#pSogy

Mając 6 lat nie mogłem usiedzieć w domu, chyba jak każdy w tamtych czasach. Całymi dniami kombinowaliśmy z kumplem jak tu komuś uprzykrzyć życie. Pewnego dnia babcia wracając z pracy kupiła mi nowe buty. Były to zwykle kapcie bez sznurówek. Po przymierzeniu od razu mi się nie spodobały i powiedziałem, że nie będę w takich butach chodził, bo się będą ze mnie śmiali, lecz babcia stwierdziła, że to prezent dla mnie i wypadałoby go przyjąć. Tak też zrobiłem.

Następnego dnia przyszedł do mnie kumpel i jak to w dziecięcych czasach bywa zaczęliśmy się bawić. Po chwili zapytał mnie skąd wytrzasnąłem te babskie buciki, a ja pomyślałem "tak kurde nie będzie". Od razu wpadłem na genialny pomysł. Żeby nie wyrzucać pieniędzy w błoto, trzeba było zaplanować akcję pt. "Babciu, babciu buta mi przejechali".

Położyłem buta na jezdni i czekaliśmy aż ktoś go przejedzie. Niestety każdy zbliżający się samochód omijał przeszkodę. Zabrałem buta i czekałem na następny samochód w rowie przed ogrodzeniem. Nagle zbliża się zielone Punto, no więc przyczajony czekam na potencjalną ofiarę. Gdy był już blisko bez namysłu wykonuję rzut. But wpada przez otwartą szybę do samochodu i uderza w twarz kierowcę. On od razu zatrzymuje się z piskiem. My w tym czasie biegiem na podwórko i następnie do garażu. Pierwsze moje słowa brzmiały: "Będziem siedzieć, będziem siedzieć!".

W końcu obaj wystraszeni wychodzimy z garażu i powoli spoglądamy w kierunku bramy. Moim oczom ukało się najgorsze, co mogło być. Nie, nie kierowca zielonego Punto, lecz babcia stojąca z kablem od prodiża. Dalszej historii nie będę opowiadał dodam tylko, że tyłek bolał do wieczora.

#gWOzU

W swoim życiu doświadczyłam dwóch cudów. Pierwszy wydarzył się, gdy miałam lat 18. Byłam w związku z dużo starszym mężczyzną, byłam szczęśliwa do czasu, gdy okazało się, że nasz wspaniały związek będzie miał owoc. Byłam w ciąży. Gdy mój dojrzały chłopak się o tym dowiedział, zerwał ze mną. Zostałam ja z brzuchem bez pieniędzy i rodziny. Postanowiłam oddać dziecko.

Była to adopcja ze wskazaniem. Znalazłam świetnie małżeństwo, które nie mogło mieć dzieci. Bolał mnie fakt oddania własnego dziecka, ale nie miałam wyjścia. Na porodówce było okropnie. Położne traktowały mnie jak kosmitę. Słyszałam teksty typu "Dawałaś, to teraz się męcz". Po 19 godzinach urodziłam córeczkę. Jednak okazało się, że nowa rodzina jej się chce. Dlaczego? Moja córka dostała od losu więcej niż wszyscy się spodziewali. Mianowicie dodatkowy chromosom. Małżeństwo wyparowało ze szpitala, nie chcieli "wadliwego produktu". A ja zostałam z niepełnosprawnym maleństwem i wielkim bólem.

Ale wiedziałam, że to najlepsze, co mnie spotkało. Zostałam matką i dopiero wtedy sobie to uświadomiłam. Po paru dniach obserwacji poszliśmy do domu. Rodzice nie chcieli nas widzieć. Ale chcąc nie chcąc musieli (babcia przepisała dom na mnie) i tak żyliśmy sobie z Malwinką na marginesie rodziny i społeczeństwa. Nigdy nie traktowałam jej jak dziecko z ograniczeniami. Dla mnie była i jest idealna. Jednak ludzie nie mogli pojąć, że młoda matka pokazuje się z "upośledzonym bękartem". Ale teraz jestem najszczęśliwszą młodą mamą na ziemi i w okolicach ;)

#ZOQW2

Mam pewną słabość.
Kiedy ktoś połaskocze mnie po stopach, śmieję się i piszczę jak mała dziewczynka, po prostu najgorsza tortura, wyglądam wtedy strasznie żałośnie.

Jestem facetem, mam 2 metry wzrostu i jestem żołnierzem zawodowym, dodatkowo jestem mistrzem miasta w boksie, ogólnie wszyscy się mnie boją.

Nigdy nikomu o tym nie powiem. Wie o tym tylko moja żona i teraz Wy. Jakby ktoś się dowiedział, to żartom nie byłoby końca.

#bMAS2

20 lat stuknęło mi na karku, więc stwierdziłam że jak nie teraz, to nigdy i zapisałam się na kurs prawa jazdy. Teoria bardzo przyjemna, fajni ludzie i pierwsza jazda... Bardzo podekscytowana czekam na instruktora, który na pierwszym spotkaniu już się spóźnił i zaczął się wydzierać, że zgasł mi samochód i co ja robię. Zestresowana wyjechałam i 2 godziny spędziłam na krzykach i głupich żarcikach, które w mojej opinii nie były na miejscu. Ale trudno, wracamy do siedziby i akurat przejeżdżaliśmy obok sex-shopu. Facet zdesperowany chyba, gapi się tam, rozsiada się w fotelu i zaczyna dialog:

- Często chodzisz do sex-shopu?
Ja lekko zszokowana, bo to dziwne pytanie, szczególnie jak na pierwszą jazdę. Odpowiadam, że nie. A facet podjarany, dalej opowiada:
- Moja żona to często zagląda tam, bo chce urozmaicać sobie nasze życie, wie pani o co chodzi na pewno?
No i niewiele myśląc powiedziałam to, co mi przyszło do głowy:
- Nie zaglądam tam, ponieważ wystarcza mi mój chłopak, ale wiadomo, że w pana wieku zaczynają się problemy, to małżonka chce trochę panu pomóc.

Facet z jednej chwili z wrednego żartownisia stał się poważnym chamem, który zaczął mnie obrażać nawet za kolor paznokci, i stwierdził na koniec, że lepiej mam zmienić instruktora, bo nie chce ze mną jeździć.

Panie X, rozumiem męską dumę, ale po co zaczynać temat w takim razie?
Potem miałam świetnego instruktora, z którym śmialiśmy się z tej sytuacji, a egzamin zdałam za pierwszym razem.

#Rt5zZ

Pracuję dorywczo jako kelnerka w pizzerii.
W którąś sobotę mieliśmy urwanie głowy, latałam po całej restauracji jak z pieprzem. Przy jednym stoliku siedziało dwoje ludzi, na oko byli parą - młoda kobieta (miała żakiet zarzucony na ramiona) i mężczyzna. Niosłam dwa zamówienia, z czego jedno było dla nich. Ostatnimi palcami jednej ręki przytrzymywałam notes do zamówień. Gdy podeszłam do ich stolika, notesik prawie leciał na ziemię, więc spytałam kobietę, czy mogłaby go przytrzymać. Wtedy kobieta powiedziała:
- Wybaczy mi pani, ale czuję się trochę niezręcznie...
Nie wiedziałam w sumie o co chodzi, moja mina musiała bardzo wyraźnie to pokazywać, bo kobieta chwilkę później dodała ze stoickim spokojem:
- Widzi pani, bo ja nie mam rąk.
Popatrzyłam kobiecie prosto w oczy, byłam zszokowana, już miałam zamiar ją przepraszać, gdy nagle wybuchnęła śmiechem. Impulsywnie sama zaczęłam się śmiać, jej facet również. Jednak pod koniec salwy śmiechu, grzecznie przeprosiłam, facet przytrzymał mój notes i postawiłam ich pizzę na stoliku. Na koniec nawet dali mi napiwek. :)

Nie ma co uogólniać, niepełnosprawni to też ludzie. Czasem odnoszę wrażenie, że są bardziej pozytywnie nastawieni do życia niż ludzie, którzy posiadają wszystko.

#i9aKM

Byłam w podstawówce, kiedy moi rodzice zdecydowali się na przeprowadzkę. Nie chciałam jednak zmieniać szkoły, dlatego zostałam zmuszona jeździć do niej autobusem. Nigdy nimi nie podróżowałam, dlatego początki były dla mnie najbardziej stresujące.

Pewnego dnia wracałam autobusem do domu, a na jednym z przystanków wszedł jakiś pan po czterdziestce, który podszedł od razu do mnie i popatrzył wyczekująco. Rozejrzałam się po autobusie, ale wywnioskowałam, że jest za dużo ludzi, aby ten pan mi coś zrobił albo porwał. Odchrząknął i powiedział w końcu:
- Poproszę bilet.
Pomyślałam, że facet musi być jakiś niepoważny, więc odparłam:
- Ja nie sprzedaję biletów. Musi pan podejść do kierowcy.
Pan spojrzał na mnie podejrzliwie.
- A ma panna swój bilet?
- Swój mam.
- To niech panna mi da.
- Ale to jest mój bilet. Niech pan sobie kupi swój.
- To proszę mi go chociaż pokazać.
Niepewnie podałam mu bilet, bojąc się, że zaraz mi go zabierze. Pan przyjrzał mu się uważnie, podpisał i oddał. Podszedł do następnej osoby i tym razem powiedział:
- Proszę bilet do kontroli.
Dopiero wtedy zrozumiałam, że był to kontroler biletów.

#7FZ5q

Krótka historia o tym, jak rozpadł się związek rodziców mojego chłopaka.

Jego tata jest Hindusem, matka zaś Irlandką. Tata ma naprawdę ciemną karnację i burzę czarnych kręconych włosów. Mama to niebieskooka blondynka o porcelanowo białej cerze. Mój luby ma uśmiech swojego ojca i jego burzę kręconych włosów. Jest wyjątkowo blady jak na swoje pochodzenie, generalnie nie da się od razu stwierdzić, że tylko jego mama jest biała. Ma "europejskie" oczy, jasnobrązowe tęczówki i choć z daleka wygląda jak swój ojciec 30 lat temu, to z bliska widać, że z twarzy bardzo przypomina swoją matkę.

Kiedy miał się urodzić, jego mama przygotowała specjalną szczotkę do włosów, bo większość dzieci hinduskich i częściowo hinduskich par rodzi się podobno z imponującą grzywą czarnych, grubych włosów. Mój luby jednak urodził się bledszy niż jego przyrodni bracia (u nich tata jest Anglikiem). Miał ogromne, niebieskie oczy i lichą kępkę blond włosów na czubku głowy.

Podobno jego mama była w takim szoku, że lekarze lekko się zaniepokoili. A jego tata... Spojrzał niemiło na niemowlę i na matkę, rzucił: "Że niby on mój?" i wyszedł.

Mały już po kilku dniach zaczął obrastać brązowymi loczkami, a jego skóra delikatnie ściemniała. Oczy z niebieskich zrobiły się brązowe.

Jego mama była zbyt zraniona i obrażona przez ojca, aby mu wybaczyć. On nigdy też nie przeprosił za swoją reakcję, a przed synem wypiera się, że kiedykolwiek zwątpił w swoje ojcostwo.

#j1Njr

Chciałam chociaż raz, żeby ktoś anonimowo wysłuchał mojej historii.

Miałam w swoim życiu bardzo ciężki okres. Nie będę się rozpisywać, wiem, że nikt nie lubi długich opowieści i za dużo czytania. Ale było naprawdę ciężko. Szukałam wsparcia w przyjaciołach, które znalazłam. Był też oczywiście mój bliski kolega, który w tamtym czasie niesamowicie mnie zaczął wspierać. Był miły, czarujący. Mówił to, co kobiety pragną słyszeć. Wtedy oczy miałam zamydlone, potrzebowałam czegoś takiego i w ogóle nie doszukiwałam się w tym podstępu. Mój błąd.

Spotkaliśmy się pewnego wieczoru na jedzeniu u niego, winie, filmie i graniu w karty. Zwykły koleżeński wieczór. Bez podtekstu. Miałam zostać na noc i spać w osobnym pokoju. Ale po chwili niewielki kieliszek wina tak na mnie zadziałał, że nie mogłam się ruszyć. Byłam jak sparaliżowana. Bałam się. Byłam też otumaniona i większości nie pamiętam.
Pamiętam tylko, że dobierał się do mnie, a ja co najmniej 20 razy mówiłam wyraźnie i stanowczo „nie”. Później już tylko pamiętam poranne krwawienie z miejsc intymnych, jak poszłam do toalety.
Byłam na niego wściekła, ale nadal byłam osłabiona po tym niby „winie”.
Pytałam go, na co on: „Sama chciałaś. Weszłaś na mnie, całowałaś, to ja zająłem się resztą”.
Wróciłam do domu załamana. Nic nie pamiętałam. Fragmenty może migawek w trakcie, co ze mną robił, ale nie jestem pewna, czy to już moja wyobraźnia, czy faktycznie coś sobie może przypominam.

Nikomu nie powiedziałam, nigdzie tego nie zgłosiłam. Nikt o tym nie wie. Bałam się go, bałam się reakcji ludzi. Umiał tak manipulować i kłamać, że bałam się, że nikt mi nie uwierzy.

Minęły trzy lata.
Nie ma dnia, żebym o tym nie myślała.
Żałuję tej znajomości. Że tak mu ufałam.
Nie mogę się z tym pogodzić, ponieważ to, co mi zrobił, odebrało mi wolność wyboru i decyzji tamtej nocy. Zrobił coś wbrew mojej woli. Nie czułam się gotowa na seks. Przez niego myślę, że jestem puszczalską szmatą. Czuję się tak, taką ze mnie zrobił - gwałcąc mnie. Czuję niechęć do siebie i nienawidzę siebie za to, że byłam tak naiwna. A jego mam za potwora.

Nie widuję już go, ucięłam kontakt, ale żałuję, że tamtego dnia nie poszłam na badania krwi i obdukcję.
Dzisiaj być może odbywałby swoją karę za to, co mi zrobił.
Jednak szczerze? Satysfakcja z jego kary i tak nie byłaby wystarczająca w porównaniu z tym, że nigdy nie zapomnę o gwałcie. I o tym, że zniszczył tym i mnie, i moje życie.

#l4t5E

Jestem z moim chłopakiem prawie 2 lata.
Podczas pewnego spotkania u niego w domu pokłóciliśmy się i chciałam wrócić do domu, więc ubrałam się i chciałam iść na tramwaj. Dodam, że miałam wtedy nogę w gipsie i była zima, ale obrażona na niego nie chciałam go prosić żeby mnie odwiózł.

Gdy wyszłam na pole, on wyszedł za mną, przerzucił mnie przez ramię bez słowa i pomimo moich protestów wpakował do auta. Całą drogę do domu nie odezwaliśmy się, pod domem znów przerzucił mnie przez ramię i zaniósł pod same drzwi od domu. Pocałował w policzek i powiedział, że teraz może się spokojnie obrażać, bo wie, że teraz jestem bezpieczna w domu.
Dodaj anonimowe wyznanie