#FzR5l

Mieszkałam kiedyś w internacie dla dziewcząt.
Kilka razy w tygodniu wychowawczyni wraz z dyżurną sprawdzały pokoje dziewcząt, w czasie, gdy wszystkie byłyśmy na lekcjach.

Pamiętam, gdy któregoś dnia to ja byłam dyżurną i chodziłam z wychowawczynią sprawdzać pokoje. Nigdy nie zapomnę widoku brudnej bielizny z przyklejoną zużytą podpaską leżącą obok śniadania w szafce. To był pokój najelegantszej z dziewczyn w internacie, pięknej, zadbanej, z zamożnego domu.

Od tej pory wszystkie eleganckie i ładne dziewczyny kojarzą mi się z brudem.

#gMv8w

Uwielbiam chodzić w koszulkach i bluzach mojego chłopaka. Uwielbiam jego zapach, to jak mnie otula co noc kiedy zasypiam w jego koszulce, jak chronię się przed zimnem w jego bluzie. Czuję się wtedy jakby mnie przytulał i próbował ogrzać. 

Anonimowe jest to, że zginął w wypadku dwa lata temu, a ja do dzisiaj używam tego samego proszku, w którym zawsze prałam mu rzeczy i spryskuję je jego ulubionymi perfumami, żeby chociaż na chwilę oszukać się, że jest obok mnie.

#UDmpf

Historia miała miejsce dawno temu, a ja sama dowiedziałam się o niej około 20 lat później. 

Moi rodzice po roku związku zdecydowali się na ślub - chociaż nie do końca wiem na czym to "decydowanie" miało polegać, bo w rzeczywistości przy jednym ze spotkań ojciec wprost oznajmił, że w weekend odbędzie się spotkanie z rodzicami, na którym ustalą termin itp. Żadnych kwiatów, żadnego romantycznego wyznania. Tylko chłodne informacje. Przed ślubem nie doszło między nimi do żadnego zbliżenia, no cóż, mama usprawiedliwiła, że w końcu ojciec pochodzi z bardzo pobożnej rodziny, więc uszanuje jego poglądy i nie będzie naciskała. 

W końcu ślub, pierwszy seks i jak się okazało w najbardziej odpowiednim czasie, bo kolejnego okresu mama już nie doczekała. Wizyta u lekarza - ciąża. Poinformowała ojca, który w skrócie kazał jej się wynosić. Nie wiem czemu wtedy nie odeszła, ale w końcu w każdym związku są lepsze i gorsze dni. No ale to jak ją traktował, ciągły stres niemal doprowadziły do poronienia - którego uniknęła tylko dzięki mieszkającej niedaleko siostrze i szwagrowi. Miesiąc w szpitalnym łóżku, w końcu urodziłam się ja.

Nie będę się rozpisywała na temat wielu późniejszych wydarzeń, ale mając około 10 miesięcy, ojciec pod wpływem alkoholu po raz kolejny kazał się mamie wynosić, zaznaczył przy tym, że dziecko zostaje z nim. Jestem pewna, że nie dlatego, że być może mu na mnie zależało, ale by zwyczajnie jej dopiec. Następnego dnia pytanie mamy o to kto złoży papiery o rozwód spowodowało, że zwyzywał ją od najgorszych. Związek się zakończył. 

Co jest anonimowe? Być może i cała historia, bo nie mam z kim o niej tak szczerze pogadać - ale głównie fakt, że podczas roku związku i kilkunastu miesięcy małżeństwa rodzice uprawiali seks może ze trzy razy, przy czym ojciec miał zwyczajny problem z rozebraniem się. Co dziwne - mama była świadkiem kilku sytuacji, w których nie miał obiekcji przed rozebraniem się w towarzystwie pewnego mężczyzny, a raz widziała ich śpiących nago w drugim pokoju. 

Przez wiele lat miałam nadzieję, że tata chociaż w urodziny złoży mi życzenia, zadzwoni, zabierze na pizzę, a teraz szczerze go nienawidzę. 

Najgorsze jest to, że cała jego rodzina żyje w przeświadczeniu o naszym świetnym kontakcie, a ja żałuję, że wcześniej nie zaczęłam prostować jego kłamstw.

#skJTV

Jestem księdzem i chciałbym, żeby to co napiszę trafiło do jak największej liczby osób.
Wiara wiarą, dodaje otuchy w ciężkich chwilach i dodaje pewności siebie, jednak czy chwilowe zamknięcie kościołów zaburzy wiarę w Boga? Modlitwa zawsze zostanie wysłuchana przez Niego tak samo w domu, jak i w kościele. 

Czy warto narażać swoich bliskich i siebie? Wiara jest ważna, jednak to nauka w obecnej epidemii koronawirusa króluje. Wstyd mi za księży, którzy wolą zostawić drzwi otwarte zamiast zapobiegać. 
 
Ludzie, nie narażajcie się oraz nie panikujcie. Spokój, wyrozumiałość i opanowanie mogą nas uratować. Chcę podziękować lekarzom i pielęgniarkom, którzy narażają się ratując innych - jesteście naszą nadzieją.

#NBUVK

Mam pewien problem, którego myślę ze wielu nie będzie w stanie zrozumieć. Jestem facetem wiek między 35-40. Wielu mówi, że bardzo przystojnym, 190 cm wzrostu, 100 kg wagi, staram się trzymać formę na wysokim poziomie, jakoś się udaje. Żona, którą kocham i szanuję nad życie, dwójka dzieci.

Po 10 latach dążenia do swojego celu zawodowego mogę powiedzieć, że osiągnąłem go aż nad to czego oczekiwałem. Żyjemy moim zdaniem na wysokim poziomie. W dziedzinie, którą wykonuję jestem szanowany i rozchwytywany. Można powiedzieć, że sielanka. Tylko mam problem z tym iż wciąż mi mało. Cały czas gonie za czymś czego sam dobrze nie potrafię zinterpretować.

Myślę, że wpadłem w sidła gonitwy za czymś czego nawet nie umiem nazwać. Kiedyś ustalałem sobie jakiś cel, nawet prawie nie do wykonania i po paru latach go złapałem. Zawsze myślałem, że mnie to uszczęśliwi, a jak się to stało to przysłowiowy „klops”. I dalej czuje się niespełniony. 

Nie potrafię się cieszyć z tego co mam. Wiem, że brzmi to absurdalnie i sam sobie z tego zdaje sprawę, ale budzę się rano i nie potrafię powstrzymać pędzących myśli. Może czas na psychologa ale mam uraz, bo po poprzednim wyszedłem, bo po krótkiej rozmowie, bo to on potrzebował rozmowy a nie ja. 

Wyprzedzając komentarze, że jestem jakimś bananowym dzieckiem i szukam dziury w całym. Nie, nie jestem. Tak jak napisałem na początku, myślę, że wielu nie zrozumie, bo ciężko to opisać. Czuje się samotny choć nie powinienem. Czuje się nie rozumiany, bo wybiegam myślami o kilka zdań na przód. Ot taki dziwak ze mnie, choć nigdy po sobie nie dam tego poznać. Taka wewnętrzna wojna.

#20e86

Mam 31 lat, jestem mamą dwóch małych brzdąców, żoną i nauczycielem. I wyobrażam sobie. Czytam wiele książek, mam też swoje ukochane od lat. Nie mogę przestać udawać, że jestem ich bohaterką. Kiedy muszę się czegoś uczyć, puszczam na telewizorze filmik obrazujący pokój wspólny w Hogwarcie i udaję, że jestem uczennicą i przygotowuję się do egzaminu w Hogwarcie (opcjonalnie załączam filmik z kominkiem). 

Kiedy gotuję, zakładam fartuch i udaję gospodynię z XIX wieku, z Wyspy Księcia Edwarda. Kiedy idę w góry, bawię się, że idę Śródziemiem, albo na Dzikim Zachodzie. Kilka lat temu przebierałam się nawet po domu. Miałam samodziałową sukienkę do sprzątania i szatę Hogwartu do nauki. Mój mąż o tym wie i traktuje to jako nieszkodliwe dziwactwo. Mieszkanie też urządzam a'la Norę Weasleyów, bo pasuje do prawie wszystkich moich fantazji. 

Uwielbiam bawić się w to, że żyję w książkach.

#kkWFz

Mój mąż to życiowa ciamajda. Ale może od początku...

7 lat temu się poznaliśmy, po roku ślub i dziecko, na które dałam się namówić pod pretekstem, że jak nie teraz, to później już się nie zdecydujemy, bo praca, kariera itp. Spoko. Nawet mi to odpowiadało. Ale ja siedząc w domu z dzieckiem chwytałam się tylko czasowych zajęć, bo syn chorowity i nie bardzo dało się ciągle brać L4. W końcu po 5 latach znalazłam pracę, którą polubiłam i która mi zmianowo pasowała. Po dwóch miesiącach okazało się, że jestem w drugiej ciąży. Co to ma do mojego męża? A to, że jest bardzo dobry w tym co robi, ale nie chce mu się iść na swoje, bo to odpowiedzialność. Zawsze znajdzie sobie jakieś wymówki. Nie lubi ryzyka. No OK, ale mieszkamy u moich rodziców w jednym pokoju z 6-latkiem, a zaraz na świecie pojawi się drugie dziecko. Kiedy pytam jak on to sobie dalej wyobraża z dwójką dzieci w jednym pokoju słyszę, że jakoś to będzie. No krew mnie zalewa. Mówię mu, że może jakieś mieszkanie byśmy wynajęli, na co on, że po pierwsze nas nie stać, a po drugie on za wynajem płacił nie będzie, bo to nieopłacalne, lepiej wziąć kredyt, kupić coś swojego i spłacać. OK, mówię, weźmy kredyt, kupmy jakiś mały domek, będziemy powoli remontować. On, że nie, bo kupić stary dom to jak studnia bez dna. Poza tym nie będzie nas stać na remont, gdyż będziemy spłacać kredyt. Na wszystko ma odpowiedź. A jak go mocnej przycisnę, to naskakuje na mnie, że czemu tylko on musi o takich rzeczach myśleć. No przecież ja sama się nie wyprowadzę, do cholery!

Kocham go, bo to naprawdę dobry facet. Traktuje mnie i dziecko rewelacyjnie. Jest bardzo pracowity. Ale boi się odpowiedzialności związanej z finansami. A ja już nie wiem co mam robić, bo dalej tak być nie może, że z dwójką dzieci w jednym pokoju się będziemy gnieździć. Gdybym tylko mogła wrócić do pracy, to chyba bym się sama wyprowadziła, a tak do kiedy nie urodzę i nie oddam dziecka do żłobka, to nie widzę szans na zmianę. Denerwuje mnie, że w moim małżeństwie to ja muszę nosić spodnie.

#626ZZ

Nigdy nie myślałam, że utknę w tak okropnym błędnym kole. Na dodatek w tak młodym wieku. Mam 21 lat i cierpię na nerwicę. Głównie przez stres, przez to w jakich warunkach dorastałam, przez to, że wszystkim się martwię i stresuje, ale nie będę się rozpisywać.

Wyobraźcie, że idziecie do nowej pracy. Towarzyszy temu stres praktycznie zawsze i każdemu. Ja natomiast kilka dni wcześniej nie dam rady spać, mam biegunkę, głowa boli tak okropnie, że nie dam rady myśleć, mam dziwne skurcze mięśni.

Moje błędne koło polega na tym, że kiedy się stresuje to doskwierają mi właśnie te dolegliwości, a kiedy już się uspokoję i przyzwyczaję do sytuacji, wtedy stresuje się tym, że znowu zacznie mnie boleć głowa (bo tego objawu najbardziej się boję, jest to najgorsza rzecz jaką muszę przeżywać). I tak oto stresuje się praktycznie ciągle i nie dam rady tego powstrzymać...

Chodziłam do psychiatry, ale leki które wypisał sprawiają, że nie potrafię myśleć, wywołują ból głowy lub nudności.

Korzystam też z ziołowych tabletek i mocnych przeciwbólowych, ale średnio działają.
Jestem osobą, która nie da rady dostosować się do życia. Nie wiem co mam zrobić. Nie mogę nawet się nikomu wygadać, bo nie wierzą mi, że jest tak źle i każą się ogarnąć. 

Czasami po prostu nie daję rady.
Najgorzej jest, kiedy w nocy nie dam rady zasnąć, a jedyne co mi towarzyszy to okropny ból głowy i łzy bezradności.

#3gLgn

Pracuję w sklepie budowlanym. Wiele dziwnych sytuacji widziałem, ale dziś było już totalnie grubo. Wykładałem akurat towar na dziale malarskim, kiedy pojawił się jegomość w wózkiem w maseczce malarskiej na twarzy. Uznałem, że przemilczę to, bo korona-paranoja trwa w najlepsze, więc może mu to pomaga psychicznie. I byłoby całkiem normalnie, gdyby nie zaczął pakować po kilka sztuk wałków, folii, pędzli itd. Zagaduję więc:
- Duży remont się panu chyba szykuje?
- A gdzie tam, panie... Dziś wykupują papier toaletowy i makaron, jutro mogą pędzle i wałki. Wolę być przed nimi.

Konkluzja i prośba zarazem. Zachowajmy spokój, to wszystkim dobrze zrobi, a zaraz dojdzie do sytuacji, że paliwo w kanistrach ludzie będą gromadzić.
Dodaj anonimowe wyznanie