#gnqg3
Zatrzymałem się przed tym pojazdem, już chciałem wysiadać, ale przypomniałem sobie, że mam żonę dzieci i jestem jedynym żywicielem rodziny więc muszę żyć... Założyłem kamizelkę i wysiadłem. Podchodzę do samochodu z daleka już widzę, że przednia lewa opona nie ma powietrza. Za samochodem stoi młoda dziewczyna.
Pierwsze co zauważyłem to, że ona nie ma kamizelki ani trójkąta wystawionego, powiedziałem tylko "pomogę pani" i szybko zaczęliśmy ogarniać sytuację, ona założyła kamizelkę zaniosła trójkąt ostrzegawczy. Ruch był spory. W bagażniku był zapas, ale nie było lewarka ani klucza do kół. Poszedłem do swojego auta, załatwiliśmy wszystko w około pół godziny.
To wszystko było ponad rok temu.
W czasie, w którym ja wymieniałem oponę obcej osobie, której nigdy później nie widziałem na oczy, mój syn topił się w przydomowym basenie. Gdy wjechałem na podwórko poszedłem za dom spodziewając się tam mojej żony i synka. Oboje tam byli, żona leżała na plecach przy basenie, na płytkach była mała kałuża jej krwi w okolicy głowy. Syn był na dnie basenu. Mimo reanimacji prowadzonej z telefonem na głośniku i 112 na linii, mimo szybkiego przyjazdu karetki mój syn nie odzyskał przytomności, umarł.
Żona zobaczyła, że wskoczył do basenu bez "motylków" na rękach - tych pompowanych rękawów do pływania. Chciała podbiec do basenu, poślizgnęła się na płytce i uderzając głową straciła przytomność.
Każdy dobry uczynek jest okupiony cierpieniem.
Rok zajęło nam uwierzenie, że Synek nie żyje. Ale całego życia braknie, by się z tym pogodzić, a nie ma takiej liczby którą mógłbym określić ile razy myślałem o tym, że wystarczyło nie pomagać.
Bardzo Ci współczuję, ale skąd pewnosc, że gdybyś nie wymieniał tego koła to ten wypadek nigdy by się nie przytrafił? Może akurat byłbyś w domu i nie widział tej sytuacji i co też byś się wtedy obwiniał, że robiłeś coś innego w czasie kiedy Twój syn się topił? Jest takie powiedzenie, że jakby ktoś wiedział że upadnie to by sobie usiadł, niestety nie na wszystko mamy wplyw, a ja wierze, że pewne rzeczy są nam pisane i choćby nie wiem co muszą się wydarzyć k nic tego nie zmieni.
Autorowi nie chodzi o to, że wypadek by się nie zdarzył, tylko że on przyjechałby wcześniej i, być może, uratował syna. Jest różnica między przebywaniem pod wodą przez pięć minut, a przez pół godziny. Ale takie gdybanie po fakcie nie ma sensu.
rownie dobrze mogl wtedy np. spac czy ogladac tv i nic nie slyszec
Szczerze współczuję, to straszne co was spotkało. Ale prawda jest taka, że nie ważne jakie by były okoliczności i tak byś się obwiniał, że mogłeś zrobić więcej/ przyjechać wcześniej/ nigdzie nie jechać... Postąpiłeś słusznie i niczego źle nie zrobiłeś.
Racja
Współczuję ci, ale nie możesz stawiać ulubionego pytania Polaków "a co by było gdyby?". To się stało i niestety już się nie odstanie.
Jest takie powiedzenie - po rodzicach trzymasz żałobę rok, po małżonkach kilka tygodni więcej, a po dziecku całe życie.
Ogromnie Wam współczuję takiej straty, nie wyobrażam sobie, jaki to musi być ból. Nie obwiniajcie się, bo tak czasami bywa, że przytrafiają się rzeczy na które kompletnie nie mamy wpływu i tutaj tak było. Bo gdyby nie ta dziewczyna, to mogłoby się wydarzyć cokolwiek innego, co zatrzymałoby Cię w tamtym czasie. Życie nie jest sprawiedliwe i bywa cholernie okrutne.
Ten element z żoną trochę zbyt dramatyczny - jakby od uderzenia w płytki powstała kałuża krwi w okolicach głowy to raczej by tego nie przeżyła. .. Ale może faktycznie tak było, kto wie.
Jak najbardziej mogło tak być. Wcale tak dużo krwi nie potrzeba, aby powstała "kałuża". Myśle, że 200-300 ml nie będzie śmiertelne, ale już spowoduje utrate przytomności w połączeniu z uderzeniem. No i efekt wizualny będzie zacny. Rozlej sobie zwykłą szklankę wody na kafelkach i zobacz ile tego jest.
Przeżyłaby, przeżyła.
Zakładając, że wyznanie jest prawdziwe, to w pamięci autor na pewno wygląda to bardziej "dramatycznie", niż w rzeczywistości, a nawet on napisał, że kałuża była mała. Pewnie chodziło o to, że ta krew tam po prostu była, a nie ze cała leżała w wielkiej kałuży. A do tego wystarczy nawet niewielkie rozcięcie.
Nie ma gwarancji, że zdołałbyś pomóc.
Ty i dziewczyna mieliście kamizelki odblaskowe? XD To to się obowiązkowo wozi w autach? :D
Ja mam w samochodzie trzy kamizelki odblaskowe. Apteczka też nie jest obowiązkowa, a wożę. Ale beka xD
Mój znajomy miał podobny przypadek: przyjechał do domu, otworzył garaż i zobaczył, że jego mama wisi pod sufitem w garażu. Niestety nie dało się jej uratować. W czasie sekcji zwłok, lekarz stwierdził czas zgonu na 20 minut przed jego przyjazdem do domu. A on przez kupę czasu się zadręczał, że 20 minut wcześniej pierwszy raz podjechał pod dom, ale wrócił się do miasta, bo czegoś zapomniał.
Na pewne rzeczy i zdarzenia nie mamy wpływu, widocznie tak miało być. Nie zadręczaj się, bo Cię to zje. Masz żonę, żyj dla niej!
To wygląda tak jakby po prostu tak miało być i nie ważne co byś zrobił i tak by się stało
Żona gdyby nie spanikowała i nie biegła nie upadłaby.
Syn gdyby był wychowany, że do wody nie wchodzimy bez dorosłych to by nie utonął.
Gdyby nie pogoda nie chciałby się kąpać.
Można obwiniać wszystko i wszystkich to nie twoja wina, że tak się stało. To niczyja wina. Ból po stracie jest taki sam u wszystkich ale jedni radzą sobie z nim lepiej inni gorzej