Cała Polska w żółtej strefie, młodsze dzieci cieszą się z możliwości zajęć zdalnych, a ja jako licealistka jestem przerażona. Nasza historyczka stwierdziła, że nie będzie się wysilać na zdalnych lekcjach, ale jak wrócimy, to nam taką śrubę wbije, że popamiętamy ją do końca życia.
Miłej samodzielnej pracy, kochani Anonimowi ;)
Dodaj anonimowe wyznanie
Jeżeli obecne nastolatki czują się przerażone koronawirusem, to pomyśl sobie co czuły nastolatki żyjące w czasach wojny, gdy każdego dnia można było zginąć
Śmiertelny strach
No tako śmiertelny wirus, że żeby być pewnym czy się go ma trzeba zrobić test bo nie ma innych objawów xD
I od razu nikt się nie boi bo młodzież podczas wojny MIAŁA GORZEJ XD
Czytanie ze zrozumieniem, wg mnie autorka jest przerażona z powodu zdalnych, a nie wirusa. Przerażające jest to, w jaki sposób zdalne są prowadzone.
Autorka pisze, że jest przerażona podejściem pani od historii do uczenia, nie koronawirusem. Też bym nie była zachwycona, gdyby nauczyciel z liceum wymyślił sobie metodę "długo nic (nie wiadomo do kiedy), pod koniec roku wszystko"
jeśli nastolatki żyjace w czasach wojny tak się bały to pomyśl sobie co czuły nastolatki w średniowieczu jak wszędzie wojny brud bieda smród itp.. a potem pomyśl jak się czuły nastolatki jeszcze wcześniej.
Co za beznadziejny sposób myślenia. Ma prawo ją przerażać teraz wirus.
Tak samo jak gadanie, o bo kiedyś to było tak i tak i było dobrze. Kiedyś to ludzie mieszkali w jaskiniach i też było dobrze :D
I dlatego współczesne nastolatki nie mają prawa do strachu, smutku, miłości, depresji, nadziei, nienawiści wobec toksycznych rodziców, bo ktoś kiedyś miał gorzej
Co ciekawe gro takich komentarzy wygłaszają obecni młodzi dorośli, którzy jako nastolatki nie przeżyli ani jednego ani drugiego. Natomiast do oceniania są pierwsi.
@siusiolek
W średniowieczu nie było czegoś takiego jak nastolatki. Kobieta miesiączkowała - czyli mogła rodzić dzieci, więc była już dorosła. Chłopak był w stanie unieść miecz/widły - czyli był dorosły.
A obecne nastolatki są po prostu przewrażliwione i panicznie boją się wszystkiego, czego nie znają, albo co wypycha je z ich strefy komfortu.
Według badań przeciętna kobieta w średniowieczu rodziła pierwsze dziecko w wieku około 20-22 lat, czyli była już dorosła nawet na dzisiejsze standardy.
Myślę, że spokojnie możesz przygotować się z książki. Nie wiem, w której jesteś klasie, ale jeżeli nauczycielka chce wbić Wam śrubę, podejrzewam, że możesz mieć rozszerzoną historię. Przy założeniu, że rozszerzasz przedmiot, myślę, że możesz chcieć zdawać maturę. W takim wypadku nie zaszkodzi Ci przeczytanie podręczników. Historia akurat jest takim przedmiotem, że bardzo dużo można zrobić samodzielnie.
A nawet jeśli nie zdajesz jej na maturze, to dla własnego świętego spokoju możesz się po prostu przygotować na to, co nadejdzie po zdalnej nauce.
w sumie racja ;) historia to kojarzenie faktow i pamieciowka z datami, nie jest to jakies trudne jak chemia czy fizyka, ktora nalezy rozumiec a nie tylko wykuc
Podręczniki z historii są słabo napisane, miałam rozszerzenie z historii i serio, przynajmniej trzy książki używałam, żeby opracować sobie zagadnienia na sprawdzian. Uwielbiam historię, bo to moja pasja, ale jako przedmiot po prostu znienawidziłam (trochę też przez nauczyciela).
Zdawałem historię na maturze jako mat-fiz, po latach podwyższałem wynik. Bez problemu poradziłem sobie, korzystając ze swoich podręczników, a z interesujących mnie wydarzeń i tak miałem pogłębioną wiedzę. Zabolało mnie raptem osiem stron (z obrazkami) poświęcone jednemu z bardziej nurtujących mnie zagadnień. Historii nie traktuję jako pamięciówki, a jako ciąg przyczynowo-skutkowy - sądzę, że tylko przy takim spojrzeniu jesteśmy w stanie się jej z sukcesem uczyć. I dla mnie to również pasja.
@Whiteknhight świetny sposób myślenia. Autorka powinna sobie sama wszystko przeczytać i zrozumieć, a nauczycielka może jeszcze dostać wypłatę ze to, że nic nie zrobiła? To nie uczelnia wyższa a szkoła średnia i psim obowiązkiem nauczycieli jest prowadzenie lekcji. Sami chcieli przejścia na nauczanie zdalne i mieli bardzo dużo czasu by się do tego odpowiednio przygotować.
Jako historyk, pozwolę sobie dopowiedzieć. Historii nie można traktować jako pamięciówki - wykuję daty i będzie ok. To jest pierwsza metoda, by zniechęcić ucznia do historii. Historię należy traktować jako ciągi przyczynowo-skutkowe. Coś wynika z czegoś, cos jest następstwem czegoś, a jeszcze inne coś jest jego przyczyną. A ta przyczyna wzięła się stąd a stąd. Tym sposobem łatwiej jest zapamiętać wydarzenia historyczne, a przy okazji zaciekawić się historią.
Druga sprawa to podręczniki. Te szkolne faktycznie nie są zbyt dobre. Pamiętam zdanie historyka z liceum, który na pierwszej lekcji pokazał nam, dlaczego podręcznik jest zły i zalecił korzystanie z podręczników akademickich. Zdawalność matury z historii miał, dzięki tej metodzie, na poziomie 90 procent.
Niemazaco, oczywiście masz rację, ale mówimy o dwóch aspektach problemu, które potraktowałem rozłącznie. W żaden sposób nie usprawiedliwiam historyczki, o podwyżkach już się kiedyś wypowiadałem, szczególnie że sam w liceum zostałem zmuszony do nauki w pojedynkę (ale czy na studiach jest inaczej?). Pewnie powinienem popsioczyć na nauczycielkę, że należy się jej wilczy bilet ze szkoły, ale co w ten sposób osiągnę? Jeżeli autorka ma możliwość i chęci, niech zgłasza historyczkę komu trzeba. W komentarzach niżej pojawiło się psioczenie, więc zamiast bez sensu to powtarzać, zasugerowałem pomysł częściowego rozwiązania hipotetycznego problemu "mam maturę, a mój nauczyciel jest beznadziejny". Nawet nie wiem, czy autorka zdaje maturę. Dlatego trudno mi zrozumieć, czemu się na mnie złościsz.
Robroyek - to też napisałem i masz rację, historia jest bardzo logiczna, dlatego uważam, że tak właśnie warto na nią patrzeć. Ważniejsze od daty chrztu Polski jest osadzenie jej w realiach średniowiecznej Europy jako elementu łańcucha zdarzeń - przyczyn i długo- oraz krótkofalowych skutków. Pozdrawiam historyka :)
@Whiteknhight, masz całkowitą rację. Zwłaszcza, że jeżeli zna się ów łańcuch zdarzeń i ciąg przyczyn i skutków, to wiele rzeczy można wydedukować. A to chyba lepsza umiejętność - analiza zdarzeń połączona z logicznym myśleniem, niż wykrycie 100 dat na pamięć oraz 100 nazwisk.
Nie znam daty chrztu Polski, ale znam tło, umiem wyciągnąć wnioski z analizy sytuacji i położenia geopolitycznego. Wiem, co było przedtem, wiem co nastąpiło później, a zatem z dokładnością do dekady wieku jestem w stanie umiejscowić owo wydarzenie.
Szkoda tylko, że dla wielu nauczycieli ważniejsze są czyste daty, a to idealnie zniechęca do historii.
Szkoda mi obecnych uczniów i to we wszystkich klasach, bo będą sporo do tyłu, a matur im nikt nie przełoży. Współczuję Ci Autorko podejścia historyczki do nauczania zdalnego. Bądź od niej mądrzejsza i wymagaj od siebie więcej niż ona wymaga w tym momencie od Ciebie, a po powrocie nie będziesz miała kłopotów z materiałem. Jeśli zamierzasz zdawać maturę z historii, to spróbuj rozwiązywać matury z poprzednich lat, choćby tylko wybiórczo z konkretnych epok. Powodzenia!
Współczuję wam drodzy uczniowie. O maturze nie wspominając!
nagrywac to babsko i pyk nagranie do dyrekcji
zdalne tez mozecie nagrywac zeby bylo widac wklad wlasny pani nauczycielki
Z jednej strony to jest dobry pomysł, ale z drugiej strony, według regulaminów i RODO, zajęcia online można nagrywać tylko i wyłącznie za zgodą prowadzącego zajęcia. Jeśli taka osoba nie wyrazi zgody, to prawdopodobnie, szczególnie szkoła, będzie bardziej skora ukarać ucznia czy studenta niż nauczyciela
@umgal
Można nagrywać, o ile ma to stanowić dowód, np. w sądzie.
w PL nie ma czegos takiego jak owoce zatrutego drzewa
dowod jest niedopuszczalny tylko jesli w bezposredni sposob pochodzi z przestepstwa ( typu wlamanie do domu bez nakazu)
nagrywac rozmowe mozna jak najbardziej jesli sie w niej uczestniczy
jako dowod mozna przedstawic zapis rozmowy z plikiem mp3 do wgladu
Zgłoście to do dyrekcji.
A nie macie jaj, żeby się odezwać?
Też byś nie miał jaj się odezwać, nauczyciele potrafią tak rujnować życie codziennym pytaniem o byle co, że strach się bać
Mowa o historii, a nie fizyce czy matematyce. Jeśli masz książkę - a masz, to spokojnie sama się nauczysz. Nikt za Ciebie materiału nie zapamięta.