Mam konto w serwisie randkowym. Niedawno napisała do mnie dziewczyna. Napisała, że jestem przystojny (to prawda) i interesujący (to również prawda). Spytała czy mam ochotę się spotkać w McDonaldzie. Zapytałem, czy czasem nie jest jakimś 50 letnim Zdzisławem czyhającym na moją cnotę albo organy (albo to i to). W odpowiedzi przysłała mi z 10 zdjęć, które wyglądały na normalne, prawdziwe zdjęcia. Co więcej była ładna, a nie często zdarza mi się rozmawiać z ładną dziewczyną.
Normalnie nie akceptuję tego typu propozycji bo sobie myślę “Coś tu nie gra, gdzie jest haczyk?”. Ale czasem trzeba w życiu zaszaleć, kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, no nie? W końcu najgorsze co mnie może spotkać, to że zobaczę 50 letniego Zdzisława, kupię frytki, pomacham mu z bezpiecznej odległości i wrócę do domu. No najwyraźniej to jednak NIE było najgorsze.
Przyszedłem. Ona też przyszła. Wyglądała jak na zdjęciach. Byłem zdziwiony. Przywitaliśmy się i zamówiłem solidny, powiększony zestaw dla siebie i dla niej też, żeby się pokazać jako mężczyzna o ustabilizowanej sytuacji materialnej. Czekaliśmy na nasze zamówienie, gdy ona powiedziała abym poszedł zająć stolik, bo był spory ruch. Zdecydowanym krokiem (dziewczynie warto pokazać że jest się pewnym siebie) przemierzyłem lokal i znalazłem idealny, zaciszny stolik w kącie, bo w głębi duszy jestem romantykiem. Usiadłem i wyciągnąłem telefon aby sprawdzić czy ktoś do mnie czasem nie napisał, ale nikt nie napisał. Tak więc siedziałem i czekałem. Minęło 5 minut, potem 10, potem 15. Dziewczyna nie przychodzi. Zacząłem jej szukać i co? Nie było jej. Ulotniła się razem z dwoma powiększonymi zestawami!
Ok mógłbym zrozumieć gdybym jej się nie spodobał i otwarcie by mi to powiedziała. Rozstalibyśmy się wtedy w pokoju i nie powiedziałbym złego słowa. Ale coś takiego? Wyglądało to na z góry zaplanowaną i precyzyjnie zrealizowaną akcję. Koledzy, bądźcie czujni!
Koło mojego domu jest staw, w którym kiedyś, dawno, było dużo wody i do tego stawu wpadł jakiś gość z koniem i się utopili. I podobno tam straszy.
Jakieś 4 lata temu razem ze znajomymi jeździliśmy późnym wieczorem na rowerach tam w pobliżu stawu. Nikt z nas nie wierzył w duchy, zjawy itp. rzeczy, ale to co zobaczyliśmy wtedy naprawdę nie wiemy jak to wyjaśnić. Gdy tak sobie jeździliśmy i oddaliliśmy się od tego stawu, nagle jedna koleżanka krzyknęła: "ej, stójcie, co to tam jest w stawie?". Wszyscy się zatrzymaliśmy i popatrzyliśmy się w stronę wody. Ujrzeliśmy taką białą kropkę na wysokości około 1,5 m od ziemi i to na pewno nie była latarka. Ta kropka przemieszczała się w bok. A za chwile za tą kropką ujrzeliśmy takie wielkie, białe, jakby świecące spodnie wychodzące z stawu, które podążały za tą kropką. Pomyśleliśmy, że ktoś po prostu był na czarno ubrany, tylko miał takie spodnie. Gdy te spodnie były dalej od stawu stwierdziliśmy, że pojedziemy szybko do domu, a więc musieliśmy minąć ten staw i przy okazji chcieliśmy się trochę z bliższej odległości zobaczyć co to jest. Gdy byliśmy blisko wody te spodnie stały dalej i było widać tylko te spodnie i jesteśmy pewni, że to nie był człowiek ubrany w białe spodnie. To były tylko spodnie, które same chodziły. Kilka sekund później te spodnie jakby nas zauważyły i zaczęły iść w naszą stronę, a ta biała kropka zaczęła lecieć do nieba. Myśmy szybko uciekliśmy do mojego domu. A jak wspomniałam na początku, mój dom jest koło tego stawu i będąc w domu popatrzyliśmy w okno, aby zobaczyć to z bezpiecznego miejsca i nie ryzykować będąc na dworze, ale ani spodni, ani nic podejrzanego już tam nie było.
Naprawdę nie mamy pojęcia co to mogło być. Wiem, że brzmi to jak wymyślona bajeczka, ale naprawdę widzieliśmy to i nie mam pojęcia co to było. Jestem pewna, że to nie był człowiek ubrany w białe spodnie, bo pomimo iż było ciemno, to byłoby widać postać, a to były tylko spodnie. Minęły już 4 lata i od tamtej pory nic już tam nie widziałam, ani nikt inny nic nie zauważył, jednak pomimo tego od tego zajścia nienawidzę wracać gdy jest ciemno, bo zawsze muszę przechodzić koło tego stawu.
Kilka lat temu poznałem dziewczynę. Przyjechała do mojego miasta aby studiować i pracować. Nazwijmy ją Grażyna. Poznaliśmy się u znajomych, nie pociągała mnie fizycznie, jednak dobrze mi się z nią gadało. Wymieniliśmy się numerami i spędzaliśmy sporo czasu na pisaniu. Później doszły randki i któregoś razu, po kilku drinkach, skończyliśmy w łóżku. Nie stworzyliśmy związku, zwyczajnie dużo gadaliśmy i czasem chodziliśmy do łóżka.
Po kilku miesiącach Grażyna miała problemy rodzinne i aby dorobić, wyjechała do Anglii. Wciąż pisaliśmy, więc postanowiłem do niej dołączyć. Wynająłem pokój w domu, w którym mieszkała. Dzięki temu spędzaliśmy więcej czasu razem. Po 2 miesiącach wynajęliśmy mieszkanie i żyliśmy sobie w takim niby związku. Ona mówiła, że chce mieć męża, dzieci i dom z ogródkiem, ale nie teraz, że najpierw musi zrobić kilka rzeczy w życiu. Ja mówiłem, że to nie dla mnie, że nigdy się z nią nie zwiążę, bo nie chcę mieć żony z nadwagą i że takie życie nie jest dla mnie. Chyba pogodziliśmy się z tym, że łączy nas dobry seks i nic więcej, z tym że taki układ nie będzie trwał wiecznie.
Nie wiem co mi odbiło, ale po kilku miesiącach zacząłem jej coraz bardziej dokuczać. Wychodziłem z założenia, że skoro ja mogę być szczupły, to ona też, tylko musi się postarać. Coraz częściej ją upominałem, dogadywałem. Podczas naszej ostatniej kłótni była tak zdenerwowana, że chcąc uciec spadła ze schodów. Rozcięła głowę, powiedziałem że to jej wina i wyszedłem do kumpla. Kiedy wróciłem, jej już nie było.
Ciągle sprawdzam jej Facebooka, bo nie umiem o niej zapomnieć. Widzę, że jest już zaręczona, widzę zdjęcia z podróży, o których mówiła. W tym roku miała wziąć ślub, jednak z powodu pandemii przełożyła go na przyszły rok. Strasznie mnie to boli. Chciałbym być na miejscu tego faceta. Tęsknię za rozmowami o wszystkim, jej humorem, dziwnymi nawykami. Poznałem wiele dziewczyn, jednak wszystkie wydają mi się takie... bezbarwne, nudne. Brakuje mi Grażyny. Chciałbym cofnąć czas i to naprawić, a nie umiem nawet do niej napisać, żeby przeprosić za to, co jej zrobiłem.
Jako mała dziewczynka bardzo często obserwowałam koty. To pewnie dlatego, że zawsze chciałam mieć kota, jednak rodzice nie chcieli mi kupić. To było już dawno temu, bardzo dawno. Rodzice zawsze przypominają mi ten moment w urodziny.
Po przyjściu z przedszkola zjadłam tylko obiad i poleciałam na plac zabaw. Bawiłam sie na zjeżdżalni. Wtedy zauważyłam kota, który srał na trawnik. Obok zjeżdżalni przechodził pijany pan, który powiedział "Koty mają lepiej, srają gdzie chcą i mają na wszystko wyj**ane". Ja to podłapałam ;)
Na drugi dzień mama poszła razem ze mną na plac. Ja ustawiłam się przed nią i zaczęłam się załatwiać. Potem powiedziałam "Jestem jak kot, sram gdzie chcę i mam na wszystko wyjeb**e".
Mina mamy była bezcenna. Dziś wolałabym o tym zapomnieć.
Żałuje wielu decyzji w moim życiu. Jako że byłem zbuntowanym nastolatkiem, zacząłem w wieku 15 lat sypiać z kobietami. Było ich wiele, kiedy tylko dowiedziałem się o ciąży pierwszej dziewczyny w wieku 16 lat - odszedłem. Dalej nie wiem dlaczego, nawet o tym poważnie nie pogadaliśmy. Problem jest taki, że takich kobiet było kilkanaście. Tylko jedna zrobiła aborcję. Ale ja jako "przykładny" tatuś zawsze dawałem nogę.
Teraz nie wiem, ile moich dzieci chodzi o tym świecie. Mam 35 lat, nie mam żadnej rodziny, dobrej pracy czy mieszkania. Sądzę, że to karma z przeszłości. Chcę tylko dać wam radę, że nawet największe błędy, jakie popełnicie nie muszą wam zniszczyć życia.
To było kilka lat temu, kiedy jeszcze chodziłam do liceum. Oczywiście zaspałam i wskazówki zegarka dosłownie wirowały w kosmicznym tempie, a ja miałam na pierwszej lekcji test decydujący o ocenie na koniec 3 klasy.
Idę, a raczej zapie*dalam na przystanek, kiedy widzę, że przede mną jakieś 50m idzie jakiś dzieciak z rowerem. Cały się trzęsie i ledwo prowadzi rower. Droga, którą szłam, jest dosyć długa i ominęło go około 5 osób, kilku studentów, jakaś babcia i starszy pan. Nikt się nie zatrzymał, każdy tylko idiotycznie się odwracał. Widząc to idiotyczne zachowanie, podkręciłam tempo kroków i dogoniłam dzieciaka.
Chłopaczek ok. 10 lat. Cały zapłakany i zasmarkany, rozdarte spodnie. Powiedział, że nic mu nie jest, tylko jechał do szkoły na rowerze, wywrócił się i spadł mu łańcuch i bardzo się boi, że okrzyczy go tatuś. Szkoda mi było dzieciaka i powiedziałam, że raz-dwa się tym zajmiemy. Zabrałam się za zakładanie łańcucha niby pestka. Był to mały rower z jakąś dziwną obudową, więc nie byłam w stanie odsunąć jej i jeszcze założyć łańcuch.. W trakcie rozmowy z małym, dania mu chusteczek i nieudolnego zakładania łańcucha, minęły nas 4 osoby. W tym 3 studentów i pijaczyna- specjalnie na to zwracałam uwagę. Ani jedna osoba nie zapytała, czy nie pomóc, każdy tylko się odwracał.
Dzieciak się ogarnął, trochę łkał. Wyjaśniłam, że aby naprawić rower, należy zdjąć obudowę, ale niestety nie mam takiego klucza w mieszkaniu. Chłopiec był przerażony i ciągle mówił, że tatuś będzie zły. Od razu skojarzyło mi się to z moim ojcem, który, gdy coś małego się popsuło, robił awanturę nie z tej ziemi. Chwyciłam rower i powiedziałam, że odprowadzę go do domu i wyjaśnię sprawę jego tacie. Jeszcze bardziej się przeraził i powiedział, że nie może rozmawiać przecież z nieznajomymi. Powiedział, że mieszka ulice dalej i lepiej, żeby poszedł sam.
Ogarnęłam go wiec jeszcze trochę, życzyłam powodzenia i poszłam do szkoły. Oczywiście przyszłam w połowie testu i nie pozwolono mi go pisać w innym terminie. Na świadectwie maturalnym mam więc jedyną, rażącą w oczy dwóję, ale z tej oceny jestem najbardziej dumna. Może nie zrobiłam praktycznie nic, ale przynajmniej zareagowałam.
Ludzie. Ogarnijcie się. Nie należy być wścibskim, ale gdy widzicie, że coś jest nie tak to wystarczy się zapytać "Czy nie pomóc w czymś?". Korona wam z głowy nie spadnie.
Rodzice. Nie bądźcie tyranami wobec dzieci. Dziecko ma czuć szacunek, ale nie strach. Jeśli boi się do was przyjść z zepsutym rowerem to co dopiero z poważniejszymi sprawami?
Mój chłopak zawsze bierze długie kąpiele w wannie, czasem nawet 3 godziny. Jako że mamy łazienkę z toaletą, to nie mogę z niej wówczas skorzystać.
Ostatnio zdarzyło mi się, że zrobiłam kupę do reklamówki, a następnie wyrzuciłam do śmieci, ale wczoraj narobiłam w plastikowy pojemnik, a następnie spłukałam wszystko w kuchennym zlewie, dziubiąc widelcem, żeby wszystko się szybko rozpuściło i poleciało.
Krępuję się powiedzieć mojemu chłopakowi, żeby wyszedł z łazienki, bo potrzebuję iść zrobić dwójkę. Boję się, że któregoś dnia mnie przyłapie.
Kolega ma syna, 8 latka. Dzieciak chodzi do szkoły, w której w sklepiku szkolnym nie ma słodyczy. Eko-przekąski, kanapki itp. Zdziwiło ich, że na zakupach kupował sobie słodycze, ale nigdy ich nie zjadał od razu. Po pewnym czasie okazało się, że diluje cukierasami w szkole. Wyszlo na jaw, gdy chłopak z młodszej klasy wziął na krechę i nie oddał mu kasy. Młody poszedł po pomoc do gimbusów, którzy zastraszyli dziecko. Czaicie, ośmiolatek szefem mafii ;)
Piszę wyznanie z bezsilności. Moi rodzice mają 50 lat, są lekarzami. Mam 2 siostry. Jedna ma 23 lata, druga 17. Ja mam 25 lat i studiuję. Rodzice zawsze byli otwarci, sympatyczni. Poświęcali nam dużo czasu, wychowywali, finansowali wycieczki, obozy, zajęcia. Zrobili wszystko jak należy. Ja kończę studia, mam dobre perspektywy. Młodsza siostra (17-letnia) radzi sobie świetnie w szkole, jest radosna, ma dużo znajomych, jest modelką.
Co zaburzy wizerunek idealnej rodziny? Średnia siostra. Od małego były z nią same problemy. W podstawówce postanowiła być modnym wtedy emo. Szybko zaczęła ciąć się żyletkami, szkłem, śrubami. W 5 i 6 klasie rodzice notorycznie przyłapywali ją na okaleczaniu się, paleniu papierosów, piciu alkoholu. Interesowali się sprawą, próbowali siostrę przywrócić do porządku. Im więcej empatii wkładali, tym ona bardziej się buntowała. Po skończeniu szkoły posłali ją do prywatnego gimnazjum, aby odciąć ją od środowiska z podstawówki. W 1 klasie została przeze mnie przyłapana na wysyłaniu roznegliżowanych zdjęć z wanny mężczyznom na GG. W wysłanych plikach znalazłam również nagie filmiki, na których tnie się nożem. Pokazałam to rodzicom. Byli w szoku. Wysłali siostrę do psychiatry, rozmawiali z nią godzinami. Ten czas zapoczątkował lawinę niepowodzeń, którą opiszę w skrócie. Siostra zaczęła uprawiać przygodny seks, wymykała się na nocne imprezy, brała narkotyki, piła alkohol, zawaliła szkołę. Próbowaliśmy pomagać wszyscy, razem z najmłodszą siostrą. Dziadkom pękało serce. Rzuciła szkołę po 18. Wtedy zorientowałam się, jak bardzo jest źle. Siostra miała anoreksję, bulimię. Była pod stałą opieką psychiatryków, terapeutów. Na nic, bo ona nimi gardziła. W wieku 19 lat zaczęłam podejrzewać ją o bycie prostytutką. Rodzice odcięli ją od pieniędzy, a ona wciąż miała pieniądze na narkotyki. Wynosiła z domu biżuterię, pieniądze. Później uciekła. Nie widywaliśmy jej. Przychodziła do rodziców z nożem i groziła im, chciała pieniędzy. Była cała pocięta, zarośnięta, brudna i wychudzona, w wymiętych ubraniach.
Siostrę częściowo ubezwłasnowolniono. Zniszczyła życie dziadkom, rodzicom, mi i młodszej siostrze (która przez jej wybryki spadła na drugi plan). Jej leczenie, terapie substytucyjne itp. pochłonęły ogrom pieniędzy. Na nic. Ona dalej ćpa, pije, tnie się i puszcza się z jakimiś żulami, bo sprawia jej to przyjemność. Ona nie przestanie. Wygląda jak trup. Cała rodzina żyje w strachu, że umrze pewnego dnia na melinie. A co w tym anonimowego? Ja czekam na ten dzień. Czekam, aż to się stanie. Nienawidzę jej. Ta podła egoistka niszczy życie każdemu, psuje reputację moich rodziców, sprawia, że rodzice drżą ze strachu, a najmłodsza siostra jest ignorowana. Życzę jej najgorszego, bo od lat robi wszystko, aby umrzeć. I nie wychodzi.
Wiele lat temu przeżyłem swoją pierwszą, wakacyjną i platoniczną miłość. Wiecie. Taka prawdziwa, szaleńcza i skrywana przed światem. Po wakacjach ona wyjechała do domu, a ja zostałem ze swoją miłością w sercu.
Miałem też przyjaciela. Najlepszego i jedynego. Ale nawet on połapał się we wszystkim dopiero po jej wyjeździe. Powiedziałem mu wszystko jak na spowiedzi.
Rok minął szybko. Ona przyjechała, a mnie nadal zatykało, gdy tylko się odezwała. Tak minęły drugie wakacje. Mój przyjaciel robił co mógł, a mnie zatykało.
Następny rok był katorgą. Przeżywałem klasyczny zespół odstawienia. Przyjaciel pocieszał, ale byłem jak zombi.
Przyjechała ponownie. Trzeciego dnia nakryłem ją w namiocie z moim najlepszym przyjacielem. Pili tanie wino, uprawiali seks i mieli ze mnie niezły ubaw. Nawet mnie nie zauważyli.
Kiedy cichutko oddalałem się od namiotu, moje serce powoli zatrzymywało się, aż stanęło zupełnie. Nie czułem nic.
Minęło wiele lat. Ona dawno temu pijana wpadła pod samochód i tego nie przeżyła, przyjaciel rok temu zmarł na zawał. Ja mam dom, rodzinę, pracę, ale moje serce od 40 lat ani drgnie.
Dodaj anonimowe wyznanie