#Xlmxk

Koło zeszłorocznej gwiazdki zostałam konsultantką Avon. Nie lubię ich produktów (moim zdaniem to buble za niemałą kasę). 


Zainspirowana krążącym po internecie od upadku Cesarstwa zachodnio-rzymskiego memem zrobiłam to tylko po to, by droczyć się i wyzywać przyjaciółkę, po czym pisać do niej "hej chcesz coś z Avonu''.

#leNNE

Rano, jadąc do pracy zobaczyłam przywiązanego psiaka do furtki od ogródka, na obrzeżach małego miasta. Obok niego stała pusta miska i paczka karmy. Stwierdziłam, że jak będę wracać z pracy (nie mogłam się spóźnić), a psiak nadal będzie tam się znajdował to zawiadomię policję. Wracając psina nadal tam była, w pełnym słońcu (przy 35 stopniach w cieniu), bez wody i jedzenia. Bez chwili wahania napełniłam miskę wodą i karmą, która nadal stała obok. Wybrałam numer alarmowy i dzwonię. Po wyjaśnieniu sprawy przekierowano mnie do policji powiatowej, a z tej na lokalną. Wyłożyłam sprawę jeszcze raz.



Po 40 minutach zjawili się policjanci, spisali moje dane, zrobili jakieś notatki w notesiku i powiedzieli, że oni psa nie wezmą bo jest agresywny i ktoś się po niego jeszcze tego dnia zgłosi. Nie zgłosił się nikt, pojechałam tam wieczorem i pies był nadal przywiązany. No więc znów zadzwoniłam, tym razem od razu celowałam do powiatowej komendy i zbyć się nie dałam. Przyjechali po 10 minutach. Od razu zadzwonili do schroniska żeby kogoś po psiaka przysłali. W międzyczasie skontaktowali się z lokalnym posterunkiem z zapytaniem dlaczego nikt psiny nie zabrał. Odpowiedź mnie rozbroiła... Stwierdzili, że nie mieli miejsca w aucie, pies był agresywny, a było zbyt gorąco żeby czekać na kogoś ze schroniska... Skarga na policjantów oczywiście poszła, piesek został zabrany. Zapewne gdyby nie ja, to leżałby tam dalej, żałuję tylko, że nie zareagowałam od razu.

#I0xEO

Moja dziewczyna ma dwie starsze siostry. Ani jedna, ani druga do urodziwych nie należą, ale mają rewelacyjne poczucie humoru i są naprawdę świetnymi dziewczynami. Obie mają chłopaków. 

Podczas jednej z rodzinnych kolacji, na której uczestniczyły wszystkie siostry, ich rodzice oraz my, trzech muszkieterów, musiałem iść po coś do samochodu. Przyniosłem, co miałem przynieść i siadam na swoje miejsce. W pewnym momencie obaj panowie wychodzą na papierosa (w domu palić nie wolno), ja postanowiłem im potowarzyszyć, mimo że nie palę. 

Rozmawiamy o naszych partnerkach. Jeden przyznaje się, że ma zamiar się oświadczyć i że dziś liczy na szczerą rozmowę z rodzicami wybranki, ja mówię coś o naszych wakacjach, a jeden postanowił odpalić petardę. Chłopak jest bezpośredni i prosto z mostu powiedział mi, że zazdrości mi mojej dziewczyny, bo poza inteligencją jest jeszcze ładna, a on, gdyby nie to że dziewczyna jest bogata (tata sióstr prowadzi własną firmę) rzuciłby ją w cholerę. 

No cóż udało się, tyle tylko, że to ona rzuciła jego, bo akurat usłyszała całą naszą rozmowę, kiedy przyszła po nas, bo na dworze robiło się już chłodno. Ciężko było patrzeć na jej stan, ale chociaż teraz nie użera się z debilem.

#Tql55

Zrobiłam coś co nadaje się do potępienia. Usunęłam ciążę.

Parę ładnych lat temu kiedy miałam niecałe 17 lat poznałam pewnego chłopaka. Szybko zaczęliśmy uprawiać seks i tak samo szybko zaszliśmy w ciążę (tak, zaszliśmy bo to nie tylko kobieta zachodzi w ciążę, wg pewnego portalu dla mam). Zabezpieczaliśmy się prezerwatywą, ze względów zdrowotnych nie mogę brać tabletek.

Pewnego dnia zorientowałam się, że okres spóźnia mi się już prawie dwa miesiące i zrobiłam test ciążowy. Dwie kreski. Serce zaczęło mi szybciej bić. Co teraz? Co ja zrobię? Co powie ten chłopak? Tysiące myśli zaczęło przesuwać się przez moją głowę. I tak jak myślałam, chłopak powiedział: usuwasz, albo cię zostawię i będziesz sama bachora wychowywać. Najpierw oczywiście oskarżał mnie, że na pewno puszczam się z każdym, że go zdradziłam, co oczywiście było nieprawdą.

I zrobiłam to. Usunęłam moje malutkie dzieciątko. Zamówiłam tabletki poronne i ze łzami w oczach wzięłam je. Cały czas mam wyrzuty sumienia. Myślę jak moje dziecko miałoby na imię, jakie byłoby jego pierwsze słowo. Czy to byłby chłopak czy dziewczynka.

Z chłopakiem z którym zaszłam oczywiście zaraz po fakcie się rozstałam. Wykrzyczałam mu w twarz: usunęłam, lepiej już? On powiedział, że o wiele lepiej wyglądam bez tego bebecha i chciał mnie przytulić. Ja się odsunęłam. Odsunęłam się od wszystkich i wpadłam w depresję.

#FOF1x

Sytuacja z jakiegoś tygodnia od napisania tego wyznania.

Zaczęło się od zakupów - nic nadzwyczajnego. Kiedy jednak wychodziłem ze sklepu, zauważyłem jednego z tych ludzi, których się zwie potocznie menelami. Znam gościa - bez przerwy podpity, ciągle łazi w okolicach marketów i żebra od ludzi kasę na rzekome jedzenie. W dodatku - tu też nikogo nie zdziwię raczej - wkoło gościa latały muchy i unosił się także odór wynikający z braku higieny + zapach alkoholu. Pracownicy marketów przeganiają delikwenta - często przy pomocy wzywanej policji czy straży miejskiej - jednak gość po czasie i tak powracał. Jedyne co służby robią to spisanie typa i ewentualny wywóz na "wytrzeźwiałkę" (jak to potocznie izbę nazywam). Wiem, że ludzie z różnych powodów właśnie tak kończą, ale to im nie daje pretekstu do tego, by nagabywać ludzi z nadzieją na kasę.

Wracając jednak do tematu - gość chwiejnym krokiem podszedł do mnie i rzucił bezczelnym hasłem "Daj pan dwa złote" (bezczelnym bo bez żadnego "proszę"). Z wiadomych przyczyn odmówiłem sypnięcia gościowi paru złotych. Po chwili jakaś starsza babka zwyzywała mnie od rozpieszczonych bachorów co nie potrafią pomagać innym. Nie zrobiło to na mnie wrażenia, więc nie zareagowałem na to. Postanowiłem jednak zaobserwować, co kobiecina zrobi kiedy pijaczek ją zaczepi o kasę. Tak się też stało, a babka zaoferowała, że mu coś do jedzenia też kupi. I kupiła - dała gościowi siatkę z jakimś tam jedzeniem plus zauważyłem jeszcze że dała mu banknot jakiś (chyba).

Oczywiście kiedy się oddaliła, siatka wraz z zawartością skończyła w śmietniku, a po jakimś czasie pan menel (inaczej takich nazywać nie umiem) wyszedł ze sklepu z przezroczystą siatką wypełnioną po brzegi piwami.

To wydarzenie mnie uświadomiło co do naiwności osób starszych oraz bezczelności meneli.

#2dv44

Może zacznę od tego, że jestem dość nieśmiałym chłopakiem i mimo 19 lat nie miałem dziewczyny. Zawsze mnie to męczyło (zresztą nie tylko mnie, moi rodzice często mi wypominali, że może to już pora kogoś sobie poszukać) i mimo zapewnień moich koleżanek, że z wyglądu nie jest ze mną aż tak źle, nigdy się nie przełamałem. Może inaczej. Kiedy podchodziłem do dziewczyny, która mi się podobała zacinałem się jak sławna blokada w Lotto. Dziwiło mnie to tym bardziej, że zawsze miałem dobre kontakty z dziewczynami. 

Zaraz po maturach nudziło mi się tak mocno, że postanowiłem wybrać się do kina. Jako że nikt z domowników nie chciał jechać ze mną, pojechałem sam. Przecież nikt mi nie zabroni. Jak pomyślałem tak zrobiłem i po jakieś godzince siedziałem już na sali kinowej, czekając na seans. O dziwo sala była prawie pusta, łącznie ze mną było tam może z pięć/sześć osób. 

Nagle obok mnie siada dziewczyna. Nie była typową "pięknością" z makijażem, którego nawet robotnik na budowie nie potrafiłby usunąć. Była wysoka, zgrabna i co najważniejsze naturalna. Uśmiechnęła się do mnie, ja odwzajemniłem uśmiech i skupiłem się na ekranie, co chwile jednak zerkając w kierunku pięknej niewiasty. O dziwo po zakończeniu filmu się przełamałem i zacząłem rozmowę. Było naprawdę fajnie, resztę dnia spędziliśmy razem, odwiozłem ją nawet do domu. Po wspaniałym dniu wróciłem do domu, zjadłem, i poszedłem spać, nawet nie rozmawiając z rodzicami. 

Na drugi dzień, o poranku, tata z mamą obwieścili mi, że muszą ze mną porozmawiać o bardzo ważnej sprawie. Nawet nie zdążyłem się pochwalić, jaki wspaniały miałem dzień, a ojciec do mnie, że akceptuje mnie takim jakim jestem i jeśli przyprowadzę do domu chłopaka w różowej koszuli, to on zaakceptuje mój wybór i zawsze będzie mnie wspierał. Zdębiałem. Kanapka z Nutellą dosłownie runęła na talerz. Że niby ja gejem? Po tym jak odzyskałem kontrolę nad moją szczęką postanowiłem dopytać, dlaczego tak uważają. Mama obwieściła, że nawet młodsi ode mnie prowadzają się z dziewczynami, a ja ani razu nie przyprowadziłem koleżanki do domu. Miałem już wyznać im to jak bardzo się mylą, ale podchwyciłem temat rozmowy i postanowiłem rozegrać to inaczej. 

Minęły trzy miesiące. Postanowiłem przedstawić moją wybrankę rodzicom. Oczywiście wcześniej nie raczyłem ich poinformować, że w ogóle jakąkolwiek sympatię posiadam. Zanim jednak zaprosiłem moją dziewczynę do siebie powiedziałem jej o mojej rozmowie z rodzicami. Ona również podchwyciła temat. Ubrała się raczej po męsku. Oczywiście specjalnie. Po dotarciu na miejsce, wchodzimy razem do mieszkania, tata przyjacielskim tonem wita się z moją dziewczyną, nazywając ją, a jakże per on. Luba nawiązała do mojej rozmowy z rodzicami i od razu dodała, że przeprasza za brak różowej koszuli. Tata się roześmiał i spytał tylko jak nowy osobnik w domu ma na imię, bo wcześniej zapomniał zapytać. Ta mówi mu, że ma na imię Michalina i że bardzo jej miło. Ojciec też przedstawił się z imienia i powędrował do kuchni zapraszając nas, abyśmy poszli za nim. 

W połowie drogi stanął wcięty jakby przykleił się do podłogi, odwrócił się i z miną pełną zaskoczenia spytał jeszcze raz jakie to imię. Mina ojca gdy ponownie usłyszał "Michalina" była najlepszą miną, jaką kiedykolwiek zobaczyłem u człowieka.

#CWouE

Moja historia rozpoczyna się w roku 2005, kiedy to rodzice kupili mi i mojemu rodzeństwu psa. Tak naprawdę to ja chciałam go najbardziej. Miałam wtedy 11 lat i chciałam go nie po to, żeby jak każde dziecko mieć zabawkę, ale byłam na tyle sentymentalna, że po prostu miałam potrzebę opiekowania się jakimś małym stworzonkiem.

Byliśmy akurat na wakacjach w górach. Rodzice na targu szukali mi psa. Moją wymarzoną rasą psa był Beagle, ale rodzice nie zgodzili się go kupić, bo stwierdzili, że jest za duży. Po kilkugodzinnym poszukiwaniu psa, mama oznajmiła mi, że pieska już kupiła i jest w tej chwili u babci. Kiedy po niego poszliśmy okazała się nim być kilkunastocentymetrowa kuleczka - pekińczyk. Na początku byłam lekko zniesmaczona, gdyż nie takiego psa chciałam, ale zaakceptowałam to, gdyż był to jednak pupil.

Pierwsza noc była ciężka. Piesek całą noc piszczał, nie dawał nikomu spać. Serce pękało mi, gdy słyszałam ten dźwięk, więc całą noc przesiedziałam z naszą sunią na rękach. Poczułam piętno odpowiedzialności jakie wzięłam na siebie, prosząc o psa.
Kiedy wracaliśmy z wczasów sunia piszczała całą podróż do domu, która trwała ok. 8 godzin. Do oczu zaczęły mi napływać łzy, bo wiedziałam, że to ja ciągle będę musiała się nią opiekować, a mając 11 lat, nie chciałam mieć raczej takich poważnych obowiązków. Potem doszły również śmiechy znajomych z mojego psa, bo pekińczyki "mają płaskie ryje". Byłam załamana.

Z czasem jednak pokochałam Sarcię całym sercem. Podobnie jak ona mnie. Za każdym razem, gdy byłam smutna siadała koło mnie i kładła łepek na moje kolana chcąc mnie jakby przytulić. Codziennie, gdy wracałam ze szkoły witała mnie w progu, piszcząc i skacząc. Nikogo tak nie kochała, jak mnie. Mogła nie widzieć całej rodziny tydzień i reagowała na nich tylko lekkim machaniem ogonka, a mnie nie widząc 2 godziny witała piskiem i wrzawą, nie dając mi odejść na krok. Była ze mną w najgorszych chwilach, słuchała tylko mnie. Chodziła ze mną wszędzie. Znała mój cały rozkład dnia i punktualnie o 9.00 każdego dnia wakacyjnego czekała na mnie przy drzwiach łazienki i kładąc się na dywaniku, czekała aż skończę się myć. Codziennie rano, tęskniąc stała przy drzwiach i drapiąc je prosiła o wpuszczenie jej do pokoju, a gdy tylko weszła cieszyła się tak, że słychać ją było w domu sąsiadów. Szczekała na kogoś, kto na mnie krzyczał, tylko mi dawała się czesać chociaż szczerze tego nienawidziła. Była mi oddana całym sercem.

Wczoraj wróciłam do domu z urodzin koleżanki. Usiadłam na łóżku, koło mnie jak zawsze usiadła Sara. Nie wiem dlaczego, ale w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że właśnie mija jej 10 rok życia i nie wiem ile czasu jej zostało. Zaczęłam płakać, przytulać moją ukochaną psinę i mówić do niej , że nie chcę żeby mnie tu zostawiała samą. Sara przez ten cały czas patrzyła mi głęboko w oczy, a na koniec moich słów zaczęła piszczeć i kłaść mi łepek na kolano.

Przeżyłam z nią całe dzieciństwo, młodość, jest moim najwierniejszym przyjacielem, członkiem rodziny. Nie wyobrażam sobie dnia, w którym mogłoby jej zabraknąć.
Nie wiem czemu to piszę, ale pisząc to znów płaczę, jak totalny dzieciak.

#rqhLK

Mieliśmy węża. Dla każdego węża mysz jest największym przysmakiem, więc średnio co 2 tygodnie taką myszkę dostawał. Zazwyczaj kupował ją tata, ale pewnego pięknego piątku ten obowiązek padł na mnie.

Idę twardo do zoologicznego i mówię do kasjerki, że poproszę myszkę dla małego węża. Pani z uśmiechem odpowiada że myszek nie ma, ale są we wtorki. A ja z pełną powagą zapytałam miłej pani, czym są te "wewtorki" i czy będą wężowi smakować. Jej mina była boska.
Dodaj anonimowe wyznanie