#PwIj5

Mam w pracy zastęp pań, które ciągle mówią o nierówności płci, patriarchacie i o tym, że mężczyźni są bardziej uprzywilejowani. Moje koleżanki nie wiedzą o tym, że moja żona spotykała się z dwoma kochankami przez trzy lata naszego wspólnego życia, zadłużyła mnie, parę razy mnie pobiła, a wyprowadzając się zabrała ze sobą dwóch naszych synów. O prawa do widzenia się z nimi częściej niż raz w tygodniu walczyć muszę w sądzie, bo moja była partnerka skalkulowała sobie, że im mniej czasu z nimi spędzę, tym większe alimenty będę musiał płacić.

Ostatnia rozprawa miała miejsce wczoraj. Pani sędzia jasno dała mi do zrozumienia, że dzieci zostają z matką i w najlepszym wypadku dostanę prawo do spotykania się z moimi synami przez parę godzin, dwa razy w tygodniu.

No i ja się pytam - gdzie ten słynny patriarchat, nierówność płci i męskie przywileje?

#3Isuq

Niedawno byłem z moją dziewczyną w bibliotece, bo chciała oddać książki. Oczywiście w czytelni dostrzegła jakąś gazetę, którą koniecznie chciała przeczytać. Czyta, czyta, a tu nagle z okularów wypadła jej mikroskopijnych rozmiarów śrubka. Była po prostu niedokręcona. Śrubka na szczęście się znalazła, ale pozostał problem - jak ją przykręcić?


Dziewczyna zapytała mnie, czy może przypadkiem nie mam przy sobie pilniczka (że niby czego?). Nie miałem. Cóż robić? Ano nic. Siedzimy tak i myślimy, aż ona zaczęła szukać czegoś w swojej torebce. Chwila poszukiwań. Co dumna z siebie z niej wyjęła? Zestaw mini śrubokrętów...

A ja głupi myślałem, że te memy o kobiecych torebkach to tylko memy. Otóż to rzeczywistość.

#lhqYA

Otóż... Podobno chłopcy dojrzewają płciowo do około 21 roku życia i wtedy są już ustabilizowani emocjonalnie i seksualnie. Ja mam już 23 lata, a mimo to dzisiaj w bardzo zatłoczonym autobusie, gdy kompletnie nieznajoma dziewczyna otarła się tyłkiem o mojego przyjaciela z powodu tłoku, to ja, po prostu i najzwyczajniej w świecie, doszedłem w spodnie :)

Tak. Plama była widoczna. :) Dziękuję, mój kochany organizmie.

#XzH7N

Historia zdarzyła się rok temu w szkolny dzień chłopaka. Na wstępie zaznaczam, że jesteśmy dość dziwną klasą i prezenty też robimy sobie nietypowe. W naszej klasie panuje zasada, że upominki otwieramy dopiero w domu.

Mamy w klasie 5 chłopaków, co razem z wychowawcą daje nam 6 prezentów. Naszym młodym mężczyznom kupiłyśmy po paczce prezerwatyw, a nauczycielowi breloczek do kluczy z jego imieniem. Wszystko ładnie zapakowane w pudełeczka. Prezenty rozdane.


Około godziny 22 pisze do mnie kolega z klasy, że na jego breloczku jest niewłaściwe imię...

Unikałyśmy wychowawcy jak tylko się da...

#BF2wy

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…" - napisał, kiedyś Jan Zamoyski. Chyba powinniśmy się zacząć wszyscy bać...

Jakieś dwa dni temu, późny wieczór. Wracałem samochodem z siłowni, miałem jeszcze kumplowi do przekazania parę odżywek, więc umówiliśmy się na parkingu pod jednym z większych marketów w moim mieście. Wysiedliśmy, przywitaliśmy się, dałem mu co miałem do dania i postanowiliśmy jeszcze chwilę pogadać. Gadamy sobie w najlepsze, kiedy nagle kumpel dostał po oczach laserem, takim za 5 zł. Myślimy sobie, gówniarzeria się bawi, kto nie był młody i się tak nie bawił niech pierwszy rzuci kamieniem. 

Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy. Olaliśmy to. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale za jakieś 2 minuty widzimy idące środkiem parkingu dwie kobiety z dzieckiem, one w wieku jakieś 22 lata, może trochę mniej, a dzieciak ze 2-3. Sam już szedł. Kobiety z zachowania w stylu "wódka, wino, dwa szampany, ojciec dziecka nieznany". Ku naszemu zdziwieniu w rękach dzierżą, niczym dresowi Jedi, dwa chińskie lasery i świecą nam po oczach... Kiedy nas minęły, oczywiście w atmosferze śmiechu, jedna odzywa się do dziecka: "Powiedz ch*j." Na co dziecko pełne radości, po chwili, słodko się sepleniąc odpowiada: "ch*j". Mamuśki, rozbawione, rozpływały się nad dykcją maluszka. My z kumplem walnęliśmy po klasycznym facepalmie...

Aż ciśnie się na usta, zabić zanim złoży jaja, ale w tym wypadku już chyba nieco zbyt późno. Szkoda tylko tego maluszka...

#2SfPP

#metoo

Gdy byłam w gimnazjum, molestował mnie nauczyciel od WF-u. Wydawał się sympatyczny, charyzmatyczny, mający w sobie to ''coś''. Wszyscy go uwielbiali, lecz czułam, że coś jest nie tak.

Odkąd pamiętam spoglądał na mnie trochę innym wzrokiem. Zaczęło się dość niewinnie: droczył się, podśmiewał się (wydawałoby się, że dla zabawy) ze mnie, jednak po czasie wyewoluowało to w ciągnięcie za włosy, łapanie za ramię, tyłek, niezręczne komplementy.

Czułam się bardzo niekomfortowo. Żaliłam się rodzicom, wychowawczyni, pedagog, ale
słyszałam jedynie, że to zwykłe żarty, wyluzuj. Mi nie było do śmiechu. Zaczęłam notorycznie opuszczać lekcje.

Szkoda tylko, że zorientowali się dopiero, gdy próbował mnie zgwałcić. Niby zostało wszczęte jakieś dochodzenie, ale sprawę umorzono, a jedyna kara, jaka go spotkała, to przeniesienie do innej szkoły. Ja za to zostałam z traumą na całe życie i ogromnym żalem do dorosłych, którzy nie reagowali. A, i jeszcze sama jestem sobie winna, mogłam nie prowokować.

#50UV9

Moje życie miało się potoczyć po ustalonym torze - miałam skończyć dobre liceum, pójść na dobre studia, znaleźć sobie dobrego faceta i dobrą pracę, ułożyć sobie życie. Podobał mi się taki plan i nigdy nie poddawałam go wątpliwości... aż do dnia, kiedy nagle zmarł mój ojciec. Przywitałam się z nim po powrocie ze szkoły, a pół godziny później opłakiwałam jego śmierć. Miałam wtedy 17 lat i kończyłam pierwszą klasę liceum. To wydarzenie zmieniło mój sposób patrzenia na przyszłość i na moje plany. Zaczęłam poddawać wątpliwości słuszność moich planów, zaczęłam się zastanawiać czy to wszystko ma sens, nagle przekonałam się, że życie jest niespodziewanie kruche. 

Na początku drugiej klasy liceum zadecydowałam - nie pójdę na studia. Ta decyzja spotkała się z ogromną krytyką ze strony kolegów i koleżanek z klasy, nauczycieli, mamy i innych członków rodziny. W końcu byłam zdolna, nigdy nie miałam problemów z nauką, szkoda się marnować, co ty będziesz robić w życiu, to po co poszłaś do tego liceum... słyszałam tylko oskarżenia i negatywne słowa od innych osób, za to zero wsparcia. Kiedy skończyłam 18 lat i drugą klasę liceum podjęłam kolejną ważną dla mnie decyzję - odchodzę ze szkoły. 

Może nie dosłownie, bo szkołę skończyłam, tylko, że było to inne liceum i było to liceum online. Nie miałam jednak odwagi przyznać się do tego, więc po prostu powiedziałam wszystkim, że jadę na wakacje zagranicę, spakowałam walizkę, a w tajemnicy przed rodziną zabrałam moje dokumenty z liceum i przeniosłam do szkoły online. Nigdy nie kupiłam biletu powrotnego z tych wakacji. 

Przez pierwszy rok, do napisania matury mieszkałam we Francji - przez pierwsze miesiące zatrzymałam się u znajomej, potem znalazłam pracę w restauracji i kontynuowałam naukę. Moja mama starała się mnie przekonać do powrotu, ale ja tego nie chciałam, nie po to wyjeżdżałam. Zdałam maturę z bardzo dobrymi wynikami i tym samym pokazałam jej, że potrafię uczyć się bez chodzenia do szkoły. A potem.... zaczęła się podróż mojego życia :)

Przez 4 lata żyłam na walizce, dosłownie - miałam jedną walizkę niezbędnych rzeczy, a wszystkie "ekstra" co nabyłam po drodze wysyłałam mamie do Polski. Przez 4 lata nie byłam nigdzie dłużej niż trzy miesiące, nauczyłam się dodatkowych dwóch języków obcych i poznałam kilka niezwykle ważnych dla mnie osób. Pracowałam przy wyprowadzaniu psów w Pradze, obsługiwałam klientów w tłocznych kawiarniach w Berlinie, asystowałam przy sesjach zdjęciowych w Sewilli i podróżowałam po Turcji z rodziną krzykliwych Włochów. W międzyczasie zgłębiłam tajniki projektowania stron internetowych i zaczęłam wykonywać zdalnie projekty dla klientów z Polski, Anglii czy Niemiec - czasami kończyłam zlecenia siedząc w namiocie podczas ulewy, a czasami oglądając z okna morskie widoki. To nie był czas samej radości, to były dla mnie często smutne i trudne chwile, ale jedno było pewne - mimo wszystko kochałam to i byłam szczęśliwa. Nigdy nie poprosiłam mojej rodziny o złotówkę, nadal nie otrzymywałam od nich wsparcia w tym co robiłam. Ja za to nigdy nie żałowałam tego co robię i nigdy nie pomyślałam "fajnie byłoby mieć studia", chociaż znajomi dalej mnie przekonywali, że życie studenta jest fajniejsze.

W projektowaniu stron zaczęłam czuć się jak ryba w wodzie i w pewnym momencie mogłam się utrzymać tylko z tego, bez konieczności podejmowania dorywczych prac. Poznałam też faceta, który zajął ważne miejsce w moim sercu. 

A teraz... pod moimi nogami leży zwinięty w kulkę pies. Rok temu ten ważny facet stał się moim mężem, pół roku temu zakończyliśmy remont miejsca, które stało się dla nas domem. Za oknami mam polską wieś, taką prawdziwą, a nie wieś dla nowobogackich. W prezencie ślubnym od męża dostałam dwie kozy ;). Nie musimy chodzić do pracy, bo obydwoje pracujemy zdalnie. Mogę spać do południa, stać mnie na różne przyjemności, nadal nikogo nie proszę o pieniądze i mam walizkę pełną wspaniałych wspomnień oraz adresownik pełen numerów pod które mogę zadzwonić nawet w środku nocy. Jestem szczęśliwa, spokojna, osiągnęłam wewnętrzną równowagę w moim życiu i cały czas czuję, że to jest to co chcę robić. 

A co usłyszałam po tych wszystkich latach od mojej matki? "Córka X skończyła dwa kierunki, a córka Y studiuje chemię! A Ty? Ty nic w życiu nie osiągnęłaś i nie mogę się tobą pochwalić!" Nosz k#@^wa!

#KDkhf

Teraz absolutnie każde wyznanie jest wyszydzane i wyśmiewane, a osoba je pisząca mieszana z błotem. A wy się dziwicie, czemu nikt nie chce nic pisać?

Pewnie macie rację, że mało jest takich prawdziwych anonimowych, że coraz więcej jest po prostu historyjek z czyjegoś życia czy wylewania smutków. Ale co nie spojrzę na komentarze, to szydera, oskarżenia o nieprawdziwość wyznania albo komentarze "nikogo to nie obchodzi".

Skoro nic nikogo nie obchodzi, to po co w ogóle tutaj zaglądacie? Kiedyś ludzie wstawiali tutaj swoje anonimowe historie żeby przekonać się, jaka będzie reakcja społeczeństwa. Były to rzeczy, których nie mogli powiedzieć nawet bliskim, bo bali się ich reakcji. I tacy ludzie mieliby cokolwiek zamieszczać tutaj? Gdzie mają pewność bycia wyszydzonym?
Proszę was, przestańcie tworzyć tak toksyczną społeczność, bo anonimowe nigdy nie wrócą.

#Laapt

Pewnego niedzielnego poranka udałem się na mszę do pobliskiego kościoła. W trakcie mszy jakieś dziecko chodziło po całym kościele. Nagle w czasie podniesienia, podczas gdy wszyscy klęczeli i rozległ się odgłos gongu, dziecko stanęło jak wryte i powiedziało na głos: "Baza wirusów danych została zkatalizowana!" (dokładnie takie słowa).



Wszyscy płakali ze śmiechu. Nawet ksiądz.
Dodaj anonimowe wyznanie