#kmuyl

Siedzieliśmy sobie ostatniej soboty w domu z moim narzeczonym. On robił coś na komputerze, ja krzątałam się po mieszkaniu. Zmęczona domowymi porządkami, postanowiłam usiąść sobie na kanapie, ale po chwili pralka przestała pracować dając znać, że jest gotowa do opróżnienia. Wyciąganie prania jest jedną z czynności, które wzbudzają we mnie chęć mordu (mamy pralkę otwieraną od góry, więc przez mój wzrost 150 cm w kapeluszu mam problem z jej opróżnianiem), dlatego poprosiłam mojego M. Trochę zamyślony powiedział, że spoko i udał się do łazienki, a ja korzystając z okazji postanowiłam, że znajdę nam jakiś film do obejrzenia na komputerze...

Nawet nie wyobrażacie sobie jakie było moje zdziwienie, gdy podeszłam do komputera z otwartą stroną "dodaj wyznanie" na anonimowych, a na niej zobaczyłam przepiękne (jeszcze nie skończone) wyznanie, jak to ostatnio podczas swojego męskiego wypadu moje kochanie "wyrwało niezłą pannę i okazywało sobie czułość w publicznej toalecie"...

Jestem chyba jedyną osobą, której związek skończy się przez, a tak właściwie to dzięki Anonimowym.

#2DqOg

Mało anonimowe, moje najpiękniejsze wspomnienia z dawnych lat :) 24.12.2006 r. mam 9 lat. Mama już od 6 rano krząta się po kuchni, szykuje pięć potraw wigilijnych, które razem zjemy u babci (resztę potraw szykuje babcia z ciocią). Ja idę do łazienki, przemywam zaspane oczy, bo dzień wcześniej razem ze starszymi siostrami i mamą ubierałyśmy choinkę do północy, naciągam czerwone rajtuzy w kropki, wełniany czerwony sweter po siostrach i dżinsową spódniczkę do kolan. Zasiadamy do skromnego śniadania, by się nie ponajadać, bo przecież będzie taka wigilijna uczta. Za oknem śnieg sypie aż miło. Świerzbi by iść klatkę obok po kolegów i iść na sanki i na śnieżkową bitwę, jednakże mama woła do pomocy. Lepimy razem pierogi, część farszu idzie na uszka do barszczu, smażymy karpia zabitego przez tatę, a który dzień wcześniej pływał w misce w wannie, smażymy pączki nadziewane domowym dżemem truskawkowym, czas leci. Dopakowujemy prezenty dla bliskich, ja jeszcze zdążę wrzucić do skrzynki na listy świąteczną kartkę dla przyjaciółki mieszkającej dwa piętra wyżej, ubieramy się (tata przez przypadek zaciął mi brodę zamkiem zapinając kurtkę. Sic!) i wsiadamy do samochodu. Tata jeszcze zdążył zapakować do bagażnika tajemniczą ogromną torbę i potrawy przygotowane wcześniej. Jedziemy 8 km na wieś do babci, do rodzinnego domu mojego taty. Dziadek macha nam z okna, w progu wita nas ciocia, która przyjechała wcześniej, z moim kuzynem równolatkiem. Cieszę się bardzo, że ich widzę, choć za kilka godzin będę się z kuzynem tłukła z wyżej niewyjaśnionego powodu. Krzątanina przeogromna, pojawiają się kolejni goście, nanieśli trochę śniegu, ale to nic, w końcu zamieć na dworze. Wujek woła wilki przez otwarte okno, rzuca łyżkę grochu. Zasiadamy do stołu, dziadek jako głowa rodziny wita nas wszystkich, dopełnia tradycji sprzed lat, dla zdrowia każdy z nas zjada ząbek czosnku i kawałek chleba, łamiemy się opłatkiem i w końcu jemy! Koło mnie lądują moje ulubione pierogi, które robiłam z mamą i barszcz z uszkami, dźgamy się widelcami z kuzynem, ale to nic, bo i tak się oboje śmiejemy, choć moje rajtuzy w kropki pójdą do śmieci. Po kolacji wygaszamy światła i śpiewamy kolędy. Już trochę nuży mnie to śpiewanie, aż tu nagle w progu drzwi słychać wesołe "HOHOHO!!" choć od dawna już nie wierzyłam w Mikołaja, to i tak się wszyscy cieszą. Mój mały 3 letni kuzyn boi się brodacza, ale zgodnie ze wszystkimi podąża do pokoju obok, gdzie czeka już na nas choinka i prezenty! Ja i moi dwaj kuzyni rozdajemy prezenty, ale to nie jest takie proste, bo by dostać prezent każdy musi Mikołajowi zaśpiewać coś lub powiedzieć wierszyk :) Nieśmiało recytuję wierszyk o Mikołaju i dostaję paczuszkę. Pod palcami czuję słodycze i coś jeszcze!
Reszta w komentarzu

#YiKO1

Jestem wokalistką. Śpiewam od zawsze. Niestety jakiś czas temu zakończyłam współpracę z moim zespołem. Pewnego dnia dostałam telefon z propozycją dołączenia do kapeli grającej na weselach. Miałam mieszane uczucia, ponieważ chciałam z jednej strony realizować swoją pasję, z drugiej chciałam mieć trochę czasu dla siebie, bo ostatnio mi go brakowało. Pomyślałam jednak, że spróbuję:)

Na pierwszy nasz występ - wesele, pojechałam niechętnie. Po poznaniu członków zespołu stwierdziłam, że chłopaki są nudziarzami. Najgorszy z nich był jednak perkusista. Bardzo atrakcyjny (taki drugi Rafał Maślak), ale strasznie milczący.

Gdy graliśmy już kilka godzin, któryś z gości poprosił o bardzo żywiołową piosenkę. Goście szaleli na parkiecie. Koledzy z zespołu także. Gdy zbliżał się refren, Bartek - perkusista, wykonał "zamaszysty" ruch ręką. Był na tyle mocny, że pałeczka wypadła mu z dłoni, lądując na moje głowie. Przestraszona zrobiłam automatycznie krok w przód, spadając ze sceny... Pamiętam tylko minę Bartka, straszne przerażenie! Wstałam szybko i wszystko obróciłam w żart. W przerwie Bartek przemówił. Okazało się, że jest strasznie nieśmiały, ale bardzo sympatyczny. Po weselu odwiózł mnie do domu, następnego dnia zaprosił na kawę.

Tydzień później mieliśmy kolejny występ. Nie stałam już przed Bartkiem z obawy o kolejny uraz :). Przekręcając teksty w skoroszycie, w miejscu pechowej piosenki zobaczyłam kartkę z napisem: "Przepraszam, więcej nie będę! Już jej nie gramy". Wczepione były tam też bilety do kina. Skorzystałam z zaproszenia i zaczęłam regularnie spotykać się z Bartkiem. Dziś jesteśmy ze sobą. Dzielimy wspólną pasję. I jesteśmy szczęśliwi:)

PS. Niedawno dostałam nagranie, na którym widać mój upadek ze sceny. Fajnie zobaczyć z innej perspektywy, jak twój mężczyzna wykonał ten pierwszy krok! :)

#aYyNa

Od ponad 5 lat zmagam się z depresją, mam epizody lęku wolnopłynącego.
Mam terapię psychologiczną i farmakologiczną, ale leki przestają działać, a psycholog nie pomoże mi z sytuacją zewnętrzną i uwikłaniem w różne sytuacje niezależne ode mnie.
Zdarza się, że kilka razy w miesiącu rozważam samobójstwo.
O wszystkich aspektach mojego życia nie wie nikt, bo dusi mnie wstyd. O depresji i lęku - tylko wy i specjaliści, którzy się mną opiekują. Jest mi bardzo ciężko.
Czytam czasem hejty niektórych użytkowników z tej strony i robi mi się przykro, nawet jeśli nie są skierowane na mnie. Nie wiecie, z czym naprawdę zmagają się osoby po drugiej stronie ekranu, szczególnie te "wygadane" czy ironiczne. Nie wiecie też, ile osób macie na sumieniu, bo nie wytrzymali waszych przytyków.

#PNqdv

Mam 28 lat, ale mój wiek od zawsze budził wątpliwości. Okazywanie dowodu za każdym razem przy zakupie alkoholu czy pytanie w różnych sytuacjach o pełnoletność to norma. Prawdopodobnie jest to zasługa mojej drobnej postury, 173 cm wzrostu i dość delikatnych rys twarzy, a także ubioru.

Rok temu umówiłem się z pewną panią znalezioną na portalu z anonsami erotycznymi w celu odbycia pierwszego stosunku. Wielu rzeczy bym się spodziewał, ale tego, że prostytutka poprosi mnie o dokument potwierdzający pełnoletność już nie.

#DqPgl

Jestem psychoterapeutą. Pracuję w ośrodku, ale mam też swój gabinet. Nie byłoby w tym nic anonimowego, gdyby nie to, że nienawidzę tej pracy. Męczy mnie narzekanie klientów. Robię to tylko dla pieniędzy. Oczywiście nie szkodzę im, wiem jak rozmawiać z ludźmi z problemami, depresją itd., ale jest to wiedza książkowa, po prostu wyuczona przez te wszystkie lata.

Gdy z mojego gabinetu wychodzi 15-letni chłopak, który twierdzi, że nie chce mu się żyć, w myślach go wyzywam i marzę, żeby dać mu w mordę. Nie rozumiem czym może się przejmować nastolatek, który musi się martwić jedynie o oceny. Uprzedzając, w jego domu wszystko dobrze.
Przychodził do mnie facet, który ma wszystkiego dość, bo zdradził żonę i kochanka teraz chce, żeby odszedł od żony dla niej. Przez całą terapię korciło mnie, żeby mu wykrzyczeć, że trzeba było nie sypiać z inną kobietą, gdy miało się żonę. Powstrzymałem się i dałem mu kilka sugestii i opcji, ale gdy wyszedł, zacząłem po cichu przeklinać i go obrażać.

Nie rozumiem problemów ludzi, chociaż nie daję tego po sobie poznać. Nie pamiętam kiedy wytrzymałem w pracy bez pomocy alkoholu, który chowam w szufladzie.
Anonimowe jest też to, że wielokrotnie planowałem uwieść nastolatki, które przychodzą do mnie z powodu niskiej samooceny i masy kompleksów. Tego też nie rozumiem, ponieważ są śliczne. W większości przypadków miałbym seks gwarantowany, bo takie osoby zrobią wszystko dla odrobiny docenienia przez innych. Powstrzymuje mnie to, że nie chcę mieć ich na sumieniu, gdyby coś sobie zrobiły po tym. Też nie chcę mieć z tego powodu problemów w pracy i złej renomy.

#81HVg

Parę lat temu pracowałam we Francji. Pewnego razu musiałam pilnie wrócić do Polski, samolot miałam o 6 rano, więc na lotnisku musiałam być o 4. Ostatni pociąg do Paryża miałam o 20, dojechałam na miejsce coś koło godziny 23 i pobiegłam biegiem na pociąg RER. Okazało się że ledwo zdążyłam na ostatni, biegiem wskoczyłam do pociągu i dopiero w drodze zorientowałam się, że linia ma rozwidlenie. Pytam się uczynnego Hindusa, czy ten pociąg jedzie na lotnisko, mówi, że nie, ale jak wysiądę na następnym przystanku, to przeskoczę do ostatniego pociągu, który jedzie na lotnisko. Uprzedził mnie, żebym trzymała telefon w kieszeni, bo to dość niebezpieczna okolica.

Wysiadłam, patrzę na tablice, a tu nie ma już żadnego pociągu! A stacja to jedynie peron na wolnym powietrzu i same przejścia podziemne! Myślę - zgwałcą mnie, zabiją. Telefon mi się rozładowuje, nikt nie będzie wiedział, gdzie jestem. Zobaczyłam po drugiej stronie trzech kolejarzy (byli w mundurach), więc bez zastanowienia pobiegłam do nich przez przejścia podziemne i pytam, czy nie wiedzą czym się mogę dostać na lotnisko. Wyobraźcie sobie, że jeden z tych pracowników, czarnoskóry mężczyzna, zwolnił się z pracy na godzinę, zaprowadził mnie na autobus, poczekał, aż podjedzie, pomógł mi wsadzić bagaż i poczekał aż odjadę, po czym wrócił do pracy. Powiedział kierowcy z autobusu, również czarnoskóremu, aby odwiózł mnie bezpiecznie na miejsce. Ten tak sobie wziął to do siebie, że pod lotniskiem przejechał przez plastikowe pachołki i wysadził mnie przed samymi drzwiami terminala. Gdyby nie oni, mogłoby się skończyć nieciekawie.

#s8N1l

Jestem psychologiem i psychoterapeutą. Mam własny gabinet i stosuję niestandardowe metody leczenia. O jednej z nich w tym wyznaniu.

Nie jestem z tego dumny, ale w celu zaspokojenia potrzeb seksualnych dzwonię po dziewczyny z pewnej strony. Jest to portal, na którym kobiety oferują swoje usługi. Od burdelu różni się tym, że nie mają nad sobą alfonsa, cała kasa idzie dla nich.

Dzwonię do jednej z dziewczyn. Tym razem postanowiłem spróbować z jakąś nową, dużo młodszą ode mnie, ona 18, ja 34. Przyjechała, trochę pogadaliśmy, później bzykanko, a później znowu porozmawialiśmy na luzie, bo wykupiłem dwie godziny. Okazało się, że u niej w domu nie jest za ciekawie, rodzice nie pracują, zasiłek i 500 plus przepieprzają na alkohol i papierosy, odkładają tylko na czynsz i jedzenie. Dziewczyna chce studiować weterynarię, na maturze musi dobrze zdać biologię i chemię, ale rodzice nie dają jej pieniędzy na korepetycje i dlatego musi zarabiać w ten sposób. Chciałaby też coś odłożyć, żeby móc się poświęcić nauce na studiach. Zrobiło mi się jej żal, ponieważ wiem, że mi rodzice zawsze pomagali i dzięki nim zdobyłem wykształcenie, które pozwala mi robić to co lubię za dobre pieniądze. Ona takiego wsparcia nie miała. Drugi raz już nie uprawialiśmy seksu, tylko porozmawialiśmy, potem pożegnaliśmy się i wyszła.

Teraz przechodzimy do sedna.

Przypomniałem sobie, że do mojego gabinetu przychodzą młodzi chłopacy, którzy mają problem z samooceną, pewnością siebie i w relacjach międzyludzkich. Tutaj postanowiłem przeprowadzić eksperyment. Zadzwoniłem do tej dziewczyny i opłaciłem kilka godzin. Wyjaśniłem co i jak i się zgodziła.

Otóż gdy przyszedł jeden z tych chłopaków i zaczął narzekać na swoją dolę, pokazałem mu zdjęcie pani X, zapytałem, czy mu się podoba, czy chciałby mieć z nią stosunek itd., a gdy stwierdził, że tak, dałem jej znak, żeby weszła. Skłamałem, że to nowo zatrudniona terapeutka, która mnie teraz zastąpi, a ja wyjdę. Widać było, że chłopak się zestresował, bo jak to? Zostać sam na sam w pokoju z ładną dziewczyną?
Zostawiłem ich, a ona tak jak się umawialiśmy zamiast terapii zaczęła z nim rozmawiać jak z kolegą i podrywać. Później przeszła do planu właściwego, ściągnęła mu spodnie i zrobiła dobrze. Efekt był taki, że po tygodniu ten chłopak przyszedł do mnie tylko po to, żeby powiedzieć mi, że umówił się z koleżanką, a teraz są w związku. W internecie wychwalał mnie pod niebiosa.
Ten eksperyment powtórzyliśmy na innych pacjentach, efekt ten sam.

Teraz dziewczyna pracuje u mnie zdalnie jako administrator strony na Facebooku i usunęła profil na wyżej wspomnianym portalu, a na co dzień studiuje wymarzoną weterynarię.

Piszcie co chcecie, ale metody, które wydają się niemoralne, czasami mogą przynieść pozytywne efekty.
Dodaj anonimowe wyznanie