#U6Bs5
Jak można się domyślić zaspałem. Obudził mnie niesamowicie drażniący krzyk mamy, która robiła mi awanturę za każdym razem, gdy nie budziłem się w porę. Nienawidziłem tego strasznie, więc postanowiłem zachowywać się jak gdyby nigdy nic i wcisnąłem mamie kit, że nauczyciel jest chory i nie mam pierwszej lekcji. Żeby się nie zdemaskować postanowiłem, że nie będę się spieszył, bo i tak bym się na tyle spóźnił na lekcję, że nie mógłbym mieć obecności.
Do szkoły trafiłem na 5 minut przed końcem pierwszej lekcji. Podszedłem pod drzwi pracowni, gdzie powinienem być na lekcji. Postanowiłem zostać gimbośmieszkiem, wchodząc do klasy na minutę przed dzwonkiem i mówiąc słynne "Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie", zasiąść do ławki, żeby zaraz wstać i wyjść na przerwę.
Stoję przed drzwiami i szykuję się do wykonania planu. Jako że moja klasa nie była jakoś szczególnie uzdolniona, to nie zajmowała się słuchaniem nauczyciela, tylko panował cały czas hałas. Jak się okazało bardzo dobrze, ponieważ nauczycielka nie usłyszała mojego pukania do drzwi, więc nie przerwała, jak się okazało, sprawdzania obecności. Całe szczęście gdy wszedłem to zauważyłem w samą porę co się dzieje i zamiast powiedzieć przygotowaną wcześniej kwestię, po prostu krzyknąłem "jestem" zaraz po wyczytaniu mojego nazwiska (dostałem obecność).
Zadowolony, że udało mi się oszukać przeznaczenie nawet nie zdążyłem usiąść do ławki, ponieważ rozległ się dzwonek. To był jeden z najlepszych "szczęśliwych przekrętów" w mojej edukacyjnej karierze.
Uff, dobrze, że wrzuciłeś to anonimowo. Byłby przypał, jakby facetka się dowiedziała, bo nikt inny chyba nigdy nie miał podobnej sytuacji. :/
Ta historia jest niespójna. I kto niby sprawdza obecność w szkole na koniec lekcji? Takie rzeczy są robione na początku. To wyznanie wygląda na kompletnie zmyślone.
Bywalo i na końcu. Nauczycielom też się zdarza zapomnieć.
Mi się zdarzało że nauczyciel sprawdzał obecność na końcu lekcji. Wiec ta historia może być możliwa a na zmyśloną moim zdaniem nie wyglada.
u mnie w szkole wiele razy się zdarzało sprawdzenie obecności na koniec lekcji, bo na początku zapomniała/było coś ważniejszego itp.
Przypomniał mi się przypadek ze studiów... Pod koniec semestru egzamin w terminie zerowym z przedmiotu, którego nie ogarniałem. Stwierdziłem, że nie ma sensu iść na "zerówkę", pytania i tak ktoś "zdobędzie" - może powtórzą się na 1 terminie przynajmniej częściowo i wpadnie 3. I dostaję sms: "wpadaj na egzamin, podstawowe zadania, ogarniamy rozwiązania, koleś na chwilę wyszedł" - a akurat byłem na wydziale coś załatwić. Do auli były dwa wejścia - górą i dołem. Wykładowca wyszedł dołem, ja poszedłem górą żeby uniknąć przypału. Siadłem w pierwszej wolnej ławce. Patrzę na tablicę - podstawowe zadania z ćwiczeń. Kumple już podsuwają jakieś rozwiązania... Soł macz łin. Chyba nawet jakaś 4 wtedy wpadła xD Tak to czasem bywa na studiach - dla przeciwwagi były przedmioty, na których na kolokwium, nie egzaminie, rozsadzał nas wykładowca, robił mapę sali żeby łatwo ogarnąć kto od kogo ściągał, a pilnowała nas np. cała ekipa z tego przedmiotu - 6 doktorantów. A zadania były jak na ćwiczeniach tylko 10 razy trudniejsze.