#HgJrr

Muszę czasami nosić przeciwzakrzepowe podkolanówki, bo z powodu niepełnosprawności mam problemy z nogami.
Któregoś dnia, gdy miałem na sobie białe podkolanówki założone do szortów, do siostry przyszła jej koleżanka, no i zobaczyła mnie w tych podkolanówkach, przez co poczułem się głupio, bo chłopaki nie noszą podkolanówek.
Żenująca sytuacja.

#5GIGw

Może zacznę od tego, że od zawsze mam ciężki charakterek i nie lubię, gdy ktoś mnie do czegoś zmusza. Jako dziecko strasznie bałam się lekarzy i pielęgniarek (sama nie wiem dlaczego) i gdy tylko widziałam fartuch lekarski, to z krzykiem uciekałam jak najdalej się dało.

Historia miała miejsce, gdy miałam 3 latka. Mama miała do załatwienia parę spraw i zabrała mnie ze sobą. Jak się okazało, jedną z tych spraw było moje szczepienie! Wyobraźcie sobie, jak dziecko wchodzi do przychodni i na widok pielęgniarki zaczyna płakać, krzyczeć wniebogłosy i uciekać. Mamie trochę zajęło zanim mnie uspokoiła i jakimś cudem przekupiła, tak że weszłam do gabinetu i wytrzymałam to szczepienie, chociaż bez płaczu się nie obyło.

Niestety na tej histerii się nie skończyło. Otóż gdy było już po wszystkim, a ja stałam przy drzwiach pragnąc jak najszybciej wyjść, pani pielęgniarka zaczęła mnie wychwalać, mówić jaka to nie byłam dzielna i dawać mi naklejki dzielnego pacjenta, a wtedy ja już nie wytrzymałam. Stojąc przy drzwiach odwróciłam się do niej i z nienawiścią w oczach powiedziałam:
- Pociałuj mnie w diupe.
I dumna wyszłam z gabinetu.

#HjhRD

Autorka wyznania #KTvgh zaczęła pić alkohol bardzo mocny ;). Też chciałem wyznać coś o piciu alkoholu, ale z innej strony.

Niektórzy spożywanie alkoholu zaczynają w wieku 18 lat, niektórzy trochę wcześniej a jeszcze inni dużo wcześniej...

Pierwszą wódkę pochłaniałem mając... około 5-6 lat. Tak, dobrze czytacie. Było to na początku lat 90-tych. Po rodzinnych imprezach kiedy goście zaczęli rozchodzić się do domów, resztówki wódki z kieliszków zlewałem do jednego i cyk, na raz obalałem, (i to chyba bez popotki). No ale bądźmy szczerzy, łącznie to nawet całego kielicha nie miałem. Tak czy siak kiedyś to się wydało i skończyło.

Dlaczego tak robiłem? Wydaje mi się, że to oznaka dorosłości i chciałem się wtedy poczuć dorosłym. Jeśli ktoś jest ciekaw, kiedy cały proceder wyszedł na jaw to oczywiście przez wiele lat alkoholu nie tknąłem...

#cg41L

Mój ojciec ma denerwujący nawyk prawienia mi umoralniających opowieści typu: co się powinno robić, czego nie wypada, itp. oraz przytaczania historii ze swojej młodości. Jako iż obecnie mam 20 lat i do tej pory nie miałem dziewczyny, "na tapecie" jest właśnie temat jej zdobycia.
Jak powtarza mój ojciec: "Aby zdobyć i utrzymać przy sobie kobietę, należy posiadać jedną z następujących rzeczy, czyli: seks, władzę lub pieniądze". Ponieważ nie byłem w najlepszym nastroju + ogólne rozdrażniony wtykaniem nosa w nie swoje sprawy, spytałem ojca czym on skusił mamę, ponieważ:
- władzy szczególnej nie ma (jest wykładowcą na jednym z uniwersytetów);
- pieniędzmi nie szasta na prawo i lewo (jesteśmy na pewno ponad poziomem przeciętnego Kowalskiego, ale do "bogatych" daleka droga).
Zapytałem go więc, czyżby był taki rewelacyjny w trzeciej opcji. I w tym momencie, ku naszemu zdziwieniu (mojemu i ojca), z sąsiedniego pokoju dobiega śmiech mamy, która przysłuchiwała się rozmowie i z uśmiecham na twarzy powiedziała: "Oj, ten punkt również możesz wykreślić".

Ja ryknąłem śmiechem jak nigdy, tata koparą w dół chyba przebił się do sąsiada piętro niżej i dosłownie zaniemówił (a do tej pory sądziłem, że to niemożliwe). Od tej pory minęły około 3 tygodnie, tata wciąż gada i opowiada, jednak na temat kobiet i jak je zdobywać się nie wypowiada.

#xjKn0

Przez całe życie byłam prymusem w szkole. Nie kujonem, prawie nigdy się nie uczyłam. Po prostu mam ścisły umysł i dobrą pamięć. Pamiętałam wszystko z lekcji, w domu robiłam tylko prace domowe. Zawsze miałam jedną z lepszych średnich w klasie, a nawet szkole, przy zaangażowaniu na poziomie nauki na prace klasowe z jednego przedmiotu przez godzinę i to nie zawsze. Matura poszła mi z niektórych przedmiotów bardzo dobrze, z innych dobrze.

Poszłam na studia, na matematykę, byłam przygotowana na to, że dalej to będzie dla mnie głównie przyjemność przy niewielkim wysiłku. Jak ja się myliłam! Przez pół semestru studiów zdążyłam już kilka razy przemyśleć, czy naprawdę muszę studiować. To nie tak, że nie chcę, ale po prostu nie czuję się w tym momencie na siłach. Nie potrafię się uczyć, a w tym momencie dostałam już jedną dwóję i dwie tróje, a pisaliśmy na razie trzy kolokwia. Jak tak dalej pójdzie, to nie zdam pierwszego semestru i czuję się z tym nie za dobrze. Mam stypendium naukowe i jeśli nie zdam, to bezpowrotnie je stracę, a to sprawi, że moi rodzice, dostatecznie już oszołomieni tym, że mam średnią poniżej 4.0, nie zgodzą się mnie utrzymywać.

W przyszłym tygodniu następne kolokwia, a ja zamiast brać udział w ćwiczeniach piszę to wyznanie słuchając na słuchawkach, jak grupa rozwiązuje zadania. Bo i tak nic nie zrozumiem z tymi brakami, jakie mam.

#hcctv

Ostrzeżenie! Wyzwanie ma związek z koronawirusem.

Moja rodzina jest typem rodziny, która uwielbia się spotykać pod byle pretekstem.
A ja mam takiego pecha, że 16. grudnia kończę 18 lat. Moi rodzice uparli się na urządzenie dla mnie wielkiej 18-nastki na całą rodzinę (rodzice mają mnóstwo rodzeństwa, impreza ma być na 70 osób), jednak udało mi się przekonać ich, aby przesunąć ją w czasie ze względu na adwent (jesteśmy praktykującymi katolikami) i koronę. Więc moi rodziciele wpadli na genialny pomysł urządzenia imprezy 25. grudnia, bo w tym roku jest nasza kolej na urządzenie świątecznej imprezy dla rodzinki (mają system, w którym co roku inne dwie osoby z rodzeństwa zapraszają wszystkich).
Czym to argumentują?
1. Zaoszczędzimy pieniądze na organizowaniu dwóch imprez
2. Ojciec mamy jest w słabym stanie, może nie dożyć następnych świąt.

Gdzieś mają to, że ja nie chcę, aby ta impreza się odbyła, bo boję się, że się zarażę (choruję na choroby układu oddechowego i boję się o dziadka). Mówią, że jestem egoistką, która nie potrafi być im wdzięczna, a oni chcą tylko urządzić wielką imprezę dla swojej pierworodnej, jedynej córki. A na koniec dodają, że ciotki i tak przyjeżdżają i będą przyjeżdżać. Dlaczego trafili mi się tak nieodpowiedzialni rodzice?

#1J1gN

Historia z mojej pracy. Ja i mój kolega pracowaliśmy jako kelnerzy w dość dobrej restauracji.

Weszła dobrze wyglądająca para (młoda kobieta i facet) i było widać, że kobiecie coraz bardziej pogarsza się nastrój. Odeszła od stolika i poszła do łazienki w krętym korytarzu, który prowadził również na kuchnię. W którymś momencie drzwi do kuchni się uchylają i widzimy tę zapłakaną kobietę. Pyta, czy mój kolega mógłby coś dla niej zrobić, po czym wyciąga go na rozmowę w 4 oczy.

I teraz historia właściwa: dziewczyna zdradziła mu, że od paru lat jest w trudnym związku. Podobno miała zwyczaj płacenia za siebie w restauracjach, mimo, że jej chłopak dobrze zarabiał. Tego dnia miała 30-któreś urodziny i sądziła, że partner ją zaprasza na urodzinową kolację. Okazało się, że o nich zapomniał, po prostu był głodny i ani myślał jej postawić jedzenie. Na dodatek pomylił się w liczeniu ile ona ma lat i wypalił jej coś w stylu, że "dobrze chociaż, że nie kończy 3x lat (kiedy ona właśnie tyle kończyła), bo byłaby już dla niego za stara, a w ramach prezentu to jak wrócą do domu, to ją może przeru....". Dziewczyna się popłakała i zdecydowała, że tego samego dnia kończy ten "związek".

Zapytała kolegę ile kosztuje butelka najdroższego alkoholu jaki posiadamy (mieliśmy jakąś lepszą whisky). Poprosiła, aby przyniósł ją do stolika i poczekał, aż ona się napije i wyjdzie z restauracji, po czym wymusi zapłatę całego rachunku na mężczyźnie, żeby go przynajmniej raz zabolało po kieszeniach. Sięgnęła do portfela i dała koledze gotówkę - trochę więcej niż kosztowało jedzenie za dwie osoby razem z alkoholem. Jeśli tamten pizduś by uciekł, miało to pokryć rachunek, a jakby zapłacił, to kolega miał to sobie wziąć jako napiwek.

Kumpel oczywiście wolał dołożyć sił, aby zachować pieniądze jako napiwek. Pozwolił kobiecie wyjść, a potem twardo domagał się zapłaty od mężczyzny. Szefowi nic nie powiedział, żeby przypadkiem nie musiał części tego napiwku wkładać do kasy (szef nam zabierał część napiwków, ale to już inny temat), i tak oto zarobił 8 stów.

Może mało anonimowe. Mam nadzieję, że tamta babka zerwała z tym burakiem i jedyne czego żałuję, że to nie ja ją wtedy obsługiwałem.
Dodaj anonimowe wyznanie