Jadę sobie dzisiaj tramwajem w pięknym, dużym wojewódzkim mieście na południu Polski. Godzina dosyć mocno poranna, niedaleko mnie trzech dresików, ok. 25 lat każdy. Typ, którego nie chciałabym spotkać wracając po zmroku do domu. Rozmawiali sobie po dresowemu, nie szczędząc wulgaryzmów. Stali oni przy drzwiach. Tramwaj prawie już miał odjeżdżać, patrzę przez okno, a od strony osiedla biegnie kobieta ok. 50-60 lat. Jeden z dresów otworzył zamknięte już drzwi przyciskiem, stanął w drzwiach, dzięki czemu tramwaj nie ruszył i szczęśliwa pani na niego zdążyła. Podziękowała, dresik się ukłonił i życzył miłego zdania "szanownej damie". Pani się uśmiechnęła, ogólnie bardzo miła dla oka scena. Po czym dresik odwraca się do kolegów i dosyć głośno mówi "Widzicie ch*je, jaki ze mnie ku*wa dżentelmen?". Po czym wrócili do swojej dresowej rozmowy.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dżentelmen to dżentelmen, przy kobiecie nie przeklina.
Bo to byl dzentelmen wersja dres.
Jak mawiaja; na bezrybiu i rak ryba.
ale to on otworzył drzwi a nie ty. Może się trzeba było ruszyć....no ale wtedy nie było by wypisywania pierdołów o dresach.
Śmiechom nie było końca, a policzki wszystkich były rumiane.
Stary kawał 🙄