#3iwEU

Nienawidzę rodziców swojego zięcia. Nienawidzę tak bardzo, że z trudnością powstrzymuję się, by nie wygarnąć im, jakimi skur.....byli dla niego.

Gdy miał 9 lat, matka zostawiła ojca zabierając córkę, a jego zostawiając na pastwę debila, który lał go tak, że w szkole nie ćwiczył na wf-ie, by nie było widać siniaków od pasa. Dziecko harowało w gospodarstwie, a ojciec latał na baby.
Dzisiaj z córką i zięciem mieszkamy w jednym domu.Teraz, gdy mieszka w komfortowych warunkach, rodzice sobie o nim przypomnieli. Ciągle czegoś potrzebują - matka kasy, a ojciec pomocy w gospodarstwie, bo jest już stary.

Ich córka wyjechała za granicę i ma ich w dupie, z bratem ma sporadyczny kontakt. Gdy była w Polsce, odwiedziła nas i potwierdziła wszystko. Zięć kiedyś załamał się od ich ciągłych roszczeń i opowiedział o koszmarze, w jakim żył przez lata. Nie mogę patrzeć na tych ludzi, a potrafią nieproszeni zjawić się z wizytą lub przyjść na święta. Zięć chyba cierpi na syndrom sztokholmski, nie potrafi odciąć się od nich. A ja odkryłam, że jestem mściwą osobą, życzę im jak najgorzej za jego krzywdy.

Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam i czy przy kolejnej wizycie nie wybuchnę.

#HvWef

Od dzieciństwa panicznie boję się dentystów.

Poniekąd mam do tego powód - jako osoba obdarzona przez naturę nieodpowiednim zgryzem, w dzieciństwie przechodziłam przez różne zabiegi, żeby zminimalizować wadę. Moją pierwszą dentystką była dosyć miła kobieta, natomiast następny pan dentysta już tak delikatny nie był - ból, który mi wtedy fundował, był porażający i pamiętam go do dzisiaj. Nadal mam trochę żal do rodziców, że kiedy ja się darłam wniebogłosy na fotelu, to oni wierzyli dentyście, że on jest delikatny, a ja przesadzam. Cóż - po latach wiem, że te zabiegi powinno się wykonywać pod znieczuleniem. Ale dzieci nic nie czują i nie pamiętają, prawda?

Od tego czasu moje wizyty u dentystów i ortodontów były raczej spontaniczne. Jednak w końcu niezbyt równe zęby zaczęły mi przeszkadzać i chwilę po 17. urodzinach udałam się do konsultację w sprawie aparatu ortodontycznego.

Nie przewidziałam tylko jednego - bezwiednej reakcji mojego ciała.

Jak tylko ortodonta wsadził mi palec w buzię, żeby ocenić lepiej sytuację, odruchowo zacisnęłam szczęki. Doktor w krzyk, a ja zamiast otworzyć buzię jeszcze bardziej zacisnęłam szczęki, nie wiedzieć czemu. Puściłam dopiero, kiedy poczułam, że przebiłam się przez jego rękawiczki i zaczęła mu lecieć krew.

Ja w płacz, doktor w krzyk do asystentów, że trzeba mu tę ranę opatrzeć.

Moje zaryczane tłumaczenia pomogły o tyle, że w pewnym momencie to on mnie bardziej uspokajał niż inni niego. A zęby leczył mi przez kolejne dwa lata - co prawda za każdym razem paliłam buraka idąc do jego gabinetu i przeprosiłam go chyba z tysiąc razy, a jego asystentom nie mogłam patrzeć w twarz, ale pan ortodonta po jakimś czasie zaczął obracać to w żart, tym bardziej że "rana wojenna" przerodziła się w poczciwa szramę, którą doktor się ponoć chwalił wszystkim znajomym.

Ale przynajmniej mam teraz ładne zęby :)

#MHOci

Jak byłam dzieckiem, oddawałam się pewnemu dziwnemu hobby.
Brałam od mamy motki włóczki i przewijałam je w nowe motki. Dziennie przewijałam około 5-10 motków, czasami były to te same, które przewinęłam wcześniej. Trwało to przez wiele lat i właściwie nikt nie zwracał na to uwagi, ot kolejna dziwna zabawa dziecka.
Zamiast uczyć się na sprawdziany, ja siedziałam i przewijałam tą przeklętą włóczkę. Nikt mi nie kazał, po prostu robiłam to z własnej, nieprzymuszonej woli.

Dziś tak myślę, że to musiała być moja reakcja na stres i to że miałam bardzo zimne wychowanie oraz doświadczałam przemocy ze strony rodziców i dziadków. Był to chyba sposób na wyciszenie się i odreagowanie, czy też to, że przynajmniej nad tą włóczką mogłam mieć kontrolę i zwijać ją tak jak chciałam.
W każdym razie tak mi się przypomniało, bo właśnie dziergam na szydełku i rozwijałam dość spory motek, po czym stwierdziłam, że mnie to jakoś uspokaja, przez co dawno już zapomniane, zagrzebane w czeluściach pamięci wspomnienie powróciło.

#3gOK8

Organizowałam razem z obecnym mężem nasz ślub i wesele.
Wesele bez dzieci do lat piętnastu - ponieważ na weselu był alkohol, to ustaliliśmy taką zasadę.

A tak naprawdę siostra męża jest okropną kobietą, nie chcieliśmy jej zapraszać, ale wiadomo teściowie, rodzina.
A w takiej sytuacji nie miała z kim zostawić dzieci (trójka w wieku przedszkolnym, rozwydrzone i niegrzeczne, dlatego nikt się nie zgodził na opiekę).

A my mieliśmy cudowne święto naszego ślubu.

#8quJU

Z moim pierwszym narzeczonym żyliśmy w starej kamienicy, ledwo wiążąc koniec z końcem. Z mojej skromnej wypłaty, po zapłaceniu rachunków, zostawało kilka stówek na jedzenie, bo Tomek raz pracę miał, a raz nie. Jak mu się w jednej nie spodobało, to zaraz ją rzucał i przez kilka miesięcy szukał ciekawszej. Tłumaczyłam mu, że jest nam ciężko, ale do niego nic nie docierało. Twierdził, że póki jest mu ciepło w mieszkaniu i ma co jeść, to wszystko gra. Jeszcze głupi proponował kupno samochodu, Bóg jeden wie za co. Przez te koszmarne dwa lata związku ani razu nie byłam w fryzjera, ubierałam się w lumpeksach, kupowałam po taniości wędliny i nabiał dzień po dacie. Siłę dawała mi myśl, że jeszcze trochę i skończę studia, znajdę lepszą robotę i nasza sytuacja się polepszy.

Tomek był i jest typem człowieka, który nie zauważy problemu, chyba że wytknie go mu 10 osób - więc zupełnie olewał moje prośby. Ciągle mówił, że jest zbyt ambitny, by pracować na magazynach czy jako kurier. Dodatkowo obwiniał mnie o wszystko. Jak jedzenie nie było smaczne, to nie dlatego, że nie stać nas na lepsze produkty, a dlatego, że jestem beznadziejna w gotowaniu. Stare, zepsute żelazko to żadna wymówka, on chce NA JUŻ wyprasowaną koszulę. A brak odkurzacza i pralki nie tłumaczy wcale tego, że zwykłe sprzątanie zajmuje mi pół dnia. Zaciskałam wtedy zęby i tłumaczyłam sobie, że to nie będzie trwało wiecznie. Ale jedna sytuacja przelała czarę goryczy.

12 marca straciłam pracę, tego samego dnia dostałam telefon z rodzinnego domu, okazało się, że moja babcia miała wylew. Mama błagała bym przyjechała, sama ledwo sobie radziła, leki i wizyty u lekarza niemało kosztowały. Byłam zupełnie załamana. Idąc do mieszkania kalkulowałam w myślach jak szybko zarobić parę groszy. Mogłam sprzedać kilka rzeczy, wystawić na Allegro jakieś mało znoszone ubrania, cokolwiek byle zarobić. Gdy otworzyłam drzwi do domu, doznałam szoku. Bez mojej wiedzy Tomek kupił sobie... teleskop. Z dumą pokazał mi duży, złożony sprzęt za, jak twierdził, siedem tysięcy i podniecony mówił, że zamierza go wypróbować za miastem. A gdy spytałam skąd miał pieniądze, nawet nie próbował kłamać:
- Trochę odłożyłem, pożyczyłem od kolegów - już miałam mu powiedzieć co myślę o zadłużaniu się u ludzi, gdy dodał: - no i czasami podbierałem ci z portfela. I tak byś wydała je na jakieś stare wędliny, a tak zobacz co udało mi się kupić dzięki oszczędności!

Tego samego dnia jego rzeczy wylądowały przed kamienicą, a ja kupiłam bilet na pociąg i wróciłam do mamy. Jakoś załatwiłam sprawę ze studiami, podjęłam się kolejnej pracy. A o Tomku słyszałam tylko czasem z plotek znajomych. Okazuje się, że nadal się zapożycza i ma przez to wrogów w okolicy. Ratuje się ucieczkami za miasto, prawdopodobnie z teleskopem.

#f8CUp

Mam 21 lat, moja dziewczyna 20, jesteśmy razem od roku.
Wiek studencki, więc zdarza się, że chodzimy na różne potężne imprezy.
Moja Asia zawsze na tego typu spotkaniach jest opiekunką wszystkich. Sama nie tknie alkoholu i bez mrugnięcia okiem zbiera martwych ziomków z podłogi, trzyma dziewczynom włosy, pozwala się wypłakać, gdy komuś wejdzie zła faza.

Ostatnio zapytałem się, czemu nie ma nic przeciwko, gdy jakiś totalnie narąbany obcy wiesza jej się na ramieniu i rzyga na jej buty.
Odpowiedziała, że chce pomagać, bo jej nikt nie pomógł, gdy była w takim stanie.

Tak oto dowiedziałem się, że moja dziewczyna jest niepijącą alkoholiczką i kiedyś prawie udusiła się własnymi wymiocinami, gdy leżała totalnie pijana w jakichś krzakach, a jej najlepsza przyjaciółka zostawiła ją z obcym facetem.

Sam  nie wiem, co o tym myśleć.

#aRvsC

Wczoraj poszłam do ginekologa, który przyjmuje w naszej osiedlowej przychodni. Jakże bardzo zdziwiłam się, gdy lekarzem okazał się chłopak, który latał za mną straszliwie zakochany przez całe liceum i którego zaloty dziesiątki razy odrzuciłam. Teraz, gdy opowiadałam mu o szczegółach mojego nudnego życia seksualnego i dokuczliwych pociążowych żylakach pochwy, on patrzył na mnie z szelmowskim uśmiechem… Najgorsze dwadzieścia minut mojego życia.
Przepisał mi krem. Działa bardzo dobrze, ale za Chiny nie uleczy bolesnego żylaka na moim honorze.

#1ngVk

Mój chłopak zrobił mi kosmiczną awanturę o to, że za jego plecami spotykam się ze starszymi facetami. Dla potwierdzenia swojej pokazał mi zdjęcie, które sama zamieściłam na popularnym portalu społecznościowym. Fotografia przedstawiała mnie i mojego tatę, stojących pod rękę na jakiejś rodzinnej uroczystości.
Dodaj anonimowe wyznanie