#EgHA3
Wszystko zmieniło się kilka miesięcy temu. Przyszedł do mnie i męża wieczorem. Miał ze sobą wódkę, co mnie zdziwiło, bo bardzo rzadko pił mocniejszy alkohol. Kiedy zaczynali pić, nic nie było po nim widać, że cokolwiek się stało. Dopiero jak alkohol zaczął działać powiedział, że jego narzeczoną kilka godzin temu potrącił samochód i zginęła na miejscu. Nie dał rady pojechać na miejsce wypadku ani do kostnicy. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam, jak coś po prostu w nim pękło. Zaczął wyć, bo zwykłym płaczem nie można tego nazwać. Przez pół nocy mówił o tym, co w nim siedziało. Najbardziej żal mi go było, że przez tyle lat nie przeżył jeszcze żałoby po tacie, nie dopuszczał do siebie tego, że jego już nie ma. Po pogrzebie Agnieszki namawiałam go, aby poszedł do psychologa. Obiecał, że pójdzie...
Kilka dni po wypadku powiesił się daleko od domu, wcześniej dzwoniąc do rodziny żegnając się, a ja akurat nie mogłam odebrać. Za to nagrał się na sekretarkę, a ja co wieczór słucham jego głosu.
We Wszystkich Świętych zapaliliśmy znicz na jego i Agnieszki grobie, leży obok niej. A ja nie mogę zagłuszyć sumienia, że go nie upilnowałam.
Nie mogłabyś go "upilnować", nie mogłaś mu pomóc. Niech spoczywa w spokoju
Współczuję
Nie dręcz się, bo nie byłabyś w stanie go upilnować... smutna historia, trzymaj się ♥
nie moglas nic zrobic, bo co pilnowalabys go 24/7 nawet w toalecie?
to nie twoja wina
ale dobrze przegadac to na terapii...
i tka sie konczy wychowywanie chlopcow na "twardzieli", ktorym nie wolno plakac
Mnie nikt tak nie wychowywał. Po prostu nigdy nie mówię nikomu o swoich emocjach, jak i ich nie okazuję tylko duszę wszystko w sobie. Przynajmniej w prawdziwym świecie. Mocno odczułem to wyznanie bo już od dłuższego czasu się boję momentu gdy w końcu wylezie ze mnie wszystko co do tej pory wycierpiałem, ale nie ?przeżyłem? nie znam słowa którego mogę to określić. Może on miał tak samo. Miałem jeden wybuch w swoim życiu gdy zostałem mocno zraniony i sam się nie mogłem opanować to każdy się bał podejść, a ja po prostu wyszedłem z domu i zacząłem się trząść nie mogąc się opanować(to było jakieś 5 lat temu). To naprawdę nie musi być kwestia wychowania.
KrulWafel, jesteś dorosłym facetem, więc powinieneś wiedzieć, że takie podejście jest bardzo niezdrowe i jeśli nie zaczniesz nad tym pracować to nie Ty będziesz kontrolował emocje, a one Ciebie. Nie rób sobie tego, idź do psychologa.
@PinkFloyd
Psycholog jest dla ludzi z kasą. Po prostu mnie na niego nie stać, a uwierz mi, że bardzo bym chciał bo mam za dużo bagażu który nadmiernie na mnie wpływa. A na nfz mają paskudne opinie wszyscy do których odległość jest akceptowalna.
A skąd Twoja wiedza Bazienka, że bohater wyznania był tak wychowany? Bo pasuje do z Twojej wyssanej z palca teorii?
Jeśli nawet przyjąć, że to z dupy twierdzenie jest prawdziwe to jak doszłas do takiego wniosku? Czy wszyscy faceci popełniają samobójstwa gdy są tak wychowywani?
Twój komentarz był debilny... To tak jakbys zostawiła komentarz pod artykułem o śmiertelnym wypadku drogowyn o tresci:" i tak kończy się pozwalanie ludziom na prowadzenie samochodow".
Jaki poważny problem społeczny? Nie byłem jakoś przesadnie przytulany, rodzice do mnie mówili nie mazgaj się, nie płacz bo nic Ci nie jest i co z tego?
Wyroslem na dorosłego człowieka, który potrafi panować nad emocjami, potrafię okazywać uczucia osobom które są mi bliskie, potrafię się wzruszyć. Ale kiedy trzeba to nie trzęsę się jak osesek ani się nie użalam nad sobą bo nie daje się ponosić emocjom. Więc zapytam jeszcze raz... Dlaczego uważasz, że dotknął mnie jakiś poważny problem społeczny?
Bo jesteś egoistą który myśli że jest najważniejszy.
Problem społeczny istnieje, bo nie każdy facet jest taki twardy jak ty. Zresztą ja bym raczej powiedział że tak się kończy wychowywanie przez samotne matki bez męskiego wzorca facetów na "miłych chłopców". A świat i społeczeństwo robi swoje nie pozwalając takiemu okazywać słabości ani mówić o emocjach bo zostanie poddany ostracyzmowi.
Dodam na końcu że w większości przypadków, bo trafi się ktoś kto się przyczepi.
Ps, w historii autorki to akurat było zbyt wiele ciężkich ciosów. Mało kto byłby w stanie iść dalej.
Selevan bo jestem egoistą, który myśli, że jest najważniejszy? A na podstawie czego takie wnioski wyciągnąłeś mędrcze?
Nie każdy jest taki twardy jak Ja mówisz. No ale przecież każdy dotknięty problemem społecznym jak to stwierdziła Bazienka i Lorayne był wychowywane na "twardziela", któremu nie wolno płakać jak Ja. No to jak to jest? To jednak wychowanie ma wpływ czy to kwestia charakteru? Bo jeśli wychowanie jest kluczowe to wszyscy powinniśmy mieć podobne podejście.
Wg mnie to o czym mówisz to jest jakieś dziwne doszukiwanie się przyczyny tego kim jesteś w czynnikach niezależnych od Siebie. Wszyscy winni... Rodzice, wychowanie, szkoła, rówieśnicy, społeczeństwo. Tylko Ty biedny osesek wśród tego. To tak nie działa. Zmierzam do tego że wychowanie faceta na kogoś kto potrafi panować nad swoimi emocjami nie tylko nie jest szkodliwe ale wręcz ważne.
Ja potrafię mówić o swoich emocjach ale na moich zasadach. Potrafię mówic o swoich słabościach, potrafię kochać i to okazywać. Jestem miłym facetem. Od dziecka sprzedawczyni mnie uwielbiał bo zawsze byłem dobrze wychowany, kulturalny, mówiłem dzień dobry, poproszę, pomagałem. Ale kiedy trzeba to potrafię być oparciem dla innych gdy zaczynają się dziać złe rzeczy. Potrafię zachować się racjonalnie gdy życie wywraca się do góry nogami. Jeśli Ty nie potrafisz to mi przykro ale nie win za to wychowania. Nie znam Twojego życia i Twojego bagażu. Wiem jaki ja niose i wiem z jakimi sytuacjami się musiałem mierzyć. Ale one mnie hartowaly. I jestem mega wdzięczny za to kim jestem. To nie jest kwestia bycia twardym. Nikt twardy się nie rodzi. To kwestia zachowania umiaru i wyciągania prawidłowych wniosków z tego co nas w życiu spotyka.
Zaś bohater historii przeżył wiele bardzo ciężkich momentów. Jak wielu innych ludzi których mijasz codziennie po drodze. Jemu brakło sił, może zadziałał pod impulsem. Podjął jednak złą decyzję, nie potrafiąc sobie poradzić z emocjami. Ale to nie kwestia wychowania.
Bardzo Ci współczuję.
To że człowiek nie płacze, nie oznacza że nie ma uczuć, lub się tym nie przejmuje. Radzę Ci na przyszłość.
Widziałaś jak się załamał, a jednak rozstaliście się do swoich domów.... Szok
Miła historyjka na 1 listopada. Ładnie napisana, zbiera plusy. Masz talent. Teraz możesz napisać pierwsze opowiadanie.
Sciema.Nie chowa się samobójców razem z bliskimi
Lol, niby czemu nie? Co, samobójca to za płot cmentarza, z z dala od innych i grób bez krzyża?
@Achnoniewiem: wyjmij kij z d00py bo jeszcze Ci tak na stare lata zostanie. I czytaj ze zrozumieniem. Nikt tu nie pisze o zakopywaniu za płotem. @Lularoj odniósł się do faktu, że niezwykle ciężko jest pochować członków rodziny w jednym grobie obok siebie, jeśli odeszli w różnym czasie, nie przekraczającym chyba 15 lat. A co dopiero dwóch osób na dobrą sprawę nie będących rodziną. A już rozkopywanie grobu i dodawanie drugiej trumny nie jest praktykowane w ogóle, póki nie minie te 15 czy 20 lat. Za takie udogodnienia cmentarze, które mają jeszcze miejsce, każą sobie słono zapłacić. A nie sądzę, aby chowani byli obok siebie na nowej części cmentarza, gdzie jest full miejsca. W chwili obecnej wykorzystuje się kwatery, które nie zostały opłacone na kolejny okres 20 lat. To z punku widzenia praktyki. Z punktu widzenia historii, nie ferowałbym takich wyroków, że to "ściema" na podstawie tylko tej przesłanki. "Obok siebie" może jednak oznaczać dwie sąsiednie kwatery na nowej części cmentarza. Niestety ciężko mi odnieść się do "tłumienia emocji" bo trzeba jeszcze mieć co tłumić... Aczkolwiek nie wiem jak zachowam się po śmierci matki. To może być jedyna rzecz, która być może mnie poruszy. Z drugiej strony znam jej wiek, znam choroby i mam świadomość, że to nastąpi prędzej czy później. Wolałbym aby jak najpóźniej ale nie mam na to wpływu.
Doombringerpl tl;dr dziwię się że chciało ci się tyle pisać ;) chyba nie masz zbyt ciekawego życia, co?