Mieszkam sama z mamą. Jest jeszcze wujek, ale on ma dom obok nas. Było już po 22, położyłam się już spać, bo następnego dnia trzeba było rano wstać do szkoły. W pewnym momencie słyszę jak mój pies drapie po drzwiach. Na początku nie zareagowałam bo myślałam, że po prostu chce przyjść do mnie spać, ale coraz bardziej drapała, więc mówiąc głośniej pytam mamy o co chodzi, ale mama nie odpowiada. Pies już zaczął skakać na drzwi i drapać po szybie, wstałam szybko, ubrałam się i idę zobaczyć co się dzieje, widzę że mamy nie ma u siebie w pokoju, a pies idzie w stronę łazienki i patrzy, czy idę za nim, poszłam i znalazłam nieprzytomną mamę w łazience. Szybko zadzwoniłam po wujka, a potem na pogotowie. Wujek był przy mamie, a ja musiałam wyjść przed wjazd do domu i czekać na karetkę.
Zabrali ją, mówili że prawdopodobnie jest to udar. Następnego dnia z rana pojechaliśmy do szpitala, okazało się że muszą przewieźć ją do innego szpitala, bo tu nie mają możliwości nic zrobić. Gdy przewieźli ją do drugiego szpitala okazało się, że mamie pękł tętniak w mózgu. Oczywiście operacja, przyjechał brat, wszyscy załamani, bo nie wiadomo, czy po operacji będzie wszystko dobrze. Operacja miała być następnego dnia. Gdy wróciliśmy do domu dowiedzieliśmy się, że operacja będzie przeprowadzona jeszcze tego dnia.
Teraz mama jest już 8 miesięcy po operacji, a jedyne z czym ma problem to z pamięcią. Czasem zapomina co miała kupić albo co zrobić. Lekarze mówili, że gdybym nie znalazła jej tak szybko, mogłoby być dużo gorzej, a to wszystko dzięki pieskowi :)
Jestem studentką ratownictwa medycznego. W tym roku mamy praktyki semestralne na szpitalnym oddziale ratunkowym, który jest połączony z izbą przyjęć. Jako że razem ze znajomymi ze studiów byliśmy akurat na nocnym dyżurze i po godzinie 1:00 raczej nic się nie działo, chcieliśmy jakoś ambitnie wykorzystać czas, więc poćwiczyliśmy wkłuwanie się na sobie.
Wiadomo jak to jest - nie zawsze łatwo jest się wkłuć w żyłę. Bywało tak, że nieraz sobie je poprzebijaliśmy, a to ktoś zapomniał zdjąć stazy (opaska, która uciska rękę przy wkłuciu), więc krew trysnęła później. No ale musimy się nauczyć robić to perfekcyjnie, a na sobie zawsze jest sposobność poćwiczenia, zwłaszcza że pielęgniarki nie zawsze pozwalają nam na pacjentach. Krzywdy sobie nie zrobimy.
Siedzimy sobie, każdy już po kilka razy się powkłuwał i teraz przyszła znów moja kolej.
No to hop! Wzięłam sobie odpowiedni wenflon, przygotowałam wszystko i zaczynam wkłuwać się w żyłę kolegi.
Nagle on (trochę taki panikarz) zaczyna się wydzierać na cały szpital:
- Ałaaa! To boli! Boli! Boli! Wyjmij go! Jest za duży! (wenflon)
Na to wchodzi młody zdziwiony lekarz, który akurat dyżurował na SORze, rozgląda się i mówi:
- Ufff, myślałem, że to moja była. Właśnie tak krzyczała podczas naszego pierwszego razu.
Od tamtej pory mój kolega zawsze siedzi cicho, kiedy ktoś mu zakłada wenflon.
Na trzecim roku studiów poznałem pewną dziewczynę, Magdę. To był grom z jasnego nieba, od razu zaskoczyło, prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia. Byłem bardzo poważnie zakochany, zresztą z wzajemnością.
Gdy spotykaliśmy się ze sobą już od blisko roku i wiadomo było, że to coś poważniejszego, a nie przelotna miłostka, nadszedł czas na poznanie naszych rodzin.
W mojej przebiegło to spokojnie, bo jestem jedynakiem i do poznania byli tylko moi rodzice, którzy mieszkają w tym samym mieście, więc byliśmy u nich na obiedzie. Całe spotkanie przebiegło w miłej atmosferze, tak obiad, jak i późniejsza kawa, rozmowa się kleiła, nie było niezręcznych momentów. Rodzice zadowoleni, bo Magda bardzo im przypadła do gustu, a Magda zadowolona, bo mimo jej początkowego lekkiego zdenerwowania wszystko przebiegło wyśmienicie.
Nadszedł czas na poznanie jej rodziny, co było trudniejsze, bo mieszkają kilkaset kilometrów od naszego miasta. Jako że Magda ma trzech braci, a jest dużo młodsza od nich wszystkich, to oni mają już swoje drugie połówki. Z tego względu ustalono, że najlepiej będzie spotkać się całą rodziną na majówkę w ich domku letniskowym nad jeziorem. Żeby nie tracić czasu, mieliśmy wyjechać dzień przed majówką po pracy, żeby wieczór spędzić już na miejscu. Byłem trochę zestresowany, bo co innego kilkugodzinny obiad, a co innego wyjazd trzydniowy, no ale pomyślałem, że dam radę.
W dzień wyjazdu po pracy zrobiłem zakupy na wyjazd, kupiłem kwiaty dla pani mamy i whisky dla pana taty, a że nie było czasu na gotowanie, to postanowiłem skoczyć na szybko na kebab. A że byłem cholernie głodny, to zjadłem dwa. I to był błąd...
Zapakowaliśmy się i ruszyliśmy, trzy godziny później byliśmy na miejscu. Domek całkiem fajny, cztery malutkie pokoiki na górze, na dole salon, kuchnia i łazienka. Powitanie, zapoznanie się ze wszystkimi, wieczór przy grillu, jakieś piwko. Atmosfera całkiem miła, kupa śmiechu, ogólnie wszystko jak najbardziej OK. I byłoby tak miło cały czas, ale poczułem silne parcie, więc dyskretnie oddaliłem się do toalety. I wszystko szło świetnie, do czasu aż nie okazało się, że ni cholery nie mogę spuścić tego co narobiłem... Ja spocony, bo w pobliżu żadnej przepychaczki, nic, czym mógłbym odetkać toaletę. Co było robić? Wyszedłem i dyskretnie powiedziałem Magdzie, co się stało. Ona z kolei powiadomiła ojca, jej ojciec powiadomił swoich synów... I tak cała rodzinka udała się do toalety debatować, jak rozwiązać ten problem. A że wszyscy byli już wcięci, to śmiechom i żartom nie było końca...
Toaletę w końcu jakoś odetkali, ale ja do końca mego pobytu słyszałem ostrzeżenia i wybuchy śmiechu za każdym razem, gdy szedłem z niej skorzystać. A teściowie i szwagrowie do teraz mówią, że co prawda początek miałem bardzo gówniany, ale w rodzinie sprawdzam się całkiem dobrze ;)
Historia ta zdarzyła się około 5 lat temu, gdy moja młodsza siostra chodziła jeszcze do przedszkola. Pewnego dnia, gdy nasza mama w godzinach popołudniowych chciała zabrać ją do domu, pani wychowawczyni poprosiła ją o rozmowę. Jak się okazało, przedszkole odwiedziła pani psycholog, która zadawała dzieciom pytania, w skrócie po to, żeby sprawdzić, czy wszystko z nimi w porządku. Na jednym z takich pytań poległa moja siostra i tego też miała dotyczyć rozmowa mojej rodzicielki z zatroskaną panią wychowawczynią. Otóż moja błyskotliwa siostra na pytanie "jaki kolor ma śnieg?" z radością odpowiedziała "niebieski!".
W drodze do domu mama zadała to samo pytanie siostrze, tym razem jednak odpowiedziała poprawnie. Zmieszana rodzicielka zapytała jak to możliwe, że pani psycholog usłyszała inną odpowiedź. Wesoła pięciolatka odpowiedziała: "Myślałam, że skoro zadają mi głupie pytania, to moja odwiedź też powinna być głupia".
Od kilku lat mam przyjaciółkę, która jest dość specyficzną osobą. Jakiś czas temu zauważyłam, że musi mieć chyba coś w rodzaju delikatnej mitomanii. Oprócz tego jest bardzo uzależniona od palenia i jak pije alkohol, potrafi wychodzić na papierosa nawet co 15-25 minut. Tyle słowem wstępu.
Ostatnio wpadła do mnie na całonocne ploteczki. Oczywiście znikała co jakieś 20 minut na papierosa, wychodziła zawsze przed mój dom. Zaczęło się robić późno i przy każdym jej wyjściu wyglądałam przez okno sprawdzić, czy wszystko OK. Raz jak zobaczyłam, że już wyrzuca fajkę, poszłam do toalety. Jak wyszłam, oczywiście była już w domu i miała jakąś skrzywioną minę, więc spytałam o co chodzi. Zaczęła mi opowiadać, że jak tylko wyszła przed bramę zapalić, to zaczepił ją jakiś wysoki blondyn, chciał papierosa, pytał co u niej i czy tutaj mieszka. Już chciałam powiedzieć, żeby przestała wymyślać, bo widziałam ją cały czas przez okno i jakoś nie zauważyłam żadnego kolesia, ale wpadłam na szatański pomysł. Zaczęłam delikatnie mówiąc "wpadać w panikę" i poprosiłam o dokładny opis tego faceta i powiedziałam jej, że jakiś czas temu kręcił się tu podejrzany typ i robił podchody, by razem ze swoją ekipą włamać się do domu sąsiadów. Przyjaciółka widać było, że była trochę zmieszana, ale zaczęła tłumaczyć, że on wydawał się być raczej niegroźny i że to na pewno nic takiego. No więc powiedziałam, że lepiej dmuchać na zimne, ja się boję i uważam, że przynajmniej do rana nie powinna już wychodzić. Biedna po godzinie spytała, czy nie wypuszczę ją na fajka, bo ona już nie może wytrzymać, a wyglądała przez okna i naprawdę nikogo w okolicy nie ma. Stwierdziłam, że dla bezpieczeństwa lepiej nie.
Nie wyszła, do zmyślenia historii się nie przyznała, ale cierpiała katusze przez kilka godzin, aż poszłyśmy w końcu spać.
Jestem okrutnym człowiekiem?
Jadę sobie dzisiaj tramwajem w pięknym, dużym wojewódzkim mieście na południu Polski. Godzina dosyć mocno poranna, niedaleko mnie trzech dresików, ok. 25 lat każdy. Typ, którego nie chciałabym spotkać wracając po zmroku do domu. Rozmawiali sobie po dresowemu, nie szczędząc wulgaryzmów. Stali oni przy drzwiach. Tramwaj prawie już miał odjeżdżać, patrzę przez okno, a od strony osiedla biegnie kobieta ok. 50-60 lat. Jeden z dresów otworzył zamknięte już drzwi przyciskiem, stanął w drzwiach, dzięki czemu tramwaj nie ruszył i szczęśliwa pani na niego zdążyła. Podziękowała, dresik się ukłonił i życzył miłego zdania "szanownej damie". Pani się uśmiechnęła, ogólnie bardzo miła dla oka scena. Po czym dresik odwraca się do kolegów i dosyć głośno mówi "Widzicie ch*je, jaki ze mnie ku*wa dżentelmen?". Po czym wrócili do swojej dresowej rozmowy.
Po raz pierwszy w życiu wyrzucam z siebie coś tak ciężkiego.
Miałem około 13 lat, mój starszy kolega polecił mi program do pobierania muzyki oraz bajek. Przyznaję, że nie miałem pojęcia o prawach autorskich, a metoda nie była legalna. Program nazywał się Ares, z tego co widziałem chyba dalej działa, ale nie mam zamiaru z niego korzystać, z poważnych powodów. Działał on na zasadzie "ktoś wrzuca, ty od niego bierzesz" czyli często trafiało się na wirusy i filmy porno pod przykrywką przykładowo "Aut" Disneya, i ja jako dziecko na to trafiałem...
Ale były gorsze rzeczy skrywane pod tytułami filmów i bajek.
Pewnego razu myślałem, że pobrałem bajkę dla brata, który miał wtedy 5 lat. Okazało się, że to nie była bajka, ale filmik o tym, jak facet nagrywał się kamerą postawioną na biurku podczas gwałcenia dziecka! Na oko 4 lata! To dziecko płakało, a on je bił, by się uciszyło i dalej gwałcił! Ja czułem wściekłość, ale i przerażenie. Płakałem. Usunąłem to, skasowałem program i nic nikomu nigdy nie powiedziałem. Chyba powinienem, ale bałem się, że będę mieć problemy. Potem faktycznie uświadomiłem sobie, że mógłbym je wtedy mieć, bo nielegalnie pobierałem bajki.
Twarz tego mężczyzny wbiła mi się w pamięć... Nigdy nie zapomnę tego, jaką miał fryzurę, zarost, kolor oczu i karnację... Chciałbym wiedzieć, że siedzi teraz w więzieniu. Chciałbym, by więźniowie zrobili mu to na co zasłużył. Od wielu lat nie daje mi to spokoju. Czasami myślę, że trauma mi przeszła i bez jakiegoś powodu przypomina mi się jego twarz, a potem widok tego płaczącego dziecka. Dziś ta dziewczynka może mieć 10 lat lub nawet więcej (nie wiem kiedy powstał ten materiał, mógł mieć kilka lat, gdy go pobrałem) i nie potrafię sobie wyobrazić, jak musi wyglądać jej życie... Oby mogła je sobie ułożyć.
Nie było możliwości podglądu tego co się pobierało, póki poziom pobranego pliku nie osiągnął znaczącego poziomu, ale moja dziecięca naiwność jakoś nie dała mi do myślenia by sprawdzić, co to jest. Zresztą to by nic nie zmieniło, od początku widać było scenę gwałtu na dziecku. Dziś boję się tknąć tego programu, a widok wciąż działającej strony budzi we mnie niepokój.
Dostałam od mojego ojca chrzestnego naprawdę imponujący zestaw repetytoriów maturalnych.
Wzruszyło mnie, gdy trafnie ocenił moje uzdolnienia i ulubione przedmioty. Tyle maturalnych podręczników to spory gest...
...więc nie odważyłam się powiedzieć, że od dwóch lat studiuję.
Jako uczennica 5 klasy szkoły podstawowej byłam świadkiem ciekawego zdarzenia.
Moja rodzina od zawsze była bardzo tolerancyjna. Pewnego pięknego popołudnia urządziliśmy sobie zwykłe, rodzinne spotkanie przy kawie i herbacie. W ten sposób przy jednym stole znaleźli się: moi rodzice, którzy są chrześcijanami, mój wujek ateista, który przyprowadził ze sobą swojego znajomego kapłana prawosławnego oraz starsza siostra i jej chłopak muzułmanin.
Wszyscy rozmawiają, atmosfera jest przyjemna. Nagle rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Pobiegłam je otworzyć, a za progiem stały dwie kobiety, które zaczęły wciskać mi jakieś broszurki i opowiadać o swojej religii. Kazałam im zaczekać, po czym pobiegłam do rodziny i oznajmiłam im, że Jehowi przyszli i chcą z nami porozmawiać o Bogu. Rodzice zaprosili kobiety do stołu, a one, lekko zmieszane, zaczęły nawijać o swoim. Stopniowo do rozmowy włączały się kolejne osoby.
Wyobraźcie sobie ateistę, chrześcijan, prawosławnego kapłana oraz muzułmanina rozmawiających ze świadkami Jehowy o Bogu i stworzeniu świata. Starcie gigantów...
Moja żona ma 158 cm wzrostu i nie mogła wyjąć paczki z najwyższej skrytki w paczkomacie. Zamiast poczekać i poprosić kogoś, kto by jej wyciągnął paczkę, strzeliła focha, zatrzasnęła skrytkę i poszła. Oczywiście odebrać paczkę miałem ja. Tyle że paczkomat stwierdził, że paczka jest już odebrana i nie zamierzał się otworzyć.
Po półgodzinie stania na zimnie przeszedłem wszystkie procedury uwierzytelniające i obsługa techniczna InPostu otworzyła to ustrojstwo zdalnie.
Dla młodego klocki Lego pod choinkę, dla mnie przeziębienie :)
Dodaj anonimowe wyznanie