Przeszłam w życiu wiele złego. Czasem myślę, że nie jedna osoba na moim miejscu dawno skończyłaby że sobą. Jestem jednak osobą, która zamyka przeszłość, odcina się i idzie dalej. NIE W TYM PRZYPADKU.
Jestem od 2 lat z partnerem, mamy cudowną córeczkę, jakoś dajemy sobie radę. Mam mieszkanie, starcza nam na codzienne potrzeby. Niestety jest ktoś jeszcze w naszym życiu i nie umiem się z tym pogodzić, a mianowicie jego PIERWSZA MIŁOŚĆ. Mój partner coraz częściej uciekał z domu, myślałam, że przytłacza go to, że mamy dziecko, obowiązki... Postanowiłam jednak to zweryfikować. Nigdy nie blokował przede na haseł, telefonu i innych rzeczy, bo jak mówił, nie ma nic do ukrycia. Weszłam na jego messenger i nie wiem, czy aktualnie zrobiłabym to znowu. ZABOLAŁO!!! BOLI DALEJ!!! Okazało się, że codziennie rozmawia z byłą, mówi jej o swoich problemach, o nas, o małej... dosłownie wszystko. Ona mu, że tęskni, że chciałaby się przytulić, pocałować. Spotkali się kilka raz, rozmawiają regularnie przez telefon, wysyłają swoje zdjęcia... Nie wytrzymałam po tym, jak wysłał jej swoje zdjęcie w slipkach. Powiedziałam mu o tym, a on nic. Twierdząc, że przecież o niej wiem. Owszem wiedziałam, że utrzymują kontakt na zasadach przyjacielskich itp., bo bardzo mu pomogła w życiu... Boli mnie, że nigdy nie chciała się ze mną spotkać, a były próby, nawet mój partner tego chciał. Teraz już wiem dlaczego. Oni dalej się kochają na zabój. Skąd to wiem? Cytuję jego słowa : "Nigdy nie będę kochał nikogo bardziej od niej, prócz naszej córki". I coś we mnie pękło... W tym momencie wszystko zawaliło mi się przed nogami, aktualnie chęć poznania osoby, która pomogła memu partnerowi, by jej podziękować, zamieniła się w nienawiść. Często pisze do niego, że jest w ich miejscu, że wspomina i że na niego czekała.
Nie umiem z tym żyć. Kocham go, ale po tym... nie wiem, coś się zmieniło, czuję się jak piąte koło u wozu. Jak zamiennik. On twierdzi, że dla niego ważniejsze od miłości jest szacunek do mnie i to, że dałam mu dom, rodzinę, a ona tego mu nie dała. Jestem niby dojrzała, w sumie ma rację, bo był z nią krótko, mieli po 16 lat, seks uprawiali jeden raz, nie mieszkali ze sobą, nie dzielili trosk i problemów, a jednak nie umiem z tym żyć. Gdyby nie córka, wyrzuciłabym go z domu. Twierdzi, że chce mnie pokochać, ale nie jest w stanie, że ustalili granicę, w której nigdy nie będą się całować czy uprawiać seksu, ponieważ i ona ma męża i dziecko. Miałam okazję rozmawiać z nią na messengerze, gdzie twierdziła, że nie będzie się wtrącała w nasze życie, po czym skłamała, bo codziennie pisze do niego, że chce go tulić!? JA TEGO NIE UMIEM ZROZUMIEĆ :( Zwłaszcza że jeśli któryś mój były facet, obecnie kolega, zaczyna wspominać itp,. ja automatycznie mówię mu, żeby się uspokoił i przestał, a mój partner nic takiego nie powiedział.
W szkole brano mnie za dziwaczkę tylko dlatego, że lubiłam mangę oraz anime (dalej lubię). Wiecie - koszulka z wizerunkiem postaci anime, torba, piórnik, przypinki.
Pewnego dnia po prostu siedziałam na przerwie czytając mangę. Słyszałam głośno i wyraźnie z oddali (jestem obdarzona wyczulonym słuchem) "A ją po****ło, że czyta od tyłu?"
Uśmiechnęłam się, podeszłam i pokazałam tej dziewczynie kolejność stron, mówiąc "Bo tak to się czyta". Wtedy padły słowa "Zabierz to ode mnie, świrusko, bo zarazisz mnie swoim poje**niem!". Ponownie się uśmiechnęłam, spokojnie zamknęłam mangę (a gruba była), zwinnym ruchem obróciłam ją i z uśmiechem na twarzy przywaliłam jej grzbietem w szczękę, aż miło chrupnęło.
Podeszły do niej jej lizuski, krzycząc, że mnie powaliło, a ja z uśmiechem wróciłam do czytania. Kompletnie nikt nie spodziewał się, że zachowam się w taki sposób, wszak zawsze pozwalałam innym obrzucać mnie gównem. To był pierwszy raz, gdy nie pozwoliłam sobą pomiatać i w sumie wystarczył. Bo kto chciałby zaczynać z osobą, która może przywalić ci książką z uśmiechem na twarzy? Szkoda, że zmiana na lepsze musiała być uzyskana siłą, bo normalnie jestem pacyfistką, ale skoro dało to pozytywny efekt, to niczego nie żałuję.
PS. To były pierwsze tomy serii horrorów "Gdy zapłaczą cykady", nie wiem ile one mają stron, ale przez wzgląd na grubość nazywane są, nawet przez autora, księgami.
Jestem 42-letnim facetem po rozwodzie, sam wychowuję dwóch synów. Była żona 6 lat po ślubie zaczęła znikać na całe noce, zdradzać mnie i w końcu uznała, że chce wyjechać i ułożyć sobie życie od nowa z nowym facetem. Nie szukałem nikogo, chciałem zająć się wychowaniem dzieci. Do czasu, kiedy poznałem Martynę.
Rok temu zaczęła pracę w naszej firmie. Młodziutka, 26-letnia, inteligentna, skromna blondynka. Filigranowa figura, piękne zielone oczy i chociaż bardzo mi się spodobała, od razu wybiłem ją sobie z głowy. Taka kobieta mogłaby mieć każdego, a nie gościa jak ja, ponad 15 lat starszego i z dwójką dzieci.
Z biegiem czasu zauważyłem, że specjalnie szuka ze mną kontaktu, często o coś pytała, prosiła o pomoc, uśmiechając się przy tym z wyraźną nutką kokieterii. Na imprezie firmowej rozmawiała i tańczyła tylko ze mną, okazało się, że mamy sporo wspólnych tematów i zainteresowań, mam wręcz wrażenie, że jest dojrzalsza niż kobiety w jej wieku. Spotykamy się czasem po pracy na obiad czy spacer.
Rozmawialiśmy o naszej różnicy wieku i Martyna twierdzi, że zawsze wolała starszych facetów. Dzieci też nie są przeszkodą, ona nie chce mieć własnych, a ja już mam dwoje i nie myślę o kolejnym. Jest wręcz idealnie.
Pewnie większość z Was każe mi się wziąć w garść i wyznać jej miłość, ja jednak cały czas się boję jak ostatni tchórz, że jej się znudzę za kilka lat.
Od paru lat interesuję się genealogią i powoli uzupełniam rodzinne drzewo o kolejne osoby, daty, miejsca itd. Dość sprawnie idzie mi przeglądanie metryk i zdobywanie informacji, ale przez dłuższy czas nie potrafiłam popchnąć dalej gałęzi jednej z moich prababć od strony ojca.
Nieraz sprawdzałam różne tropy - nic, jakby wzięła się znikąd. I w końcu dzięki przypadkowi znalazłam! Okazało się, że gdy prababcia miała 10 lat, jej rodzice przeszli z judaizmu na chrześcijaństwo (katolicyzm) i przechrzcili także ją.
To było dla mnie spore odkrycie i gdy podczas dużej rodzinnej imprezy, mój stryj zapytał, co tam nowego, zaczęłam z entuzjazmem opowiadać, czego się właśnie dowiedziałam.
I się zaczęło: że to jakieś głupoty, że przecież wiadomo, że (jego) babcia to co prawda ze zubożałej ale szlachty pochodziła (sami rozumiecie, w tej części Europy to co drugi szlachcic...), że chcę z nich wszystkich Żydów zrobić, itd. Stryj tak mocno się na mnie wydzierał, że reszta rodziny od razu podeszła sprawdzić, o co chodzi. Żona stryja i jego dorosłe dzieci od razu wzięły jego stronę i na mnie naskoczyły, a ja szybko zrozumiałam, że pokazywanie jakichkolwiek dokumentów nie ma najmniejszego sensu. Moi rodzice starali się nieco załagodzić sytuację, ale nie udało się: stryj ze świtą wyszedł, krzycząc, że on już brata nie ma. I faktycznie, przestali się do nas odzywać.
Anonimowa część jest taka, że ja wiedziałam, że oni się na mnie obrażą i specjalnie doprowadziłam do tej sytuacji, żeby nie zapraszać ich na mój ślub, który ma się niedługo odbyć.
Po prostu reprezentują typ, którego nie cierpię: ich megalomania, pogarda dla drugiego człowieka, dla innych poglądów, ich chamstwo i lecenie na zasiłkach (bo cyt. "tylko idioci pracują"), sprawiają, że czasem zastanawiam się, jakim cudem mamy wspólne DNA. Poza tym nieraz byłam przez nich obrażana i lekceważona (a że sama nie potrafię być chamska, to oni uważali, że takie bezkarne docinki w moją stronę to świetna zabawa).
Wiem, że rodziny się nie wybiera i staram się akceptować nawet jej kłopotliwych członków. Ale na własnym weselu (które sami opłacamy z narzeczonym) zamierzam się bawić bez stresu.
Dzięki, prababciu!
Pewnego zwyczajnego dnia stałam w kolejce w sklepie. Przede mną stał mężczyzna w wieku mniej więcej 30 lat i jego urocza córeczka w prawdopodobnie w wieku 4 lat. Dziewczynka zauważyła przy kasie czekoladowe jajka typu kinder niespodzianki i od razu zapytała taty: "Tatusiu, a czy kupiłbyś mi takie jajko?". Tata odpowiedział: "Żabko, umawialiśmy się tylko na loda". Dziewczynka jak każda kobieta miała ostatnie zdanie: "Tato! Ale na twoje piwo też się nie umawialiśmy!". Wszystkim, którzy stali w kolejce, pojawił się szeroki uśmiech na twarzy, a tata owej damy kupił małej manipulantce to jajko.
Wykład z genetyki. Na sali z 80 osób. Jeden ze studentów przerywa profesorowi i zwraca mu uwagę, że się myli odnośnie dziedziczenia grup krwi, jako przykład podając siebie. Profesor poświęcił następnych kilka minut na dogłębne wyjaśnienie mu, dlaczego jest niemożliwe, aby był biologicznym dzieckiem swoich rodziców.
W taki właśnie sposób mój kolega dowiedział się, że był adoptowany.
Moja znajoma za rok planuje ślub. Rozmawiałyśmy dziś o przygotowaniach i Gośka przyznała, że z narzeczonym nie chcą, aby na ich weselu były dzieci. Rozważają zapraszanie gości powyżej 16 roku życia.
Żałuję, że ja nie wpadłam na ten pomysł 2 lata temu, kiedy odbyło się moje wesele. Już wcześniej widziałam, że dzieciaki z najbliższej rodziny mojego męża są wychowywane bezstresowo. Na wszelkiego rodzaju spotkaniach tj. komunie, wesela itp. dzieci zachowywały się jak małpki w zoo. Skakanie po krzesłach, bicie się i przepychanie, przez co często coś zrzucały czy tłukły na stole. Wybieranie rękami jedzenia innym gościom z talerza to był standard.
Niestety na moim weselu było to samo, a nawet gorzej. Psuły dekoracje, zrzuciły paterę z ciastem, krzesła, na których siedziały były wybrudzone w jedzeniu. Podczas krojenia tortu jedna z dziewczynek zrobiła przedstawienie płacząc i krzycząc, że to dla niej tort, bo ma urodziny. I wiem, że to tylko dzieci, jednak dzieciaki z mojej rodziny zachowywały się grzecznie, bawiąc się i nie psując wszystkiego dookoła. Zapytacie co na to rodzice tych diabełków - dosłownie nic. Nawet mam wrażenie, że bawili się nie zwracając na swoje dzieci uwagi.
Koniec wakacji 2010 zapamiętam do końca życia. Nie dlatego, że były nadzwyczaj udane, ale z powodu wejścia w życie ustawy zakazującej kar cielesnych.
Niemal w każdym miesiącu dostawałam, tu eufemizm ojca: "szansę na rozmowę z paskiem". Na nic zdawały się argumenty, że w moim wieku się nie bije, że inni rodzice tego nie robią. Słyszałam co najwyżej "o co ci chodzi, nie każę ci przecież spodni ściągać". Matka była obserwatorką, a pomimo zamkniętych drzwi pewnie wszystko słyszał młodszy brat.
Gdy zobaczyłam w mediach informacje o zmianie ustawy, szybko znalazłam news na jednym z portali i go wydrukowałam. I czekałam. Gdy ojciec znowu wyskoczył na mnie z paskiem, to rzuciłam na stół kartkę z newsem, krzycząc: tylko spróbuj! Podniósł, przeczytał w milczeniu. Nigdy już mnie uderzył, ani mojego brata.
Niestety to nie koniec. Miałam sporo problemów psychicznych (wycofanie, nieufność) i z seksualnością. Z pierwszymi poradziłam sobie wizytami u psychologa. Z drugimi pomimo 24 lat na karku jeszcze nie do końca. Z rodzicami nie utrzymuję żadnego kontaktu.
Mój tata jest spokojnym realistą oraz racjonalistą, a moja mama jednak preferuje poukładane życie według jej wizji, nie przyjmując do uwagi pomyłek i niepowodzeń. Wdałam się w tatę, więc wiadomo kogo faworyzuję.
Moja mama nie lubi mnie za to, że nie zdecydowałam się zostać prawniczką. Czy też jak wolicie, panią prawnik. Zostałam fryzjerką, co moja mama uważa za prostacki zawód. Sama korzysta z usług fryzjerek, ale kiedy wypominam jej słowa tłumaczy, że chodzi tam z przymusu, bo ktoś musi zadbać o jej włosy.
Gdy odwiedzam rodzinę, czasami pojawiają się kłótnie między mną a mamą, w których ja próbuję wytłumaczyć, że jestem fryzjerką, bo kocham to co robię i czuję, że to zawód dla mnie, a ona wmawia sobie, że to kłamstwa, którymi ukrywam porażkę jako prawnik. Przeważnie bronię swojego zawodu, ale raz dla odmiany powiedziałam jej, że to jej wyimaginowane oczekiwania są po ty, by ukryć jej własne porażki. No i wtedy się działo... Jeszcze nigdy tyle obie nie krzyczałyśmy. Doszło do tego, że się rozpłakałam. Mój tata próbował ją uspokoić, jednocześnie próbując pocieszyć mnie, ale ja postanowiłam wrócić do swojego mieszkania. Po dwóch godzinach zadzwonił do mnie mój tata. Spytał, czy może chwilę po mieszkać u mnie. Oczywiście zgodziłam się. Przyjechałam po niego, a w drodze wytłumaczył, że popiera moją stronę i chciał to delikatniej jej przedstawić, ale nie udało się. Jemu też się oberwało. W sumie to mieszkał u mnie przez pięć dni, rozmyślając. Rozmawialiśmy o nim i o mamie. Przyznał, że już od dawna jej nie kocha, że jest z nią tylko ze względu na mnie, ale odparłam, że jestem już dorosła i to co on zadecyduje jest między nim a mamą. Kocham tatę i chciałabym móc kochać mamę tak jak kochałam ją będąc dzieckiem, ale to od niej zależy, czy coś zmieni.
Po tych pięciu dniach przywiozłam tatę do jego domu. Pomogłam tacie wnieść jego rzeczy, mama niewzruszona stała i patrzyła, pewni liczyła na jego pierwszy krok. Wtedy powiedział, że żąda rozwodu. Mama zbladła. Najpierw wyglądała na wystraszoną, ale jej duma znów wzięła górę. Tata powiedział jej dokładnie to co wyznał mi i dodał, że to nie ma sensu tak żyć razem. Prawnie dom należał do jego rodziców, a przepisany był tylko na niego. Mama chwilę mieszkała jeszcze w tym domu, a teraz ja przygotowuję się do mieszkania z tatą, zaś mieszkanie oddałam mamie. Przez dwa miesiące ja będę płaciła za czynsz, a do tej pory ona musi znaleźć sobie pracę. Wtedy sama będzie pokrywać koszta.
Mama nas nienawidzi, sąsiedzi wreszcie znają prawdę o niej, gdyż myśleli, że to ja powodowałam kłótnie. Będę miała nieco dalej do zakładu, ale szczerze... będzie mi milej mieszkać z tatą, mogąc pogadać z kimś, kto mnie rozumie.
Jak byłam dziewczynką, posiadłam umiejętność połykania powietrza, którą wykorzystywałam do pokonywania kolegów w zawodach w bekaniu (kto dłużej, kto więcej razy pod rząd) itd. Generalnie kładłam wszystkich na łopaty w tych jakże fajowych zawodach. Tak mi się zabawa spodobała, że łykałam powietrze byle gdzie.
Siedzę w kościele, nudy jak nie wiem... czekam na koniec. No to dla zabicia czasu zaczynam łykać to powietrze i tak się zabawiałam, aż zaczął boleć mnie już brzuch, bo za dużo się nałykałam. Ale powstrzymywałam się od bekania - w końcu byłam w kościele.
Zbliża się koniec mszy - idę do komunii. Ksiądz wyciąga hostię - a ja chcąc powiedzieć ''amen''... puściłam najgorszego, najdłuższego beka w życiu!!! Myślałam, że zapadnę się pod ziemię - ale tej siły nie dało się już powstrzymać! Wzrok księdza i ludzi dookoła - bezcenny!
Dodaj anonimowe wyznanie