#xzB2W

Mój tata dwa lata temu był w bardzo kiepskim stanie, po szybkiej operacji okazało się, że to rak jelita z przerzutami. Stadium paliatywne, lekarz powiedział, że tylko cud mógłby go wyleczyć. Z dnia na dzień z mojego dużego i silnego taty stał się chorym, biednym człowiekiem. Z tatą mam bardzo silną więź od dzieciństwa, miałam razem z rodzeństwem wspaniałe dzieciństwo i nie wyobrażam sobie, że może go zabraknąć. Owszem, w przyszłości, gdy będzie już stary - tak, wiadomo, rodzice odchodzą. Jednak nie teraz, kiedy nie skończył 60 lat...

Tata przez te dwa lata dostaje chemię, znosi raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie trzyma się dobrze, wszyscy są w szoku, jak silny ma organizm. Jednak ostatnio zaczął słabnąć... Prawdopodobnie to kolejne przerzuty. Mama nie ma już nadziei. Ja nie dam rady już funkcjonować. Przede wszystkim martwię się o niego, o to, co on czuje, jak to jest mieć świadomość odchodzenia w takim wieku... Przeraża mnie to, nie mogę sobie z tym poradzić, zwłaszcza że dotyczy to rodzica...

Chodzę podenerwowana cały czas, mam rodzinę, zaniedbuję ją uciekając w pracę, bo wszystko źle mi się kojarzy. Jedyną ulga jest rozmowa z rodzicami, kiedy wiem, że jeszcze żyją, że jeszcze ich mam. Tak bardzo chciałabym martwić się jego starością, Alzheimerem, przywarami wieku podeszłego za kilkanaście lat, jak większość dzieci... Niestety u mnie tego prawdopodobnie nie będzie. Ja mając 50 lat będę w połowie sama.

Chciałam się tylko wygadać, bo tak ciężko przechodzi mi przez usta powiedzenie tego komukolwiek znajomemu, nawet mamy nie jestem w stanie pocieszyć, nie odzywam się, nie mówię żadnych słów, bo ich nie znajduję.
Lelonka Odpowiedz

Tak bardzo rozumiem Twój ból.Ostatnio podczas porządków, gdzieś w łazience na dnie szafki, znalazłam wodę po goleniu taty. Otworzyłam, zamknęłam oczy, jego już nie ma, a ja mogłam poczuć jego zapach. Nic tak nie boli jak powrót do rzeczywistości i nie ma osoby ani rzeczy, która byłaby w stanie wypełni taką pustkę. Z czasem tylko człowiek uczy się żyć z tą dziurą w sercu.

juan1717

Czytając tą stronę i nie tylko, można odnieść wrażenie, że nie ma dobrych ojców. A to nie prawda.

Lelonka

Każdy medal ma dwie strony. Mój był alkoholikiem. Zafundował mi niezłe piekło, jak i mnóstwo pięknych wspomnień. Był dobrym ojcem, w każdej sytuacji mogłam przyjść po pomoc. Potrafił okazać jak bardzo mnie kocha. Ile bym dała za chociaż jedną rozmowę, tak bardzo brakuje mi jego rad w życiu. Był chory, dlatego odczuwam ulgę, że już nie cierpi, nie jest smutny i mam nadzieję, że jest w lepszym miejscu zwanym niebem.

gnomzlasu Odpowiedz

Jakbym czytała o sobie... Z tą różnicą, że mój Tato już nie żyje. Jeśli Cię to pocieszę, to teraz jest lepiej - nie jestem kłębkiem nerwów. Najgorsze było właśnie ciągłe myślenie jak on to znosi, jak to jest leżeć przykutym do łóżka i czekać na śmierć. Wyobrażenia o jego pogrzebie wywoływały okropną rozpacz, tak samo jak myśl o przyszłości bez niego. A teraz jego nie ma. Oczywiście, jest silna tęsknota. Ale nie ma już takiego bólu, czasem jak mi sie śni coś fajnego z nim, to chodze cały dzień uśmiechnięta.

jestemminusem Odpowiedz

psycholog : )))))

JanekSnieg

empatia : )))))

MogeWszystko91 Odpowiedz

Nic bardziej mnie nie wzrusza jak tego typu wyznania.. Bardzo Ci współczuję. Również mam rodziców w podobnym wieku i chyba sama bym wolała umrzeć niż patrzeć na bliską osobę w takim stanie.

Mogę Ci polecić książkę "Potęga podświadomości" Są tam opisane różne przypadki ludzi, którzy wyzdrowieli z różnych ciężkich chorób. Stan psychiczny odgrywa tutaj kluczową rolę. Polecam również afirmację i wizualizację, którą Ty możesz wykonywać. Nie trać nadziei. Cuda się zdarzają i jeszcze wszystko może się ułożyć. Trzeba mocno w to wierzyć.

juan1717

Chyba lepiej by rodzice umarli przed dziecmi. Najgorsze uczucie jak umiera twoje dziecko.

Heppy

juan1717 a po co takie wartościowanie. W obu przypadkach umiera najbliższa osoba.

dobrytoransu Odpowiedz

Ciesz sie z nim każdą wspolną chwilą. Ja stracilem ojca 14 lat temu a matke 2 miesiace temu. Za pół roku kończę dopiero 18 lat. I żałuje, ze tak szybko odeszli

agata417 Odpowiedz

Dobrze wiem co czujesz. Mój tata miał 60 lat gdy zmarł na raka ale u niego poszło błyskawicznie. W czerwcu diagnoza a w listopadzie już nie żył.

deeeppurple Odpowiedz

Doceniaj każdą minutę jaką masz. Z moim ukochanym tatą było tak, że od diagnozy do pogrzebu minęło 7 tygodni. Zupełnie nie miałam czasu oswoić się z tym co się dzieje, nie mówiąc już o nim. Minął ponad rok a do mnie dalej nie dociera to, co się stało

Heppy Odpowiedz

Rozumiem cię. Tez jest to dla mnie chyba najstraszniejsza rzecz jaka sobie mogę wyobrazić. Człowiek zostaje sam na tym świecie... mąż to dziś jest jutro może nie być, a rodzice zawsze byli. Dziwi mnie jak ludzie mogą za dwa dni normalnie iść do pracy i się uśmiechać.

Zzaba Odpowiedz

Polecam książki Jana Kaczkowskiego, prowadził hospicjum i sam niedawno zmarł na raka. Często poruszał temat jak rozmawiać z osobą chorą... mi otworzyło oczy..

Jawiem1210 Odpowiedz

Tydzień temu minęły dwa lata. Mój miał 59 lat, ja 25. Nie miałam dzieci ani męża, tata widział mojego faceta może dwa razy na oczy. Trudno jest znieść świadomość, że nie będzie go na weselu, że moje dzieci nie będą miały żadnego dziadka, a tata bardzo lubił dzieci i był świetnym dziadkiem. Zawsze się wkurzałam na rodziców, że zrobili mnie tak późno i jako ostatnią. Płacz, bo to pomaga i nie wstydź się płaczu, a jeśli znajdzie się ktoś, kto spróbuje "pocieszyć" Cię tekstem "nie płacz" (bo Twój płacz wprawia ludzi w zakłopotanie) dawaj takim ludziom w mordy i płacz dalej, bo masz do tego prawo. I naprawdę warto rozpłakać się u psychiatry, jęknąć, że sobie nie radzisz i chcesz odpocząć, by dostać L4. Pojedziesz sobie do rodziców i spędzisz z nimi trochę czasu. To uspokaja sumienie, gdy wiesz, że sobie wszystko między Wami poukładałaś.

Dragomir

Propagujesz by kobieta mogła zrobić co chce ze swoim ciałem i nikomu nic do tego, ale masz pretensje że rodzice późno Cię spłodzili. Chyba czegoś tu nie rozumiem. Ponadto zamawiasz do spontanicznej agresji i naruszenia nietykalności cielesnej osób postronnych w imię...no właśnie, w imię czego? Mam wrażenie że jesteś albo niepoważna, albo zmanierowana, albo nawet jesteś totalnym bucem. To tylko moje subiektywne wrażenie.

Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie