#r3jDt

Pewnego dnia, gdy byłam sam na sam z moim byłym już chłopakiem, po 4 latach związku pozwoliłam mu pójść na całość. Dałam mu się związać i zakneblować, po czym... doszedł na moją twarz, ubrał się i wyszedł.
Najgorsze jest to, że rozwiązywać mnie musieli rodzice.

PS Uważajcie na swoich chłopaków.

#OOzun

Aktualnie siedzę w domu na urlopie macierzyńskim. Jak każda mama, gdy przychodzi potrzeba na grubszą sprawę, a dziecko nie śpi, trzeba je zabrać ze sobą. Tak też stało się dzisiaj. Niestety okazało się już po fakcie, że zabrakło najważniejszej rzeczy, czyli papieru. Mała, rozbawiona na całego, bawi się w bujaczku, a ja zastanawiam się, co z tym faktem zrobić. Już byłam gotowa z dupskiem gołym zejść piętro niżej do drugiej łazienki, a tu dzwonek do drzwi. Gościu, co spisuje liczniki z wodą. Ma taki brzydki zwyczaj, że po tym, jak zadzwoni, od razu sam wchodzi do domu. Słyszę z dołu
- Dzień dobry, ja do wody.
Na co ja, cały czas siedząc w kiblu:
- Dzień dobry. Sram. Jak poda mi pan papier, to wyjdę.
No i podał. Tak "sztywnej" atmosfery między nami jeszcze nie było.

#oqktk

Jestem w seminarium duchownym. Pochodzę ze wsi i moją decyzję ostro zakrapiali. Wiecie, jak jest. Babcia wyszywa ornat na szydełku, matka chwali się rodzinie w Ameryce, podobno nawet cała wieś chce się złożyć na samochód na prezent prymicyjny...

Nie wyobrażam sobie, jak się poczują, gdy oświadczę im, że zakochałem się i odchodzę z seminarium...

#4AFPk

Kilka lat temu, gdy chodziłem do liceum, poznałem miłą dziewczynę. Rozmawialiśmy krótko i to tylko dlatego, że to siostra mojego kolegi z klasy, ale coś zaiskrzyło. Postanowiłem lepiej ją poznać.
Zwykle nie ryzykuję, ale po kilku dniach bicia się z myślami postanowiłem napisać do niej na FB, wpajałem sobie zasadę, że jeśli nie spróbuję to nigdy się nie dowiem. Krótko mówiąc, opisałem, że niedawno rozmawialiśmy w szkole i czy chciałaby się umówić na kawę. Odpisała, że chętnie się spotka, ale raczej nic z tego nie będzie, bo ona nie chce się z nikim wiązać i że jestem starszy (ona w pierwszej klasie, a ja w maturalnej - teraz to absurd, ale uwierzcie, że w wieku szkolnym różnica wieku, nawet dwa lata, wydaje się czymś poważnym).
Około rok temu wzięliśmy ślub, a wczoraj się dowiedziałem, że pod serduszkiem nosi nasze dziecko.

Kto wie co by było, gdybym uznał, że nie warto do niej pisać, bo i tak mnie odrzuci. Jeżeli jesteście w takiej sytuacji, to pomyślcie o mnie i o tym, co możecie zyskać, gdy odważycie się zaprosić kogoś na randkę.

#NGfcH

W te święta wybraliśmy się z mężem do teściów. Nie były to oczywiście duże rodzinne święta, bo byliśmy tylko we czworo. Wigilia minęła nam sympatycznie, pyszne jedzenie, teść grający na gitarze, a reszta śpiewająca kolędy.
Sielanka trwała do rana, gdy poszłam do łazienki. Umyłam się i chciałam umyć zęby (gdy przyjechaliśmy, teściowa przygotowała dla nas nowe szczoteczki i wrzuciła je do wspólnego kubka na umywalce). Odruchowo wzięłam pomarańczową... bo przecież u mnie w mieszkaniu mam pomarańczową. Mając już tę szczoteczkę w ustach, uświadomiłam sobie, że pomarańczowa należy do teścia, a moja tutejsza to zielona. Było za późno. Jestem dosyć wrażliwym człowiekiem, więc gdy przypomniałam sobie jak wygląda stan uzębienia teścia, zwymiotowałam do wanny... Wspólne śniadanie oczywiście mi nie szło, bo straciłam apetyt. Teściowa co chwilę dopytywała, czy wszystko w porządku. Zmyśliłam, że się przejadłam, że zjadłam za dużo ciasta wczoraj i mnie zemdliło. Na obiedzie też skubnęłam niewiele więcej.

Gdy wieczorem wróciliśmy do domu, mąż nieśmiało podpytywał, czy dobrze się czuję, a potem wypalił: "Może masz dla mnie jeszcze jeden prezent, bo moi rodzice podejrzewają, że jesteś w ciąży". Ponoć rano teściowa słyszała, jak wymiotuję w łazience, a potem to moje niejedzenie i mdłości... Parsknęłam śmiechem, ale nie trwał on długo. Nie chciałam urazić męża czy zrobić mu przykrości, ale musiałam opowiedzieć mu co tam w łazience się stało, co mnie tak obrzydziło. Euforia męża szybko znikła, widać było, że było mu głupio i trochę przykro, bo wszyscy czekamy na to dziecko. Może w przyszłym roku się uda ;)

#1VP7q

Historia ta miała miejsce w latach pięćdziesiątych. Bohaterem jej jest mój dziadek. Właśnie on rankiem wybrał się po drewno, aby zapalić w piecu, do przydomowej drewutni. Nakładając drewno na ręce usłyszał dziwne dźwięki, podobne do płaczu dziecka. Bardzo go to zaniepokoiło i zaczął lokalizować źródło dźwięków. Ponieważ było jeszcze bardzo wczas, nie budząc nikogo, udał się w kierunku pobliskiego zagajnika i torów kolejowych. O dziwo, przy torach kolejowych dźwięki stawały się wyraźne i wskazujące na płacz dziecka.
Jakież było zdziwienie, gdy oczom dziadka ukazała się postać dziewczynki leżącej i płaczącej kolo torów. Dziadek zabrał płaczące dziecko do domu. Było trochę poturbowane, bo o zgrozo... wypadło z pociągu. Jechało z tatusiem do Zakopanego. Pomyliło drzwi i wypadło. Gdy dziadek przyniósł dziewczynkę do domu, wszyscy byli niebywale zaskoczeni. Opatrzono ją i rodzina ze zgubą czekała do rana.

Rankiem dziadek zatrzymał biegnącą po drodze grupę mężczyzn wraz z ojcem dziewczynki. Nerwowo szukali dziecka i znaleźli. Dziewczynka nazywała się Basia. Miała niebywale szczęście. Ojciec też był bardzo wdzięczny za odnalezienie jego córki.

W albumie rodzinnym mamy jej zdjęcie, przypomina nam ono o wielkiej przygodzie dziadka i dziewczynki z Grudziądza.

#WsYYO

Moja siostra i babcia prowadzą między sobą wojnę przez ostatnie 2 lata. Mimo wszystkich obrońców babci i znawców od tego, że to siostra powinna ją szanować - młoda ma rację. Nie będziemy wnikać w sytuację rodzinną, ale generalnie to babcia nie jest w porządku.
Dodam jeszcze, że babcia za młodu dwa razy zaszła w ciążę i dwójkę dzieci oddała... Pozostałą trójkę postanowiła wychować.

No więc sytuacja wydarzyła się kilka dni temu, na rocznicy śmierci naszego ojca, a jej syna. Cała rodzina jak zwykle w ten dzień przygnębiona, rozmowy niby żwawe, ale nastrój wyjątkowo okropny. Młodzi oczywiście zostali wypytani o związki, o szkołę... Właśnie - o szkołę.

Moja siostra jest wyjątkowo zdolną dziewczyną. Szkołę średnią zaczynała w technikum, ale kierunek po prostu jej się nie spodobał... Dużo też chorowała, miała zaległości. Tak też po pierwszym semestrze zapadł wyrok - zmiana szkoły. Jedyną opcją na uratowanie roku było liceum zaoczne. Mojej siostrze to pasuje - pracuje sobie w dzień i bardzo pomaga w domu... Ale babcia oczywiście chciała jej dopiec:
- Przecież to wstyd, co ludzie powiedzą, zaraz pomyślą, że jesteś w ciąży!
Siostra nie wytrzymała. Spojrzała na babcię i odparła:
- Wiesz babciu, to nie są te czasy, kiedy panna z dzieckiem musi je oddawać obcym, bo to wstyd.

Pierwszy raz w życiu ktoś zgasił naszą wredną babkę... Chociaż przy stole zapadła niezręczna cisza, to siostra jawnie mówi, że "warto było".

#9isjI

Około rok temu poznałem kobietę, przez miesiąc ukrywała fakt posiadania dziecka. Stwierdziła, iż zrobiła to po to, żebym mógł ją lepiej poznać, zamiast skreślić na początku. Już wtedy powinienem dać sobie spokój, ale serce już zdążyło zabić.

Piękna sielanka bardzo szybko się kończy, zwłaszcza po zamieszkaniu razem. Bardzo szybko doszło do mnie, że każdy wieczór będziemy spędzać w domu, ewentualnie na spacerze, bo nie ma z kim dziecka zostawić, bo w przeciwnym razie trzeba je wieźć do jej matki 60 km dalej i rano odebrać, a to wiąże się z trzeźwymi weekendami. Ja mam 27 lat i nie chcę spędzać życia jak emeryt. Popukać się też jak młodzi ludzie nie bardzo mogliśmy, ewentualnie w nocy, i to po cichu, żeby małej nie zbudzić. Już wtedy zaczynało mnie to wszystko irytować. Ona nie pracowała, bo mała miała 4 lata i chciała się nią zajmować. Już wtedy powinna mi się zapalić czerwona lampka, dlaczego dziecka nie można oddać do żłobka, a ona do pracy.

Doszło do mnie po czasie, że jako facet w tej relacji zawsze będę pełnił rolę drugoplanową i moje potrzeby zawsze będę na drugim miejscu - ja śpię w salonie, bo mała chce z matką, na wypadzie w góry musimy wracać, bo mała zmęczona. Chcę sobie obejrzeć coś w TV - nie, bo mała chce akurat bajkę itd. Paradoksalnie rękę po hajs wyciągała, kiedy pokazałem jej, że potrafię kupić małej to czy tamto, ale decyzji odnośnie wychowywania już nie mogłem podjąć. To nic, że mieszkali u mnie i żyli za moje, ale kto by się na to patrzył.

Czara goryczy przelała się, kiedy mała utopiła mój telefon służbowy, gdzie były wszystkie kontakty do klientów i inne ważne rzeczy. Uniosłem się na nią i usłyszałem od matki, że nie jestem jej ojcem i nigdy nie będę i mam nie podnosić głosu na jej dziecko.

Wylała mi na głowę kubeł zimnej wody. Poczułem się tak jakby ktoś mnie uderzył tępym narzędziem. Emocje wzięły górę i kazałem jej zabierać małego bachora i wyp…ć z mojego życia.

Była to najlepsza decyzja, jaką podjąłem od dłuższego czasu. Czuję w tym momencie psychiczną ulgę. Skończyło się znoszenie jej humorów i humorów małej, bo matka nie potrafiła zapanować nad własnym dzieckiem. Skończyło się oglądanie jej byłego faceta, który przychodził do dziecka i który wtrącał się na tyle, że w pewnym momencie miałem wrażenie, że jest nas w związku troje. Skończyło ogołacanie z hajsu, bo wszędzie gdzie byliśmy musiałem liczyć wydatki razy trzy, nie mówiąc już o lekach w razie choroby, ubrankach itp., które ja pokrywałem w większości. Żadnego pożytku z takiego związku. Seksu jak na lekarstwo, no bo nie ma kiedy przy wszędzie obecnym dziecku, które ma ADHD. Moje inne potrzeby też były marginalizowane lub ignorowane, no bo dziecko.

Nigdy więcej takiego bagna i jak najdalej od samotnych matek. Tylko bezdzietne.

#ZsoAb

Chciałem się z wami podzielić swoim punktem widzenia na małżeństwo. Dokładnie na jego aspekty często poruszane na tej stronie.

1. Wolność małżonków.
Moja od 6 lat żona nigdy nie robiła mi żadnych problemów z wyjściem samemu do znajomych, na miasto czy gdziekolwiek. Nawet weekendowe wyjazdy bez niej były akceptowane (mamy takie hobby, że czasem przez rok nie ma nas w weekendy w domu). Ustalaliśmy plan kto co robi przed moim wyjazdem i dwa dni zabawy słomianego wdowca.

2. Wydatki.
Mamy wspólne konto plus ja mam osobne, na którym odkładam kasę na dom i czasem coś z niego wydam na swoje przyjemności. Nie ukrywamy przed sobą ani wysokości wydatków, ani na co poszły. Jak trzeba zacisnąć pasa, to się nawzajem pilnujemy. Ustalamy limity kasy na przyjemności i na podstawowe wydatki.

3. Seks.
Oboje jesteśmy mało aktywni seksualnie. Bywa, że przez kilka miesięcy wystarcza nam przytulanie. Ale i czasem mamy szalone pomysły, jak seks na łące czy wyuzdane zabawy pod namiotem. Kiedyś zaciągnęliśmy do łóżka wspólną koleżankę, która wpadła na wino i ploty. Spontanicznie, tak jakoś wyszło. Podobają nam się podobne kobiety i podobni faceci. Nie mamy problemu, by o tym rozmawiać. Nawet na striptiz na wycieczce w Krakowie to ona mnie wyciągnęła, bo chciała pooglądać młode cycki. Na wyjazdach gdy widzę dziewczynę, która mi się podoba, to pierwsze co robię, to pokazuję ją mojej żonie. A ona na to "poczekaj, wieczorem pod prysznicami oblukam, czy ma fajną figurę". Kiedyś niezależnie podrywaliśmy tego samego barmana, proponując mu trójkąt.

4. Wsparcie.
Jak zaczęliśmy się spotykać, byłem wrakiem po nieudanym małżeństwie. Bezrobotny student ostatniego roku. Dzięki niej napisałem magistra, nauczyłem się prowadzić firmę, znalazłem świetnie płatną pracę i się rozwijam. Kiedy ona ma złe dni, biegam do sklepu po zakupy, robię jej jedzenie i przykrywam kocykiem. Jak ma problem, to jestem do jej pełnej dyspozycji. Jak trzeba będzie, to i trupy w lesie poukrywam. Bo ja jestem dla niej, a ona dla mnie.

I doszedłem ostatnio, dlaczego wielu ludzi narzeka na swoje związki. Bo ze sobą nie rozmawiają. Nie chodzi mi o codzienne "co w pracy? No u mnie też ch*jnia". Nie rozmawiają ze sobą szczerze o swoich potrzebach i obawach. Ona chce dziecko, a on uważa, że powinien też chcieć. Potem przez 10 lat on siedzi po godzinach w pracy, bo wizja powrotu do pieluch go przeraża. Może on nie był gotowy, a może myślał tylko, że jest, a teraz boi się przyznać przed żoną, że się boi. Ona marzy o Zorro w masce, co ją porwie na płatkach róż, a on o szybkim lodziku przed snem. W efekcie ona podrywa stażystę z punktu ksero, a on chodzi na k*rwy. I tak, żyją, bojąc się własnych myśli i kryjąc je przed osobą, dla której powinni być całym światem. Przed którą powinni się otworzyć jak przed nikim innym i odkrywać samych siebie.

Pozdrawiam ze szczęśliwego i szczerego związku.

#FR236

To zdarzyło się ok. 10 lat temu. Byłam wtedy w 1 klasie gimnazjum. Jako niedojrzałe, i mało pojętne dziecię (w końcu dopiero wyszłam z podstawówki) nie kojarzyłam dobrze nazw wszystkich części ciała. I tu zaczyna się moja historia...

Były dni otwarte szkoły. Z koleżankami biegałyśmy po boisku i nagle wskoczyłam na ławkę. Nie zauważyłam na ziemi kamienia i zeskoczyłam akurat na niego. Ból był przerażający, a chrupnęło mi tak mocno w kolanie, że słychać było trzy ławki w tył. No niestety pogotowie, nastawienie kolana i diagnoza - zerwane więzy krzyżowe, wyskakująca łękotka i parę innych. Tak czy siak operacja nieunikniona. Musiałam poczekać na nią miesiąc, a w tym czasie 2 tygodnie pochodziłam w gipsie, żeby noga się zregenerowała.

Po ściągnięciu gipsu i powrotu do szkoły pech chciał, że miałam WF. A ja go nienawidziłam. W efekcie 4 razy w miesiącu miałam okres i wiele innych objawów. Mój nauczyciel już nawet nie zwracał na to uwagi i zawsze wstawiał 1. Ale tego dnia uradowana wchodząc na sale gimnastyczną wiedziałam, że do końca roku szkolnego ćwiczyć nie będę. Wtedy wywiązał się dialog między mną a nauczycielem:
- O znowu okres panno K? Czy inne nieznane objawy? - zaczął nauczyciel.
- Tym razem mam poważny problem i usprawiedliwiony... - odparłam pewna siebie.
- Aż boje się zapytać. Ale mów co się stało?
- Ostatnio miałam poważny wypadek, z powodu którego uszkodziła mi się łechtaczka...

Tak, powiedziałam łechtaczka zamiast łękotka! Reakcja dziewczyn i jego mina była bezcenna. A ja oczywiście stojąc dumna nie wiedziałam czemu każdy się śmieje ze mnie i jeszcze tekst nauczyciela: "W tym wieku i już takie problemy. To faktycznie poważne i usprawiedliwione".

Gdy dotarło do mnie potem co powiedziałam, myślałam, że spalę się ze wstydu. Do końca gimnazjum pan od WF-u regularnie pytał o stan mojej uszkodzonej "łechtaczki".
Dodaj anonimowe wyznanie