#H1tQv

Mam 25 lat i jestem abstynentką. Drażni mnie alkohol oraz osoby pod wpływem. Najgorszy jest dla mnie zapach przetrawionego alkoholu z ust osoby pijanej.
Ja nigdy problemu z piciem nie miałam, chociaż okazjonalnie traciłam umiar na imprezie, bo nie umiałam rozpoznać swoich granic. Moja mama była wysoko funkcjonującą alkoholiczką, za to tata jest na prostej drodze do zostania typowym menelem, ponieważ piwo jest jego priorytetem, "działa na niego jak sok" itp.

Tata był na odwyku, podczas którego bardzo go wspierałam, odwiedzałam, wiedząc, że jak zwykle wymyśla bajki, trwałam przy nim.
Potem utrzymywał, że jest trzeźwy, dalej raczył mnie super historiami wyssanymi z palca. Wierzyłam.
Potem przyszły urodziny taty, na co wpadli współpracownicy? Na wyciągnięcie go do baru! Tata pracuje w szkole jako woźny, więc nauczyciele, panie sprzątające, inni dozorcy dali tacie alkohol.

Tata znowu zaczął pić, mieszkanie, które dostał ode mnie i mamy zamienił już w melinę, toczy się w dół. Wiem, że on powinien być asertywny, nie obwiniam jego współpracowników. Obwiniam tatę, bo powiedziałam mu, że jeśli postanowi być trzeźwy, to zawsze mu pomogę, tym bardziej że mój syn chciałby mieć dziadka. Ale mój syn potrzebuje trzeźwego dziadka.
Tak więc nie widziałam taty od trzech lat.
Za to widzę, że na Fb pisze wiersze, wspiera strajk kobiet, szuka miłości życia, która nie zauważy, że on jest alkoholikiem. 10 puszek piwa dziennie - tyle jest ważniejsze od córki i wnuka.

Jest mi przykro.

Dlaczego to piszę? Bo przed chwilą przeczytałam wyznanie o tym, jak banda studentów obaliła 6 flaszek z paniami sprzątającymi i znowu boli mnie brak świadomości w społeczeństwie, że nie każdemu powinno się dawać alkohol i że jest to czasem prawdziwa broń, którą można ranić rodzinę osób pijących. Wszystko dla ludzi, jasne, ale z umiarem i rozwagą.

#pLNlZ

Sytuacja sprzed około 3 lat, gdy moja siostra miała jakieś 2-3 lata. Jak to dziecko uwielbiała biegać i bawić się bez ubranek. Pewnego wieczoru, gdy miał przyjechać po nią tata, babcia zwróciła uwagę małej:
- Ubieraj się szybko, z gołą dupą nie pojedziesz do tatusia.
Na co młoda:
- Tatuś lubi gołe dupy.

Czekam na dzień, kiedy razem będziemy się z tego śmiały!

#f1VcF

Mój mąż jest z Indii. Jest Hindusem. Urodził się w Londynie i tutaj też razem mieszkamy.
Moja rodzina i znajomi bardzo go lubią. Podróżujemy razem po świecie, nigdzie się nie spotkałam z negatywnymi komentarzami na temat naszego związku, tylko przyjeżdżając do Polski. Mąż ubiera się normalnie i niczym oprócz trochę ciemniejszego koloru skóry się nie wyróżnia, ba! nawet nie ma zarostu! Niejednokrotnie ludzie w Polsce mijający nas rzucali niemiłe komentarze w naszym kierunku. Że terrorysta, że z ISIS, uchodźca i tym podobne. Nie wspominając już o tym, jak nazywali mnie.
Powiem wam tak, jest mi bardzo przykro, że przyjeżdżając do mojego rodzinnego kraju, z osobą, którą kocham, spotyka mnie tyle nieprzyjemnych sytuacji. On też to widzi, mimo tego za każdym razem przyjeżdża tu ze mną. Każdy wyjazd do Polski, czy to na czyjeś wesele, pogrzeb czy po prostu w odwiedziny, wiąże się ze stresem.

#xLmz7

Czytam te wyznania i czytam, i myślę, że przyszedł czas, abym i ja wyznała jedną z bardziej żenujących sytuacji jaka mi się przytrafiła. Było to około 3 lat temu, w czasach studenckich. Słowo klucz - Juwenalia. Kto studiuje / studiował wie, że to jest, że się tak wyrażę bardzo intensywny czas. Impreza za imprezą, koncert za koncertem, grill za grillem. 

W tym wypadku miejsce akcji to zatłoczony do granic możliwości klub studencki. Muzyka łupie, alkohol się leje, generalnie towarzystwo naprawdę wesołe. No i w tym szaleńczym tańcu poczułam, że spożyta płynna ambrozja zaczyna naciskać na pęcherz. Po wstępnej analizie uznałam, że nacisk nie jest dostateczny by przerwać tany i udać się tam gdzie król piechotą chodzi. Tańczę więc, szaleję, kolejeczka, tańce i nagle czuję, że to już jest ten moment. A nawet baaardzo przedobrzony, przetrzymany moment kiedy muszę pęcherzowi ulżyć. 

Rzuciłam wszystko, lecę do toalety. No i tutaj powstał problem natury logistycznej. Nie wzięłam pod uwagę, że przy tak zatłoczonym klubie w WC może powstać zator w postać niekończącej się kolejki. Niewiele myśląc, postanowiłam ratować spodnie i honor wybiegając na dwór w krzaczki. A tam co? Kupa ludzi! No do biegiem do baru obok, krzyknęłam tylko dzień dobry i w te pędy do miejsca przeznaczenia.

Moim oczom ukazał się cud! Zero kojeki! Pęcherz już tak silnie uciskał na mózg, że w drodze do drzwi kabiny zaczęłam rozpinać spodnie. Otwieram, ścigam spodnie, siadam i słyszę krzyk! Poziom mojego zaskoczenia był równy poziomowi stresu snajpera przy rozbrajaniu ładunku. Z gołym jeszcze tyłkiem, w ułamku sekundy odwracam się i patrzę, że w kabinie już ktoś siedzi! Wyleciałam z opuszczonymi spodniami, wpadłam do kabiny obok, najszybciej jak mogłam zrobiłam co trzeba i jeszcze szybciej stamtąd uciekłam.

Do dziś mam przed oczami twarz tej dziewczyny, na której kolanach usiadłam i Bogu dziękuję, że zwieracze wytrzymały jeszcze te kilka sekund. Jeśli jakimś cudem to czytasz to przepraszam!

#BaWjl

Jeżdżę dosyć ostrożnie. Właściwie według niektórych ślamazarnie, ale moim zdaniem lepiej 30 sek. dłużej postać, niż 30 metrów dalej dokonać żywota. Więc jako ten ostrożny i zawsze przezorny kierowca, pewnego słonecznego dnia wycofując na parkingu, zarysowałam auto jakiejś babeczce. Mleko się rozlało, więc grzecznie wysiadam, myśląc, że właściciel siedzi w aucie z rosnącym wprost proporcjonalnie wk*rwem. W aucie nikogo jednak nie było. Mało tego, nikt nawet nie widział co zrobiłam, więc jakbym uciekła, nikt by nawet nie zauważył.

Wyrachowana część mnie zaczęła wrzeszczeć: spadaj stąd kobieto, ile fabryka dała. Finalnie stwierdziłam, że lepiej być uczciwym w takich sytuacjach, bo nie chciałabym, aby ktoś bezczelnie spieprzył po zarysowaniu mojego auta, toteż potulnie czekałam na właściciela w celu załatwienia całej sprawy.

Każdy, któremu opowiadałam historię feralnego zdarzenia uważał, że:
1) jestem totalną kretynką, zważywszy na to, że mogłam sobie odjechać bez konsekwencji
2) ostrożność mnie jednak nie wybawiła od kolizji.

Dokładnie pół roku później, na tym samym parkingu, miało miejsce bardzo podobne zdarzenie, tym razem ze mną w roli poszkodowanego. Sprawcą okazała się babeczka, której ja wcześniej zarysowałam auto. Poznała mój samochód i poczekała, aż przyjdę do auta, bo "Pani była dla mnie fair, ja też chciałam być fair dla pani".

Pointa? Bądź uczciwy, bo nie wiesz kto ci kiedyś wjedzie w kuper :)

#GIFuB

W moim mieście jest pewien most, który prowadzi do samego serca starówki. Opodal znajduje się dużo ławek i niski murek, na którym często przesiadują turyści i przechodnie. Odkąd pamiętam, co roku w okresie świątecznym sprzedaje się tam ozdoby, dekoracje, czapki, szale, rękawiczki i inne drobiazgi kojarzone z zimą.

Ale jedno stoisko szczególnie zapadło mi w pamięci. Właściwie "stoisko" to dużo powiedziane. Była tam pewna pani, która nie miała żadnego straganu ani budki, tylko siadywała na tym murku i sprzedawała własnoręcznie wydziergane ozdoby: serwetki, aniołki, zawieszki na choinkę. Były przepiękne. Ale najbardziej zadziwiało mnie to, że owa pani stała tam niemal zawsze – w deszczu, w mrozie, w śniegu... 

Pewnego zimowego dnia pomyślałam sobie, że wstąpię do pobliskiej małej kawiarni po kubek gorącej herbaty właśnie dla tej pani. W środku było pusto. Zamówiłam herbatę na wynos, na którą musiałam chwilę poczekać, wiec dla zabicia czasu zamieniłam parę słów ze sprzedawcą. Przyznał, że widuje tę panią idąc do pracy, a wychodząc o 22-23 jeszcze ją spotyka. Po czym uśmiechnął się do mnie, wręczył mi dwa kubki herbaty i powiedział, że drugi jest gratis, dla mnie. Nawet nie wiecie jak zrobiło mi się miło. Humor poprawił mi się na cały dzień!

I wyobraźcie sobie, że jak usiadłam obok tej pani, pijąc tę ciepłą herbatę, to tak miło nam się rozmawiało, że spędziłam tam chyba z godzinę. Rozmawiałyśmy o świętach, o tych jej ozdobach, ile to wymaga pracy i ile serca się w nie wkłada. Trochę też o szkole, o studiach, o podróżach. Oczywiście nalegała, aby mi oddać te parę złotych za herbatę, ale odmawiałam. Na koniec jednak podarowała mi jedną z ręcznie robionych przez nią ozdób, abym na święta sprezentowała ją mojej mamie.

Bardzo miło wspominam ten dzień – tego uprzejmego pana z kawiarni, tę panią sprzedającą własnoręcznie robione ozdoby, naszą rozmowę, jej śliczny podarunek. Może to faktycznie magia świąt? A może takie drobne, urocze gesty są wśród nas przez cały rok, tylko trudniej się na nie zdobyć? Wolnymi krokami zbliża się zima, więc mam nadzieję, że jeszcze ją tam spotkam.

#AKPDq

Do czasów gimnazjalnych bardzo wstydziłam się korzystać przy kimś z toalety - i nie mówię tu o grubszy sprawach, tylko o zwykłym siku.

Jak miałam z 10 lat, zostałam na noc parę godzin z wujkami w  mieszkaniu jednego z nich, rodzice w tym czasie poszli do kina i na kolację. Nagle poczułam ogromną potrzebę zrobienia siku, no ale jak to tak w obcym mieszkaniu i przy mężczyznach... Wybawieniem okazało się wyjście do sklepu po jakąś pierdołę, której zabrakło w kuchni. Zbiegłam na dół, na półpiętrze wysikałam się na podłogę i jak gdyby nigdy nic poszłam do sklepu.
Gdy rodzice wrócili, z oburzeniem opowiadali, że chyba jakiś menel wdarł się na klatkę i załatwił i że przez to śmierdzi w całym bloku.
Nigdy się nie przyznałam.

#HRh6W

Jako 18-letnia dziewczyna miałam wymarzonego chłopaka, dla którego byłam w stanie zrobić wszystko. Mój chłopak od ponad pół roku namawiał mnie na ścięcie włosów do ramion, uważał, że pora na jakąś zmianę. Tak jak już wcześniej wspomniałam, byłam w stanie zrobić wszystko (nawet ściąć moje ukochane włosy), więc umówiłam się na wizytę u fryzjera.

Nadszedł ten dzień, więc udaliśmy się oboje do fryzjera, mój luby stwierdził, że wejdzie do sklepu elektronicznego za rogiem i przyjdzie, gdy będę już po wszystkim. Tak więc po pozbyciu się mojej czupryny zadzwoniłam do mojej połówki, że może już przyjść. Wyglądałam po prostu tragicznie, byłam pewna, że się mu nie spodobam. 
Po minucie wchodzi do salonu, zrobił minę niczym "kot srający na pustyni" i... uciekł.

Rozpłakałam się jak dziecko - mój scenariusz się sprawdził. Panie fryzjerki pocieszały mnie na wszystkie sposoby. Gdy już byłam gotowa do wyjścia, wpadł mój facet z bukietem róż, padając na kolana i pytając, czy zostanę jego żoną/. Powiedział, że po tym, jak mnie ujrzał w nowej odsłonie, zakochał się po raz drugi :)

#vPNY1

Kiedy byłam w szkole, dostałam SMS-a od mamy, żebym wstąpiła do babci i wzięła od niej widły. Tak, widły. Mieszkamy z babcią na tej samej ulicy w odległości jakichś 500 m, więc nie było z tym żadnego problemu.

Tego dnia miałam rozpuszczone włosy (sięgają mi do pupy), płaszczyk i torebkę, więc z tymi widłami wyglądałam trochę śmiesznie.

Nagle koło mnie zatrzymuje się śmieciarka, a w środku niej siedzi trzech mężczyzn. Grzecznie powiedzieli mi "dzień dobry" i z kamienną mina zapytali, czy nie jestem przypadkiem córką Posejdona...
Dodaj anonimowe wyznanie