#NY1fA
Zostałam wychowana w tradycji chrześcijańskiej, w domu bardzo pobożnych katolików.
Nie chcę zanudzać. Powiem po prostu, że są to głęboko wierzący ludzie.
Ja nigdy nie czułam się tego częścią. Chodziłam na Mszę, bo musiałam, odstałam godzinę i mama była zadowolona. Nic ponad to.
Kiedy dorosłam, przeprowadziłam się z mężem do Anglii i tu osiedliśmy na stałe. Nasz ślub, oczywiście kościelny z przymusu, był rodzinnym skandalem, bo zrobiliśmy na "tylko" 40 osób.
Mąż ma do wiary taki sam stosunek jak ja. Nie mieliśmy odwagi przez długi czas powiedzieć otwarcie rodzicom, że jesteśmy niewierzący, ale któregoś dnia coś we mnie pękło. A stało się to po rozmowie z mamą, która uznała, że moje komplikacje przy porodzie córeczki są spowodowane tak długim zwlekaniem z ciążą (staraliśmy się 3 lata). Nie przyjęła do wiadomości, że nie będzie kolejnych. Tylko się módl - powtarzała, ignorując fakt, że przy porodzie pękła mi macica, a ostatecznie ją usunięto (komplikacje).
Tak oto staliśmy się czarnymi owcami rodziny. Wyklęto nas i zerwano kontakt.
Minęły 3 lata i dziadkom tęskno się zrobiło za wnuczką. Nie ograniczaliśmy małej kontaktu. Zawsze ją uczyłam, że każdy człowiek ma ogromną wartość, bez względu na płeć, kolor, rasę czy wyznanie. Wyrosła na piękną, mądrą kobietę. Jednak za młodu z każdej wizyty u dziadków wracała z rewelacjami typu, że ci a ci są brudni, że ci a ci są źli i choróbska roznoszą, że nie będzie się bawić z koleżanką, bo jej mama ma drugiego męża itp. Również na nas suchej nitki nie zostawiali.
Muszę tutaj dodać, że my nie jesteśmy w domu mile widziani i kiedy jesteśmy w Polsce, śpimy we własnym mieszkaniu, a tylko córka ich odwiedza.
Nas nie chcą widzieć.
Miarka się przebrała, gdy mając z 9 lat mała wróciła i wykrzyczała mi, że nie chcę jej urodzić braciszka, bo mi się nie chce, jestem egoistką i nie mam duszy. Tak. Takie rozmowy odbywała z nią babcia.
Jeden telefon zakończył kontakty z dziadkami. Odgrażali się, grozili policją, donosem, że bijemy dziecko itd. Na szczęście morze to bezpieczny dystans.
Weronika ma obecnie 18 lat, ja 42. W swoim życiu miała okres fascynacji wiarą, sama zgłębiała i wyciągała wnioski. Nigdy nie dołączyła do żadnej z nich.
Jaki morał z tej opowieści?
Może taki, że to nie religia czy rasa decyduje o wartości człowieka.
Że ślepa, bezrozumna wiara rozbija rodziny i niszczy życie zamiast je scalać.
Przykro mi, że tak szybko i w taki sposób straciłam rodziców. Dla mnie umarli dawno temu.
Zwykle te wyznania o ateizmie zaczynają się od "zostałam wychowana na chrześcijanina"/ "rodzice zmuszali mnie do wiary"
Dla mnie początek brzmi niczym moja historia.
Gdy słyszę tryady zaczynające się "bez boga ani do proga" autentycznie muszę powstrzymywać się od odruchu wymiotnego.
Zmuszanie krzywdzi i zniechęca nawet tych którzy potencjalnie mogliby być wierzącymi.
Bo zmuszanie do praktyk religijnych to najlepszy sposób na wychowanie ateisty
Może dlatego, że gdyby ci rodzice z tego typu wyznań mieli zdrowe podejście do wiary i potrafili uszanować decyzje swoich dzieci, nie byłoby materiału na wyznanie :D
Bo to dość powszechna praktyka. Dużo osób nie uznaje prawa dziecka do wolności myśli, sumienia i wyznania.
Ze wszystkim tak jest, bardzo często zmuszanie do czegoś przynosi odwrotny skutek, nie tylko do wiary czy religii, ale nawet do jedzenia. Jeśli dziecko było zmuszane do jedzenia, mimo że było już najedzone, ale mimo to „jak nie zjesz do końca, to *tu wstaw dowolną karę*” to później człowiek często ma problemy z jedzeniem, wszelkiego rodzaju zaburzenia odżywiania czy inne, bo jedzenie kojarzy mu się z krzykami, płaczem, karą czy nawet biciem. To się tyczy każdego aspektu życia, zmuszanie=niechęć. Oczywiście nie zawsze, ale bardzo często.
Moi starsi ode mnie znajomi, kuzyni nazywali bierzmowanie sakramentem odejścia od kościoła i rzeczywiście jedyne co chciałem zrobić po wielu miesiącach wkuwania formułek, zbierania podpisów, straszenia, manipulacji to odpocząć.
Problem w tym, że każdy katolik jako dziecko jest zmuszane do wiary. Nikt nie rodzi się wierzącym, nie może sobie wybrać czy chce być ochrzczony i zwykle też czy chce przyjac komunie.
@KarolinaKaska zawsze jak mówiłem to o czym napisałaś mamie to była taka ścinka i nie wiedziała co powiedzieć oprócz "nie pyskuj" ;D
Mnie zmuszali do praktyk religijnych a teraz jestem bardziej wierząca niż ci co mnie zmuszali. Teraz dla odmiany czuję się przymuszana do nieodbywania praktyk religijnych. Jak to fajnie że tak dbają o to żeby mi się w życiu nie nudziło. W sumie to dalej mnie próbują przymuszać do praktyk religijnych ale innych- słowiańskich.
U mnie było bardzo podobnie, właściwie początek jakbym czytała o sobie. Różnica jest taka, że ja od samego początku mówiłam wszystkim, że jestem niewierząca. Babcia się nie odwróciła, ale powiedziała, że będzie się za mnie modlić, powiedziała też, że jest jej mnie bardzo żal, bo spłonę w piekle. Od rodziców sama się odwróciłam, ale przymus chodzenia do kościoła i modlitwy był tylko jednym z powodów. Jestem ateistką, w życiu nie zrobiłabym czegoś wbrew sobie i nie rozumiem trochę tego "przymusu do ślubu kościelnego". Nie wiem w jaki sposób można zmusić do tego dwoje dorosłych osób.
Zastanawiam się, czy to Twoje "Wesołych Świąt" to taka ironia. Mam nadzieję, że tak, bo bardzo nie lubię ateistów - hipokrytów, którzy obchodzą święta.
No a czemu nie mogą obchodzić świąt? To też tradycja narodowa, zbliża rodziny i jest okazją do miłego spędzenia czasu. Idąc tą logiką chrześcijanie nie mogą iść na rzucanie wianków czy andrzejki, bo nie wyznają pogaństwa.
Przecież 90% tradycji w święta są pogańskie.
Bezdomna - suuu to bardzo dobrze podsumowała. Dla mnie święta to tradycja rodzinna. Po prostu nie modlę się, nie śpiewam i nie chodzę do kościoła, nie udaje osoby wierzącej. Mój syn jest nieochrzczony i też będzie obchodził święta, bo niby czemu miałabym mu odmówić pogańskiej choinki czy babcinych pierogów?
Oczywiście, chodziło mi o typowe religijne obchodzenie świąt - z pasterką, śpiewaniem kolęd, po prostu ze świętowaniem narodzin kogoś, w kogo istnienie się nie wierzy. W samym spędzaniu czasu z rodziną nie ma nic złego, czy to w lipcu, czy w grudniu.
Dokładnie tak jak powyżej. Ja też obchodzę 'święta' bo dla mnie to po prostu rodzinna tradycja. Gotuję to co lubimy, ile chcemy, stroje dom i drzewko bo lubię ten klimat i kupuje prezenty bo to świetna zabawa. Ale po prostu traktuje to jako urlop zimowy i czas rodzinny niż cokolwiek innego.
Ale tak jak mówisz właśnie, nikt by mnie nie zmusił do robienia czegoś czego nie czuję i nie chcę. Ślub mieliśmy urzędowy, który odbył się w ogrodzie dworku i ceremonia przepiękna. Tylko gości nie przyjechało połowę bo jak to tak bez kościelnego. Ale mówię trudno, nie to nie, to nasz dzień i nie będziemy nikogo na siłę uszczęśliwiać.
Cóż myślę że to nie wiara rozbija rodziny tylko przepraszam tu za bezpośredniość ale głupota 🤷 ja i moja rodzina jesteśmy katolikami, mój tata jest nawet bardzo wierzący, nikt mnie nigdy do niczego nie zmuszał, nikt nigdy nikogo nie dyskryminował ani nie negował tego że mam jedno dziecko. Samo niezrozumienie tego że bez macicy raczej się nie urodzi świadczy o tym że są to ludzie bez wykształcenia i podstawowych informacji o otaczającym świecie. Jasne że łatwiej jest sobie wytłumaczyć że rodzina cię krzywdzi bo jest wierzącą, ale oni są poprostu głupi 🤷
Dokładnie. Widziałem tu już wiele wyznań tego typu, że wiara jest zła. Ale to co przejawiali rodzice autorki to nie katolicyzm tylko kretynizm. :)
A ja w tych wyznaniach widziałam, że pisano, iż ewentualnie to RELIGIA jest zła. Oczywiście nie to, że zawsze i każda. Odróżniacie przecież religię od wiary? W religię może być uwikłany niewierzący człowiek, który lubi wykorzystać jakikolwiek system w celach przymusu.
Melancholijna, oczywiście że rozróżnia, jednak to nie zmienia faktu że u rodziców autorki głównym problemem jest głupota nie religia
Problemem może i jest głupota ale religia narzędziem.
Melancholija raczej wymówką nie narzędziem
Moich tesciów przyłapałam na tym, jak planowali ochrzcić naszego syna za naszymi plecami. Oczywiscie z mężem jesteśmy ateistami, a oni "mają wstyd przed sąsiadami bo ani chrzcin ani ślubu tyle lat"
Moja teściowa też mi takim planem rzucała i ciągle pyta kiedy dzieci ochrzszczę. A sama do kościoła w ogóle nie chodzi, ale "co ludzie powiedzą?". Biedna durna baba
Ale i tak najlepszy był komentarz mojej matki odnośnie braku chrztu moich dzieci "jak Ci dziecko umrze,to Ci ksiądz nie pochowa". Dzięki mamuś, na Twoje mile życzenia warto zawsze czekać
Taki tekst to by dla mnie było za dużo
Hvafaen dobrze pisze. Skoro nie wierzysz, nie chodzisz do kosciola, nie wyznajesz tej wiary to jak wyobrazasz sobie pogrzeb? Co koledzy Cie w polu zakopia? Jestescie wszyscy hipokrytami. Nie wierze jestem ateistą ale święta tak bo to tradycja tak to tradycja chrzescijan skoro nim nie jestes to jej nie obchodz, badz konsekwentna. Albo nie wierze jestem ateista ale chrzestnym zostane. Dam zabawki bedzie fajnie. Chrzestny to osoba ktora prowadzi dziecko w wierze a nie dobra ciocia. Nie wierzysz, to tego nie rob. Hipokryci. Nie wierzycie to nie odchodzcie świat.
Na szczęście nie tylko ksiądz może pochować zmarłego. Pogrzeby świeckie są coraz bardziej popularne.
@SansaStark Jak do tego doszło? :o Bardzo Wam współczuję, dobrze że zorientowaliście się na czas.
Co do pogrzebu to mi wisi co mój mąż zrobi ze mną po śmierci- może mnie i w polu zakopać. A o pogrzebie dzieci nikt na przyszłość nie myśli, ale zmuszona do takich przemyśleń stwierdzam, że urzędnik je pochowa w ciszy i spokoju. To takie złe? Pójdę do piekła?😈
Fakt stwierdziła moja mama, nie teściowa. A oburzyłam się, bo skoro nie chodzę do kościoła, nie mam kościelnego ślubu, nie przyjmuje księdza po kolędzie, na święta wyjeżdżam na wakacje i nie ochrzszciłam dzieci to właśnie ksiądz mi do pochówku jest totalnie zbędny. A tu matka mi dzieci uśmierca, aby mną potrząsnąć?? To było zwyczajnie niemiłe i niepotrzebne. Kartą dzieci i ich śmierci się nie gra
@malekotkidwa dziecko, weź ty sie lecz na nogi, bo na mózg za poźno. I to jest właśnie efekt katolskiego wychowania, zero mózgu i buractwo pierwszego stopnia.
Twoi rodzice są przede wszystkim wredni i tępi (jak kobieta bez macicy może urodzić). Mnie dziwi, że tak długo pozwalalas dziecku na kontakt z osobami, które je demoralizowaly.
Przykra sprawa, ale jak ktoś już pisał, niestety takie zmuszanie do wiary często przynosi odwrotny skutek. U mnie tak było - dziadkowie bardzo wierzący, tata w radzie parafialnej, brat ministrant (obecnie też już nie chodzi do kościoła), a ja już w podstawówce szłam do koleżanki i udawałam, że w tym czasie jestem na mszy :) Natomiast nie rozumiem jednej rzeczy - jak można kogoś zmusić do ślubu kościelnego? Rodzice wam sponsorowali wesele? Ja od razu powiedziałam, że tylko cywilny i nie biorę pod uwagę innej opcji, a wiem że mój mąż zgodziłby się bez problemu na kościelny. Baliście się co ludzie powiedzą?
Dobrze rozumiem, że o dziecko z mężem staraliście się odkąd skończyłaś 20 lat i mimo, że urodziłaś w wieku 24 to według matki za długo zwlekaliscie?
Moja babcia taka była. Chciała mnie "nawrócić". Opowiadała o Bogu, Jezusie, kościele. Jak do niej chodziłam, chciała żebym się z nią modliła. Widziała moje odmowy, ale chyba nie rozumiała ich, bo ciągle słyszałam "Chodź się pomodlimy". Chociaż zawsze gadała złe rzeczy na mojego tatę, którego nie znosiła, to ja nigdy nie robiłam jak Twoja córka, że wracałam do domu zbuntowana. Nawet w takim młodym wieku wiedziałam swoje.
Za takie buntowanie dziecka zwyzywał bym chyba, dobrze że jest coraz mniej takich fanatyków.
Współczuję, że musiałaś przez to przejśc.