#H1tQv
Ja nigdy problemu z piciem nie miałam, chociaż okazjonalnie traciłam umiar na imprezie, bo nie umiałam rozpoznać swoich granic. Moja mama była wysoko funkcjonującą alkoholiczką, za to tata jest na prostej drodze do zostania typowym menelem, ponieważ piwo jest jego priorytetem, "działa na niego jak sok" itp.
Tata był na odwyku, podczas którego bardzo go wspierałam, odwiedzałam, wiedząc, że jak zwykle wymyśla bajki, trwałam przy nim.
Potem utrzymywał, że jest trzeźwy, dalej raczył mnie super historiami wyssanymi z palca. Wierzyłam.
Potem przyszły urodziny taty, na co wpadli współpracownicy? Na wyciągnięcie go do baru! Tata pracuje w szkole jako woźny, więc nauczyciele, panie sprzątające, inni dozorcy dali tacie alkohol.
Tata znowu zaczął pić, mieszkanie, które dostał ode mnie i mamy zamienił już w melinę, toczy się w dół. Wiem, że on powinien być asertywny, nie obwiniam jego współpracowników. Obwiniam tatę, bo powiedziałam mu, że jeśli postanowi być trzeźwy, to zawsze mu pomogę, tym bardziej że mój syn chciałby mieć dziadka. Ale mój syn potrzebuje trzeźwego dziadka.
Tak więc nie widziałam taty od trzech lat.
Za to widzę, że na Fb pisze wiersze, wspiera strajk kobiet, szuka miłości życia, która nie zauważy, że on jest alkoholikiem. 10 puszek piwa dziennie - tyle jest ważniejsze od córki i wnuka.
Jest mi przykro.
Dlaczego to piszę? Bo przed chwilą przeczytałam wyznanie o tym, jak banda studentów obaliła 6 flaszek z paniami sprzątającymi i znowu boli mnie brak świadomości w społeczeństwie, że nie każdemu powinno się dawać alkohol i że jest to czasem prawdziwa broń, którą można ranić rodzinę osób pijących. Wszystko dla ludzi, jasne, ale z umiarem i rozwagą.
"mam 25 lat i jestem abstynentką. Drażni mnie alkohol oraz osoby pod wpływem. Najgorszy jest dla mnie zapach przetrawionego alkoholu z ust osoby pijanej."
To bardzo częste u DDA.
Ja twierdzę, że owszem - wszystko jest dla ludzi, tylko nie zawsze wszystko dla każdego.
Ciężko liczyć na asertywność u niepijącego alkoholika z krótkim stażem trzeźwości i otoczenie nie powinno na tym etapie rzucać mu kłód pod nogi, więc nie powiedziałabym, że jego współpracownicy (oczywiście jeżeli wiedzieli o problemie) są bez winy.
"10 puszek piwa dziennie, tyle jest ważniejsze od córki i wnuka"
Atrofia uczuć wyższych, spowodowana degeneracją mózgu w wyniku długotrwałego picia - przykre i bolesne dla najbliższych alkoholika, ale niestety typowe.
" nie każdemu powinno się dawać alkohol i że jest to czasem prawdziwa broń, którą można ranić rodzinę osób pijących"
Tak, nie powinno się dawać alkoholikowi alkoholu, tylko problem z tym jest taki, że nie zawsze wiadomo, że ktoś (komu damy alkohol, lub z kim pijemy) tym alkoholikiem (pijącym, czy trzeźwym) jest, bo nikt tego na czole wypisanego nie ma. A zakładać z góry, że każdy kto pije jest alkoholikiem, też nie byłoby rozsądnie.
Chyba przez "nieznajomych" chodzi o "znajomych od 30 minut - poznanych na tej imprezie" itp.
@Hvafaen Tylko idąc takim tokiem, co dać komuś nieznajomemu? Swego czasu byłam uzależniona od czekolady tak, że jak już nie miałam kasy potrafiłam ukraść mamie kase z portfela. Potem miałam długi czas abstynencji i lepiej by mi było dać alkohol, niż czekoladki- wtedy na pewno by znikły(w sumie przez to często wracałam do nałogu). Kwiatów też nie, bo o uczulenie o nie łatwo. Podobno jak w wypadku innych słodyczy. Podobno łatwo się też uzależnić od innych słodyczy.
Głupio przychodzić z pustymi rekami, wiec co przynieść? Kubek lub koc? Niby fajny pomysł, ale mam tego tyle, że byłoby to mało praktyczne. Zwłaszcza dla osób, które mają wielu gości. To już lepszy ten alkohol, bo łatwiej przekazać.
@Livanir
Prawie wszystko jest lepsze od alkoholu. A ponieważ są kwiaty, które nie uczulają (np. skrzydłokwiat), to nie ma tak naprawdę problemu. Jak ktoś ma dostęp do internetu, to w ogóle znajdzie masę propozycji.
Już mówiłam, że dawanie wódy jest dla Polaków normalne, ale to nie znaczy, że dobre - bo doskonale wiemy, że w Polsce jest problem z alkoholem.
@ohlala, z kolei skrzydłokwiat to roślina niebezpieczna dla kotow, a idąc do kogoś w gości pierwszy raz możesz nie wiedzieć, że mają sierście będące fanatykami zieleniny. Wolałabym dostać alkohol niż roślinę, którą będę musiała natychmiast wyrzucić, albo najlepiej w ogóle nie przyjąć. Także tak, alkohol jest o wiele bardziej uniwersalny. Nie przenoście swoich prywatnych traum na całe społeczeństwo, i nie wmawiajcie ludziom, że alkohol jest złym prezentem, bo jest złym prezentem konkretnie dla was. Nic nie smakuje tak dobrze jak otrzymany Sheridan’s ;)
@Anonimolina
Sheridana też lubię, nie mam problemu z tym, że JA dostanę alkohol. Idąc Twoim tokiem rozumowania (czyt. postawa "bo ja") - nie mam kota, nie lubię ich nawet, więc co mnie obchodzi, że czyjemuś kotu zaszkodzi? O taką postawę już pewnie byłby ból dupska :)
Ale podałam jeden PRZYKŁAD, kwiatów jest więcej, spokojnie. Zresztą, oddać komuś kwiaty (czy nawet wyrzucić) to nie problem, ale alkoholik będzie miał problem z oddaniem wódy. Jak nie widzisz różnicy, to trochę z Tobą słabo.
Dawanie wódki w prezencie to najprostszy sposób by powiedzieć obdarowanemu, że ma się go głęboko w dupie. To taki prezent na szybko, na wypchaj się, można to kupić w zabce pod domem, zanim się wejdzie do gospodarza. Beznadziejny prezent. Mnie by tym ktoś obraził.
Nie wiesz co kupić? To się trochę zainteresuj, a raz dwa ustalisz znacznie lepsze prezenty.
Z paczką dragów też wpadasz do gości? Co za różnica czy to alkohol, czy narkotyki? Zażycie jednego i drugiego powoduje patologię.
Myślcie ludzie, zanim zgotujecie piekło dzieciom, których starzy łoją alkohol, a są alkoholicy, którzy dobrze się maskują i ich znajomi nie mają pojęcia o tym.
Nie rozumiem tego narodowego przyzwolenia na alkoholizm.
@Hvafaen Moim zdaniem on ma rację, że nawet neutralny przedmiot może być zły. Znajomej kupiliśmy multitool, bo zachwycała się mojego partnera. Znałam dziewczynę blisko rok. Skąd miałam wiedzieć, ze jak na urodziny jej go damy, to zacznie go używać by się ciąć? Podobno od 3 lat tego nie robiła...
Mało kto Ci powie, że był alkoholikiem, uzależnionym od czekolady czy inne istotne fakty.
Głupie jest dawanie alkoholu w kraju, w którym znaczna część populacji to alkoholicy lub ludzie będący na dobrej drodze by wpaść w tę chorobę. Tu większość jest albo alkoholikami, albo ludźmi skrzywdzonymi przez alkoholizm kogoś bliskiego.
Porównywanie alkoholu do czekolady jest słabe, bo po czekoladzie nikt nie wpada w agresję i nie katuje rodziny, czekolada nie odbiera rozumu jak alkohol. Po zjedzeniu czekolady można prowadzić samochód, a po wypiciu wódki nie.
Alkohol jest jak narkotyki. To niszczy rodziny.
Dokładnie, żaden prezent nigdy nie będzie dobry dla każdego, zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo nie będzie on odpowiedni. Denerwujące jest również zrzucanie odpowiedzialności na innych ludzi za swoje złe decyzje. Nikt nikomu nie każe pić itp. (Są sytuacje skarajne, takie jak porwania i odużanie narkotykami, dlatego te wyłączam z tego o czym mówię). Ale to zawsze jest decyzja osoby. To nie jest ani sprawa ani wina innych.
Jeśli mam uczulenie na laktozę to nie piję mleka, a nie piszę wyznania, że krowy to zło i ich nie lubię.
Piszesz tu rzeczy, które wszyscy wiedzą, wiesz? Nie wiesz za to co znaczy "nie mieszać się w czyjeś życie".
Przez to, jak postępowali z alkoholem twoi rodzice, masz straszny uraz do alkoholu.
Rozumiem, co czułaś, kiedy współpracownicy wyciągnęli twojego ojca na alkohol. Mój ojciec był 3 lata abstynentem, po czym go kolega na jakiejś imprezie namówił - dzisiaj go nie ma wśród nas.
Twój ojciec musi sam stoczyć się na samo dno, żeby się podnieść. Ty niestety z tym nic nie zrobisz, a on albo się opamięta, albo coż.... wiesz sama, jak to się skończy.
Oczywiście, jeśli ktoś chce zostać trzeźwym, musi być asertywny. Nie wszyscy oczywiście wiedzą, że ktoś może mieć problem z alkoholem, ale moich głupich krewnych, którzy dawali flaszkę mojemu ojcu, po tym jak ten wrócił z odwyku, to nie ma czym tłumaczyć. Na szczęście moja mama, zaraz je zanosiła do mnie do szafy, żeby taty nie kusiło, a on nie miał w zwyczaju mi myszkować po rzeczach. Ludzie czasem są głupi i samolubni i nie myślą, że nie można dawać %% komuś z problemem, a tylko chcą się napić...
Skoro mówisz, że nie obwiniasz współpracowników taty o wyciągnięcie go do baru, to tym bardziej nie powinien Cię "boleć brak świadomości" u studentów i pań sprzątających. Zawsze winna jest tylko jedna strona, myślisz, że jakby ktoś wiedział o alkoholizmie ojca to zaciągałby go do baru i proponował picie? No właśnie.
Ludzie niestety tak robią. Nawet mając świadomość, że ktoś jest alkoholikiem lub na dobrej drodze do alkoholizmu dalej oferują mu alkohol. Widziałam to kilkukrotnie.
Czy jest jakieś łatwo dostępne miejsce, gdzie osoby, które są DDA mogą uzyskać teraz pomoc? Jakiś telefon, strona z czatem? Coś gdzie nie trzeba płacić 150 zł za wizytę?
I jak właściwie taka pomoc wygląda? Czy warto?
Czy bycie DDA to diagnoza i koniec tematu, czy też należy coś z tym robić?
Oczywiście, że nie tylko diagnoza, jest terapia dla DDA - indywidualna/grupowa (przeważnie raz w tygodniu). Czy warto - zapewne zależy od prowadzącego (można poszukać opinii w necie o konkretnym terapeucie), ale na pewno trzeba próbować. DDA mają masę problemów w życiu przez swoją przeszłość, a najczęściej zupełnie nie zdają sobie sprawy z czego to wynika i co leży u podstaw, warto więc rozpracować to pod okiem specjalisty.
Nie wiem jak to wygląda teraz, ale w czasach kiedy zawodowo byłam niejako związana z tematem (czyli ze sto lat temu albo i lepiej), istniały państwowe poradnie dla osób z problemem nadużywania alkoholu oraz ich rodzin, które prowadziły zarówno terapię dla osób uzależnionych, jak i rodzinną (dla osób współuzależnionych), czy dla DDA.
Poszukaj w swojej lokalizacji takich placówek, na pewno znajdziesz coś w necie - zadzwoń i zapytaj o terapię, jeżeli w danej placówce nie prowadzą, to powinni wiedzieć i podpowiedzieć gdzie się z tym zwrócić.
Nie chcesz to nie pij. Ale nie układaj życia innym ludziom.
"Ja nigdy problemu z piciem nie miałam, chociaż okazjonalnie traciłam umiar na imprezie, bo nie umiałam rozpoznać swoich granic" cos mi sie tu nie zgadza xD
Ja też mam 25 lat i nigdy nie piłam alkoholu (ani kropli), nie znam jego smaku. Nie jestem DDA, ale unikam miejsc, w których ludzie piją, na spotkania rodzinne nie chodzę.
odetnij sie i zablokuj go wszedzie
poza tym zadbaj o mieszkanie, by go nie zadluzyl, nie zamienil w meline itp.
i polecam terapie DDA