#NLFrY

Mam problem z rozmowami przez telefon, nienawidzę dzwonić do obcych osób i załatwiać sprawy. W interakcjach na żywo nie mam takiego problemu, potrafię bez skrępowania o wszystko zapytać.

Ostatnio przeprowadzałam ważną rozmowę biznesową, to była kompletna porażka, głos mi drżał, dostawałam zadyszki, aż dziw że mój potencjalny klient się nie rozłączył.

Przy spotkaniu na żywo oczywiście zachowywałam się już normalnie, przeprosiłam go za nieskładną rozmowę, argumentując, że oddzwonił podczas gdy biegałam po lesie. (naszą rozmowę telefoniczną dodatkowo zakłócały zaniki zasięgu).

#iQAyK

Dwa lata temu poszedłem z moją dziewczyną Agatą do ginekologa na rutynowe badanie. Po dwudziestu minutach siedzenia w gabinecie wyszła z niego cała we łzach. Minęło parę minut, zanim zdołała opanować płacz na tyle, aby wydobyć z siebie jakieś zdanie. Okazało się, że jest bezpłodna. Kiedy ona wypłakiwała mi się w rękaw, ja pocieszałem ją pięknymi słowami, starając się wyrażać moje głębokie współczucie i smutek. Tymczasem w mojej głowie szalałem ze szczęścia, że wreszcie będziemy mogli działać bez zabezpieczeń, tym bardziej że nigdy nie chciałem mieć dziecka.

Jestem złym, podłym, pozbawionym cienia empatii człowiekiem…

Rok później Agata była już w ósmym miesiącu ciąży. Okazało się, że jednak może mieć dzieci. Udawałem wielką radość, chociaż w środku wyłem z rozpaczy i przeklinałem los za takiego pecha. Dziś jestem ojcem małego Heńka i powiem wam, że już nie muszę udawać – ten dzieciak to najlepsze, co mnie w życiu spotkało!

#r120X

Jestem biednym studentem. Dziś znalazłem przed sklepem portfel, w którym było około 1000 zł. Oddałem go do punktu informacji w sklepie, żeby postąpić uczciwie.
Teraz siedzę w pokoju z moim stanem konta w wysokości 12 zł, trochę żałując tej decyzji, ale wierzę w karmę i mam nadzieję, że dobro do mnie wróci.

#DsgB3

To wyznanie pewnie nie zostanie przyjęte zbyt dobrze, ale może samo napisanie tego coś pomoże...

Miesiąc temu straciłam pracę. Ktoś pomyśli "phi, też mi problem, ludzie ciągle tracą pracę, znajdują nową i nic się nie dzieje".

Tylko że praca była dla mnie dosłownie wszystkim. Czasem w żartach nazywano mnie pracoholiczką i może coś w tym było... Bardzo rzadko brałam wolne, zostawałam do późnych godzin, żeby coś tam skończyć (zwłaszcza jeśli to było ważne), rzadko i nieśmiało prosiłam o podwyżki, ciągle podnosiłam swoje kwalifikacje i uczyłam się nowych rzeczy, byle tylko na coś się przydać. To była dla mnie wręcz świętość i nie wyobrażałam sobie, by było inaczej. Nigdy nie widziałam siebie w roli tzw. tradycyjnej pani domu, co nie znaczy, że chciałam robić nie wiadomo jaką karierę. Chciałam pracować sobie na etacie robiąc rzeczy, które przynosiłyby mi chociaż częściową frajdę i przynajmniej przyzwoitą pensję. Czy to tak dużo?

A tu... firma przestała radzić sobie ekonomicznie, zdecydowano się na redukcję etatów. Selekcji dokonały osoby, których większość nie widziała nawet na oczy, do dziś się zastanawiamy jakie były kryteria... Poleciałam ja i mnóstwo osób z dłuższym stażem i większymi kwalifikacjami.

Gdy się o tym dowiedziałam, zaczęłam dosłownie hiperwentylować i pierwszy raz w życiu obawiałam się, że zemdleję. Wracając do domu, bardzo poważnie zastanawiałam się, czy by po drodze jakoś ze sobą nie skończyć. Skończyło się na upiciu się w barze.

Od tamtej pory moja egzystencja (bo życiem tego nie nazwę) wygląda następująco: po bezsennej nocy budzę się koło południa, przeglądam oferty pracy, wysyłam CV i gapię się tępo w monitor. Mija wiele godzin, zanim się zmuszę do ogarnięcia w jakimś stopniu domu czy ugotowania jakiegoś jedzenia. Zwykle nie potrafię. Czasem się trafi jakaś rozmowa, robię się na "bóstwo", idę, odpowiadam kulturalnie na pytania i dalej się gapię w monitor/telefon z nadzieją zaklinając go w myślach "błagam, zadzwoń, wyślij maila, COKOLWIEK". Wszystkie pasje poszły w odstawkę, bo nie jestem godna, skoro nie mam pracy. Czuję się jak warzywo.

Mój partner o tym nie wie, ale z dnia na dzień jest coraz gorzej. Czuję się jak najgorszy odpad, zwykły śmieć bez pracy. I nie wie o tym, że gdy go nie ma albo gdy śpi, zerkam nieśmiało na okno i mam coraz większą pewność, że to wszystko nie ma sensu. Jedyne, co mnie powstrzymuje, to fakt, że przy tej wysokości mogę przeżyć, ale jest mi coraz bardziej wszystko jedno. Jestem wręcz pewna, że w końcu to zrobię bez zważania na konsekwencje, bo zwyczajnie nie dam rady dłużej.

Nie rozumiem, jakim cudem są osoby, które utrzymują się z różnego rodzaju zasiłków i jest im z tym dobrze, gdy ja ledwo przeżywam kolejny dzień na chrzanionym bezrobociu. Ja nie chcę tak żyć. To nie jest żadne życie.

#JvGnV

Pewnego lata pojechaliśmy sobie z przyjaciółmi do domku z działką. Taki wypad w kilkanaście osób na kilka dni. Ja lat 16. Były to czasy, kiedy chodzenie na dwójkę poza moim domem wiązało się dla mnie z ogromnym stresem.

Dlatego wpadłam na pomysł, że wstanę bardzo wcześnie rano, kiedy wszyscy po nocnej libacji będą jeszcze słodko spali. Wszystko poszło prawie idealnie, niestety z jednym małym szczegółem - kibel miał tak słabe ciśnienie, że nie był w stanie spuścić mojego dzieła. Spuszczam wodę już trzeci raz, zero zmian, ja coraz większy stres, że zaraz wszystkich pobudzę i co ja w ogóle mam teraz zrobić. Wpadłam więc na wspaniały pomysł. Wróciłam do pokoju, zabrałam kubek, zanurzyłam go w sedesie i zebrałam co trzeba. Problem w tym, że w łazience nie było żadnego okna. W tej sytuacji zdecydowałam się przejść obok i nad śpiącymi w pokoju ludźmi, w ręku niosąc kubek z gównem. Jakoś udało mi się nikogo nie obudzić, a zawartość wylać w krzaki za domem.

To jednak nie koniec historii. Wracając zdecydowałam, że odłożę kubek na blat, a umyję go rano, żeby teraz nikogo nie budzić (kuchnia, salon i sypialnia to było jedno pomieszczenie). Poszłam dalej spać. Po kilku godzinach wstaję. Kubka na blacie już nie było. A kilka osób, które zdążyło wstać przede mną, zrobiło sobie poranną kawkę.

#tSt1d

Jest wiele kobiet które pragną potomstwa, ale boją się ciąży. Ja mam wręcz odwrotnie.

Nie lubię i nie chcę mieć dzieci, jednak chciałabym być w ciąży. Podnieca mnie myśl o wszelkich zmianach jakie następują w tym stanie. Widok ciążowych brzuchów wywołuje u mnie podniecenie. Gdy zostaję sama w mieszkaniu wkładam sobie pod bluzkę poduszkę i oglądam się z zadowoleniem w lustrze. Regularnie oglądam zdjęcia ciężarnych, a raz czy dwa masturbowałam się do filmu z porodu.

O moim fetyszu nie wie nikt, nawet partner. Wiem, że chociaż jemu powinnam powiedzieć, ale za bardzo boję się, że uzna mnie za dziwadło (którym w sumie jestem).

#Ze6gO

Gdy miałam około 6 lat, odwiedziła nas znajoma taty z mężem z córką. Dziewczynka była trochę młodsza ode mnie. W pewnym momencie tata powiedział "A może oddasz Kasi jakąś lalkę?". Dziewczynka wybrała sobie dwie (moje najlepsze wtedy, nawiasem mówiąc, do tego jedna z nich była prezentem od mojego brata). Nie miałam nic do gadania.

Kilka lat później odwiedziła nas rodzinka z małym kuzynem. Kuzyn spędził całą wizytę przed moją konsolą (którą, nawiasem mówiąc, dostałam od chrzestnego na gwiazdkę), ja z resztą dzieciaków bawiłam się w pokoju. Gdy rodzinka miała już odjeżdżać, przyszliśmy się pożegnać. Kuzyn miał w ręku reklamówkę, a w reklamówce... moją konsolę. "Bo tak płakał", więc mama stwierdziła, że mu ją da. Nie miałam nic do gadania.

Mam 25 lat. Może i niektórzy pomyślą, że jestem dziecinna, ale uwielbiam pluszaki. Kolekcjonowałam je od zawsze. Były misie, które miałam od kiedy pamiętam, były takie, które dostawałam na różne okazje, czy takie, które kupiłam sobie sama. Miałam ich dość sporo, więc nie zabrałam ich jak się przeprowadzałam. Obecnie zostało ich może z pięć. Bo bratanica chciała, więc mama jej oddała. Nawet mnie przy tym nie było, nie zapytała mnie o zdanie. "Jak wyrośnie, to odda" usłyszałam. Oczywiście.

Jestem wściekła. I będę to mamie wypominać choćby i do końca życia.

#0Vl8h

Kiedy byłam nastolatką, miałam starszego chłopaka. Byłam w nim bezkrytycznie zakochana. On, jako starszy, miał swoje potrzeby, do których mnie aktywnie zachęcał. Moja wiedza na temat seksu płynęła głównie z zajęć WDŻ, w związku z tym była znikoma. Moja nauczycielka jednak ''odhaczyła'' kilka lekcji, gdzie pokazywała nam filmiki, kazała układać historyjki sytuacyjne itd., a potem graliśmy w koszykówkę. Mojemu ukochanemu nie przeszkadzała moja niewiedza i nadal upierał się przy seksie. Tak więc któregoś dnia dopiął swego i zgodziłam się. Byliśmy sami w domu, robiło się gorąco, namiętnie, kiedy ja zachowując resztę rozumu zapytałam, czy ma ze sobą prezerwatywę. Oczywiście nie miał, ale zapewnił mnie, że "on wie kiedy wyciągnąć". Przed oczami stanęły mi scenki z filmików z WDŻ i zaczęłam się śmiać. Nie mogłam przestać, śmiałam się i śmiałam. Mój ukochany przerażony sytuacją zebrał swoje szmatki i uciekł do domu.

I tak oto filmiki na poziomie gry aktorskiej "Trudnych spraw" uratowały mnie przedwczesną inicjacją seksualną. Zakończając moje wyznanie: traumy nikt nie miał, nie został moim mężem, ale przyjaźniliśmy się jeszcze długo po rozstaniu.

#iMvaJ

Nie miałam łatwego dzieciństwa. Wszystko przez moje nazwisko, które (delikatnie mówiąc) do najpiękniejszych nie należy. W szkole dzieci śmiały się ze mnie, wymyślano mi ksywki związane z nazwiskiem, począwszy od podstawówki, skończywszy na liceum.

W duchu zawsze marzyłam, że kiedyś wyjdę za mąż i pozbędę się przykrego kłopotu.  Poznałam chłopka, jesteśmy razem od 2 lat, za 3 miesiące bierzemy ślub. Jak część z Was się już być może domyśliła, on również ma nazwisko, którego od zawsze się wstydził. Również miał przez nie przewalone w szkole... i również liczył na to, że jak spotka swoją drugą połówkę, to zmieni nazwisko na nazwisko wybranki i będzie po problemie.

Życie sprawiło mi psikusa.
Dodaj anonimowe wyznanie