#EwKmX

Mam bardzo ciemną oprawę oczu. Kiedy byłam mała, często jeździłam z mamą autobusami. Często się zdarzało, że ktoś (najczęściej starsza pani) komplementował mnie "Jakie masz piękne oczy, dziewczynko". 

Pewnego dnia co najmniej trzy osoby zwróciły uwagę na moje oczy, więc byłam lekko podminowana. Siedzę u mamy na kolanach z wydętymi ustami, a obok nas siedziała młoda kobieta. Popatrzyła na mnie i żeby poprawić mi humor, postanowiła powiedzieć mi coś miłego. Oczywiście zwróciła uwagę na moje oczy. Słysząc po raz kolejny jakie to ja mam ładne oczy, popatrzyłam na nią (czterolatka ze wzrokiem mordercy) i warknęłam "Wiem, wszyscy mi to mówią".

Kobietę zamurowało, a ja dalej mruczę sobie pod nosem "to już nie można w spokoju autobusem pojechać"...

Mama zaczęła się tłumaczyć, niepotrzebnie - kobieta wybuchnęła śmiechem.
Teraz są najlepszymi przyjaciółkami.

#fHvNF

Mam 23 lata i jeżdżę na wózku inwalidzkim. Mam niedowład kończyn dolnych. Trzy lata temu byłam na wakacjach nad rzeką z przyjaciółmi. Skoczyłam z mostu na główkę i tak się to skończyło. Piszę to dlatego, żeby powiedzieć: "co cię nie zabije, to cię wzmocni" - no k*rwa niekoniecznie.

#0kHxE

Od jakiegoś czasu piszę z prześliczną dziewczyną, którą z jakiegoś powodu pociągają takie spasione piwniczaki jak ja. Nasza internetowa znajomość trwa już dobrych parę miesięcy i można powiedzieć, że „weszła na wyższy poziom”. W praktyce – dziewczyna zaczęła mi wysyłać swoje rozebrane zdjęcia namawiając, aby również trochę poświntuszył. Z pewnymi oporami przystałem na tę propozycję.
Dziś zorientowałem się, że niewiasta, z którą koresponduję naprawdę ma na imię Marcin i jest moim kolegą z klasy, który od ostatnich tygodni rozsyła moje nagie fotki po wszystkich moich znajomych w szkole. Niech ktoś mnie zabije...

#Ewsrs

Bardzo dobrze pamiętam swoje dzieciństwo. Nie było ono szczęśliwe. Chodziłam zawsze głodna, w zniszczonych ciuchach po kuzynkach. Rodzice swoje pieniądze wydawali na papierosy i alkohol, a w porywach czasem kupili chleb...

Obecnie mam męża, który wie, co przeżyłam za młodu, i wspaniałą córkę. Ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego dla moich rodziców to nałogi były tak ważne, a nie dziecko... Wszak sama mam dziecko i mogłabym chodzić głodna dla niej, byle ona nie cierpiała.

Ot, takie wyznanie żalu noszonego w sercu od lat.

#skAeB

Jestem samotną matką.
Nic nadzwyczajnego, ale mi jest wstyd, że tak wybierałam sobie facetów, że teraz jestem sama.
Wiele razy słyszę, że jeszcze kogoś poznam, że mam się nie zniechęcać, że dużo jest prawdziwych mężczyzn i dzieci to nie przeszkoda.
Cóż...
Sęk w tym, że prawie nikt nie wie, że jestem nosicielem wirusa HIV - taki "prezent" po gwałcie..

Jak znaleźć kogoś, mając HIV? "Siema, jestem x. Mam HIV, dwoje dzieci i jestem sama. A co u ciebie?" Czy czekać aż się zakocha i wtedy walnąć z grubej rury?
Będę sama do końca życia.

#3LGkF

Czasem, oglądając romantyczne filmy (tak, facetom też się to zdarza), widuję różne tragiczne sytuacje, które ostatecznie kończą się happy endem. Myślę sobie wtedy, że takie sytuacje zdarzają się tylko i wyłącznie na ekranie, a w normalnym, rzeczywistym świecie można jedynie o nich pomarzyć. A później wchodzę na Anonimowe i czytam te różne wyznania, które budzą niemałą nadzieję, że miłość nieśmiało rozpalona, rozkruszona upływem czasu, może na nowo zapłonąć. I tak czytam sobie, czytam...
Aż przychodzi w końcu zmierzyć się z realiami swojego życia.

W skrócie - mam 25 lat, czyli wszystkie szkoły, studia i ćwierć życia za sobą. Przeżyłem prawdziwą miłość około ośmiu lat temu. Powiecie - co taki siedemnastoletni grzdyl może wiedzieć o prawdziwym uczuciu? Z autopsji, kochani, z autopsji.

Poznałem ją w szkole, była u nas nowa. Już pierwszego dnia, kiedy zarzuciła w dal swym pięknym, kruczoczarnym włosiem, przyłapałem się na tym, że coś zbyt mocno zapingala mi moje serducho. Tak się właśnie zaczęło. Jedna lekcja, druga, spacery po szkole, później splecione dłonie i złote zachody słońca. Było pięknie. Piękne były całe trzy lata, które spędziliśmy ze sobą - czas miłości, kłótni, oglądania wieczornych seriali, smażenia frytek o czwartej nad ranem, bo luba złapała przedmiesiączkową fazę. Był czas dla nas i czas na naukę, bo oboje poszliśmy na studia. Zupełnie odmienne kierunki, nawet uczelnie po dwóch stronach miasta. 

I w końcu przyszedł taki dzień, że wszystko się skończyło. Skończyły się spacery, uśmiechy, wojny na poduszki i bieganie do całodobowego marketu bo skończył się olej na frytki. Nie było już nic. Luba wyjechała, ja zostałem w mieście. Zostałem sam - z myślami, wyrzutami sumienia i okrutnie bolącym sercem. Wiecie, jak bardzo boli utrata pierwszej, wielkiej miłości? Część zapewne tak. Temu, który nie ma pojęcia, życzę z całego serca, by nigdy tego nie przeszedł.

Przez kilka lat zmagałem się z depresją. Całe długie miesiące widziałem ją w każdej mijanej kobiecie, słyszałem jej głos w słodkich głosach telemarketerek, usiłujących wcisnąć mi kolejną umowę. Nawet pani z warzywniaka przyprawiała mnie o bóle wszystkiego, bo smutnym dziełem przypadku, nosiła to samo nazwisko.

Wyleczyłem się z niej po pięciu latach. Pięć długich lat, podczas których każdy mój związek kończył się fochem, przytupem i słowami "nie mogę z tobą być, skoro ciągle myślisz o byłej". Wyszedłem do ludzi, poznałem nowych przyjaciół, obecnie pracuję w zawodzie i żyję na dobrym poziomie. Powiedziałbym nawet, że mam się całkiem dobrze.

Albo i miałem. Do wczoraj. Kulturalnie wychodzę na miasto, zaczerpnąć towarzystwa, a przed oczami majaczą mi jakieś kruczoczarne włosy. I ta znajoma już twarz - choć nieco starsza, to wciąż ukochana.

I wiecie co? Momentalnie przypomniałem sobie, jak to jest, kiedy boli serce. Zdecydowanie nie polecam. Luba za miesiąc wychodzi za mąż. A ja jutro pędzę do psychiatry po nowe leki.

#gnPps

Cała Polska w żółtej strefie, młodsze dzieci cieszą się z możliwości zajęć zdalnych, a ja jako licealistka jestem przerażona. Nasza historyczka stwierdziła, że nie będzie się wysilać na zdalnych lekcjach, ale jak wrócimy, to nam taką śrubę wbije, że popamiętamy ją do końca życia.

Miłej samodzielnej pracy, kochani Anonimowi ;)

#v94BH

Mieszkałem ze współlokatorką. Kiedyś wyjeżdżała na  wieczór panieński, który sama organizowała. Akurat rozchorował się striptizer i zapytała mnie, czy może bym go nie zastąpił.
Powiedziałem, że to idiotyczny pomysł, a ona, że przecież nikt mnie tam znajomy nie będzie widział, żadnych zdjęć, pokazała mi na YT, jak wyglądają tańce chippendalesów. Praktycznie kompletnie nadzy to oni są tylko na kilka sekund w czasie występów. Zaciekawiło mnie, że oni naprawdę na dużo sobie pozwalają: jadą ręką po wewnętrznej stronie uda, wchodzą pod sukienkę, ręce kładą na biuście. Praktycznie laski bardziej skrępowane niż oni (okazało się, że to mylne wrażenie, nagrywane na mniej sobie pozwalają).

Pojechałem z koleżanką. Boże...To co ja zrobiłem z panną młodą, to co na co mi pozwoliła: najpierw od wewnętrznej strony uda, przez rękę dotykającą jej tyłka aż po biust. Ona zlizująca śmietanę z mojego brzucha. Ja z jej biustu. Klasyczne zdjęcie majtek przez flagę albo ręcznik i panna młoda kładzie rękę na moim kroczu zakrytym ręcznikiem. Sam jestem ciekaw, jak opisała to później swojemu przyszłemu mężowi.
Później wybrałem najładniejszą z grupy i było to samo. Potem wybrałem najbardziej zawstydzoną, skrępowaną (szybko jej hamulce puściły).
Jakaś studentka zaproponowała mi 600 zł za to, by "zerżnąć ją ile wlezie w pokoju". Gdyby nie proponowanie kasy, to kto wie...
Kolejna zabawa - pompki, gdzie po każdej całowałem je między nogami... Zdejmowanie stanika przez ubranie, dotykanie. Jak się zwiększały promile, to hamulce puszczały.

Wystąpiłem jeszcze kilka razy, ale po czasie zaczęło mi się robić żal kobiet. Młode dziewczyny zachwycone tym, że obcy facet je obmacuje od biustu aż po wkładanie ręki w majtki. Nawet striptiz to za dużo powiedziane, bo przecież całkowicie nagi byłem może średnio jedną minutę na występ czy nawet mniej. Czułem się jakbym miał harem i z każdą mógłbym zrobić co chcę - dosłownie, bo miałem propozycje, aby odwiedzić je w pokoju. To co na co sobie pozwalałem pasuje do scenariusza niektórych filmów (i to nie tych soft). Zacząłem rozumieć w końcu skąd ta popularność tych twarzy Greya.

Szybko zrezygnowałem, bałem się, że ktoś mnie rozpozna. Przed tym byłem nieśmiałym facetem, randki szły jak krew z nosa. Pełen kompleksów facet, wcale nie wyglądający idealnie, a po tej przygodzie pewność siebie z poziomu rowu mariańskiego skoczyła prawie do chmur.

PS Striptizerki w klubie są już bardziej konserwatywne niż laski podczas pokazu striptizera. Striptizerka jest dla faceta jak lizanie lodów przez szybę: może się ociera, całkowita nagość tylko na tańcu prywatnym, ale jeśli facet będzie się przyklejał łapami, to ochrona go wyrzuci.
Jeżeli będę miał narzeczoną, to na pewno nie zgodzę się na tę głupią modę wieczorów panieńskich...

#I829r

Jedliście kiedyś chleb szpitalny? Tak, chleb, który podają na kolację w szpitalach, z masłem i jakimiś dodatkami dla osób na diecie. Pamiętam smak tego chleba na oddziale chemioterapii. Smak chleba z masłem. Nic nadzwyczajnego, prawda? Jednak żaden chleb nie smakował mi tak jak tamten. 

Przychodziłam do Mamy codziennie i zawsze czekałam na szpitalną kolację. Zabierałam jedną kromkę tego chleba, smarowałam masłem i delektowałam się, siedząc razem z nią na jednym łóżku. Chyba ten chleb niczym się nie różnił od innych chlebów. Ale żaden tak nie smakował.

Dziś zastanawiam się nad tym, przypominając sobie jego smak. On nie był inny, niż reszta pieczywa, nie był wyjątkowy. Był taki sam jak reszta chlebów. Wyjątkowe były wtedy te ostatnie chwile, kiedy mogłam usiąść na szpitalnym łóżku obok Mamy, porozmawiać o wszystkim i zjeść razem z nią jedną kromkę chleba z masłem. Mogłam zjeść taki sam, gdy wracałam do domu, ale nie smakowałby tak samo, bo jadłabym go wtedy sama. 

Mogę jeść chleb z masłem codziennie, do końca życia - ale nie będzie smakować tak samo, bo będę go jadła bez niej.
Dodaj anonimowe wyznanie