#MHOci
Brałam od mamy motki włóczki i przewijałam je w nowe motki. Dziennie przewijałam około 5-10 motków, czasami były to te same, które przewinęłam wcześniej. Trwało to przez wiele lat i właściwie nikt nie zwracał na to uwagi, ot kolejna dziwna zabawa dziecka.
Zamiast uczyć się na sprawdziany, ja siedziałam i przewijałam tą przeklętą włóczkę. Nikt mi nie kazał, po prostu robiłam to z własnej, nieprzymuszonej woli.
Dziś tak myślę, że to musiała być moja reakcja na stres i to że miałam bardzo zimne wychowanie oraz doświadczałam przemocy ze strony rodziców i dziadków. Był to chyba sposób na wyciszenie się i odreagowanie, czy też to, że przynajmniej nad tą włóczką mogłam mieć kontrolę i zwijać ją tak jak chciałam.
W każdym razie tak mi się przypomniało, bo właśnie dziergam na szydełku i rozwijałam dość spory motek, po czym stwierdziłam, że mnie to jakoś uspokaja, przez co dawno już zapomniane, zagrzebane w czeluściach pamięci wspomnienie powróciło.
Ja lubiłem przewijać taśmy na zepsutym magnetofonie szpulowym. Wspomnienie powróciło. Dzięki :)
Jako dziecko uwielbiałam przewijać motki. Albo nitki.
Stare szpulki nici były często zawinięte na jakiś skrawek gazety albo kartkę z odręcznym pismem i traktowałam to jako odkrywanie skarbów.
Często siedziałam u babci razem z siostrą i przewijałam kłębki wełny. Po prostu nam się to podobało.
Eh pamiętam jak na prośbę mamy zwijalam wełnę w kłębki. Podobno tak latwiej bylo później dziergac. Sęk w tym, ze do tej pory od zapachu wełny mnie mdli. To samo mam z kredkami. Wrr
A mnie właśnie haftowanie uspokaja. Uwielbiam patrzeć jak mój wzór przybywa i dotykać zrobionej części obrazka.
Nie rozumiem tylko czemu jak ktoś pyta mnie co robię i odpowiadam, że haftuję, to nagle mi współczują.
Maciek to ty???
No bo skąd to powiedzenie - " w kółko Macieju" ??