#LB6ee

Wiele lat temu przeżyłem swoją pierwszą, wakacyjną i platoniczną miłość. Wiecie. Taka prawdziwa, szaleńcza i skrywana przed światem. Po wakacjach ona wyjechała do domu, a ja zostałem ze swoją miłością w sercu.
Miałem też przyjaciela. Najlepszego i jedynego. Ale nawet on połapał się we wszystkim dopiero po jej wyjeździe. Powiedziałem mu wszystko jak na spowiedzi.
Rok minął szybko. Ona przyjechała, a mnie nadal zatykało, gdy tylko się odezwała. Tak minęły drugie wakacje. Mój przyjaciel robił co mógł, a mnie zatykało.
Następny rok był katorgą. Przeżywałem klasyczny zespół odstawienia. Przyjaciel pocieszał, ale byłem jak zombi.
Przyjechała ponownie. Trzeciego dnia nakryłem ją w namiocie z moim najlepszym przyjacielem. Pili tanie wino, uprawiali seks i mieli ze mnie niezły ubaw. Nawet mnie nie zauważyli.
Kiedy cichutko oddalałem się od namiotu, moje serce powoli zatrzymywało się, aż stanęło zupełnie. Nie czułem nic.

Minęło wiele lat. Ona dawno temu pijana wpadła pod samochód i tego nie przeżyła, przyjaciel rok temu zmarł na zawał. Ja mam dom, rodzinę, pracę, ale moje serce od 40 lat ani drgnie.

#D1xUA

Pewnie przez większość zostanę zlinczowany, ale mam już dość obecnej sytuacji, w której to państwo rozdaje na prawo i lewo. Pełno programów "+", zasiłków itp. Mam 30 lat, nie mam dzieci, jestem niepełnosprawny, ale pracuję, nie pobieram renty ani żadnego zasiłku. Cholera mnie bierze, kiedy jadę rano do pracy i widzę zdrowych, silnych chłopów, którzy mogliby iść do pracy, a oni piją piwo pod sklepem i żyją na koszt państwa. Tacy ludzie myślą, że im się należy, a od siebie coś dać to już ciężko.

#sj9Qg

Mam w życiu trochę szczęścia i dzięki temu postawiłem domek na wsi.

Szczęście się skończyło, gdy okazało się, że w wiosce komuś się to bardzo nie spodobało, notorycznie ktoś przewracał moje pojemniki na śmieci, na trawniku sporo kamieni (kosiarka nie lubi tego), płot pomazany sprayem...

Szczęście wróciło, gdy przypomniałem sobie, że mam jeszcze sporo gotówki w zamyśle przeznaczonej na zamontowanie kamer, czujek czadu, jakiegoś oświetlenia posesji itd.

Wynająłem firmę, opisałem problem i... panowie stwierdzili, że możemy zamontować standardowo kamery i alarmy, ale mają też autorskie rozwiązanie szefa...
W domu zamontowane zostały czujki dla bezpieczeństwa, a na dworze kamery z czujką ruchu i potężne ledowe oświetlenie, które świeciło jak jakaś latarnia morska, do tego standardowy alarm i kilkadziesiąt głośników ukrytych w różnych miejscach na posesji.

Kilka dni później nagrałem kilku gówniarzy, którzy uciekając przed oświetleniem i ujadaniem piekielnych ogarów (z głośników) wywracali się o własne nogi.

Choć jestem z natury ugodowym i spokojnym człowiekiem, to nagranie jak zdzierają sobie skórę na twarzy, rękach i nogach na brukowanym podwórku, uciekając przed nieistniejącymi psami, jest moim ulubionym i zapisałem je na dysku, oglądam, gdy mam ochotę się pośmiać... Kilkanaście sekund czystej rozrywki.

Akcji z tymi gówniarzami było jeszcze kilka, ale to historia na inną okazję ;)

#oitm9

Jako dziecko uczęszczałam do szkoły muzycznej. Bardzo tego nie lubiłam. Wykręcałam się od zajęć na różne sposoby.
Raz uparcie twierdziłam, że bardzo boli mnie brzuch. Na wszystkie pytania lekarza odpowiadałam twierdząco (rzecz jasna kłamałam) - 2 godziny później leżałam na stole operacyjnym i lekarz wycinał mi wyrostek.
Miesiąc grania na skrzypcach z głowy.

#jtpNH

Wyznanie z serii "to mnie denerwuje". Mam inne problemy, ale to jest taki "pierdołowaty, ale wkurza".

Czasami szukam przepisu, bo zapomniałam co i jak gotować. Czasami chodzi mi o sprawdzenie czasu i klikam pierwszy lepszy przepis.

Z ostatniej chwili: kapuśniak.

Pół strony opisu jak to robiła babcia, cudowne właściwości kapusty czy inne pierdoły. Przewijam, wypisane składniki. O, to mnie interesuje!
Czytam: wywar można zrobić na tym czy tamtym, ale ja najbardziej lubię na tym, a tamto daję do smaku i czytam o preferencjach smakowych autorki. Przewijam, szukam słów kluczy...
Można zrobić to tak, ale w sumie różnie to bywa (znowu lanie wody).
Kapusta: najlepiej (opis kapusty)... W końcu gdzieś informacja, jak długo się co gotuje...

Wypracowanie o kapuśniaku, a nie przepis.

#Ak4Uh

W podstawówce bardzo dobrze się uczyłam, poza tym byłam cicha i nieśmiała. Byłam też typowym "brzydkim kaczątkiem", co sprawiło, że dzieciaki się ze mnie śmiały. W wieku ok. 11-12 lat prawie codziennie inne dziewczyny nabijały się z mojego wyglądu, m.in. z braku piersi, parę razy usłyszałam też, że jestem zbyt brzydka, aby żyć. Bardzo mnie to podłamało. 

Starałam się im przypasować, ale zazwyczaj miłe były tylko, gdy był jakiś sprawdzian, a miejsce obok mnie było wolne. Pod koniec szkoły wyszło na jaw, że robiły mi zdjęcia na wf, gdy się przebierałam i wrzucały do internetu, wstawiając komentarze typu "klata prawdziwego faceta", "suchoklates" i tak dalej. Nic dziwnego, że do gimnazjum trafiłam z potężną fobią społeczną.

Na szczęście trafiłam na życzliwych i miłych ludzi, stopniowo stawałam się coraz pewniejsza siebie, weselsza, ogólnie wszystko na plus. Mój wygląd także się zmienił - nie nazwę siebie miss, ale zmieniłam się. A biust, nie wiadomo kiedy, urósł do sporych rozmiarów, tak sporych, że wkrótce mogłam zapomnieć o kupowaniu biustonosza w przeciętnym sklepie. Mimo wszystko kompleksy pozostały.

Dziś, kilka lat po ukończeniu podstawówki, natknęłam się na dziewczyny, które niegdyś się ze mnie śmiały. Próbowałam nie zwracać na nie uwagi, jednak wśród chichotów i szeptów usłyszałam "Ma takie wielkie cycki, zaraz się o nie potknie".

Nie wiem w zasadzie, po co wstawiam tu tą historię, ale morał jest prosty - niektórzy ludzie zawsze znajdą w tobie jakiś problem.

#RoBD3

Może krótko, bo co tu się długo rozpisywać...
Jadę właśnie pociągiem do Warszawy, z prawie drugiego końca Polski. Jadę do brata, jedynej osoby, która mnie akceptuje. Ojciec właśnie wyrzucił mnie z domu, znalazł bransoletkę z tęczowymi koralikami, którą dostałam od dziewczyny. Musiałam się mu przyznać. Cholernie się boję, co teraz będzie...

#IhvUk

Dziwna historia z życia

Nie ma to jak zapomnieć... siostry.
Byłam z nią w galerii, odwracam się, a tam... nikt.
Moja siostra rozpłynęła się.

A zgadnijcie, co się z nią stało.
Nawet jej nie wzięłam do galerii. Mój mózg ubzdurał sobie, że stoi za mną, a tak naprawdę siedziała w domu.

#kUq15

Od 6 tygodni jestem na kwarantannie. Jak to było? Jednego dnia źle się poczułam, gorączka, duszności. Nie byłam w stanie iść do pracy. Oczywiście pierwsza myśl - koronawirus, grzecznie idę pod szpital na wymaz. Objawy po dwóch dniach mijają, wszystko OK. Wynik wymazu oczywiście pozytywny. Wraz z narzeczonym siedzimy więc na kwarantannie. Głupi i naiwni, myślimy, że dwa tygodnie i wyjdziemy...
Kolejny wymaz nadal pozytywny. Tydzień później - negatywny. Żeby wyjść, muszę mieć dwa testy negatywne. Kolejny test pozytywny. Jak to możliwe?! Każdy następny jest znów pozytywny.
Od ponad 5 tygodni nie mam żadnych objawów, jestem całkowicie zdrowa. Narzeczony również raz test pozytywny, raz negatywny (nigdy nie miał objawów). Końca nie widać, a my powoli dostajemy do głowy.

Do tego wszystkiego nie dostanę ani grosza. Pomimo wielu lat pracy na umowę o pracę i odprowadzania składek, bo w tym roku miałam umowę zlecenie. Ostatnio dostałam już umowę o pracę, ale do 30 przepracowanych dni zabrakło mi 5, gdy poszłam na kwarantannę! Co ciekawe, prosiłam pracodawcę, żeby na zleceniu odprowadzał mi dodatkowe składki chorobowe. Ale zapomniano o tym. A mi nie przyszłoby do głowy sprawdzać w ZUS-ie, czy jest to zrobione. Na narzeczonego nie mogą już dłużej czekać i prawdopodobnie zostanie zwolniony.

Sanepid nic na to nie poradzi, mam czekać na nowy test i tak w kółko. Nie wspominając o tym, że dodzwonić się do nich można po jakichś 200 połączeniach, bo po co mnie o czymkolwiek informować.

Nie wiem, z czego będziemy za niedługo żyć, i co mamy robić. Kocham ten kraj!
Dodaj anonimowe wyznanie