Ostatnio na cotygodniowym treningu poznałem bardzo fajną dziewczynę - Magdę. Oczywiście wymieniliśmy się kontami na serwisach społecznościowych w celu dalszego kontaktu.
Po zawieszeniu treningów napisałem do niej ot tak, żeby pogadać. Skończyło się na tym, że umówiliśmy się na kawę u mnie w mieszkaniu.
Przyszedł dzień spotkania - mieszkanie wysprzątane, kawa już na stole, nawet Kamil obiecał że nie będzie nam przeszkadzał. Kiedy przyszła Magda zaczęliśmy sobie miło rozmawiać. W pewnym momencie zaczęła się dziwnie zachowywać. Zapytałem czy się dobrze czuje, czy nie chce do domu, na świeże powietrze itp. A ona na to że nie, po prostu się stresuje... bo jej się spodobałem.
Ja w szoku, siedzę jak ten Turek na kazaniu i nie wiem co powiedzieć. W końcu zebrałem się na odwagę i powiedziałem łagodnie, że raczej wolę ją jako przyjaciółkę (tak wiem, friendzone boli, ale się zestresowałem i nie mogłem nic innego powiedzieć). Speszyła się i po prostu tak siedzieliśmy i popijaliśmy kawę. Niezręczną ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Przyszła Anka - niezapowiedziana wizyta. No nie zostawię jej za drzwiami, więc zaprosiłem ją do środka witając ją symbolicznym uściskiem.
Magda wpadła w szał. Zaczęła krzyczeć coś o tym że "jej to nie chcę, a jakieś przypadkowe laski z ulicy to tak". Aż Kamil wyszedł z pokoju, żeby zobaczyć o co ten cały hałas. Wybiegając rzuciła do niego "Ten twój współlokator to obrzydliwy idiota, wywal go z mieszkania!"
Gdyby nie zablokowała mnie na wszystkich kontach może by się dowiedziała, że Anka to moja siostra, a Kamil to mój chłopak :)
Dziś wpadłem do przychodni stomatologicznej bo pękła mi ligatura (gumka do mocowania) w aparacie, dlatego chciałem to jak najszybciej naprawić.
Wchodzę i widzę, że na recepcji jest nowa pani. Za mną weszła jakaś dziewczyna na oko w moim wieku, witam się więc i mówię jako pierwszy: "Dzień dobry, ja chciałem zapisać się do ortodontki, bo pękła mi gumka". Recepcjonistka widocznie nie zrozumiała o co mi chodzi, bo zmieszana spojrzała na mnie, potem na dziewczynę za mną i mówi: "Rozumiem, ale chyba pomylił pan lekarzy...".
Padłem.
Trzecia klasa podstawówki. Jako zadanie domowe musieliśmy napisać wypracowanie na temat swojego wyglądu. Z braku pomysłu na dalszą część wypracowania postanowiłem opisać swoje zęby, które były wówczas krzywe. Po chwili namysłu wpadłem na pomysł: "A moje zęby są krzywe jak przekręty naszego burmistrza".
Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, że może to być w jakikolwiek sposób kontrowersyjne. O tym, że ówczesny burmistrz był krętaczem wiedziałem z rodzinnych, niedzielnych obiadów, gdzie wielokrotnie się nasłuchałem o tym, jaki to z niego, tu cytuję: "skurw#$*n". Następnego dnia oddałem wypracowanie, za które dostałem przyzwoitą ocenę.
Parę miesięcy później dowiedziałem się, że cały pokój nauczycielski pękał ze śmiechu z mojego porównania, a później rozeszło się na miasto, podobno pojawiło się nawet na radzie miasta. Następnych wyborów ówczesny burmistrz nie wygrał.
Mam 28 lat. Jestem inteligentną i według wszystkich moich znajomych i rodziny ładną kobietą.
Mam kilka kilogramów nadwagi, ale raczej się tym nie przejmuję. Mam wiele pasji. Lubię malować, rysować, czytać i grać w gry komputerowe. Mam nawet własne PS4. Skończyłam studia. Pomogłam wielu ludziom i nigdy nie ignoruję próśb o pomoc. Staram się być dobrym człowiekiem i poszerzać swoje horyzonty. Interesuję się wieloma rzeczami. Ogólnie uważam, że nie jestem nudna. Niemniej jednak nigdy nie byłam w związku z facetem.
Jasne, mam swój ideał, ale to nie dlatego nigdy się z nikim nie zawiązałam. Od dziecka oglądałam pijanego ojca, który tłucze matkę, wyzywając od najgorszych. Bił również mnie. Dziadek i babcia, z którymi mieszkaliśmy, mieli podobny związek. Gdzie nie spojrzeć tragedia. Kiedy skończyłam cztery lata, dziadek zaczął mnie molestować. Nikt o niczym nie wiedział. Może nie chciał. Mama rozpiła się przez ojca. Wielokrotnie próbowała się zabić.
Nigdy nie miałam szczęścia w miłości. Zawsze kiedy jakiś chłopak mi się spodobał, dowiadywałam się, że jest zajęty. Czasami mam wrażenie, że jestem przeklętą. Znajomi zaczynają myśleć, że wolę kobiety, ale to nieprawda. Chcę pójść na randkę, doznawać bliskości fizycznej w końcu w dobrym znaczeniu. Innym niż ból i zły dotyk. Chcę kochać i być kochaną. Chcę oglądać razem filmy i leniuchować w niedziele. Chciałabym stworzyć rodzinę, kochać i rozpieszczać moje dzieci i męża. Dać wszystko, co będę w stanie. I kiedy widzę wszystkie Karyny, które maja dobrych mężów i dzieci, których traktują jak inwestycje i środek dochodu, to szlag mnie trafia.
Myślę o kobietach, które zabijają własne dzieci i nie mają wyrzutów sumienia i zastanawiam się gdzie jest sprawiedliwość? Kiedy wiem, że ja chcę dać komuś prawdziwą miłość i szczęście, ale nie mogę tego mieć, a ktoś dostaje taki cud na złotej tacy i wyrzuca go w błoto, to pęka mi serce. Przestałam przez to wierzyć w Boga i coraz trudniej żyje się z balastem, który dźwiga się zbyt długo samemu.
Czasami mam ochotę umrzeć, ale nie dlatego, że nie chcę żyć, ale dlatego, że jestem już tym zmęczona. Czy proszę o tak wiele?
Okropnie przeżywam rozmowy z obcymi.
Odbieranie telefonów, przesyłek, praca z ludźmi, to wszystko jest dla mnie trudne. Każda gafa w komunikacji z innymi osobami zostawia u mnie traumatyczne wspomnienia.
Zawsze wolałem sam spędzać czas, pobiegać, poćwiczyć, pograć. Miło jest poznać ludzi w sieci, bo wtedy potrafię się wyluzować, ale zwykłe pytanie o drogę kogoś kogo nie znam jest dla mnie wyzwaniem.
Ten problem bardzo mi przeszkadza w życiu, bo pozwalam sobie tylko na podejmowanie pracy ograniczającej kontakt z ludźmi. Pracowałem w firmie dostawczej, więc pytanie o tożsamość i mówienie "proszę podpisać" nie są problematyczne, a jazda autem relaksuje mnie. Lecz jestem świadom, że nie zawsze będę pełnić taką funkcję i kiedyś przyjdzie mi zmienić pracę z rozmaitych powodów, a chociażby teraz po pandemii muszę koniecznie znaleźć nową pracę.
Dla bardziej wtajemniczonych - wszystko jest oparte o moje dzieciństwo, w czasach gdy zarówno rówieśnicy, jak i niektórzy nauczyciele mną pomiatali. Biorę leki, bo z racji na pracę rzadko mogę sobie pozwolić na wizyty na terapiach grupowych, ale jak tylko mam szansę, to z takiej korzystam, lecz mimo chęci powiedzenia czegoś o sobie ledwo składam sensowne zdania.
Kiedy byłam mała (w podstawówce), jednym z moich marzeń była... wojna w Polsce. Do tej pory nie wiem dlaczego. Później oczywiście z tego wyrosłam. Teraz moje świadome zdanie na ten temat jest dokładnie odwrotne. Zależy mi na pokoju. Mam spokojne życie i na nic nie narzekam. Jednak czasami, kiedy słucham wiadomości o napiętej sytuacji międzynarodowej, to uczucie z dzieciństwa do mnie wraca. Czuję podekscytowanie, przez ułamek sekundy znowu chcę wojny i na nią czekam. Na szczęście zawsze szybko wracam do rzeczywistości.
Przeglądając dziś nasze stare rzeczy, które z żoną trzymamy wspólnie, natknąłem się na jej pamiętnik z czasów licealnych. Długo walczyłem ze sobą, ale ciekawość wzięła górę. Mój wzrok od razu padł na pewien fragment: "Nienawidzę tej klasy. Najgorszy jest Marcin. Totalny bezmózg, idiota, palant i w dodatku cuchnie."
Chodziło o mnie.
W poprzednie wakacje jechaliśmy z kolegą przez Brno (w Czechach). Tomek jest niezłym wariatem i podrywaczem, dlatego gdy zobaczył idącą chodnikiem przy ulicy atrakcyjną dziewczynę, kazał mi się zatrzymać i cofnąć do niej. Otworzył okno i zapytał ją po angielsku "Chyba się zakochałem, może nas zabierzesz ze sobą do domu?". Taki tekst u niego już parę razy słyszałem w Polsce i nigdy nie działał, więc tym bardziej byłem zaskoczony, gdy dziewczyna się roześmiała i... wsiadła z tyłu. No to jedziemy, a ona mówi prosto, w lewo, w prawo itd.
Wskazała gdzie się zatrzymać, patrzymy, a tu komenda policji. Dziewczyna wysiadła i powiedziała "Dzięki chłopaki za podwiezienie do pracy!".
Mój brat to okropny śmierdziel... Przychodząc z zajęć, przejażdżki rowerem, czy po wykonywaniu innych czynności poza domem i spoceniu się, nie idzie od razu do kąpieli. Siada przed komputerem i tak siedzi. Jego fotel capi nim, wręcz przesiąkł tym smrodem potu, a on sam po prostu siedzi i wchodząc do jego pokoju wręcz czuje się, jak ta woń drapie i penetruje nozdrza oraz szczypie w oczy...
Zaganianie go do dbania o higienę często kończy się aferę i tylko wtedy idzie dla świętego spokoju się umyć.
Czasami poci się grając w gry, bardziej jest to pot w wyniku stresu oraz adrenaliny, ale i tak nie raczy się odświeżyć.
Ja nie jestem pedantem, ale bardzo mi przeszkadza dyskomfort po spoceniu się. A nawet jeśli nie spociłem się, to i tak muszę się odświeżyć po paru godzinach spędzonych poza domem.
Raz miał taki etap w życiu, że nagle zaczął o siebie dbać, bo spodobała mu się pewna dziewczyna, a wtedy aż miło było wejść do jego pokoju nie czując, że coś się unosi w powietrzu. Lecz nic z tego nie wyszło i po tym znów zaczął chodzić po domu śmierdzący.
On ma 18 lat...
Było po godzinie 18, zima, wracałem na weekend do domu z Wrocławia. Autobus pełny ludzi, studenci w większości. Akurat koło mnie nikt nie siedział, ale przede mną i za mną wszystkie miejsca pozajmowane. Wygodnie usadowiłem na siedzeniu, autobus zaczął ruszać, zgasły światła, jechaliśmy w stronę autostrady. Były korki na wyjeździe, więc pomyślałem, że posłucham sobie muzyki. Wziąłem słuchawki, włożyłem do uszu i pomyślałem, że najpierw zobaczę co mam na dyktafonie, bo dzień wcześniej wygłupiałem się i śpiewałem piosenki z Dinseya, "Kolorowy wiatr", "Lustro", czasami dołączał się współlokator i nagrałem to, był to efekt robienia czegokolwiek, byle nie wkuwania do sesji zimowej. Mniejsza o to.
Autobus zatrzymał się na światłach, ja włączyłem nagranie i stwierdziłem, że coś nie tak ze słuchawkami, bo słabo słyszę, dałem na maksa głośność i dalej nic, minęło kilka sekund i wtedy poczułem uderzenie gorąca. Wyjąłem jedną słuchawkę z ucha i zdałem sobie sprawę, że to wszystko leci na cały regulator z głośnika, wszyscy słuchali piosenki z Mulan i mojego: "Smutnoo mi, narzeczoną dziiiś nie potrafię być, kiiim jest ta...", słuchawki były niedociśnięte przy wejściu. Wpadłem w panikę i zamiast docisnąć wejście, to zacząłem wciskać wszelkie możliwe przyciski na telefonie, aż wyjąłem w desperacji baterię.
Gdy to zrobiłem w całym autobusie panowała cisza, osoby przede mną obejrzały się na mnie, para za mną siedziała cicho, dziewczyna tylko dziwnie odchrząknęła, ktoś z tyłu powstrzymywał śmiech. Autobus ruszył ze świateł, a ja pomyślałem, że poudaję, że ktoś mi to wysłał, wsadziłem słuchawkę do ucha i zacząłem się śmiać sam do siebie, że to niby nie ja byłem nagrany, ale w tym momencie zadzwonił telefon od mamy. Ludzie na pewno zorientowali się, że to ja wyłem na nagraniach.
Przez kolejne dwie godziny podróży udawałem, że śpię, a moja głowa była odwrócona w stronę okna, tak, że aż mnie szyja bolała. Była to jedna z najbardziej żenujących sytuacji.
Dodaj anonimowe wyznanie