#sZugq
Zaprosił mnie do siebie. Umówiliśmy się na sobotni wieczór, niby nikt nic nie mówił, ale oboje doskonale wiedzieliśmy po co. Moje ciało było tamtego dnia najbardziej zadbanym ciałem na świecie. Miałam też dobre samopoczucie. Było prawie idealnie. Poza tym, że od rana bolał mnie brzuch i czułam się trochę słabo. Pomyślałam, że to przez stres wymieszany z podekscytowaniem. Ale wiecie co? To było coś o wiele gorszego.
Leżeliśmy na łóżku, w samej bieliźnie, obejmował mnie ciepłym dotykiem, całowaliśmy się, kiedy nagle poczułam, że zaraz zwymiotuję. I było to trafne przeczucie. Odepchnęłam go i zwymiotowałam. Uciekłam do łazienki i dalej wymiotowałam jednocześnie chcąc umrzeć - dlatego, że czułam się fatalnie, ale i dlatego, co się właśnie stało. A potem dostałam też ataku biegunki. Nie wyobrażacie sobie - a przynajmniej mam taką nadzieję, bo nikomu tego nie życzę - jakie to uczucie wymiotować i mieć biegunkę jednocześnie. Ale wiecie co jest w tym najlepsze? Kiedy siedziałam na kibelku i dosłownie lało się ze mnie, mój chłopak siedział przede mną i trzymał miskę, do której wymiotowałam. Na dodatek byłam cała wykończona i zapłakana.
A kiedy dwa miesiące później, z pierścionkiem zaręczynowym na palcu, opowiadałam to koleżance, skomentowała: "To nie mogło skończyć się inaczej" :) Dodam, że niedługo nasza piąta rocznica.
Znasz typa 2 miesiące i godzisz się na ślub? To ile miałaś lat, 13? Dla mnie to poważna deklaracja i trzeba się trochę poznać, przynajmniej rok. Na początku jest wszystko cacy, motylki, wspaniałe, a potem przychodzi samo życie i okazuje się, że to zupełnie inna osoba niż ci się wydawało. Poruchała i nagle wielce zakochana. Teraz już wiem dlaczego jest tyle rozwodów.
Od zaręczyn do ślubu jest jeszcze droga :) czasem bardzo długa. A czasem ślubu w ogóle nie ma. Spokojnie.
Ale co cie interesuje, ty sie bedziesz zenic po 10 latach a ona po 2 miesiacach. A i tak nie gwarantuje ci, ze twoj zwiazek przetrwa dluzej niz ich. Rozwody koncza 10letnie zareczyny i te pół roczne. Jasnowidz sie znalazł i moralizator
Brzmisz jak moi znajomi, którzy mówili, że związek po 3 tygodniach znajomości nawet roku nie przetrwa. Za miesiąc 3 lata mijają
Jak mnie irytują takie komentarze.
To że to dla ciebie znaczy to a to NIE MUSI być tym samym dla kogoś innego. Zwłaszcza w przypadku zaręczyn bo jak widać ile par tyle podejść do tego.
Mało tego powiem ci coś odnośnie tego roku znajomości. W praktyce nie znaczy aż tak dużo bo kryzysy w związkach zazwyczaj przychodzą po 2, 5 i 7 latach. Zazwyczaj.
A rozwody wynikają raczej z problemów w związku ale co ja tam mogę wiedzieć przy takim znawcy...
Wy wszyscy jesteście jacyś przewrażliwieni. Moja teściowa zaręczyła się po miesiącu ZNAJOMOŚCI i są ze sobą już chyba z 36 lat w szczęśliwym, udanym małżeństwie. Naprawdę, nikc to nikogo nie powinno obchodzić.
Generalnie to jest sprawa tylko tych dwóch osób, które są w tym związku. Dopóki oni czują się dobrze z tymi wyborami, nikomu nic do tego. Znałam parę, która była z sobą 13 lat albo więcej, potem był ślub i po roku/dwóch rozstanie. Życie pisze naprawdę różne scenariusze, najlepiej jest zająć się swoim życiem zamiast oceniać życia innych dookoła
Też bym odradzał zaręczyny po paru miesiącach, to nie jest czas żeby poznać drugą osobę na tyle, żeby wiedzieć, czy chce się wiązać. Ale jeśli im się udało to tylko pozazdrościć :P
ludzie ona go znala niewiele dluzej niz te 2 miesiace, w tym czasie nie da sie kogos poznac na tyle, zobaczyc jego reackje na rozne sytuacje, by decydowac sie na deklaracje malzenstwa w przyszlosci
albo to dzieci i wszystko traktuja idealistycznie, albo to jakis spontaniczny gest, a okaze sie dopiero w praniu
znam pare, ktora sie hajtnela po kilku miesiacach, juz sa po rozwodzie
nie mowie tez, ze maja sie hajtac od razu, ale zareczyny zawsze wydawaly mi sie powaznym gestem, dojrzala decyzja, a ciezko o to gdy sie ledwie zna
Bazienka. Tak czy siak, jest to niczyje zmartwienie. Mogą sobie rozwód nawet i 6 razy brać, to nie nasza sprawa :)
A ja znam parę, która się hajtnęła po tym, jak spotkali się na żywo mniej niż dziesięć razy. Są razem już dwadzieścia lat i rozstawać się nie mają zamiaru. Ktoś potrzebuje sprawdzić, a inny nie, jego sprawa. Gwarancji i tak nie masz nigdy.
Nie umiesz wprost opowiadać o seksie, a chcesz go uprawiać?
No wiemy... ;]
W niektórych domach był to temat tabu. Nawet znajome w moim wieku mają problem z wypowiedzeniem słowa ,,pochwa", a co dopiero rozmawiać o seksie.
ale nikt nie kaze przeciez pisac wyznan :)
mozna przeciez nic ne pisac niz kluczyc w tak smieszny sposob, ze "no wiecie"
przypomina mi to kolege ze studiow, na seksualnej wyrywal sie do odpowiedzi a potem ani "stosunek", ani "penis" ani "pochwa" tylko wlasnie "no wie pan" -.-'''
@ bazienka: Czy ty naprawde sugerujesz, ze ktos publicznie, chocby i anonimowo, moglby pisac, ze "to" robi?
taaa "dopiero sie poznajecie" i 2 miesiace potem zareczyny?
troche slaby deal
Może tak, a może nie.
Mogą się znać latami przed zaręczynami, a mogą tylko dwa tygodnie. Związek może być udany i idealny albo mogą się rozstać. Tu nie ma reguły.
Mój partner oświadczył mi się po miesiącu znajomości, taki idealistyczny, szczeniacki gest 20 latka. Jesteśmy razem już 11 lat w pełnej harmonii i zgodzie.
PS. Ślubu nie będzie, bo gdzieś po drodze uznaliśmy, że nie jest nam do niczego potrzebny.
Ot, różnie bywa i nie ma co generalizować 🤷♀️
^powiedziala osoba, ktora zareczyla sie po 3 misiacach XD
Trafiłaś w jego fetysze :)
Miłość aż do porzygu.
Rzygam miłością... nabiera znaczenia
Słodkie :)
Bożu ja też chcę w końcu fajnego chłopaka