Wczoraj poszłam do ginekologa, który przyjmuje w naszej osiedlowej przychodni. Jakże bardzo zdziwiłam się, gdy lekarzem okazał się chłopak, który latał za mną straszliwie zakochany przez całe liceum i którego zaloty dziesiątki razy odrzuciłam. Gdy opowiadałam mu o szczegółach mojego nudnego życia łóżkowego i dokuczliwych pociążowych żylakach, on patrzył na mnie z szelmowskim uśmiechem… Najgorsze dwadzieścia minut mojego życia.
Przepisał mi krem. Działa bardzo dobrze, ale za Chiny nie uleczy bolesnego żylaka na moim honorze.
Dodaj anonimowe wyznanie
skończ z tymi fantazjami, chłopie... myślisz, że kobiety ginekologowi spowiadają się ze szczegółów życia łóżkowego? buahahahah
Bajka.
Nie jesteś kobietą.
Żadna kobieta nie pójdzie do gina, o którym nic nie wie (a wywiad obejmuje nie tylko imię i nazwisko wraz z aktualnym zdjęciem, ale także trzy pokolenia wstecz, dwa do przodu i wszystkie opinie w necie oraz w realu).
Powinnaś go pozwać za molestowanie, lekarz w gabinecie ma być bezstronny i traktować każdą pacjentkę tak samo
A może uśmiecha się do każdej pacjentki, ale fakt, lekarz który przepisuje lek który działa wymaga szczegółowej kontroli, bo to nie jest zbyt częsta praktyka.
Profesjonalny lekarz powinien w tej sytuacji udawać, że jej nie zna i powstrzymać głupie miny. Samo opowiadanie takich rzeczy komuś obcemu jest mega stresujące dla kobiety, a co dopiero kiedy on robi niepotrzebne aluzje
Weź się kopnij w beret
No tak, ty wolałbyś być molestowany przez lekarza. Wyobraź sobie odwrotną sytuację: idziesz do urologa i opowiadasz o wstydliwych rzeczach, a lekarką okazuje się twoja była, która robi sobie z ciebie jaja