#nghbt

Historia o tym, jak wiele lat temu miałam szereg badań w kierunku padaczki.

Była impreza rodzinna, a na niej między innymi 3-, może 4-letnia ja. Na co dzień żywe, wszędobylskie dziecko. Bawiłam się z innymi, kiedy nagle z radosnej mordki zniknęły wszelkie emocje i padłam trupem. Mama położyła mnie do łóżeczka uznając, że najwyraźniej miałam za dużo wrażeń i potrzebuję drzemki. Jak gdyby nigdy nic wstałam po około dwóch godzinach i wróciłam do zabawy. Tacie pediatrze nie dawało to jednak spokoju i przebadał mnie wszelkimi dostępnymi w tamtych czasach metodami. Nic nie znaleźli, dziecko zdrowe, o sprawie zapomnieli.

Prawda wyszła na jaw po 30 latach.
Upiłam się z moim 8 lat starszym braciszkiem w sylwestra. Na słowa, że pierwszy raz chyba tak pozwoliłam mu się urobić, stwierdził z rozbawieniem, że to już drugi. Debil wlał 3-latce wódkę do soku, bo ta nie dawała mu w spokoju poukładać klocków lego z kuzynem. Obiecałam mu, że rodzice się nie dowiedzą, więc chociaż z Wami się podzielę.

PS Brat został pediatrą, a historia nadal go bawi.

#lHF8T

Jestem zaręczony, za rok, gdy sytuacja wirusowa nie pokrzyżuje planów, wezmę ślub. Pracuję z przyjacielem, z którym znam się od zerówki, co rok ta sama klasa. On także jest zaręczony. Cały czas jesteśmy poza domami, wyjazdy i delegacje - no cóż, taki biznes.

Podczas poprzedniego wyjazdu mieliśmy zabawną sytuację.
Nowe miejsce, każdy ciekawy skąd jesteśmy, jak długo się znamy, czy blisko siebie mieszkamy itd., a na końcu wywiadu kierownik zapytał "A od kiedy jesteście parą?".

Do tej pory nie myśleliśmy, że ktoś może nas brać za parę 😂

#awvmq

Już kiedyś sprzedałam światu moją sytuację, jest ona również bardzo częstą opowieścią w naszym domu, dziś podzielę się nią z wami.

Sytuacja miała miejsce kilka lat temu, gdy mój chrześniak miał wówczas 5-6 lat. Przybiegł do mnie do pokoju i krzyczał, że jego brat bardzo brzydko na niego powiedział, pytam więc:
- Jak brzydko?
- Ciociu, bardzo brzydko!
Nie chciałam, by dzieciak powtarzał po bracie, więc spytałam tylko na jaką literę było to przekleństwo, a Kacper:
- Ciociu, na literę "O"!
No i zaczynam myśleć - ośle, obsrusie... Kurczę, nie mam pojęcia...
- Kacperku, to powiedz cioci na uszko, OK?
- Dobrze, powiedział do mnie "O ty k*rwo".

#UBqi3

Dlaczego w Urzędzie Pracy pracują debile?

1. Piszę lasce z urzędu, że jestem po szkole kierunek turystyka na ulicy Ogrodowej, a ta mi ogrodnictwo proponuje...
2. Mówię tej samej, że mam pocztę w tlenie. Ona, że nie, bo w CV ma o2.
3. Coś tam miałem im przygotować, ona mnie pyta o dyskietkę... Mówię, że mam pendrive.
- Co pan ma?
- Pendrive.
- A gdzie mam to wsadzić?

Gdzie ona się uchowała, w lesie?

#438IM

Mam 18 lat. Rok temu wydarzyła się pewna historia, otóż...
Od dziecka lubiłem handel, bycie przedsiębiorczym i każda zarobiona złotówka mnie cieszyła. Jako że żyjemy w czasach, gdzie internet jest u większości ludzi na pierwszym miejscu i każdy spędza w sieci dość dużą część swego życia, postanowiłem, że spożytkuję ten czas. Stworzyłem swój pierwszy fanpage na Facebooku, było tam około 5 tysięcy osób po miesiącu od czasu założenia. Robiłem kolejne, kolejne i kolejne. Dodam, że w każdy fanpage inwestowałem w reklamę. Sumą moich fanpage'ów było około łącznie 1 milion 'lajków'. Wierzyłem bardzo mocno, że w końcu jakaś firma odezwie się i odzyskam chociaż w małym stopniu swoje zarobione pieniądze, bo przecież robię to od dwóch lat, a póki co dokładam do interesu. A jak wiadomo, na zjedzony chleb nikt nie lubi pracować.

Godzina 19, zgłodniałem, a w lodówce świeciło pustkami. Postanowiłem, że pójdę do pobliskiej Biedronki. Po wybraniu wybraniu kilku produktów, stojąc przy kasie, podchodzi do mnie mężczyzna, nie wyglądał na takiego, który lubi pić, a przynajmniej tak to wyglądało z mojej strony. Zapytał mnie czy nie kupiłbym mu dwóch bułek i najtańszą konserwę stojącej na półce. Pomyślałem sobie - skoro pyta mnie o jedzenie to czemu nie, przy sobie miałem tylko 20 zł, po zrobieniu swoich zakupów zostało mi dokładnie 6,90 zł. Wybraliśmy produkty, za które zapłaciliśmy równowartość posiadanych moich pieniędzy, podziękował mi i powiedział, że to mi się w najbliższym czasie zwróci. Podziękowałem mu i życzyłem mu wszystkiego dobrego i tak nasze drogi się rozeszły.

Po dwóch dniach od zaistniałej sytuacji wszedłem na swojego e-maila i okazało się, że firma zajmująca się odżywkami chce się u mnie reklamować, a kwota, którą mi zaproponował zleceniodawca wynosiła 6900 zł.
Karma powraca, sam jestem tego przykładem.

#F48FT

Od miesiąca mam w pracy nowego kolegę, Maciusia. Siostrzeniec szefa. Zajmujemy się naprawą elektroniki i generalnie urządzeń elektrycznych. Z racji tego, że chłopak nie ma zdolności technicznych i jest po ogólniaku o profilu humanistycznym (przez covida studia przełożył na przyszły rok), zajmuje się papierologią. Ponieważ nie ma za wiele do ogarnięcia, snuje się po sklepie albo magazynie i gra na nerwach mi i drugiemu koledze, Kamilowi. Głównie wzdycha i marzy o dziewczynie, biadoli, że albo go nie chcą, albo nie spełniają jego oczekiwań. I o ile fakt, że jest chudy i niski to nie jego wina, to wymagania ma mocno oderwane od rzeczywistości. Marzy mu się dziewczyna, która wcześniej nie była nawet na randce, ładna, troskliwa, wrażliwa, wspierająca go, delikatna romantyczka, żeby razem mogli sobie spacerować za rączkę, generalnie jak to ujęła moja narzeczona, ona mu daje maliny, a on jej zrywa kwiaty do wianka. W dodatku jest strasznym bucem, chwali się, że pójdzie na studia i będzie profesorem, a my to takie głupki po technikum. Nie ogarnia, że nam papierek z uczelni nie jest potrzebny. W dodatku nie czytamy klasyki i noblistów, tylko jakichś Kingów i Sapkowskich albo gazety i o zgrozo, czasem gramy na konsoli.

Kolega mu kilka razy odpyskował, ja go zazwyczaj olewam, wkurzyłem się raz, kiedy stwierdził, że nie wie, co we mnie widzi moja narzeczona, która jest logopedą dzieciaków z upośledzeniami, więc osobą mądrą i wykształconą. Oczywiście poskarżył się wujkowi. Robi to zawsze, kiedy coś mu nie pasuje, na szczęście szef jest w porządku i nie robi afery.

Kilka dni przed świętami szef był u syna na jasełkach w przedszkolu, my skończyliśmy naprawiać pralkę jednej starszej pani. Mieliśmy czas, daleko nie było, więc zawieźliśmy z Kamilem pralkę sami. Na wszelki wypadek zostawiliśmy młodemu instrukcje, gdyby ktoś przyszedł. Uwinęliśmy się w 20 minut i jeszcze dostaliśmy pudełko domowego ciasta.

Po powrocie zastaliśmy wściekłego faceta z laptopem i zapłakanego Maciusia, który tupnął nóżką i stwierdził, że tego niemiłego pana mamy nie obsługiwać. Jakoś ułagodziliśmy faceta, bo przecież teraz nie możemy wybrzydzać. Nowy był zły, że klient miał w nosie, że on jest wrażliwszy niż inni ludzie i że nie umiał mu pomóc, bo nasze instrukcje oczywiście olał. Nie słuchał, że w naszej pracy tacy ludzie się zdarzają. Tradycyjnie się poskarżył. Na nas też, bo go zostawiliśmy i bierzemy łapówki w formie ciasta.

Z tego co się orientuję, to szef wisi kasę jego rodzicom, więc niestety go nie zwolni.
Oprócz mnie i Kamila nikt nie wie, że planujemy tak obrzydzić Maciusiowi robotę, żeby sam się zwolnił.

#K5jAM

Historia miała miejsce w święta. Mam siostrę bliźniaczkę i zdarza się, że nas nie odróżniają. Moja siostra jest w klasie biologicznej i w tym roku pisze maturę.

Wieczór wigilijny, moja siostra wraz z chłopakiem mieli dojechać troszkę później. Razem z rodziną czekaliśmy na resztę rodziny (wujka i ciocię z dziećmi). No, nareszcie przyjechali, tato zaprosił gości do środka i jak zawsze duże powitanie. Moja rodzina jest dość liczna i było nas dwanaście osób. Witam się po kolei z każdym i na końcu z wujkiem, który podaje mi dużą siatkę z napakowanym jedzeniem, jak zawsze na święta. A w oddzielnym worku podaje mi jakiś pojemnik opakowany w folię aluminiową. Postawiłam siatki na kuchennym stole i zaczęłam rozpakowywać jedzenie. Przyszła pora na tajemnicze pudełeczko. Otwieram je i... krzyki, piski, wrzaski, ponieważ w środku znalazłam... kilka par oczu jakiegoś zwierzęcia.

Co się okazało potem, mój wujek przywiózł oczy jeleni, dla mojej siostry, która miała na lekcji biologi je pokroić razem z nauczycielką. Potem okazało się, że wujek nas pomylił i zamiast dać to magiczne pudełeczko mojej siostrze, wręczył je mi.

PS. Od tamtej pory boję się spojrzeć w oczy mojemu psu.

#92RH9

Tata opowiedział mi ostatnio fajną historię.

Lata 90. Wojskowy poligon. Las na totalnym wygwizdowie. Zima. Po całym dniu ciężkich ćwiczeń na wielkim mrozie, przyszła chwila kiedy żołnierze z ulgą wracali do swoich namiotów. Tacie przemarzły stopy, no i po tylu godzinach w wojskowych opinaczach chciał je odświeżyć. Wziął więc miskę, nasypał do niej śniegu i postawił na tzw. kozie, żeby się roztopił i woda stała się ciepła. Gdy nadeszła chwila, że woda nabrała odpowiedniej temperatury, ojciec z niesamowitą ulgą zdjął wreszcie buty, usiadł na krześle i włożył stopy do miski. Stwierdził wtedy, że tak potwornie waliły mu kopyta, że mało nie zemdlał, ale to normalne gdy przez tyle godzin, dzień w dzień noga poci się w jednych butach. Po paru minutach, gdy stopy odmarzły, odstawił miskę z powrotem na kozę. W tej chwili do namiotu przyszedł inny żołnierz, za którym mój tata, jak i wielu innych, niespecjalnie przepadał. Spojrzał na miskę z uśmiechem, po czym rzekł:
- O, jak dobrze, ciepła woda, cholernie mnie suszy po tych ćwiczeniach - po czym ją chwycił i jednym haustem wypił połowę tej wody...
Ojciec z kumplami ze stoickim spokojem się wszystkiemu przyglądali, choć w głębi duszy pękali ze śmiechu, ale długo się nie napatrzyli, gdyż owy kolega w sekundę wybiegł z namiotu. Wymiotował chyba pół godziny.

Podobno po jakiś czasie przeniósł się do innej jednostki, bo koledzy z wojska spokoju mu nie dawali.

#gI9qg

Wstyd mi straszliwie o tym pisać, ale będąc jeszcze licealistą, wpadłem na samo dno wielkiego dołu znanego pod nazwą „friendzone”. Agata, najładniejsza dziewczyna w naszej szkole, kompletnie zawróciła mi w głowie. Przez prawie trzy lata robiłem wszystko, aby wynieść naszą znajomość na wyższy poziom, a jedyne co mi się udawało, to coraz bardziej grzęznąć w bagnie przyjaźni.

Największe upokorzenia spotkały mnie w ostatniej klasie, kiedy to Agata zakochała się w pewnym chłopaku i z wielkim zaangażowaniem opowiadała mi o szczegółach kolejnych randek i radziła się mnie odnośnie swoich kolejnych posunięć. Jednak prawdziwym gwoździem do trumny mojej umierającej godności były rozebrane fotki, które od niej dostawałem. Agata uznała, że jestem najbardziej godną zaufania osobą oraz powiernikiem wszystkich jej osobistych spraw i tylko ja mogę pomóc jej wybrać najbardziej seksowne fotki, które ona później wyśle swojemu chłopakowi...

#8D1j6

Mając jakieś 6 lat, wybrałam się razem z rodzicielką w odwiedziny do jej koleżanki. Siedzimy, wiadomo - kawka, herbatka, a na stole leży okrągły talerzyk z ogromem cukierków. Koleżanka mamy wyszła na moment, a gdy wróciła, wpatrywałam się jak oniemiała w ten talerzyk (nie bez powodu). Ona mówi do mnie, żebym się poczęstowała, a nawet zabrała kilka do domu, a ja na to:
- Dziękuję, mama już zabrała, ma w torebce!

Mama cała czerwona, podśmiechując się ze wstydu, zaczęła mnie ubierać i stwierdziła, że czas do domu.
Dodaj anonimowe wyznanie