#auqXN
Jest czwarta nad ranem, mój "bąbelek" śpi, a ja jak na złość spać nie mogę i wiem, że raczej się nie wyśpię, więc napiszę wyznanie. To jest przy okazji komentarz do "jesteś niewyspana? Jak będziesz mieć dziecko, to będziesz niewyspana!". Jedna z matek napisała, że dziecko budzi się co godzinę, nie da się nawet zdrzemnąć i chodzi niewyspana, inna, że dziecko jest cały czas z nią i płacze jak tylko zniknie na chwilę, za to inne mamy mają "cudowne" dzieci.
Ja wiem, że dzieci mają różne temperamenty, każde jest inne, ale dzieci da się nauczyć i przyzwyczaić do różnych rzeczy. Niestety mój mąż nie zarabia tyle, aby nas utrzymać, więc po skończeniu macierzyńskiego będę wracać do pracy, dlatego już od małego przyzwyczajam dziecko, że to nie tragedia, jak mamy nie ma w pobliżu. Mam wrażenie, że mamy co siedzą z dzieckiem non stop, to myślą, że inne mamy mają jakieś cudowne dziecko, które nie płacze jak tylko ta odejdzie. To nie jest prawda. Dziecko płacze, bo mama idzie do toalety, a już o kąpieli nie wspomnę. Tylko da się powoli przyzwyczajać do tego, że można zostać z tatą, albo leżeć na macie, nad którą wiszą zabawki, czy siedzieć w bujaku. Bujak w bezpiecznym miejscu w kuchni pozwoli na zrobienie obiadu (zwłaszcza jak dziecko już troszkę lepiej widzi). Uczę dziecko od początku, że mama znika się wykąpać, a mały ma radar, bo może leżeć grzecznie, a "aktywuje się" jak tylko wejdę do łazienki, ale coraz częściej udaje mi się w spokoju wykąpać. Znikam, bo idę do kuchni, bo muszę posprzątać czy zrobić pranie. Dziecko jest z ojcem albo w tym samym pomieszczeniu, ale nie na moich rękach.
Inne mamy zazdroszczą, że mogę odejść i dziecko od razu nie zaczyna płakać, a to nie jest wyjątkowe dziecko. To ciężka praca nad dzieckiem, aby czuło się kochane i nie czuło opuszczone, jak mamy nie ma w pobliżu. Już niedługo powrót do pracy. Dziecko będzie w żłobku, mamy nie będzie obok, więc muszę nauczyć "chwili bez mamy". Naprawdę, da się wypracować chwilę dla siebie, a dziecko nie musi siedzieć cały czas blisko mamy, więc macierzyństwo nie musi polegać na całkowitym oddaniu i narzekaniu, że nawet wysikać się nie można.
PS Budzenie się dziecka co godzinę jest powodem do zmartwień i warto zgłosić takie problemy u lekarza, bo coś jest nie tak, jeżeli dziecko bez przerwy płacze i zasypia tylko na chwilę.
Mnie strasznie denerwują te matki wiecznie umęczone, co ciepłej kapucziny nie mają kiedy wypić.
@boruta6 nie rozumiem takich dziewczyn. Mój synek w czwartek skończy 3.5 miesiąca i nie mam takiego problemy ze nie mogę czegoś zrobić koło siebie. Z tym że my uczymy go od początku że mama i tata jest jak coś się dzieje ale nie siedzę 24 na dobę nad kołyską
Bo najpierw się chce bombelka, a potem marudzi. A jak maluch podrośnie i daje trochę spokoju, to się chce kolejnego.
Małe dzieci są trochę jak psy (w końcu te mają umysł trzylatki) można je nauczyć wielu rzeczy i przyzwyczaić do wszystkiego. Dziecko nie wymaga patrzenia na nie 24/7
Czyli jestem normalną ciocią, jak rzucam rocznej bratanicy piłkę i mówię przynieś?
Niestety mój pies przewyższa intelektualnie rocznego bratanka pod każdym względem.
Montana, no dokładnie. Zapewne o około 2 lata.
Nie mam dzieci, ale planuję, więc przyglądam się moim dzieciatym koleżankom i rodzinie. Od dłuższego czasu zachodzę w głowę, jak to jest, że moja mama i babcia normalnie pracowały, ogarniały dom, jeździły na wakacje, a dzieci w moim aktualnym otoczeniu wywracają swoim rodzicom życie do góry nogami do jakiegoś absurdalnego stopnia! Wyjście do toalety - tak jak napisałaś - jest problemem, praca - jest problemem, wyjście do knajpy - musi być koniecznie z huśtawkami dla dzieci, wyjazd wakacyjny - musi być w miejsce, gdzie jest dużo atrakcji dla dzieci. To oczywiste, że mając dzieci, bierze się pod uwagę inne rzeczy, ale dlaczego mam zrezygnować ze swojego życia...? Ja jako dzieciak cudownie się bawiłam w domkach letniskowych w lesie, gdzie nie było żadnych udogodnień (sikało się do wiaderka :P). Wakacje były? Były. A teraz musi być klima, łóżeczko dla dziecka, krzesełko dla dziecka, plac zabaw, animacje...
Cieszę się, że są rodzice ze zdrowym podejściem do tematu, którzy faktycznie wychowują swoje dzieci :)
(P.S. Mam pieska. Znajomi ostatnio pytali, jak to robimy, że nie kradnie jedzenia z talerzy... ;))
Taka myśl mnie naszła. Może zabrzmię strasznie, ale nie zabrałabym dziecka na wakacje za granicę gdyby samo nie zechciało. Dziecko i tak zaraz zapomni, pomarudzi, że chce do domu, że mu się nudzi, zrobi się starsze i nie będzie pamiętało, że było gdziekolwiek poza granicami kraju. Mnie ciągali po całym świecie i i tak z tego nic nie pamiętam, tylko nudne wycieczki do muzeum, chodzenie po jakichś miastach, gorąco, zimno, nudno. :p Zrobiłam się starsza i każda wycieczka była na wagę złota. A tak to wydali mnóstwo pieniędzy na bilet dla mnie, a ja nic z tego nie wyciągnęłam. Już lepiej by się sprawdziły wakacje na mazurach.
Typiara, "kiedyś" to znaczy kiedy? Jeśli wierzyć opowieściom rodzinnym, w latach 90. mieliśmy rynek pracodawcy i matka udająca się na macierzyński nie była chroniona. W jeszcze wcześniejszych czasach kobiety po ślubie zajmowały się domem, porzucając ewentualną pracę (nie jestem pewien, do którego momentu ten trend się utrzymywał - lata 60.? A w Polsce?)
Wypisujesz jakieś bzdury w tematach o których nie masz pojęcia. Niby dzieci są różne, ale Tobie udało się już odpowiednio "wychować".
PS to że dziecko budzi się co godzinę jest jak najbardziej normalne, dorosły też się tak budzi. Różnica taka, że dorosły od razu zasypia i nawet nie pamięta przebudzenia.
Co za wysrywy. Każde dziecko jest inne. Moja znajoma ma dwójkę, dwa i pół roku różnicy, totalne przeciwieństwa. Pierwsze luzik, wypiłyśmy kawę na spokojnie, wyszłyśmy na zakupy. Drugie mega płaczliwe, a to kupka, a to kolka, teraz młody ma zaraz rok i non stop problem ze spaniem, bo zeby. Moja młoda budzi się w nocy nawet po 8 razy, lekarz twierdzi ze wszystko ok, idą zeby i dlatego tak jest. Minie. Za miesiąc, dwa, może do dwóch lat to trwać. Spoko, ze Ty sobie tak super radzisz, ale KAŻDE dziecko jest inne. Moja zostaje z tata, ale do mm jej przekonać nie mogę, wiec jestem jedyna osoba, która wstaje do niej w nocy, bo nadal karmie ja piersią i co? I jest mi ciężko. Nie zawsze, ale są maratony, ze przez tydzień w nocy, w ciągu przesypiam 2h, a tak to budzi mnie co godzinę. W dzień spi godz. Jest już raczkująca, wiec wszędzie chodzi za mną. Jakoś sobie radzę, ale jak patrzę na moja koleżankę, to jej współczuje.
Po prostu autorka to ten typ matki, która uważa, że znalazła receptę na wychowanie dzieci, bo akurat jej osobisty egzemplarz coś ogarnął :d I jeszcze nie jest świadoma, że może mu się 10 razy odmienić ;)
@PrzezSamoH i to szybko... Nawyki takiego malucha zmieniają się z dnia na dzień.... Mój do 6 miesiąca zasypiał gdzie akurat leżał, a dwa dni później bez bujania w wózku nie było mowy o śnie... Z opisu, że dziecko zostaje na macie wnioskuję, że jest jeszcze małe. Jak wejdzie w etap lęku separacyjnego to wtedy autorka odszczeka co napisała..
@komentujebotak niekoniecznie, tak jak juz to ktos sprytnie zauwazyl, kazde dziecko jest inne. Ja nie mialam zadnych problemow z separacja, mlody od 3 miesiaca zycia byl u niani i przyzwyczail sie, ze czasem jest z nami a czasem z niania.
Prysznic? Mlody na lezaczek, ja do wanny. Trzeba zrobic obiad czy posprzatac, mlody ze mna w chuscie. Spalam kiedy on spal.
Tez nie rozumiem tego wiecznego zmeczenia niektorych. Mysle, ze to szukanie problemow na sile i umeczanie sie.
Przezylismy ciezsze chwile przy zabkowaniu, wyszly mu wszystkie w ok 6 miesiecy, wiec bardzo cierpial, ale to byl tylko epizod.
Zgadzam sie autorka, wszystko mozna zorganizowac tak zeby wszystkim bylo wygodnie mimo tego, ze nie na wszystko mamy wplyw.
AaaNniAa wybacz, ale w moim przypadku spanie, kiedy dziecko spi, się nie sprawdza. Młoda w dzień spi raz, godz, czasami 50 min, czasami 40. Zanim ja zasnę, ona się budzi. Jak była mniejsza, dwie drzemki, w podobnym schemacie. Piszesz, ze dziecko na leżaczek, a Ty do wanny, tez tak robiłam. Teraz młoda ma ponad rok, wiec zapewne rozumiesz, ze takie rozwiązanie, nie wchodzi w grę.
Czuję się wywołana do tablicy, bo to moje ryczy i nie śpi. Niestety okazało się, że ma poważną chorobę. Moje akurat ryczy bez różnicy czy jestem w pobliżu, czy mój mąż. Przez moją chorobę nie jestem w stanie go nosić, więc do niczego go nie przyzwyczajałam. Nadal obstawiam, że są różne dzieci.
Jeżeli nie wiedziałaś, że Twoje dziecko może być chore, to bardzo współczuję. Jednak myślę, że autorka nie pisze w wyznaniu o takich przypadkach, w których dzieci płaczą i nie da się przy nich nic zrobić bo są poważnie chore.
Są różne dzieci, nawet rodzeństwo moze byc zupelnie rozne. Moj brat darl sie (bo nawet placzem cieżko to nazwac) caly czas. Ciagle trzeba bylo go nosic, przytulac, zabawiac. Jak był wiekszy to nie spal w dzien (chyba ze padl gdzies ze zmeczenia). Zaczął chodzic jak mial 7 msc i bylo go wszedzie pelno wiec trzeba bylo miec oczy dookola glowy. A ja bylam tak grzeczna, ze do 3 msc mozna bylo zapomniec ze istnieje bo ciagle spalam. Mnie mozna bylo zostawic na kilka godzin i nic by sie nie stalo a mojego brata nie dalo sie zostawic na 5 sekund.
To było o mnie, bo autorka zacytowała mój komentarz. Jakbym nie drążyła i wymuszała na lekarzach badań, nawet nie wiedziałabym, że jest chore. Każdy powtarzał, że dzieci ryczą, że przesadzam, że przyzwyczaiłam do ciągłej uwagi.
Znaczy, że wyznanie powstało jak by w odpowiedzi na jakiś Twój komentarz pod jakimś wyznaniem? Ja jednak dalej trochę inaczej rozumiem to wyznanie... raczej nikt w miarę normalny nie czepia się o to, że dziecko chore może inaczej się zachowywać niż zdrowe.
Oj tak, ja jako dziecko byłam strasznie krzykliwa, mój brat za to tylko spał i się śmiał. Chyba nadal nam to zostało, bo to on jest tym zabawnym, a ja tą gadułą. :D
Dam dwa przykłady.
Niedawno wprowadziły się do mojego bloku dwie rodziny z małymi dziećmi, na razie na tyle małymi, że obie matki są na macierzyńskim.
Jedna ma córkę i tego dziecka w ogóle nie słychać - spokojne, ciche, wiadomo czasem sobie zapłacze, ale nie jest to nagminne.
Druga natomiast ma syna i za każdym razem słychać, jak idą na spacer. I to nie jest płacz - to są jęki, stęki, ciężko do czegokolwiek sklasyfikować ten dźwięk.
To jak ja z bratem 😀 Podobno nikt kto poznał mojego brata jako dziecko nie chciał juz nigdy nawet własnego (wszyscy sie bali, że też takie sie trafi). Z drugiej strony ja, która płakała jedynie aby zawiadomić o swoich potrzebach.
Idzie nawet nauczyć dziecko że noc jest od spania. Tydzień i bombelek przesypia noce.
Kolejne wyznanie godne Anonimowych...
Mało macie stron do dyskutowania o swoim życiu macierzyńskim??
Warto zgłosić u lekarza ale twoje problemy psychiczne, bo coś jest nie tak, jeśli wypisujesz tu takie bzdety