#3LGkF

Mam 25 lat, czyli wszystkie szkoły, studia i ćwierć życia za sobą. Przeżyłem prawdziwą miłość około ośmiu lat temu. Poznałem ją w szkole, była u nas nowa. Już pierwszego dnia, kiedy zarzuciła w dal swym pięknym, kruczoczarnym włosiem, przyłapałem się na tym, że coś zbyt mocno zapingala mi moje serducho. Tak się właśnie zaczęło. Jedna lekcja, druga, spacery po szkole, później splecione dłonie i złote zachody słońca. Było pięknie. Piękne były całe trzy lata, które spędziliśmy ze sobą – czas miłości, kłótni, oglądania wieczornych seriali, smażenia frytek o czwartej nad ranem, bo luba złapała przedmiesiączkową fazę. Był czas dla nas i czas na naukę, bo oboje poszliśmy na studia. Zupełnie odmienne kierunki, nawet uczelnie po dwóch stronach miasta.  I w końcu przyszedł taki dzień, że wszystko się skończyło. Skończyły się spacery, uśmiechy, wojny na poduszki i bieganie do całodobowego marketu, bo skończył się olej na frytki. Nie było już nic. Luba wyjechała, ja zostałem w mieście. Zostałem sam – z myślami, wyrzutami sumienia i okrutnie bolącym sercem. Wiecie, jak bardzo boli utrata pierwszej, wielkiej miłości? Część zapewne tak. Temu, który nie ma pojęcia, życzę z całego serca, by nigdy tego nie przeszedł.

Przez kilka lat zmagałem się z depresją. Całe długie miesiące widziałem ją w każdej mijanej kobiecie, słyszałem jej głos w słodkich głosach telemarketerek, usiłujących wcisnąć mi kolejną umowę. Nawet pani z warzywniaka przyprawiała mnie o bóle wszystkiego, bo smutnym dziełem przypadku nosiła to samo nazwisko.

Wyleczyłem się z niej po pięciu latach. Pięć długich lat, podczas których każdy mój związek kończył się fochem, przytupem i słowami „nie mogę z tobą być, skoro ciągle myślisz o byłej”. Wyszedłem do ludzi, poznałem nowych przyjaciół, obecnie pracuję w zawodzie i żyję na dobrym poziomie. Powiedziałbym nawet, że mam się całkiem dobrze. Albo i miałem. Do wczoraj. 
Kulturalnie wychodzę na miasto, zaczerpnąć towarzystwa, a przed oczami majaczą mi jakieś kruczoczarne włosy. I ta znajoma już twarz – choć nieco starsza, to wciąż ukochana. I wiecie co? Momentalnie przypomniałem sobie, jak to jest, kiedy boli serce. Zdecydowanie nie polecam. Luba za miesiąc wychodzi za mąż. A ja jutro pędzę do psychiatry po nowe leki.
nowya Odpowiedz

Czyli zerwaliście przez wyprowadzkę na studia? To wszystko? Nie warto było powalczyć? Bo brzmi jakby coś więcej się między wami popsuło, dziewczyna ruszyła dalej, a ty tylko smęcisz i wzdychasz do szczęśliwych chwil.

NiebieskiJezozwierz

Nie napisał, że rozpadło się przez studia

Radonsa Odpowiedz

Nie rozumiem czemu niektórzy tak idealizują swoje byłe/byłych i stają w miejscu.

wyzwoIonaa Odpowiedz

Zgłoś się do mnie tygrysie, dostaniesz zniżkę na moim OF z okazji złamanego serca

NAUS Odpowiedz

Jeszcze nie raz się zakochasz, ale nigdy tak samo. Jest jak jest, trzymaj się.

Dodaj anonimowe wyznanie