#CDaF1
Pani jednak ku mojemu zaskoczeniu wyjmuje ze swojej torby telefon (smartfon) i pyta, czy pokażę jej, jak odsłuchać wiadomość na poczcie głosowej. Pokazuję, pani zadowolona, że już wie, jak to robić. Chwilę później pani patrzy błagalnym wzrokiem i przeprasza, że się narzuca, ale ona jeszcze by chciała wiedzieć, jak wysyłać wiadomości. To również jej pokazałam, po czym pani zaczyna mi opowiadać swoją historię.
Telefon dostała od syna, który powiedział jej tylko, że telefon nie jest trudny w obsłudze i niczego więcej jej nie wytłumaczył. Gdy prosiła o wytłumaczenie syn odpowiadał, że nie ma czasu. Córki nie chce pytać, bo się jej boi, gdyż ta grozi jej oddaniem do domu opieki, mimo że pani ma 70 lat. Dalej pani opowiada, że po rozwodzie z mężem dzieci zawdzięczają wszystko jej. Wykształcenie, pracę, mieszkania. Podsumowując swoją opowieść pani powiedziała: "I widzisz córciu, ja miałam czas, żeby ich wychować, a oni teraz dla mnie paru minut nie mogą znaleźć".
Apel do wszystkich, którzy denerwują się, kiedy rodzice proszą ich o pomoc z komputerem / telefonem czy innymi nowinkami technicznymi. Nie zapominajcie, że gdy wy byliście mali, rodzice zawsze starali się znaleźć czas, żeby was czegoś nauczyć, coś wam wytłumaczyć.
Aha, moja babcia też lubi raczyć obcych ludzi takimi historyjkami. Najczęściej zaraz po tym jak jej dzieci, a moja matka, ciocie i wujkowie już obwiozą jà po lekarzach, popłacą rachunki, posprzątają w domu i zrobią zakupy.
Potwierdzam, moja matula do dzisiaj lamentuje. Niektórzy muszą po prostu ponarzekać.
Darujcie se te wielce apele na końcu wyznań
Jakbyśmy byli upośledzeni i sami nie potrafili myśleć
Znasz tylko jedną stronę historii. Przecież te wszystkie babcie nie pochwalą się, że dzieci to kablem od żelazka biły za byle pierdołe. Nie powiedzą, że grozili dziecku wyrzuceniem z domu, bo chciało iść na studia, a nie do pracy. Itd.
Mam taką babcię. Lamentuje, że synuś jej nie pomaga, nie zawiezie nigdzie, nie pomoże w ogródku. Ale zapomniała, jak go traktowała przez całe dzieciństwo, że musiał chodzić jak w zegarku, bo dostawał po dupie za brudny kołnierzyk w szkole.
Poza tym oczekiwanie od dziecka, że zajmie się rodzicem na starość jest co najmniej roszczeniowe, dziecko się samo na świat nie pchało i nie ma obowiązku zajmować się rodzicem
Jak ja nie znoszę takich historii, znasz tylko jedną stronę historii, biedna bezradna babuleńka opowiedziała smutna bajeczkę i od razu osądzasz jej dzieci i wszystkich innych. A co jeśli miała kompletnie wywalone na swoje dzieci? Może wcale nie próbowała zawsze znaleźć czasu żeby je czegoś nauczyć, tylko darła się na nie żeby dały jej spokój. Może jak miały problem, to kazała im się zamknąć, albo groziła że jak nie przestaną płakać to im przyleje? Tyle jest przykładów patologii, ale rodzicom najłatwiej jest udawać niewiniątka i nie przyznać się jacy sami naprawdę byli. Być może sama sobie zapracowała na odrzucenie, dla tego jak nie znamy całej sprawy to lepiej się zwyczajnie nie wtracac.
Skoro zachowują się tak a nie inaczej, to z tym "wychowaniem" coś nie wyszło.
:c smutna historia. Tak mi przykro tej pani chociaż pewnie już dawno wykorkowała...