#zvDhx

Zacznę od tego, że oboje z mężem mamy osobne sypialnie, co jest konsensusem wypracowanym po wielu nieprzespanych nocach z powodu chrapania z obojga stron.

Tej nocy obudziły mnie przebijające się przez drzwi mojego pokoju wrzaski. Moja 16-letnia córka krzyczała „nie, zostaw mnie, nie chcę, przestań, nie dotykaj, ratunku, puszczaj!”, zaś mój mąż jechał wiązanką przekleństw.
Pełna najgorszych przeczuć, wypadłam na korytarz, a przez moją głowę przelatywały już pytania, jak mogłam się nie zorientować, że on ją krzywdzi… A może to pierwszy raz… Bałam się, że nie zdążę albo nie zdołam jej pomóc.

No właśnie, wypadłam na korytarz i… stanęłam zaskoczona pomiędzy ich sypialniami.
Każde szarpało się we własnym łóżku i wrzeszczało we własnym zakresie.

#u82qQ

Zostałem czarną owcą wśród znajomych.

Zaczęło się od tego, że we wrześniu na grillu powiedziałem pewnej znajomej publicznie co o niej myślę. Taka typowa roszczeniowa typiara, "samotna mama", co wiecznie siedzi w MOPS-ie i chyba nigdy nie pracowała, bo tak naprawdę nie chciała, no i ciągle ktoś jej MUSI pomagać. Tym razem przyssała się do mnie i przelała się czara goryczy, gdy stwierdziła, że zawiozę ja w poniedziałek gdzieś tam... Nie spytała, czy mogę, tylko stwierdziła, że to zrobię. Nigdy wcześniej jej nie odmawiałem, ale tym razem przesadziła. Zrobiła się trochę awantura na imprezie i wyszedłem.

Teraz jako czarna owca jestem szczęśliwy. Nikt ode mnie niczego nie chce. Od kilku lat co drugi weekend nosiłem jakieś meble, malowałem, woziłem na wesela, komunie i inne imieninki. Teraz mam spokój. Moja żona też czuje się lepiej, bo spędzam więcej czasu z nią i nie znikam. Dziś uświadomiła mi, że ta moja pomoc działała tylko w jedną stronę i tak naprawdę nam nigdy nikt z tego towarzystwa nie pomógł w potrzebie, a typiara w szczególności, bo zawsze miała dla nas tekst "no tak, tylko co ja z dzieckiem zrobię".

Jestem czarną owcą i jest mi z tym dobrze. Czuję luz, nic nie muszę, nie mam wyrzutów sumienia, że czegoś nie zrobiłem dla kogoś, mogę się napić drinka i nie myśleć, że zaraz muszę gdzieś jechać. Jestem wolny.

#qfWFZ

Nie miałem szczęśliwego dzieciństwa. Wieczne kłótnie rodziców, nie poświęcali czasu dla mnie w ogóle. Od najmłodszych lat wiedziałem dokładnie co to masturbacja. Mając 20 lat poznałem dziewczynę. Idealna, te same zainteresowania, czułem, że to moja druga połówka. Z czasem zaczęło się psuć. Kłótnie, w końcu spędzanie czasu osobno. Z seksem mieliśmy problemy od początku związku. Zaspokajałem się codziennie, więc niepotrzebny był mi seks z nią. Nawet myślałem, że ona ma problem i jest zboczona, ponieważ non stop chciała seksu ze mną. Ona odeszła. Strasznie cierpiałem po rozstaniu. Doszły problemy z porno.

Po roku znalazłem nową dziewczynę, ale dalej była codzienna masturbacja i rozmyślania o byłej, mimo nowej dziewczyny. Seks był problemem i wstydem dla mnie. Słabe podniecenie, poziom testosteronu też był zerowy. Erekcji brak, tylko dotyk ją powodował, ale nie na długo. Stosunku z kobietą mi się nie chciało. Unikałem seksu i bliskości, przez co straciłem następną dziewczynę. Przez to wszystko przestałem spotykać się z ludźmi, stałem się odludkiem, na niczym mi nie zależało i nic mi się nie chciało. Siedziałem sam w domu i wchodziłem w coraz to nowsze uzależnienia, gry komputerowe też nie są mi obce. Nic mi się nie chciało.

Po paru latach znalazłem nową partnerkę. Ale dalej wolałem siedzieć sam w domu i wyszukiwać coraz to nowsze porno. Związek zaczynał się psuć. Dziewczyna podjęła ostateczną decyzję, albo daję jej spokój i tkwię w swoim nałogu, albo to ratujmy. Zaproponowała mi wizytę u seksuologa, w sumie zaciągnęła na siłę. Bałem się i wstydziłem strasznie. Poszła tam razem ze mną. Jestem jej ogromnie wdzięczny, bo sam bym nie poszedł i dalej tak marnie żył.

Seksuolog znalazł problem, okazało się nim być moje dzieciństwo. Więc poszliśmy też do psychologa. Nie nauczono mnie czułości, rozmowy, jedyną metodą rozwiązywania problemów była ucieczka albo bierna postawa. Zacząłem zauważać postawę swoich rodziców i ich zachowania. Zobaczyłem, jak bardzo się myliłem i jakim samolubnym dupkiem byłem. Zrozumiałem, jak traktowałem poprzednie partnerki i to, że to ja miałem problem, nie one.

Teraz żyje w miarę normalnie, w dalszym ciągu pracuję nad problemami. Z rodzicami się nie zmieniło i nie zmieni. Wyprowadziłem się i zamieszkałem osobno. Zaczynam być szczęśliwy, potrafię się cieszyć z małych rzeczy, nauczyła mnie tego moja dziewczyna i pokazała, jak wygląda normalna rodzina. Nie unikam już ludzi przez wstyd, a z przeszłością rozmówiłem się ostatecznie. Przeprosiłem swoje byłe za swoje błędy. Czasami lepiej później niż wcale.

#nndo2

Jestem bulimiczką.
Parę lat temu, kiedy było ze mną bardzo źle i chciałam wymiotować, a ktoś był w domu i nie mogłam pozwolić, żeby mnie przyłapano, wymiotowałam w pokoju do reklamówki. Reklamówkę chowałam do skrzynki po butach, kiedy dom był pusty wyrzucałam zawartość.
Dziś na samą myśl o tym czuję się strasznie.

#EgHA3

W ciągu 20 lat życia mojego brata nie widziałam, żeby płakał. Nie uronił łzy nawet 5 lat temu na pogrzebie naszego taty, którego sam reanimował do przyjazdu karetki. Myślałam po prostu, że nie odczuwa takich emocji.

Wszystko zmieniło się kilka miesięcy temu. Przyszedł do mnie i męża wieczorem. Miał ze sobą wódkę, co mnie zdziwiło, bo bardzo rzadko pił mocniejszy alkohol. Kiedy zaczynali pić, nic nie było po nim widać, że cokolwiek się stało. Dopiero jak alkohol zaczął działać powiedział, że jego narzeczoną kilka godzin temu potrącił samochód i zginęła na miejscu. Nie dał rady pojechać na miejsce wypadku ani do kostnicy. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam, jak coś po prostu w nim pękło. Zaczął wyć, bo zwykłym płaczem nie można tego nazwać. Przez pół nocy mówił o tym, co w nim siedziało. Najbardziej żal mi go było, że przez tyle lat nie przeżył jeszcze żałoby po tacie, nie dopuszczał do siebie tego, że jego już nie ma. Po pogrzebie Agnieszki namawiałam go, aby poszedł do psychologa. Obiecał, że pójdzie...

Kilka dni po wypadku powiesił się daleko od domu, wcześniej dzwoniąc do rodziny żegnając się, a ja akurat nie mogłam odebrać. Za to nagrał się na sekretarkę, a ja co wieczór słucham jego głosu.
We Wszystkich Świętych zapaliliśmy znicz na jego i Agnieszki grobie, leży obok niej. A ja nie mogę zagłuszyć sumienia, że go nie upilnowałam.

#R5cCA

Ostatnio na jakiejś stronie ze śmiesznymi obrazkami pojawił się patent na upierdliwego sąsiada z klatki - lejesz do jakiejś płaskiej pokrywki czy czegoś w ten deseń, mrozisz szczyny, potem wyjmujesz z pokrywki, wsuwasz pod drzwiami i gotowe, sąsiad ma nalane w przedpokoju.
Abstrahuję już od tego, że takich szpar pod drzwiami na klatkach nigdzie nie widziałem, nie o to chodzi.
Moja 12-letnia córka uznała, że będzie bardzo śmiesznie, jak też mi tak zrobi. Panele w sypialni szlag trafił, bo przez noc nie dość, że się wypaczyły, to jeszcze prześmierdły.

#N0qFW

Razem z grupą trzech przyjaciół ze wspólnego kierunku studiów od 15 lat tworzymy fajną paczkę. Każde z nich ma współmałżonka oraz każde po dwójce dzieci.

Wczoraj od jednej z przyjaciółek, przy luźnej wymianie zdań i miłej rozmowie, usłyszałam, że jestem życiowym przegrywem. Bo nie mam dzieci. Jako jedyna z nich. Tak mnie to zaszokowało, że siedziałam z otwartą buzią jak idiotka. Za chwilę przyjaciółka dodała, że mogę tę sytuację zmienić, tylko muszę znaleźć sobie jakiegoś "dawcę genów".

Nikt się nie odezwał. Cisza aż brzęczała. Te dwa zdania z ust przyjaciółki były przerywnikiem w zwykłej konwersacji o niezbyt istotnych rzeczach dnia codziennego. Poczułam się, jakbym dostała w twarz. Dwa razy. Wstałam i wyszłam.

Morału nie ma.

#hb6st

Jestem skowronkiem, mój mózg przestaje logicznie myśleć o 22. Po tej magicznej godzinie automatycznie zaczynam robić głupie błędy i oczy mi się kleją, więc matematykę zawsze zostawiałem na rano.

W tym tygodniu miałem mieć ważny sprawdzian z matematyki, na który się nie przygotowałem. Postanowiłem, że do 22 będę intensywnie ćwiczył, a rano obudzę się o 4 i dokończę. Jak postanowiłem tak zrobiłem. Cały wieczór przesiedziałem nad książką, jednak od 22 do niczego pożytecznego się nie nadawałem. I właśnie przed chwilą uświadomiłem sobie jaką wielką siłę ma efekt placebo. Wczoraj zostały zmienione godziny, godzina 22 była tak naprawdę 23, tak nasz organizm był przyzwyczajony. I śmieszy mnie to, że odczuwałem niektóre potrzeby nie zgodnie z organizmem, a zgodnie z zegarkiem. Taka ciekawa rzecz ten placebo.

#uA3kY

Jaram się wnętrzem mojego chłopaka. Kiedy słyszę/czuję jak bije mu serce, momentalnie odpływam. Robi mi się gorąco, a licznik libido sięga szczytu. Jego oddech, ból, nawet odgłosy trawienia działają na mnie tylko troszeczkę mniej. Uwielbiam, gdy jest chory. Nie jestem w stanie dać mu odpocząć. Raz zasłabł i prawie zmiotło mnie to z nóg z rozkoszy.

Tak, ale to nie koniec. To nie niewinna fantazja związana z moim ukochanym. To o wiele bardziej chora sytuacja. To dotyczy wszystkich dookoła. Kiedy ktoś dalszy mówi mi o jakichś problemach i bólach, głównie kardiologicznych, robi mi się nieswojo i niedobrze, kojarzy mi się to tylko ze sferą erotyczną. Jeśli przez przypadek poczuję na sobie czyjś oddech, sapanie, lub co najgorsze puls, czuję się jak molestowana. Nie jest to dla mnie naturalne. Boję się jeździć komunikacją miejską.
A było jeszcze gorzej.
Gdy byłam młodsza była sytuacja, że wszystkim w klasie oprócz mnie podobał się jeden typ. Wystarczyło, żebym wyobraziła sobie jak grzebię w jego organach, jak te najważniejsze trzymam w ręce i robię im krzywdę, żeby poważnie się zauroczyć. Gdybym dołożyła starań, może zakochałabym się nawet w sobie.
Na kursie pierwszej pomocy latałam jak w skowronkach słuchając o przypadłościach innych osób, a RKO i funkcje życiowe manekina w moich rękach to dla mnie poezja.

Pomocy.
Dodaj anonimowe wyznanie