#RPFGm

Jak byłem małym dzieckiem, to bardzo długo robiłem w pieluchy. Każda próba odstawienia mnie od pampersa kończyła się płaczem, robieniem w majty, a jak posadzono mnie na nocnik, to mój bek słyszeli sąsiedzi na parterze (a mieszkaliśmy na trzecim piętrze).

Mniej więcej około 3 roku życia mojej mamie zaczęły opadać ręce z bezsilności, ponieważ nie miała już pomysłów, co dalej z tym brzydkim faktem zrobić. Nawet najbardziej desperackie zabiegi nie przynosiły rezultatu.

Niedługo po tym wydarzeniu moja mama odwiedziła razem ze mną swoją koleżankę. Pech dla mnie chciał, że owa koleżanka miała męża, którego strasznie się bałem i sam wzrok przyprawiał mnie o tzw. "pełne gacie". Kiedy mama opowiedziała o całym zdarzeniu im obojgu, pan Jacek zawołał mnie do siebie. Poszedłem do niego bojąc się wtedy o swoje życie, a ten powiedział groźnym głosem:  "Co ty sobie wyobrażasz?! Ty przychodzisz do mojego domu w pampersach?!".

Te dwa zdania groźnego Pana Jacka wystarczyły do tego, żebym na miejscu sam ściągnął pieluchę i oddał ją mamie z płaczem mówiąc: "Mama, masz! Ja już nie chcę!". Po tym wydarzeniu skończył się ten gówniany problem.

#CQzLw

Przez pewien czas bardzo źle się czułam. Wizyty u lekarza, szczegółowe badania - nic nie wykazały, wszystko było w porządku. W końcu po którymś tam omdleniu trafiłam do szpitala na kardiologię. Ponownie zrobili mi wszystkie badania, choć niechętnie. Codziennie rano przychodziła jakaś zmora pielęgniarka i pytała mnie "Czy już był ten sprawdzian na który nie chciałaś iść?". 

Leżałam na oddziale tydzień, stwierdzili że wszystko ze mną gra, więc wysłali mnie jeszcze na konsultacje psychologiczną. Po dziesięciominutowej rozmowie, w której młoda psycholog pytała o rodzinę i szkołę, stwierdziła, że jestem nierozwinięta emocjonalnie i mam problemy sama ze sobą. Okej, ale to nie wyjaśniało objawów, które mnie męczyły. 

Co było dalej? Poszłam do prywatnej kliniki i zrobiłam wszystkie badania jeszcze raz.
Mam niedomykalność zastawki w sercu i ostrą niedoczynność tarczycy.

#6DCSl

Zostałam zgwałcona. Sprawa jest dosyć świeża, dlatego nie będę podawać zbyt dużo szczegółów. Sprawca był moim nowym znajomym.

Kiedyś dziwiłam się jak gwałtu nie można zgłosić na policję, też tak jak większość krzyczałam: "To się powinno zgłaszać!". Ja zgłosiłam i tego żałuję. Nie chcę nikogo zniechęcać do zgłaszania takich rzeczy, broń Boże. Chcę podzielić się swoją historią i usłyszeć jakieś słowa otuchy.

Nie spotkałam się z żadnymi przykrymi komentarzami ze strony policji, ale dalsze procedury wprowadzają mnie do grobu. Przesłuchiwali mnie godzinami. Już zeznawałam przed sądem, gdzie musiałam podawać drastyczne szczegóły tego zdarzenia (na policji o takie mocne szczegóły nie pytali tylko ogólnie co się wydarzyło). Możecie sobie tylko wyobrażać, jakie to było traumatyczne. Ale mówiłam sobie, że dam radę, że to jest po to, aby ten chory człowiek został ukarany. No i gufno, a nie żadne ukarany.

Typ, który mnie skrzywdził seksualnie i przytrzymywał mnie w zamknięciu przez kilka godzin wbrew mojej woli, a potem przez kilka dni mnie zastraszał i stalkował jest obecnie na wolności. Ba, wyszło na jaw, że nie byłam jedyną taką ofiarą i podobny schemat się powtórzył. Tyle, że tamta dziewczyna tego nie zgłosiła.

Raz nawet pojawił się przed moim blokiem, stał i patrzył. Wezwałam policję. Jak przyjechali to go nie było już. Powiedzieli mi tylko: "Nic nie możemy zrobić, jakby się znowu pojawił to proszę dzwonić.", a komisarz prowadzący moją sprawę zrobił jedynie notkę o tym zdarzeniu i do widzenia. Do tego podczas tej interwencji poinformowano mnie, że w sumie ten koleś nie ma oficjalnego zakazu zbliżania się, więc teraz od kilku dni ścigam prokuratora mojej sprawy, żeby ten papier załatwić. Jakaś kpina.

Może jeszcze coś się zmieni, bo jak mówię - sprawa jest bardzo świeża. Ale póki co dało jedynie taki pozytywny skutek - przekonałam się, że na mojego partnera mogę liczyć i okazał mi wiele wsparcia jak się o tym dowiedział.

Jednak mimo wszystko po tym, że on chodzi po wolności i na razie nie ponosi żadnych konsekwencji tego, co zrobił to czuję się bardziej upodlona niż w momencie kiedy mnie krzywdził.

Morału nie ma, wyciągnijcie go sami.

#4IZuU

Ciężko było się wydostać z mniejszej miejscowości.
Dużo pracy dodatkowej w szkole średniej, na studiach zamiast imprez.
Aż w końcu zauważyłem w komórce, że mam oprócz brata dzwonili do mnie tylko akwizytorzy i bank.
Na fb mam praktycznie tylko znajomych ze szkoły, studiów.
Ale przecież im trudniejsza droga na szczyt to później lepsze widoki.
Poważniejsza praca, pierwszy irytacja jakim cudem można płacić 50% dochodowego, skoro nie mam własnego mieszkania i nie jestem bogaty, dwie dziewczyny po drodze, które naprawdę nie wiem jak tak długo wytrzymały, że nie miałem zbytnio na nie czasu (kartka zostawiona na zerwanie "wszystkiego najlepszego z okazji dnia pracoholika dla kogoś kto i tak nie znajdzie czasu aby świętować").
Miałem kilka dobrych lat pracy. Wkład własny 50% wartości mieszkania plus czekam na badania od kardiologa, który mówił o pladze osób z problemami -30 lat bez obciążeń genetycznych.

29 lat. Nadal praktycznie sami znajomi ze szkoły studiów i pracy. Patrzę na ten instagram, gdzie starzy znajomi mają już rodziny, dzieci...
Ja puste mieszkanie, które nie chce mi się często ładniej ogarnąć, bo od kiedy tu mieszkam, nie pamiętam aby ktokolwiek mnie odwiedził. W sumie lepsza byłaby 25 m2 kawalerka.

Zacząłem płacić za konwersację z angielskiego ze studentką (mimo, że przecież certyfikaty zdawałem już w szkole średniej, a później pracowałem na call center z angielskim), aby nie zacząć mówić do ścian.

#UXvhe

Wydarzyło się to rok temu, gdy chodziłem jeszcze do LO w Krakowie. Moja dziewczyna zadzwoniła do mnie i powiedziała, że nie ma jej rodziców w domu i żebym wpadł, bo ma ochotę na małe "co nieco". Ja znałem tylko jej mamę, bo tata ciągle w pracy (jest hydraulikiem). 

Godzina 8 rano, a my baraszkujemy, gdy nagle słychać klucz w zamku. Moja wybiegła z pokoju, żeby zatrzymać mamę, abym się ubrał. Nie myśląc narzuciłem ciuchy i wyskoczyłem przez okno na chodnik, bo mieli mieszkanie na parterze, i biegiem przez ulicę. Wtedy poczułem silne uderzenie w głowę i straciłem przytomność. 

Okazało się, że mama z tatą wrócili z zakupów i tata był jeszcze przy samochodzie. Widział, jak wyskakuję z okna, rzucił w moją stronę kluczem francuskim i akurat trafił w głowę. Myślał, że jestem włamywaczem i ich okradłem. Miałem wstrząs mózgu, ale do teraz śmieję się w jakiej sytuacji poznałem "teścia".

#zPn8S

Sytuacja w podstawówce, wiek jakieś 10-11 lat. Miałem operację przyrodzenia (skleiła mi się górna część siusiaka i lekarz musiał to rozciąć tak, żeby przy przyszłej erekcji skóra sama nie pękła). Strasznie się tego wstydziłem i nikomu nie chciałem o tym mówić. 

Szedłem sobie z kolegą do szkoły i mocno dopytywał: "Czemu cię nie było tydzień w szkole?". Szybko się wydało, co miałem operowane... Padło więc i kolejne pytanie kolegi "Czemu miałeś operowanego siusiaka?". Na to mój bystry rozumek zareagował bardzo szybko świetnym wytłumaczeniem: "Wiesz, bo byłem ostatnio u lekarza i stwierdził, że mam za dużego jak na swój wiek i musieli mi trochę skrócić". 

Nie wyobrażacie sobie jakie miałem poważanie przez całą edukację szkolną (podstawówka, gimnazjum, liceum w jednym budynku, ci sami ludzie...).

#phkae

Mam łącznie 3 chłopaków. Pewnie wyleje się teraz na mnie wiadro pomyj, ale wysłuchajcie najpierw.

Miałam kiedyś chłopaka, rozstaliśmy się ponieważ poznałam innego (historia już na inne wyznanie). Nazwę go R, a ten inny niech będzie M. No to tak, M poszedł do więzienia, za co to już nieistotne. I w tym momencie wróciłam do R. Jednak M nie wie, że jestem z R, a R nie wie, że nie powiedziałam M o tym, że się rozstaliśmy. Zrozumiałe? Pewnie nie bardzo.

Mamy już dwóch. I w tym momencie dochodzimy do trzeciego P. Z P spotykam się tylko i wyłącznie na seks, ma baaaardzo duży sprzęt.

Dodam jeszcze tylko, że z M mam malutkie dziecko. Jednak to R naprawdę kocham. Jeszcze się z nim nie widziałam od czasu naszego rozstania ponad 2 lata temu, gdyż daleko ode mnie mieszka. A co do P to nie wiem co mam myśleć. Niby ma duży sprzęt, jednak wiem, że nic z tego nie będzie gdyż ma 7 letnie dziecko i żonę, z którą planuje się rozwieźć, gdyż ona woli balować niż zajmować się nim i córeczką. Zaczęłam się z nim spotykać zaraz po tym jak M trafił do więzienia.

Ps. Nie mam 13 lat mam 21.

#pH5fp

Mieszkam z moim chłopakiem. W pierwszych dniach tego roku jednego wieczora szykowaliśmy się do spania. On kończył coś robić na komputerze i poprosił mnie, abym pościeliła łóżko (w nocy wszystko rozkopuję i codziennie trzeba poprawiać). Pomyślałam, że mógłby to sam zrobić, ale niech będzie. Światło już było zgaszone, świeciła tylko mała lampka koło komputera, panował półmrok.

Odgarnęłam kołdrę i koło poduszki zauważyłam małe pudełeczko, takie małe pudełeczko, w jakim sprzedają PIERŚCIONKI! Serce zaczęło mi bić jak szalone, momentalnie się rozkleiłam. Ale to sobie wymyślił! Nie spodziewałam się, że tak szybko mi się oświadczy. Tysiące myśli przelatywały mi przez głowę. Ze łzami wzruszenia płynącymi po policzkach sięgnęłam po pudełeczko…

Okazało się, że to była ładowarka od telefonu mojego chłopaka, sama końcówka bez kabla. Dobrze, że w pokoju było ciemno, czułam się jak skończona kretynka. Szybko ulotniłam się do łazienki, na szczęście nic po mnie nie poznał.

#5qkOF

Nie wiem już co mam myśleć. Mój narzeczony z którym jesteśmy kilka lat, jak się okazało interesuje się aż nadto innymi kobietami. Niby z nikim się nie spotyka, ale wypisuje o seksie, pozycjach, wysyła do nich swoje nagie zdjęcia, umawia się na spotkania, na które podobno nie chodzi. Kiedyś już tak było, była afera, prawie się rozstaliśmy. Sama jestem fair i z nikim nawet nie pisze w taki sposób, a mimo to zawsze słyszę ze się z kimś spotykam w wiadomych celach. Nie wiem już co mam robić. Znowu zrobił to samo i to z moją współpracownicą!
Dziewczyny poznaje na portalach erotycznych, na czatach, wymieniają się numerami telefonu.
Gdyby miał 19 lat mogłabym to zrzucić na karb hormonów, że szuka wyzwań albo coś...
Ale on ma 31 lat i kilka poważniejszych związków za sobą.
Wczoraj powiedział, że nikt nigdy nie dbał o niego tak jak ja, a mimo to dalej szuka innej.
Ktoś może powiedzieć, że pisanie to nic złego. A skąd mam wiedzieć czy z rozmów nie przejdzie w końcu do czynów?
Najgorsze że jestem teraz w 7 miesiącu ciąży, w przyszłym roku mieliśmy brać ślub... A ja nie umiem mu już zaufać...

#57lmY

Kilka dni temu zgubiłem okulary. Wczoraj pojechałem do optyka zamówić nowe i dzisiaj miałem je odebrać. Ale bez okularów radzę sobie całkiem nieźle.

Do miasta dojeżdżam pociągiem. Gdy dzisiaj przyszedłem na peron usłyszałem za plecami radosne “Heeej”, odwracam się, a tu siostra mojego najlepszego kumpla, z rozłożonymi na boki rękami. Gest był jednoznaczny, domyśliłem się, że chce mnie uściskać na powitanie, więc ją objąłem - choć normalnie się tak nie witamy. Uścisk wyszedł jednak jakoś dziwnie, była sztywna i wcale mnie nie objęła, a ręce wciąż trzymała rozłożone. Odsunąłem się, przypatrzyłem się dokładnie, a to nie była siostra kumpla, tylko zupełnie obca kobieta, która chciała się przywitać z inną babką, która stała za mną.

Były chyba równie osłupiałe jak ja, bo nic nie powiedziały, a mi momentalnie tak zaschło w gardle, że nie potrafiłem nic wydusić, więc tylko odszedłem jak gdyby nigdy nic.
Dodaj anonimowe wyznanie