#h1wPX

Jesteśmy z mężem tak wymęczeni opieką nad 7-latką, córką mojej chrześnicy, że rozważamy urwanie z nimi wszelkich kontaktów. Jeżeli to, czego doświadczyliśmy, jest ogólnym obrazem dzisiejszych dzieci i ich rodziców, to współczuję. Wychowałam trójkę, a to, co miałam teraz przez 17 dni, było trudniejsze niż cokolwiek, czego doświadczyłam. Dziecko wybitnie nieposłuszne, mówi się jak do słupa, nie chce rozumieć poleceń. Uzależniona od słodyczy, telefonu i telewizora. Nie przypominam sobie, żeby moje dzieci przesiadywały wpatrzone w ekran godzinami. Już pierwszego dnia odepchnęła talerz z jedzeniem tak, że prawie spadł ze stołu, i wybuchła nerwami, że ona tego nie będzie jeść i mam jej dać jakieś ciastka, które daje jej matka. Nie potrafiła po sobie nawet posprzątać, rozrzucała rzeczy gdzie popadnie i nie odnosiła na miejsce. Kiedy trzeba było sprzątać, wybuchała płaczem i nerwami i mówiła, że nie będzie sprzątać. Nie potrafiła nawet sama się sobą zająć, kazała nam wymyślać jej zabawy, bo się jej nudzi. Nie rozumiem też fenomenu, że na dworze strasznie bolały ją nogi, szybko się męczyła, a tylko przyszła do domu, to biegała jak poparzona. Nie szanuje rzeczy innych, nie szanuje prywatności, wszędzie zaglądała, wszystko wyciągała, niszczyła, pomimo wyraźnych instrukcji, że nie wolno. Mogłabym tak pisać i pisać. Drugiego dnia powiedziałam dość tego. Mój dom, moje zasady i żadne dziecko nie będzie mi dyktowało warunków. Chodziła głodna, płakała, krzyczała, panikowała, aż zjadła to, co jej przygotowałam. Zabrałam jej telefon i dawałam tylko dzwonić do matki, telewizja — godzina dziennie. Tego, co wtedy przeszliśmy z mężem, nigdy nie zapomnę. Pomimo że już jej nie ma, ciągle słyszę w głowie ten jej krzyk, tupot stóp, piszczenie i płacz. Nie wyobrażam jej sobie 1 września w szkolnej ławce w pierwszej klasie. Tak rozpieszczonego i popsutego dziecka nigdy nie widziałam. Próbowała nami manipulować, wzbudzać poczucie winy, a ma tylko 7 lat, ale nie potrafiła sama się wykąpać czy zrobić sobie kanapki. Próbowała wydawać mi, sześćdziesięcioletniej kobiecie i mojemu 7 lat starszemu mężowi polecenia. 
Napisałam to wszystko w wielkim chaosie, bo sama jestem nim przesiąknięta.
Dantavo Odpowiedz

Niestety takich dzieci teraz w szkołach jest dużo. Najlepsze jest to, że po zwróceniu uwagi rodzicom, rodzice często odpowiadają, że dziecko nie domu jest grzeczne. No jasne, że jest grzeczne, gdy wypełnia się każdy jego rozkaz (bo prośbą ciężko to nazwać) i ciągle daje się tablet. Jednak, gdy tylko próbuje się wymusić jakieś zasady, to zaczyna szaleć.

ArabellaStrange Odpowiedz

Szczerze, to chyba dawno nie miałaś do czynienia z dziećmi. Wpadasz w typowe dla starszego pokolenia tony „ta dzisiejsza młodzież”.

Sama jedna siedmiolatka trafiła do domu starszych ludzi i nagle oczekuje się od niej, żeby zachowywała się tak, jak ci starsi ludzie uważają za słuszne. Zero poszanowania dla tego, jak na codzień jest wychowywana, dla tego co umie, jak się zachowuje. Przecież jeśli nie potrafi po sobie posprzątać, to nie jest jej wina, tylko jeśli już, to jej rodziców. Jeśli za dużo korzysta z ekranów, to tak samo rodzice nie narzucili limitów. A skoro Ty masz sześćdziesiąt lat, a mąż sześćdziesiąt siedem, to Wasze dzieci mają 30–40. To o jakich ekranach my mówimy, jaka w tym ich zasługa, albo Twoja, że nie siedziały w telefonie albo w internecie? Przecież nie miały dostępu! A że dziewczynka sama nie umie się sobą zająć? To powiedz szczerze, a jakie miała u Was opcje? Ile macie zabawek w domu, interesujących dla siedmioletniego dziecka? Chyba że oczekiwałaś, że mała dziewczynka będzie przez pół dnia rysowała królewny? Ale jak się zajęła sobą i gdzieś zaglądała, to też źle, bo nie wolno. Porównanie z własnymi dziećmi nie jest adekwatne, bo po pierwsze było ich troje, a to OGROMNA różnica, po drugie były u siebie, a po trzecie - to było dawno i zapewne nie pamiętasz połowy rzeczy, które robiły nie tak.

Nie wątpię, że to mógł być dla Was trudny czas i byliście z mężem po prostu zmęczeni. Ale chyba zabrakło serdeczności w stosunku do tego dziecka i spokojnego wytłumaczenia czego od niej oczekujecie. Za dużo złości w tym wyznaniu. Wszystko niszczyła, nic nie uszanowała… Raczej zapomnieliście jak to jest z małymi dziećmi i za długo u Was była.

Kolakot

Bełkot i bzdury

krux7735

ale Ty pie*dolisz... Jezu, mam nadzieję ze nie masz dzieci

ArabellaStrange

Jeśli chcecie wejść w polemikę, to może użyjcie argumentów? Kolakot, Ciebie nie kojarzę, ale Ciebie krux7735 już tak - z tego, że połowa Twoich komentarzy polega na napisaniu komuś „ale Ty pie*dolisz”.

Akurat mam dzieci i na bieżąco jestem z tym, jak się zachowują. I WYCHOWUJĘ te dzieci, rozmawiam z nimi, stawiam granice, dokształcam się… A one mimo wszystko mają czasem złe dni, bywają przebodźcowane, grymaszą przy jedzeniu, robią bałagan i zachowują się JAK DZIECI.

W tym wyznaniu widzę małe dziecko, które trafiło do jakiejś starszej ciotki zupełnie samo. W nowe miejsce, inne jedzenie, inne zasady, bez rodziców i na długo. Możliwe, że rodzice wyjechali i je zostawili, może byli chorzy? Dziecko ma prawo być w stresie w takiej sytuacji i zachowywać się JAK DZIECKO. To nie znaczy, że jest rozwydrzonym bachorem. To znaczy, że jest zbite z tropu, niepewne i może się bać. Potrzebuje wsparcia, żeby się odnaleźć. A trafiła na dwoje starszych państwa, którzy mają swoje zwyczaje (obce dla dziecka), narzucają zasady, wymagają innego zachowania niż rodzice w domu, czepiają się o wszystko, co robi - i wszystko to spadło na nią w ciągu jednego dnia! Bo drugiego już chodziła głodna i autorka pisze to wprost.

Możliwe, że jest tak, jak tu prawie wszyscy założyli w komentarzach, że to jest okropne dziecko. Ale ja ze strony autorki widzę olbrzymią niechęć i takie przerysowanie złych zachowań dziecka, że moim zdaniem po prostu ją ta opieka przerosła. To, że się dziecko nudzi, że siedmiolatka wymaga towarzystwa, męczy się na spacerze, a w domu odzyskuje siły - to jest normalne. Skoro autorka tego nie pamięta, to naprawdę zapomniała jak się zajmuje dziećmi.

ArabellaStrange

Jeszcze uzupełnię, że mam dzieci w podobnym wieku do tej dziewczynki oraz rodziców i teściów w podobnym wieku do autorki wyznania. I znam ten ton. Najczęściej wtedy, kiedy dziecko nie zachowuje się tak, jak sobie jedną albo druga babcia zaplanowała, więc od razu zakładają, że coś jest nie tak z dzieckiem. A potraktowane w ten sposób dziecko faktycznie zaczyna się tak zachowywać, że potwierdza niechętną opinię. Obserwowałam to nie raz, ale byłam tam, więc mimo różnic w temperamencie nasze dzieci mają z dziadkami dobrą relację. I mogą zostać razem parę dni. Ale na pewno nie 3 tygodnie.

Tutaj największy pech, że ta dziewczynka i autorka były na siebie skazane przez taki długi czas. Szczerze współczuję obu, bo nie wątpię, że to było dla nich trudne.

Zaznacze na samym początku, to że dziewczynka miała okropne nawyki i zachowanie, nie oznacza, że my we wlasnym domu mamy to tolerować i dostosowywać się do nich. Niepojete dla mnie jest, aby dziecko nie potrafilo skupic sie 2 minut na jednej rzeczy, aby mówić do niego 5 razy, a ono dalej nie slucha. Matka przyniosła jej do nas dwie torby zabawek, ale i tak sie nimi nie bawiła. Mieszkamy na wsi, tutaj wystarczy trochę wyobrazni i zawsze jest co robić, poza tym mąż zrobił jej huśtawkę na podwórku, pożyczyłam mały rower od sąsiadów, ale ku mojemu zdziwieniu na rowerku nie umiała jezdzic, a nawet na podwórku przebywała bardzo niechętnie, bo bała się owadów, nie mówiąc już o wyprawie do lasu. Próbowałam piec z nią rogaliki, lepić pierogi i wiele innych; żadnego zainteresowania, wszystko ją nudziło i domagała się telefonu. Kiedy tylko zorientowałam się z jakim dzieckiem mam do czynienia od razu postawiłam granicę, to co wolno i to czego nie wolno. Nie zrozumiała. Choćby to, że z naszych łóżek probowała zrobić sobie trampolinę, rozrzucała pierzyny i poduszki na ziemi i po nich skakała. I cały czas krzyk, piszczenie, płacz, bieganie jak poparzona.

ArabellaStrange

Genowewa, przeczytałam Twoje odpowiedzi (widzę aktualnie 3 w komentarzach) i faktycznie wychodzi z nich obraz trudnego dziecka. Przy czym wciąż żal mi tej małej, bo to nie jest jej wina. Siedmiolatka nie powinna mieć swojego telefonu, ale skoro ma i bez ograniczeń z niego korzysta, to nic dziwnego, że nie potrafi się skupić. Skoro siedzi zamknięta w bloku, to nie wie co można robić na dworze i jej lęk przed owadami też mnie wcale nie dziwi. Krzyki, piski, bieganie - to akurat typowe dla tego wieku, dla Was z mężem zapewne tym bardziej męczące, że na codzień macie spokój. Czy ona ma ojca? Wszędzie piszesz tylko o matce, a przecież połowa roboty przy wychowaniu córki powinna być na jego głowie. Co do mówienia pięć razy tego samego - na to się chyba wszyscy rodzice skarżą ;).

Szkoda w tym wszystkim, że nie było tam chociaż jednego dziecka do towarzystwa. Bo siedmiolatka wrzucona nagle w zupełnie obce środowisko, a z tego co piszesz zmiana była diametralna, miała prawo się nie odnaleźć. A wymaganie od niej, żeby całkowicie zmieniła - i to z dnia na dzień - wszystkie swoje przyzwyczajenia, było mocno karkołomne. Mogłoby się udać chyba tylko przy bardzo bliskiej relacji Twojej z dzieckiem, bo wtedy łatwiej do tego dziecka dotrzeć. Ale wydaje mi się, że aż tak często się nie widujecie?

Dostałaś niewdzięczne zadanie. Nie wiem czy zrywanie kontaktów jest potrzebne, ale na pewno nie przyjmowałabym do siebie więcej dziecka, dla którego wszystko u Was jest obce i które nie chce być na wsi. Wybacz, jeśli jakieś moje sformułowanie w komentarzach było za ostre i Cię uraziło.

Nie widziałyśmy się 3 lata. Mieszkamy od siebie dość sporą odległość, więc kontakt miałyśmy jedynie telefoniczny. Chrzesnica samotnie wychowuję córkę, biologiczny ojciec płaci alimenty i widuje się z dzieckiem jedynie co jakiś czas. Chrzesnica miała zaplanowaną operacje, ojciec dziecka miał się nim zająć do czasu dojścia matki do sił pozwalających samodzielnie chodzic, niestety dzień przed odmówił. Matka szukała opieki dla dziecka na cito i uległam. Wracając do krzyków, rozumiem, że to normalne zachowanie 7 latki, ale uważam, że normalnym nie jest płacz, panika i krzyki, bo nie ma dostępu do telefonu, bo zobaczyła osę w domu, czy bo ona chce coś słodkiego i koniec, albo nie chce po sobie posprzątać. Normalnym nie jest, żeby 7 latka nie potrafiła zrobić sobie kanapki, gdzie wszystko było pokrojone, albo sama się wykąpać. Mój mąż stwierdził (oczywiście jej tego nie powiedzielismy) że nawet na dziewczynkę to straszna łamaga i potyka się o własne nogi. Nie umiała jezdzic na rowerze, łapać piłki, wejsc na drzewo bo było brudne. Poszłyśmy na spacer, troche miedzą, trochę lasem, to mąż musiał przyjechać po nas ciągnikiem z przyczepą, bo 1,5 do maksymalnie 2 kilometrów od domu opadła z sił i dalej iść nie chciała, płacz panika, bo ona chce do domu, ale do domu nie ma siły wracać. Mąż przyjechał ciągnikiem, to znów wpadła w płacz bo zobaczyła na przyczepie robaka i ona tam nie usiądzie. Ręce mi wtedy opadły choć starałam się być cierpliwa i tłumaczyć dziecku, że robak jej nie zje, że już sobie poszedł a ubrania wypierzemy.

ArabellaStrange

No tak. Ojciec ją olał. Nikt jej nie nauczył jeździć na rowerze, wspinać się na drzewa… łapać piłkę powinna w sumie w przedszkolu, ale z opisu wychodzi kanapowe dziecko, które niczego nie ćwiczy. Stąd też brak kondycji - skoro byłyście te 2 km od domu, to znaczy, że co najmniej tyle przeszła. Dla dziecka, które się nie rusza, to jest daleko. A krzyki pod odstawieniu telefonu też się wpisują w obraz tej dziewczynki, bo została pozbawiona tego wyrzutu dopaminy, do którego jej organizm jest przyzwyczajony.

Gdyby miała 16 lat, to powinna mieć już swój rozum i sama coś robić ze swoim życiem. Ale siedmiolatka? Biedne dziecko. Naprawdę mi jej żal.

I w dodatku wrzucona z zaskoczenia do obcych ludzi (skoro się nie widzieliście 3 lata, to się niestety liczy jako obcy), miała jechać do taty, na to ją mama nastawiała, a wylądowała na wsi, gdzie wszystko było inaczej. To się nie miało prawa udać.

Chwała Ci za to, że ją przygarnęłaś. Chociaż łatwo u Was nie miała. Ona, konkretnie, ze swoimi przyzwyczajeniami i ograniczeniami. Chociaż kto wie, może kiedy emocje miną, będzie po latach wspominać wakacje na wsi ;)

Tylko dlaczego matka nie czuje się winna? Wychowuje dziecko na życiową kalekę i niszczy jej zdrowie telefonem, brakiem ruchu i złym żywieniem. Dziecko jest okropnie rozpieszczone, rozczeniowe i niewdzieczne. Nauczone, że jest pępkiem świata i wszystko się jej należy, a dorosłym wydaje polecenia które mają być spełniane. Dziewczynka reaguje histerią kiedy nie dostaje tego czego chce i kiedy dzieje sie coś nie po jej mysli. To wszystko będzie miało głębokie konsekwencje w przyszłości. Zauważyłam problem, przedstawiłam go rodzicowi i zostałam zbesztana i poinstruowana, że mam się nie wtrącać. Taka mnie wdzięczność spotkała za 17 dni piekła, bo przyjemnością tego nie mogę określić. Może w szkole ocucą trochę jej matkę kiedy zacznie być wzywana.

ArabellaStrange

Naprawdę mam mieszane uczucia przy tej historii. Bo z jednej strony bardzo szlachetnie pomogłaś chrześniaczce. Przyjęłaś małe dziecko, mimo że zaburzyło Wasz spokój. Wytrzymaliście z nią, mimo że było trudno. Czytam, że naprawdę się o nią staraliście troszczyć, spacery, wspólne gotowanie, huśtawka w ogrodzie…

A z drugiej strony bezlitośnie obsmarowujesz ją w Internecie, a wszyscy bez głębszej refleksji wieszają psy na tym dziecku. Za to, że zachowuje się jak dziecko. Że się boi, rusza jak łamaga, nic nie umie, przeszkadza… Osądziłaś ją już pierwszego dnia, kiedy do Was przyjechała, a przecież była wtedy w szoku, wywieziona do obcych ludzi zamiast do taty, mama ją zostawiła, bo jest chora i musiała jechać do szpitala… I pretensje, że dziecko w takiej sytuacji zachowuje się nieodpowiednio?

Daleka też jestem od oceniania matki. Może gdyby rodzina była pełna, to bym stwierdziła, że źle ją wychowują. Ale ta kobieta jest samotnym rodzicem. Ja mam świetnego męża i jego pełne wsparcie, a i tak czasami mam dosyć. A ta matka? Ojciec dziecka ją wystawił w obrzydliwy sposób. Skoro zawiozła dziecko do Was, z którymi się lata nie widziała, a dziecko Was praktycznie nie znało, to musiała być pod ścianą. Czyli naprawdę jest w tym rodzicielstwie sama. Nie wiemy z czym się mierzy, jaką ma pracę, ile jej zajmują dojazdy… Za to wiemy, że nawet jeśli popełnia błędy wychowawcze, to wszystkie dobre rzeczy dziecko otrzymuje od niej. I leżała w szpitalu, bezradnie słuchała, jak dziecko jej płacze w słuchawkę. Kiedy wreszcie mogła ją odebrać, to została zjechana z góry na dół, jaką jest beznadziejną matką (a ojciec, który sprowokował całą tę sytuację - wesolutko sobie gdzieś tam żyje i nic mu nikt nie powie!). Powinna Wam podziękować za pomoc, to oczywiste. Ale coś czuję, że gorzka jest ta wdzięczność.

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
LodyWaniliowe Odpowiedz

To ja dodam coś od siebie. Pracuję w sklepie i często widzę małe dzieci w koszykach zakupowych, które kompletnie nie zwracają uwagi na otoczenie, bo mają smartfony w rękach. Nic nie mogę powiedzieć takim rodzicom, ale najchętniej to bym im wygarnęła ich głupotę

Meanness Odpowiedz

Dziwnie mi to przypomina jak moja ciocia opowiadała co ja według niej robiłam jak taty nie było w domu. Zawsze było jak to ja zupełnie nie chciałam posprzątać, jak nie chciałam się umyć, jak nie chciałam lekcji odrabiać i jak to jej pyskowałam. A tata zawsze zdziwiony "zawsze jesteś grzeczna, czemu tylko przy cioci taka jesteś?". Tylko problem był taki, że nic takiego w ogóle nie miało miejsca. Zawsze był wrzask, że mam się uczyć sprzątać, a nie w książkach siedzieć, bo kobieta ma sprzątać. Jak był obiad to mega gorąca zupa i wrzask, czemu nie jem. Cały dzień albo kazała sprzątać i patrzyła, albo kazała pisać literki nawet jak byłam w gimnazjum, bo się wyśmiewała, że brzydko piszę. Ale nie mogłam odrobić lekcji, tylko pisać literki. Ale herbaty sobie zrobić nie mogłam, bo się jeszcze poparzę. Więc bez picia cały dzień. A jak trzeba było się umyć to musiała pilnować. Miska z zimną wodą, potem gorącą (z czajnika + trochę zimnej) spłukała włosy. A czemu pilnować? Bo trzeba się tak umyć, żeby grzechu nie było, bo nie można niektórych rzeczy dotykać. Tam to tylko użytymi gaciami i od razu gacie w rękach wyprać i powiesić u mnie w pokoju, bo ani gacie ani podpaski nie mogą być "w domu, w którym mieszka mężczyzna". Około 18 albo mnie odstawiała do domu, albo szła do siebie. Wtedy dopiero lekcje robiłam. Wracała około 22, tuż przed tatą i wtedy mu krzyczała jak to ja jej cały dzień pyskowałam, ona 8h sprzątała, a ja nic nie robiłam. I taty zdziwienie, że przy nim grzeczna jestem. Już tyle się nasłuchałam jak ciocia się darła o rozpieszczonych bachorach, że mam wrażenie, że to też tego typu historia. Możliwe, że dzieciak raz się odezwał i już "Moje dzieci były grzeczne, a to istny diabeł". Tak jak ciocia się chwaliła jak to jej dzieci, które z nią nie rozmawiają, zawsze były grzeczne, jej wnuki, które z nią nie rozmawiają też. Tylko zawsze ja byłam tym diabłem, którego goniła do kościoła za pomocą miotły.

Apatia Odpowiedz

Niestety jako społeczeństwo trochę przesadziliśmy z korektą "wychowywania" za pomocą skórzanego pasa.

Nigdy nie biłam swoich dzieci, ale były zasady, kary, nagrody, czas na zabawę, naukę i obowiązki. Cała trójka dzięki temu wyszła na ludzi i mają rodziny i pracę. A tutaj, nie wiem co z tej dziewczynki wyrośnie. Nawet jej odzywanie się do dorosłych wołało o pomstę do nieba. Odzywała się do mnie i męża na TY rozkazującym tonem glosu. Naszczescie to już problem jej matki żeby wychować ją na ludzi i przywołać do porządku, a nie mój.

MalinoweGofry Odpowiedz

Wiele rozumiem. Bezsilność, nerwy, zmęczenie ale powiedz mi czy ty byś chciała żeby cię ktoś zmuszał do jedzenia tego czego nie chcesz. Może ona ma jakąś wybiórczość pokarmową. Jestem pewna, że gdyby ktoś ciebie zmuszał to byś powiedziała, że ma się pocałować w dupę i poszła sobie do sklepu po to co chcesz. Dziecko tego nie może. A zrywać kontaktu nie musicie. Wystarczy być szczerym. Nie będziemy więcej pilnować wam dziecka bo za bardzo nas to obciąża, jest trudna we współpracy, nie potrafi się komunikować, panować nad emocjami i zajmować się sobą, a to 6-latka już powinna. Natomiast zapewne jak rodzice pytali jak tam to powiedzieliście, że ok żeby ich nie urazić. A teraz wolicie uciec niż się skonfrontować dając im szansę coś zrobić z tą sytuacją.

Kiedy matka zapytała jak było, powiedziałam prawdę. Powiedziałam jej że dziecko jest źle wychowywane, że niepojętym dla mnie jest jej sposób żywienia, komunikacji z dorosłymi, zachowanie i umiejętności których nie ma, a powinna mieć w wieku 7 lat. Matka dziewczynki obraziła się na mnie, powiedziala mi kilka niemiłych słów, nie dziękując nawet za pomoc, dlatego już nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Dziecko najchętniej jadloby sam cukier, brzydzi się warzywami, normalnymi domowymi obiadami, a nawet wiekszoscią owoców. Na moje pytanie co zazwyczaj jada, stwierdzila, że na śniadanie mama daje jej misia lubisia, w ciągu dnia frytki, parówki, płatki czekoladowe z mlekiem, serki w tubce, bułkę od hod doga czy makaron. Jej matka nawet nie gotuje jej normalnych obiadów, nie robi pożywnych śniadań. Dziecko siedzi całymi dniami zamknięte w bloku przed ekranem telefonu albo telewizora a później matka dziwi się, że tyle jej choruje.

ohlala Odpowiedz

Leniwi rodzice kiedyś po prostu nie mieli takich możliwości, jak ci teraz. Nie mogli dać dziecku telefonu/tabletu z dostępem do masy treści, które nie nadają się dla dzieci, chociaż teoretycznie są dla nich tworzone. Znałam sporo nauczycieli, którzy uczyli wcześniejsze pokolenia, i zaniedbanych dzieci było bardzo dużo, ale objawiało się to trochę inaczej. Tamte dzieci były bardziej destrukcyjne i chciały, żeby wszyscy na nie patrzyli, pokolenie smartfonów ma problem ze skupieniem i brak mu cierpliwości. Elementem wspólnym jest brak umiejętności regulowania emocji.

Postrzeganie dzieci zależy też od tego, w jakim otoczeniu się przebywa, a poza tym na pewno nie powinnaś generalizować na podstawie jednego, męczącego dzieciaka. Podejrzewam, że dopiero za kilka lat poznamy skalę problemu i dowiemy się, czy rzeczywiście jest aż tak źle, czy po prostu teraz łatwiej wszystko udokumentować.

Livarot Odpowiedz

W szkole problem potrwa najwyżej jeden dzień. Jak z czymś wyskoczy do innych dzieci to szybko jej wytłumaczą jakie są zasady.

Walkorbowy

W szkole hierarchia szybko sama się ustala. Przynajmniej tak było za moich czasów, a teraz nie wiem jakby to wyglądało kiedy czasy się zmieniły i kiedy w jednym miejscu spotka się powiedzmy kilkanaście indywidualizmów nauczonych z osobna, ze świat i inni podporzadkowani są właśnie im.

TwojaStaraSieODzieci

Ta, raczej to ona będzie narzucała zasady. Szkolni gnębiciele to najczęściej takie bachory, którym nikt najpierw nie chciał stawiać granic, a potem już każdy się bał, włączając w to nauczycieli.

TwojaStaraSieODzieci

Ta, raczej to ona będzie narzucała zasady. Szkolni gnębiciele to najczęściej takie bachory, którym nikt najpierw nie chciał stawiać granic, a potem już każdy się bał, włączając w to nauczycieli.

Klarownie Odpowiedz

Przerażają mnie takie dzieci D:

dajciespokojserio Odpowiedz

Dobrze, że postawiłaś jej granice. 7-latka to nie jest już malutkie dziecko, powinna znać pewne zasady. Wygląda na to, że matka ich nie nauczyła i spadło to na Ciebie.
Chrześnicy się nie chciało, lub nie miała czasu wychowywać córki, i podobnie chyba z żywieniem, bo widać, że idzie po najmniejszej linii oporu i podaje to, przy czym nie trzeba się namęczyć. Dziecko przyzwyczajone do śmieciowego jedzenia niechętnie patrzy na warzywa i normalne posiłki. Niestety mam okazję obserwować dziecko, które kiedyś chętnie sięgało np. po buraczki i jabłka, a teraz już nie chce, bo rodzice karmią frytkami i chipsami:(
Współczuję, że musiałaś się zajmować niewychowanym, rozwydrzonym dzieckiem.
I że zamiast podziękowań usłyszałas pretensje.
Nic dziwnego, że nie masz na to więcej ochoty.
Pozdrawiam

Wyprostowanie tego dziecka kosztowałoby mnie mnóstwo energii i zdrowia, ale myślę, że byłabym w stanie jeszcze to zrobić. Zaczęła normalnie jeść, słodycze zastąpiłam naleśnikami na słodko, domowymi wypiekami itp które dostawała tylko jeżeli zjadła obiad. Przeżyła 17 dni bez telefonu, mogąc używać go tylko do dzwonienia do matki. W te dni w które nie chciała po sobie sprzątać, nie było telewizji. Horror jaki przy tym wspólnie przeżywaliśmy jest nie do opisania, nie sądziłam, 7 latka może wpadać w taki szał i furię, ale nie ugiełam się i byliśmy na dobrej drodze ku lepszym zmianom. Gorzej z jej innymi zachowaniami, odzywaniem się do dorosłych, napadami paniki na swieżym powietrzu spowodowanymi owadami, w tych kwestiach problem był już głebszy.

dajciespokojserio

Super, przynajmniej przez chwilę miała normalne posiłki i zdrowe zasady.
Chrześnica powinna podziękować, i przeprosić za kłopot, a nie jeszcze pyskować. Miała szansę zapytać o podpowiedź, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach. Ale pewnie jeszcze zbierze plony swojego podejścia do dziecka.
Ciesz się, że zajmowałaś się ta smarkulą tylko tymczasowo. Zgaduję, że teraz święty spokój smakuje jeszcze lepiej

dajciespokojserio

Super, przynajmniej przez chwilę miała normalne posiłki i zdrowe zasady.
Chrześnica powinna podziękować, i przeprosić za kłopot, a nie jeszcze pyskować. Miała szansę zapytać o podpowiedź, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach. Ale pewnie jeszcze zbierze plony swojego podejścia do dziecka.
Ciesz się, że zajmowałaś się ta smarkulą tylko tymczasowo. Zgaduję, że teraz święty spokój smakuje jeszcze lepiej

dajciespokojserio

Super, przynajmniej przez chwilę miała normalne posiłki i zdrowe zasady.
Chrześnica powinna podziękować, i przeprosić za kłopot, a nie jeszcze pyskować. Miała szansę zapytać o podpowiedź, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach. Ale pewnie jeszcze zbierze plony swojego podejścia do dziecka.
Ciesz się, że zajmowałaś się ta smarkulą tylko tymczasowo. Zgaduję, że teraz święty spokój smakuje jeszcze lepiej

Dodaj anonimowe wyznanie