#d75ZM

Sama nie wiem czemu to piszę, ale dziś mija 7 rocznica najgorszego dnia w moim życiu.

Zawsze byłam niegrzecznym dzieckiem. Buntowałam się zawsze, wszędzie i na wszystko na co tylko była okazja, a najbardziej objawiało się to w kłótniach z rodzicami, szczególnie z mamą. Miałam wtedy 16 lat. Jak to nastolatka, byłam "przeciwko" moim rodzicom, nie obchodziło mnie ich zdanie, ciągle powtarzałam, że ich nienawidzę. 

Pamiętam ten dzień jak dzisiaj. Była sobota. Jak co tydzień w pobliskim klubie odbywała się kolejna impreza w stylu "upij się i tańcz". Byłam wielce zafascynowana imprezami, jak to szalone szesnastki. Nie obchodziło mnie nic, oprócz cosobotniego wyspania się, wyjścia ze znajomymi na miasto, a na koniec dnia uszykowanie się i pędzenie z przyjaciółmi na imprezę.

Tego dnia było tak samo. Koło godziny 18.00 dostałam smsa od przyjaciółki, w którym poinformowała mnie, że cała "ekipa" zbiera się o 20.00 w starym parku na przeciwko klubu, a potem ruszamy na imprezę. Zapaliła mi się lampka, wybiegłam z pokoju i oznajmiłam tacie, że dziś wychodzę na imprezę. Warto wspomnieć, że mój tata w tamtym okresie, miał dość niestabilną pracę i pracował często nocami, tak było i wtedy. Poprosił mnie, żebym dzisiaj została w domu, bo mamę strasznie boli głowa i być może będzie potrzebowała mojej pomocy. 

Słysząc to, strasznie się zdenerwowałam, bo pokrzyżowałoby to moje plany. Szłam w zaparte mimo próśb taty. Kłótnia przeciągnęła się do około 20.00, po czym wyszłam z domu trzaskając drzwiami, ze słowami na ustach "Mam to gdzieś, jeszcze nie raz posiedzę sobie z wami w domu, a akurat dzisiaj mam zostać. To tylko głupi ból głowy, żałuję, że mam takich rodziców". Wyszłam. Celowo zostawiłam telefon w domu, aby uniknąć telefonów taty.

Była godzina 2.30, gdy wszyscy znajomi się rozeszli, więc także i ja postanowiłam wrócić do domu. Otworzyłam drzwi i nagle poczułam, że coś jest nie tak, bo o tej porze rodzice już śpią, a tata siedział w fotelu z zapaloną, małą lampką i głową między rękami. Najpierw weszłam do pokoju, rzecz jasna sprawdzić telefon. Zobaczyłam 16 nieodebranych połączeń od taty i 1 smsa właśnie od niego o treści "Wróć do domu, proszę..." Wyszłam do taty i spytałam, co się stało. Tata milczał. Zapytałam ponownie. Odpowiedział tylko "Mama nie żyje, miała udar". Spojrzałam na niego i pierwszy raz zobaczyłam, że płacze.

Od tej pory nie mogę sobie tego wybaczyć, że w tamtym momencie nie było mnie przy mamie. Może gdybym była w domu, zadzwoniłabym po pogotowie, a mama by żyła? Żałuję każdego słowa, które wypowiedziałam przeciw rodzicom. Ta sytuacja zmieniła mnie całkowicie. Jedyne czego jestem teraz pewna to to, że każdy powinien być wdzięczny za rodziców, tylko dlatego, że ich ma.

#awrNN

Cztery lata temu na facebooku polubiłam jakąś stronę. Był tam post o czekoladzie chyba i jakiś gość coś bardzo idiotycznie skomentował. Normalnie przewinęłabym dalej, ale... no, w mojej opinii miał bardzo przystojne i wyselekcjonowane zdjęcie profilowe, więc, chcąc nie chcąc, kliknęłam w jego profil. Postanowiłam napisać jakąś wiadomość zapoznawczą, że chciałabym poznać interesujących ludzi, bla bla, sratata.

Odpisał mi dość chamsko, że jak szukam znajomych do kolekcjonowania, to źle trafiłam. Jakoś tak od słowa do słowa, troszeczkę sobie przy tym dokuczając, zakumplowaliśmy się. Nie było to jakieś pisanie dzień w dzień po kilka godzin, ale jednak. Traktował mnie jak swoją młodszą siostrę (między nami jest 8 lat różnicy, a ja wtedy miałam 17). Po trzech miesiącach pisania ze sobą, nagle przestaliśmy. 

Odezwałam się potem do niego po jakimś czasie, 22 czerwca, by złożyć życzenia urodzinowe. Podziękował grzecznie i powiedział, że jutro wsiada do pociągu, bo wypadałoby się poznać na żywo. Olałam, on zawsze był taki eee... nabijacki, myślałam, że żartuje. 

Na dzień następny dostaje telefon, że czeka na dworcu... Normalnie bym nie poszła, ale coś mi odbiło. Skłamałam mamie, że robimy sobie z koleżanką nockę filmową i że mnie nie będzie. W sumie z perspektywy czasu myślę, że to było skrajnie głupie, mógł mi coś zrobić, zgwałcić, sprzedać moje wnętrzności na czarnym rynku.

Pojechaliśmy na dwudniowy festiwal, do miasta obok. Bardzo dużo rozmawialiśmy. Myślałam, że będą jakieś bariery - w końcu przez neta piszę się łatwiej, można zebrać myśli i rzadziej zalicza się jakieś wpadki słowne czy coś. Nie, nie spałam z nim. Noc spędziliśmy na takim gigantycznym polu :D Patrzenie w gwiazdy i takie tam romantyczne dyrdymałki. Nic sprośnego. Dzieliło nas wtedy 400 km, ale i tak przyjeżdżał co weekend lub co dwa i jakoś to było :) Rok później się zaręczyliśmy i zamieszkaliśmy ze sobą. Teraz mamy cudowną córeczkę i...

... siedzimy we trójkę bez prądu, z mleczkiem Bebiko i świeczkami, bo nam 20 litrów wody z pralki wylało. Kur*a.

#XeWsp

Szłam ostatnio z koleżanką przez park po zmroku i na drodze stanął nam około osiemnastoletni, łysy gówniarz z kolegą. 

Na początek spytał mnie o fajkę. Zaczęliśmy gadać, my chciałyśmy już iść, ale on zatarasował nam przejście i powiedział śmiejąc się "hehe, najpierw pokażcie cycki".
Jakież było jego zdziwienie, gdy podniosłam koszulkę i serio mu pokazałam, bo stanika nie nakładam. 

Jeszcze nigdy nie widziałam tak szybko uciekającego i zestresowanego małolata.

#zdy7v

Studiuję położnictwo. Niedawno udało mi się przyjąć poród samodzielnie. Gdy było już blisko finału, chcąc dodać rodzącej otuchy powiedziałam: "Już nie dużo pani zostało. Widzę główkę, maluch ma gęste czarne włosy". Kobieta, zaciskając oczy odpowiedziała: "Grunt, że nie rude!". 

W tej chwili jej mąż oraz położna mnie nadzorująca wybuchnęli śmiechem. Tak. Jestem ruda.

#CcSxz

Jakiś czas temu z nudów napisałam na fb pytanie czy ktoś chce ze mną popisać. Pewien kolega z klasy oznaczył innego kolegę z klasy wyżej.

Napisał do mnie. Codziennie przez jakiś czas pisaliśmy, potem gadaliśmy przez telefon kiedy wyjechałam. Ja się mu zwierzałam, opowiadałam mu rzeczy prywatne, on tak samo. Po pewnym czasie spostrzegłam, że coś jest nie tak. Inni ludzie się na mnie dziwnie patrzą, przyglądają się mi, odgadują.

Okazało się robi skriny naszych rozmów i wysyła różnym ludziom, naśmiewa się ze mnie za plecami, ciśnie bekę. Najgorsze jest to, że jeszcze rok będę go w szkole widzieć. Co byście zrobili? A jak znowu zacznie do mnie pisać?

#rdsIo

Gdy miałem może 9/10 lat byłem maniakiem mleka. Potrafiłem pić ten napój bogów litrami. Miałem wtedy bardzo fajne relacje z mamą, wspólnie sobie żartowaliśmy i dogryzaliśmy, co w sumie zostało nam do dziś.

Jechaliśmy samochodem na zakupy, gdy usłyszeliśmy w radiu wiadomości. Jeden z komunikatów brzmiał mniej więcej: "Dzieci pijące dużo mleka mają wyższą inteligencję i lepsze wyniki w szkole według najnowszych badań...". Wtedy moja kochana rodzicielka spojrzała na mnie ze śmiechem i powiedziała: "Nie zauważyłam jakoś tego". A ja mały glut na siedzeniu obok spojrzałem na nią i ze stoickim spokojem odpowiedziałem: "To widocznie za mało mleka piłaś w dzieciństwie". Tak oto powstała kolejna historia do rodzinnej kolekcji.

#ppRCb

Historia z życia wzięta chociaż już ma swoje lata. Opowiedziana za przyzwoleniem kolegi.

Mój znajomy piastujący obecnie poważne stanowisko w dużej, poważnej firmie za młodu był łagodnie mówiąc... niezbyt grzecznym chłopcem. Teraz się ustatkował ale kiedyś razem z kumplami różne rzeczy im się zdarzało wyczyniać, zwłaszcza pod wpływem bogatego wachlarza używek do których często miewali dostęp.

Wczesne lata 90-te. Chłopaki zrobili sobie solidną domówkę, zarzucili jakiś porządny towar, grzyby jakieś czy inne tego rodzaju mocno uderzające w dekiel halucynogeny, zaczęli na fazie dyskutować o "życiu na krawędzi" i w końcu o drugiej nad ranem doszli do wniosku że fajnie by było w kółko pojeździć sobie po pobliskim rondzie... na wstecznym biegu.

Bawili się na tym rondzie naprawdę świetnie, bo noc, drogi puste... ale do czasu. Po którymś z kolei okrążeniu za ich autem wyrosły światła innej osobówki, ich kierowca pod wpływem chemii miał opóźniony czas reakcji no i nastąpiło głośne TRACH. Szczęśliwie na rondzie raczej nikt nie jeździ zbyt szybko i skończyło się na stłuczce .

Wiadomo co było potem. Mimo próśb kierowca drugiego auta zadzwonił po policję, gliniarze przyjechali dość szybko, zaczęli protokołować... i tu zaczęła się niezła szopka.

Patrząc na oba auta z boku było widać że jedno z nich miało wgnieciony tył, drugie zaś uszkodzony przód, czyli każdy by zakładał, że wina jest raczej tego kto drugiemu wjechał w tyłek - i tak właśnie założyli sobie policjanci, zwłaszcza po wysłuchaniu obu stron bo koledzy w ciemię bici nie byli i prawdy o swym pomyśle nie wyjawili. W ruch oczywiście poszedł alkomat ale nic u nich nie wykazał a w tamtych czasach policja nie była jeszcze przeszkolona na okoliczność badania obecności innych używek.

Siedzą więc w tym aucie, już trochę zestresowani, w końcu podchodzi do nich policjant z tymi słowy:

"Chłopaki, możecie jechać. Przyjdzie do was wezwanie na świadków bo tamten gość nie dość że ma półtora promila to jeszcze jakiś wariat bo zapiera się, że to wy jechaliście tyłem!".

#tViNj

Było upalne lato, a że mieszkamy w blokach i okna wychodzą na południe - w mieszkaniu było mega gorąco. Tata wyjechał na kilka dni w delegację i zostałyśmy same w domu z mamą. Ponieważ jest kobietą i jak to się mówi "ma praktycznie to samo co ja", to się jej nie wstydzę, więc dla ochłody spałam nago. 

Mama ma taki zwyczaj, że jak wychodzi rano do pracy, to czasem nie chce jej się wyciągać kluczy i jeżeli widzi, że się obudziłam, to prosi mnie, żebym zamknęła za nią drzwi. Tego ranka zdarzyła się właśnie taka sytuacja. 

Pech chciał, że z góry schodził akurat młody sąsiad. Ja zadowolona zamykałam za mamą drzwi i zapomniałam, że kompletnie nie mam nic na sobie. Sąsiad powiedział mamie dzień dobry i... nagle zauważył mnie nagą w drzwiach. Mama ryknęła śmiechem, a ja szybko się cofnęłam (nie przejmując się jednak zanadto, bo do pruderyjnych nie należę) i zamknęłam drzwi. Później mama opowiadała, że sąsiad schodził na dół z wielkim bananem na twarzy.

#9AJcs

Sytuacja działa się kiedy miałam około 10-12 lat. Byłam z rodziną na jakże cudownych i pamiętnych wakacjach na Kaszubach. Zwykle kiedy nie padało szliśmy nad jezioro, molo i te sprawy. Tutaj zaznaczę, że w mojej rodzinie mało kto potrafi pływać. 

Nasze towarzystwo nieco się rozdzieliło, tata i wujek pojechali rowerami na wycieczkę, a ja z siostrą, kuzynką i mamą poszłyśmy nad wodę. Nie miałyśmy zamiaru się kąpać. Ja z kuzynką chodziłyśmy trochę w jeziorze, tak żeby woda zakrywała nas nie więcej niż w 1/2 wysokości ciała. Mama z siostrą siedziały na molo. 

Jezioro jak wiadomo jest zdradliwe i tak właśnie wtedy było. W pewnym momencie kiedy miałyśmy już zawracać na brzeg, kuzynka wpadła w otchłań - do pewnego miejsca było czuć grunt po nogami, a zaraz obok jak się okazało była głębia! Z racji, że trzymałyśmy się za ręce, pociągnąła za sobą i mnie... Moja siostra w momencie kiedy zobaczyła co się dzieje chciała nas wyciągnąć, ale kuzynka miała więcej siły i spowodowała, że siostra też znalazła się pod wodą. Niestety taki sam los spotkał mamę. Żadna z nas nie umiała pływać.

Tak więc topimy się równo, wszystkie w jednym momencie, a w okolicy żywej duszy. Mama od czasu do czasu wołała o pomoc jednak i ją wciągała coraz bardziej woda. Dobry kawałek od nas znajdowało się drugie molo, w pewnym momencie dostrzegłam na nim mojego wujka, który miał zamiar złowić parę ryb na kolację. Do dziś nie wiem jakim cudem wujek był w stanie tak szybko przebiec z jednego mola na drugie, ale jakoś tego dokonał. Wskoczył do wody i wyciągnął nas wszystkie! Od tego dnia mam w rodzinie BOHATERA, który równie mocno przeżył ten incydent jak my. 

Niewiele brakowało, a pisaliby o nas w gazetach i mówili w telewizji. Dlatego teraz do wody zbliżam się z ograniczonym zaufaniem, a wujek jak najbardziej zasługuje na medal :)

#EfeaS

Dziś w parku ktoś zgubił kluczyki do auta z pilotem nim zdarzyłam do tego dojść i odłożyć np. na ławkę to już zobaczył to bombelek z maDka i bombelek cap za zdobycz a maDka zamiast kazać odłożyć to gada 
- o znalazłeś weź sobie do zabawy.


Nagle biegnie właściciel kluczyków i każe oddać i była kłótnia, gdy właściciel zabrał swoją zgubę.
Bo jak można zabrać maluszkowi zabawkę i złamać serduszko to tylko breloczek od głupiego merca.
Dodaj anonimowe wyznanie