#dRyXd
Nie przelewało nam się, chociaż w szkole odnosiłam sukcesy i marzyłam o studiach, to z nich zrezygnowałam ze względu na brak funduszy. Teraz zostałam mamą, siedzę w domu z dzieckiem i momentami mam ochotę stąd uciec.
Codziennie sprzątam, piorę, gotuję obiady, piekę ciasta, zajmuje się synkiem i zwyczajnie chciałabym, żeby ktoś to docenił. Brakuje mi wieczorów spędzonych przy książce. Brakuje mi dni, kiedy mogłam wszystko rzucić i wyjść na rower. A przede wszystkim brakuje mi rozmowy z kimś kto to zrozumie.
Od dziecka lekceważono Twoje potrzeby i nigdy nie nauczyłaś się ich dostrzegać, szanować ani zaspokajać. Zaczęłaś już dostrzegać, teraz pora uwierzyć, że są ważne - i je realizować. Powodzenia!
pewnie, dziecku nic sie nie stanie jak zamiast kolejny raz odkurzyc czy zatychmiast poskladac pranie, posiedzisz sobie godzine z ksiazka albo zrobisz ciepla kapiel a'la SPA
A partner? Jak zwykle brakuje ważnych informacji. Jeśli jesteś samotną matką to być może pora sobie trochę odpuścić i skupić na sobie i własnych przyjemnościach. Zatracanie się w obowiązkach typu "na niedzielę musi być ciasto bo tak trzeba" jest zwyczajnie głupie i doprowadza do robienia z siebie męczennicy. No chyba że te ciasta to jakaś forma przyjemności dla ciebie. Ogólnie chodziło o przykład.
A jeśli masz partnera to gdzie jego rola w tym wszystkim? Nie żyjemy już w czasach gdzie jedynym obowiązkiem mężczyzn jest utrzymanie rodziny. Jeśli na taką możliwość (czyli nie na naprawdę wyczerpującej pracy) powinien być jakiś podział obowiązków lub chociaż powinien doceniać to co robisz.
Waniliowabeza ja uważam że z tym skupianiem się na dziecku trzeba uważać. Często bywa że kobiety tak skupiają się na dzieciach że zamieniają ich w swoich partnerów. W bardzo niezauważalny sposób - warto o tym poczytać. Ogólnie nie polecam takich sytuacji bo dla dzieci kończy się to naprawdę tragicznie. I mówię to jako osoba która tego doświadcza.
Waniliowabeza nie wiem co powoduje tego typu chore relacje. Wiem za to że jako dziecko takiej osoby dopiero po wyprowadzce na studia odkryłam że można o czymś samemu decydować. Tak między innymi. Bo tego ile takich szkód było wyrządzonych ciężko mówić.
Ogólnie podczas rozmów z terapeutą dowiedziałam się że tego typu relacje nie są tak rzadkie jak się wydaje. I niekoniecznie dotyczą samotnych matek. Nie widzimy tego bo są w różnych stopniach ale generalnie przykładowo większość maminsynków są efektem przeniesienia relacji partnerskich na dziecko.
A tobie życzę powodzenia :) dobrze że podchodzisz do tego w ten sposób.
Partner? Oni zawsze uważają, że jak kobieta w domu z dzieckiem zostaje, to jej się w dupie przewraca, bo ma za dobrze i sobie z nudów wymyśla problemy. Powiesz takiemu, że się czujesz samotna czy nierozumiana, to się tylko na przykrości narazisz, bo przecież masz wszystko, nic nie musisz robić, to o co ci babo chodzi?
Przykro mi Matyldo, że trafiałaś na palantów. Jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, darzy się szacunkiem, nie robi przykrości i zawsze, ale to zawsze wspiera drugą osobę w rozsądnych przedsięwzięciach, a od tych mniej rozsądnych próbuje odwieść. Prostacy i osoby niezrównoważone emocjonalnie będą się kłócić, nakręcając atmosferę.
Do @Matylda
Nie można mówić o partnerze "oni". Ja mam męża, który dużo pracuje. I on ma czas i chęci by mnie troszkę odciążyć zarówno w obowiązkach domowych i przy dzieciach. Sam proponuje pomoc, bo jak idę np. do fryzjera to on zostaje z dziećmi i wie jak czasami ciężko się ogarnąć. Partner nie pomaga w domu czy przy dzieciach- partner tworzy z Tobą dom i wychowuje dzieci
Rozumiem, że mąż jest równie winny twojemu samopoczuciu? Z wyznania to wynika.. Masakra. Nie rozumiem, ludzie, szanujcie się nawzajem, rozmawiajcie. Przecież nikt za was małżeństwa nie naprawi. Chyba, że ojca dziecka zmyło.
Jesli jednego dnia nie posprzatasz domu, czy nie upieczesz ciasta, swiat sie nie zawali. A ten czas mozesz poswiecic na przyklad na czytanie ksiazki. Jak maly pojdzie spac, wez dluga kapiel czy prysznic (sa te nianie elektroniczne, czy inne kamerki, jesli boisz sie o niego).
Nie piszesz nic odnosnie ojcu dziecka, wiec nie wiemy jak tu wyglada sytuacja, ale jesli jest zaangazowany to powiedz mu wprost, ze potrzebujesz chwili dla siebie i idz na rower. Jesli go nie ma/czy nie poczuwa sie do obowiazku to sprawa sie troche komplikuje. Ale sa takie specjalnie wozki ktore doczepia sie do roweru i dzieko moze tam lezec, a ty mozesz skoczyc z nim na rower. No i jesli ojciec dziecka mieszka z wami i nijak nie poczuwa sie do opieki, to zastanow sie, czy jest ci potrzebna kolejna morda do wykarmienia. Skoro tak wszystko robisz sama, to daj sobie szanse na znalezienie kogos, kto bedzie cie wspieral. Nie tkwil w relacji, ktora nie ma przyszlosci.
Zycze duzo sily.
Może się nie angażuje, ale za to zapierdziela minimum 8 godzin dziennie i to on utrzymuje gęby.
Dragomir jakie "on utrzymuje"? Uwierz, że gdyby musiał zapłacić za opiekunke do dziecka i to taką która by sporządzała temu dziecku posiłki + za osobe która by sprzątała i gotowała również dla niego to by się nie wypłacił. Jego kobieta odwala kawał pracy za którą jej nikt nie płaci, robi to dla rodziny więc on łaski nie robi, że chodzi do pracy i zarabia na dom. On jest w pracy tylko 8 h, ona wykonuje prace w domu o wiele dłużej. Sprawiedliwie to by było gdyby 8 h dziennie to był czas kiedy on zarabia na dom, ona zajmuje sie domem i dzieckiem, a obowiązek opieki nad dzieckiem spoczywałby na obojgu po równo w pozostałym czasie. Za dziecko odpowiedzialni są oboje.
Dragomir istnieje coś takiego jak urlop macierzyński, na którym kobieta również dostaje wypłatę, może nieco niższą ale zawsze coś, więc twierdzenie, że to mężczyzna utrzymuje "gęby" jest trochę nie na miejscu. A i nie każdego stać na opiekunki, którym trzeba w obecnych czasach zapłacić jak za najniższą krajową, przy czym nie posprzątają, nie zrobią obiadu, nie upiorą gaci.
Zamawiasz pomoc do dziecka czy pomoc domową? Opiekunki nie mają obowiązku prać ci brudnych gaci, bo sama nie umiesz
Jak nie dajesz rady to w końcu przestań narzekać, rusz dupę i coś zdziałaj. Zawsze jest wyjście.
A praca jak praca. Jak księgowi nie mają obowiązku czytania ci dobranocki tak nianie nie mają obowiązku gotować ci zupkę kiedy wrócisz umęczona z pracy.
To może zacznij robić coś dla siebie. Jak nie masz czasu na czytanie, są audiobooki. Ja korzystam z tej opcji i jest super. Opiekując się synem puszczam swoją ulubioną muzykę. Obiad robię na dwa dni, a jeśli chodzi o sprzątanie to głównie dbam żeby podłoga była czysta bo młody raczkuje. Nie musisz codziennie sprzątać i gotować.
Często czuję się bardzo podobnie, chociaż mam cudownego, wspierającego męża, który bardzo dużo obowiązków wziął na siebie. Pomimo tego czasem jestem bardzo zmęczona, psychicznie i fizycznie. Uważam, że w moim przypadku w dużej mierze chęć bycia docenioną wynika po prostu z odwiecznej motywacji zewnętrznej i pochwał - tak było wychowywane moje pokolenie. Powolutku staram się to zmienić, bycie mamą okazało się dla mnie świetną okazją do samorozwoju. Potrzebę opowiadania o zupkach i kupkach staram się realizować na forach i blogach poświęconych tej tematyce, z jak najmniejszą uciążliwością dla otoczenia ;)
Małżeństwo jest fajne, pod warunkiem że mam w nim status dziecka.
Pisz mi co zrobiłaś danego dnia, a ja będę to doceniał w serdecznych słowach.
Tylko jedno pytanie, Autorko - jesteś samotną matką?
aaaa ojciec dziecka?
jesli niemozesz z nim o tym porozmawiac, to cos w waszej relacji jest stanowczo nie tak