a", większość obelg przyjdzie wam do głowy.

Nie szukam tutaj porady, nie szukam oceny. Piszę to, bo moja codzienna nienawiść do samego siebie nie pozwala mi wyjawić tego drugiej osobie patrząc jej w oczy, a równocześnie nie jest na tyle silna, żeby dokonać wyboru pomiędzy nimi.

Dodam, że jestem świadom reakcji czytających na tą opowieść. Spokojnie - z większością z was tak czy inaczej spotkam się w piekle.

#JNYVp

Nazywa się Marika. Moja serdeczna koleżanka. To jedna z tych dziewczyn, które głęboko wsiąkły w tematy zdrowego odżywiania, wróżb, jogi prasłowiańskiej czy medytacji z kryształami górskimi opłukanymi w świetle Księżyca. Marika co i rusz znajduje nową fascynację. Gdy niedawno się z nią widziałam, była akurat w ciąży i właśnie pracowała nad nieinwazyjną alternatywą dla wypełnionej rtęcią i wszelkiej maści tałatajstwem szczepionki na odrę. Gotowała w tym celu jakieś wywary z pokrzywy, buraka i młodych szyszek.

Minęło kilka miesięcy, moja przyjaciółka urodziła dziecko i zaprosiła mnie na podwieczorek, abym mogła jej pociechę poznać. Kupiłam maluchowi smoczek wykonany ręcznie przez uduchowioną przedstawicielkę amazońskiego plemienia Jawanawa. Marika ucieszyła się. Cały wieczór siedzieliśmy na tybetańskim dywanie i zajadałyśmy się rozpływającym się w ustach ciastem podanym na biodegradowalnych tackach z komosy ryżowej. Było fajnie. Do momentu, kiedy zapytałam o przepis na ten przepyszny łakoć.
- Ach, moja droga. - rzekła – Przez ostatnie trzy dni odciągałam sobie mleko z piersi, aby móc to ciasto przyrządzić…

Tak, to jest właśnie Marika. Uznała, że jedynym sposobem, aby włożyć serce w szykowanie podwieczorku będzie wykorzystanie własnego mleka. Ostatni kęs ciasta przełknęłam z wielkim trudem, a całe moje wnętrze aż wiło się z obrzydzenia. Nie dałam jednak nic po sobie poznać. Ja wiem, że ona chciała dobrze...

#QrRU0

Teraz opowiem wam historię wręcz nieprawdopodobną.

Mój brak pewności siebie, doprowadził mnie do wymiotów wywołanych obrzydzeniem.

Przechodzę do sedna sprawy:
Kupowałam mięso w pobliskim sklepie, a dokładnie była to szynka. Wędlinę tę kazałam pokroić ale podczas wykonania tej czynności pani sklepowa skaleczyła się maszyną w palec. Zastąpiła ją koleżanka i dokończyła krojenie, ale NIE WYTARŁA NIC, zaczęła kroić szynkę tak jakby nic się nie stało, bo stwierdziła, że jest CZYSTO. A ja nie zwróciłam jej uwagi...

Dzień później wyciągnęłam tę nieszczęsną szynkę z lodówki i zaczęłam rozkładać na swoje kanapki, łudząc się, że faktycznie było czysto. Niestety, na jednym z plasterków coś zobaczyłam. Był to kawałek opuszka z palca z widocznymi liniami papilarnymi.

Dalsza część wyznania znajduję się w drugim akapicie opowieści.


PS. Szynkę wartą 40 zł zjadł mój kot.

#XstO1

Lęk wysokości? Nie, lęk przed własną spontanicznością.

Jestem człowiekiem o dość specyficznej przeszłości. Przez co miewałem również myśli samobójcze. Skończyły się wraz z poznaniem ukochanej Narzeczonej, z którą przebrnąłem przez wszystkie problemy.

Ale do sedna! Z jednej strony lubię wysokie budynki / mosty / klify za widoki, które można z tak wysokich miejsc obserwować. Nie ufam jednak sobie, bo gdy stoję na krawędzi dopadają mnie głupie myśli. "Przecież to tylko jeden krok, boleć będzie przez maksymalnie ułamek sekundy" lub "ciekawe czy ktokolwiek przyjdzie na mój pogrzeb" - takie oto myśli w takim momencie mnie dręczą. Z natury jestem osobą spontaniczną. Wśród znajomych słynę z tego, że często spontanicznie robię coś głupiego poprzedzając czyn tekstem "a w sumie, j*bać".

Boję się, że kiedyś stojąc na wysokim budynku pomyślę "a w sumie, j*bać" i skoczę.

Oczywiście narzeczona o niczym nie wie. Dziwi się jednak, że nie zabieram jej w żadne miejsca gdzie jest wysoko, więc zmyśliłem lęk wysokości.

#qvDVB

Odkąd się urodziłam, mieszkałam w patologii. Matka zaszła w ciążę w wieku 18 lat, rok później w drugą. Ojciec natomiast był i jest dalej alkoholikiem, bił mamę, przychodził pijany do domu i się wydzierał. Dwa lata po ślubie się rozwiedli.

Później mieszkaliśmy u babci, mama przyprowadzała tam co rusz nowych facetów. Gdy miałam 7 lat, poznała pewnego mężczyznę (niech będzie X). Na początku był miły, razem ze starszym bratem go bardzo polubiliśmy. Jakiś czas później razem z mamą się do niego wprowadziliśmy. Na początku owszem było bardzo fajnie, ale po czasie nasze życie zmieniło się w koszmar.

X wyjeżdżał na kilka miesięcy do pracy i przyjeżdżał do nas na +- 2/3 tygodnie. To były tygodnie katorgi. Kiedy tylko spojrzał się na nas swoim wzrokiem, od razu mieliśmy mokre portki. Pamiętam sytuację gdy siedziałam na podłodze i płakałam po tym jak na mnie nakrzyczał, a on wszedł wkurzony, podniósł mnie za włosy i zlał po tyłku.

Pokój mój i mojego brata to było więzienie. Kiedy ktoś do nas przychodził, mogliśmy się tylko przywitać, a potem musieliśmy siedzieć w nim zamkniętym i być cicho, bo inaczej X by przyszedł.

(Oczywiście sytuacji tego typu było od cholery, ale chyba nie będę się aż tak rozpisywać).

Po 7 latach udręki mama stwierdziła, że rozwiedzie się z X, bo nie podoba jej się to że nie ma go non stop w domu. Nie wiem czemu, ale płakałam jak się o tym dowiedziałam, to chyba było już przyzwyczajenie do niego i ciągłego strachu...

Aktualnie mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, moja mama jest z żonatym facetem i zachowuje się gorzej niż X. W moim domu codziennie są kłótnie, krzyki, a z bratem nawet się biję. Mój stan psychiczny jest na tym poziomie, że coraz częściej mam myśli samobójcze... Codziennie wracając do domu słyszę przeważnie obelgi, wyśmiewanie i wyzwiska skierowane najczęściej do mnie.

Nie mam ochoty do życia, to co się działo kiedyś i dzieje teraz chyba ze mnie wychodzi, a ja już po prostu nie mam siły...

#Rw2my

Mój tata pije i nikt nie może z tym nic zrobić.

Mam 17 lat i za dużo problemów na głowie. Codziennie tata wraca pijany i kładzie się spać. Nie pomaga w domu. Robi straszny syf i przepija większość naszych pieniędzy. Mama jest chora i bezradna. Codziennie kłócą się o to, że tata pije. Nie da się go zmusić, by poszedł na odwyk. On nie widzi problemu. Uważa, że jest głową rodziny i nie robi nic złego i te 3 piwa dziennie mu się należą.

Ostatnio codziennie rano jest już pijany. Pracuje dorywczo, ale nie przynosi do domu grosza. Wyzywa mamę i grozi jej czasem śmiercią. Moja 4-letnia siostra, która na to patrzy, zrobiła się nerwowa. Nie chcę, by ona była tak wychowywana. Pomagam mamie jak mogę. Gotuję, sprzątam itp. Ale moje 2 siostry w wieku 13 i 15 lat ostatnio robią za dużo problemów. Piją i palą. Są strasznie zdemoralizowane.

Martwię się tym wszystkim. Jestem bezradna. Czasem mam ochotę zabić tatę. Wbić mu w nocy nóż w serce. Nic do niego nie dociera. A mi jest coraz ciężej.

Dziękuję, że mogłam się choć trochę wygadać.

#5fbyV

Zakochałam się w chłopaku mojej koleżanki ze szkoły.

Obecnie nie utrzymuję z nią kontaktów, bo studiujemy i mieszkamy w innych miastach, ale o jej obecnym partnerze wiem bardzo dużo. Wręcz nałogowo zbieram informacje o nim, próbuję przewidzieć co dzisiaj zrobi, gdzie pójdzie. Jest moim ideałem, był nim jeszcze zanim się przeprowadziłam, bo pochodził z pobliskiej miejscowości i chodził do innej szkoły w naszym mieście. Noszę jego zdjęcie w portfelu, będąc w mieszkaniu udaję, że mieszka ze mną i razem planujemy co ugotować na kolację.

Doszło do tego, że pod wpływem jakiegoś impulsu ustawiłam sobie jego zdjęcie na tapetę w telefonie. Znajoma, która go zobaczyła, stwierdziła że mam bardzo przystojnego chłopaka i fajnie by było go poznać. Co najdziwniejsze, nie poczułam się wtedy zażenowana.

Od zawsze byłam szarą myszką, taką typową grzeczną, cichutką dziewczyną, z którą dobrze jest pogadać i odrobić lekcje. W całym moim młodym życiu nie miała miejsca ani jedna romantyczna chwila. Czułam się samotna i niechciana. W domu nikt nie próbował mnie słuchać. Odpowiedzią na moje żale było: weź się za naukę, tylko chłopaki ci w głowie. A ja chciałam żyć po prostu jak inne dziewczyny, być lubianą, podziwianą. Nie poszłam na studniówkę, nawet na zwykłe uczniowskie spotkanie, bo nie mogłam patrzeć na moje szczęśliwe koleżanki i ich partnerów.

Zdaję sobie sprawę, że zachowuję się dziecinnie, ale reakcje moich znajomych na Pawła gdy widzą go na tapecie lub gdy im o nim opowiadam sprawiają, że czuję się po prostu fajnie. W najbliższym czasie przestanę udawać, że Paweł mieszka razem ze mną i dzieli ze mną łóżko, zanim cała sytuacja zajdzie za daleko. Brzmi to banalnie, ale po prostu musiałam się wygadać.
Dodaj anonimowe wyznanie