#Lssj9

To był może miesiąc odkąd byliśmy parą z moją dziewczyną. Przepaliła mi się żarówka i poprosiłem ją, aby przy okazji mi kupiła. Następnego dnia po powrocie do mieszkania zastałem na stole pięknie zapakowaną żarówkę z liścikiem "Blask Twoich oczu rozświetla mój mrok, rozjaśniasz drogę przede mną, na zawsze będziesz moją ŻARÓWKĄ!".

Wczoraj mieliśmy rocznicę i z tej okazji dostałem od niej... żyrandol.

#s9EJ5

Jako dziecko zawsze byłam chłopczycą i wszędzie mnie było pełno. Od dachów komórek po najwyższe drzewa. Często wybierałam się z grupą znajomych na tzw. szaber. Wpadaliśmy wieczorami na ogródki działkowe i jedliśmy sobie wszelkie owoce. 
Tak było do tego feralnego dnia.

Na upatrzonej wcześniej działce rósł piękny winogron. Aż żal było się nie poczęstować. Wszyscy zrywali na dole, a ja weszłam na drzewo i stamtąd zrywałam pyszne owoce. Nagle szum wrzask i pisk! Z altanki wychodzi facet i goni towarzystwo, wszyscy w długą. A ja na drzewie! Nie było jak uciec. Zeskoczyłam, ale oczywiście tak niefortunnie, że skręciłam kostkę. Byłam bez szans. Facet mnie dopadł. Trochę się pienił, że dziewczyna, że takie zachowanie, że powie rodzicom itd.. Jakoś udało mi się go udobruchać i mnie puścił.

Mija dobrych kilka lat. Przyszła dorosłość, no i praca. Jakie było moje zdziwienie i zmieszanie, gdy moim kierownikiem, który siedzi biuro obok okazuje się ten sam facet! Z racji tego, że to aktualnie to pan przed emeryturą, więc i pamięć nie ta, temat pozostał nieruszony przez jakieś 5 lat. Lecz kiedyś nadarzyła się zakrapiana impreza pracownicza. I jak to po procentach, człowiek staje się szczery i wylewny... Opowiedziałam mu o tym zdarzeniu sprzed lat. Sytuację pamiętał, ale nie skojarzył, że to ja. Jego komentarz do sprawy był bezcenny: "Młoda, trzeba było mówić, że to ty, to bym ci sam narwał tego winogronu!"... Kij, że poznaliśmy się jakieś 15 lat później :)

W poniedziałek po powrocie do pracy na moim biurku leżała miska z winogronami z jego ogródka :)

#yaFag

Zdarzenie miało miejsce w ubiegłym roku. Wybrałyśmy się z przyjaciółką na noc do Krakowa. Przez cały ten czas bawiłyśmy się chodząc, biegając, spotykając przeróżnych ludzi. Trochę wypiłyśmy, nie za dużo, ale w miarę. Byłyśmy w tylu miejscach, że teraz nawet nie wiedziałabym jak tam trafić. 

Idąc chodnikiem, wpadłyśmy na pomysł, aby obejrzeć wschód słońca z Kopca Kościuszki. Pytałyśmy przechodniów, jak tam trafić. Nikt nie wiedział albo nie chciało im się tłumaczyć. Mniejsza z tym. W końcu trafiłyśmy na dwóch mężczyzn (około trzydziestki) i oni wiedzieli! Zaproponowali, że pójdą z nami. Później dołączył do nas ich kolega z gitarą, który grał po drodze i umilał nam czas. Niestety zgubiliśmy go. Dość długo się tam idzie, ale rozmawiało nam się dobrze. W końcu dotarliśmy. Wejście na kopiec było jeszcze zamknięte, ale jakoś się prześlizgnęliśmy. Widzieliśmy jak dwóch facetów koszą tę górkę, podciągając na sznurze kosiarkę do góry. Siedzieliśmy, piliśmy, gawędziliśmy. 

Po jakimś czasie zorientowałyśmy się, że pasuje nam się zbierać do domu. Wróciliśmy do miasta i powiedziałyśmy im, że mamy zamiar jechać na stopa (taki był plan od samego początku) i że wszystkie pieniądze wydałyśmy. Oni nie chcieli pozwolić, abyśmy podróżowały w ten sposób, bo to niebezpieczne. 

Zaczęli prosić ludzi o pieniądze dla nas na busa, bo sami też nie mieli. Gdy już uzbierali daną kwotę, dali nam te pieniądze i jeszcze odprowadzili nas na przystanek, aby się upewnić, że wsiadamy do właściwego. Na końcu jeszcze napiszę, że byli to ludzie bezdomni. Nie byli brudni, ubrani normalnie. Stereotypy. Pozdrawiam Grafika i Stuarta!

#DBzPH

Chciałbym wam opowiedzieć pewną historię, która do dziś wspominana wzbudza we mnie niepokój.

Wszystko się zaczęło od pójścia do CCC po nowe buty do garnituru, nic niezwykłego. Wiedziałem po jakie konkretnie buty chciałem się wybrać, tak że od razu szedłem na regały z interesującymi mnie butami. Po jakichś kilku przymierzonych parach koło mnie stanął jakiś starszy, siwy facet (wiek na oko 60 lat). Nie zwracałem na niego uwagi do momentu, w którym zaczął na zmianę patrzyć to na mnie to na kolejne przymierzane buty na moich nogach. Kiedy po jakichś 15 minutach wybrałem interesujące mnie buty, gość rzucił tekstem w stylu "Panu te buty idealnie do trumny by pasowały". Zatkało mnie. Uznałbym to za żart gdyby nie fakt, że staruszek miał dość niepokojący wyraz twarzy, coś w podobieństwie do psychopaty. Wystraszyłem się do tego stopnia, że prędko zmieniłem buty na właściwe i pomknąłem do kasy byleby szybko się stąd ulotnić. Niby coś błahego, a naprawdę porządnie gość mnie wystraszył.

Dodam, że mam 25 lat.

#DttSe

Jakieś dwa lata temu okazało się, iż moje piękne i proste uzębienie może zostać zepsute przez ósemki, które jeszcze były w dziąsłach, ale rosły naciskając na siódemki. Dlatego musiałam mieć je usunięte. 

Gdy czekałam na swoją kolej przed gabinetem pana doktora, była tam również dziewczynka, na oko 10 lat, ze swoją mamą. Jej zachowanie mnie delikatnie irytowało. Pyskowała do mamy, krzyczała, a gdy jej mama próbowała jej wytłumaczyć, że powinna zachowywać się cicho, ta plunęła na nią i się śmiała. Zdziwiło mnie, że matka na to nie zareagowała. Bardzo lubię dzieci, ale to był wyjątkowo rozwydrzony bachor! 

Weszłam do gabinetu ze strachem, ale jakoś to poszło. Tak się złożyło, że gdy rozcięli mi dziąsło i wiercili kość, krew opryskała twarz pana doktora oraz moje ubranie. Po zabiegu mi się trochę zemdlało i położyli mnie z nogami w górze. Weszła jakaś pielęgniarka. Jak otworzyła drzwi, to wszyscy w poczekali mnie widzieli, łącznie z opisaną wyżej dziewczynką. Szyderczo się do niej uśmiechnęłam. Po wszystkim podziękowałam doktorowi i wyszłam. Tak, z ubraniem całym we krwi.

Twarz tej małej dziewczynki nie wyglądała już tak wesoło. Korzystając z okazji, że jej mama właśnie weszła o coś zapytać lekarza, podeszłam do niej i szepnęłam na ucho: "Jak nie będziesz szanować innych, a szczególnie swojej mamy, to załatwią cię tak, jak mnie..." i odeszłam z diabelskim uśmiechem. Nigdy nie zapomnę strachu w oczach tej małej jędzy!

#2i53E

Byłem na 3 roku farmacji. Razem z kolegami po paru piwkach wpadliśmy na pomysł, by w sklepie poprosić o coś nazwą systematyczną.

Podszedłem do lady i powiedziałem:
- Dzień dobry, czy mogę poprosić kilogram chlorku sodu?
Pani z kamienna twarzą ku mojemu zdziwieniu podała mi kilogram soli, po czym zgasiła nas zdaniem:
- Chce wam się pić? To może podam litr tlenku wodoru?

#53IpI

Chcemy mieć dzieci. Konkretne, oficjalne starania, którymi pochwalimy się przed rodziną zostawiliśmy jednak na za 2 lata, bo finanse się nam poprawią, ale nie zabezpieczamy się w ogóle w nadziei, że wpadniemy wcześniej, bo teraz też jest dobrze i dalibyśmy radę. To trwa już 5 lat. Od 5 lat żadnej gumy czy tabletek, tylko stosunek przerwany, a wpadki nie było. Ludzie tutaj piszą jak to zaszli po pierwszym razie albo po roku albo po 3 stosunkach, a my po 5 latach nic. Zaczynam się bać, że po prostu jesteśmy bezpłodni. Ktoś ma podobną historię? Udało się Wam zajść w ciążę?

#KdEVm

Nie powiem tego chyba nikomu, ale czuję ulgę odkąd mój starszy brat w maju popełnił samobójstwo.

Był dziesięć lat starszy ode mnie. Odkąd pamiętam, nasze życie kręciło się wokół jego depresji. Zachorował w piątej klasie, z powodu dokuczania mu przez inne dzieci. Jako czterolatka wiedziałam już, czego nie robić żeby nie sprawiać mu przykrości. Złościł się zazwyczaj kiedy z czegoś się śmiałam, kiedy rodzice próbowali wyjaśnić sytuację, dosłownie wył przez kilka godzin, bo mi jest wesoło, kiedy on tak cierpi. Znajomych też rzadko zapraszałam, bo mu było przykro, że mam przyjaciół, a on nie. Rodzice wozili go po specjalistach, kilka razy był w szpitalu, ale bardzo źle to znosił. Uczył się w domu. Nie chciał wychodzić, oglądał tylko telewizję albo grał. Nic nie było w stanie go zainteresować, wszystko było na nie, nikt go nie rozumie, jego rówieśnicy to durnie, którzy nie wiedzą co to znaczy cierpieć, terapeuci i lekarze też nic nie rozumieją - to jego słowa. Tylko raz czy dwa byliśmy z rodzicami na wakacjach, a i tak nie chciał wyjść z pokoju, później wyjeżdżałam z dziadkami albo na kolonie. Mama pracowała w domu bo wpadał w histerię, kiedy nie było jej albo taty.

Rodzice wyglądają niemal jak rówieśnicy dziadków, tata od lat leczy się na serce. Brat wcześniej dwa razy próbował się zabić, udało mu się dopiero w maju, w noc po mojej osiemnastce - dziadkowie wpadli na tort, Rafał nie chciał wyjść z pokoju, chociaż prosiliśmy kilka razy. Musiał schować wcześniej żyletkę i podciął sobie żyły. Rodzice po tylu latach po prostu już nie mieli sił pilnować go całą dobę.

Teraz jest lepiej, wreszcie normalnie. Rodzice chodzili do psychologa i też już się tak nie obwiniają. Nawet wybrali się razem na tygodniowy urlop, dobrze im to zrobiło. Atmosfera w domu nie jest taka napięta, już nie ma wokół kogo chodzić na paluszkach.
Zazdroszczę znajomym, którzy mają normalny kontakt ze swoim rodzeństwem. I wiem, że to straszne co myślę, ale trochę żałuję, że dopiero w kiedy jestem w klasie maturalnej w moim domu jest normalnie.

#VGRX3

Na początku tego roku odziedziczyłem bardzo dużą kwotę pieniędzy. Zasadniczo jakbym się uparł, to mógłbym, żyjąc skromnie, nie pracować do końca życia. 

Nikomu nie powiedziałem i nie ruszyłem z tego ani złotówki. Mam ciekawą pracę, wspaniałą dziewczynę, dobre układy z rodziną, grono przyjaciół, jestem zadowolony z mojego 5-letniego samochodu. Jestem szczęśliwy i nie chcę niczego zmieniać w swoim życiu, a w jakiś sposób obawiam się, że te pieniądze by mogły wszystko przewrócić do góry nogami.
Dodaj anonimowe wyznanie