#DqPgl
Gdy z mojego gabinetu wychodzi 15-letni chłopak, który twierdzi, że nie chce mu się żyć, w myślach go wyzywam i marzę, żeby dać mu w mordę. Nie rozumiem czym może się przejmować nastolatek, który musi się martwić jedynie o oceny. Uprzedzając, w jego domu wszystko dobrze.
Przychodził do mnie facet, który ma wszystkiego dość, bo zdradził żonę i kochanka teraz chce, żeby odszedł od żony dla niej. Przez całą terapię korciło mnie, żeby mu wykrzyczeć, że trzeba było nie sypiać z inną kobietą, gdy miało się żonę. Powstrzymałem się i dałem mu kilka sugestii i opcji, ale gdy wyszedł, zacząłem po cichu przeklinać i go obrażać.
Nie rozumiem problemów ludzi, chociaż nie daję tego po sobie poznać. Nie pamiętam kiedy wytrzymałem w pracy bez pomocy alkoholu, który chowam w szufladzie.
Anonimowe jest też to, że wielokrotnie planowałem uwieść nastolatki, które przychodzą do mnie z powodu niskiej samooceny i masy kompleksów. Tego też nie rozumiem, ponieważ są śliczne. W większości przypadków miałbym seks gwarantowany, bo takie osoby zrobią wszystko dla odrobiny docenienia przez innych. Powstrzymuje mnie to, że nie chcę mieć ich na sumieniu, gdyby coś sobie zrobiły po tym. Też nie chcę mieć z tego powodu problemów w pracy i złej renomy.
Gdybym miała zajmować się zawodowo czymś, czego nie cierpię, to bym zmieniła zawód (mam ich kilka do wyboru i szczerze takie rozwiązanie polecam).
I to jest niby tak strasznie dużo? Nie wiem w jakiej rzeczywistości Ty funkcjonujesz, ale w mojej ma się jedno życie i lepiej "zmarnować" w nim parę lat i trochę grosza, niż męczyć się kilkadziesiąt do emerytury w czymś, co wali na łeb do tego stopnia, że popada się w alkoholizm. Szczególnie jeżeli dodatkowo istnieje ryzyko, że zaszkodzi się tym, którzy przychodzą po pomoc i za nią płacą.
ps
Mam parę "wyuczonych" zawodów (nie tak dawno, w wieku dobrze ponad lat 40, przybył mi kolejny - kolejna pasja) i nigdy nie uważałam tego za stratę czasu :D
@tatacórki, już widać, że jesteś albo półgłówkiem, albo trollem, ale jednak pokuszę sie o odpowiedź, że też studiowałam i porobiłam kursy i co z tego? Mam siedzieć 30 lat w robocie której, jak sie okazało, nie lubię? No faktycznie, a potem mamy takich fajnych lekarzy, co tylko przeciwbólowe przepiszą i następny prosze, nauczycieli nie potrafiących nauczać, weterynarzy, którzy doradzają z miejsca uśpić. Jak dla Ciebie 5 lat > 30 lat, to nie mam więcej pytań, bądź sobie zgorzkniałym dziadem, ale nie oczekuj, że inni będą mierzyć tak nisko xD
Tatacorki, tak się składa, że w wieku lat 6 poszłam do podstawówki, od razu równocześnie rozpoczynając dwie szkoły. Również będąc w liceum, równocześnie ciągnęłam dwie szkoły i obie ukończyłam (żeby było śmieszniej, moja praca dyplomowa zdobyła 1-wsze miejsce na ogólnopolskim konkursie). Podobnie było na studiach (na jednym z wydziałów proponowano mi pozostanie, jednak nie skorzystałam). Do tego doszły zawody, których wyuczyłam się później, niezwiązane z wcześniejszymi - ot, nowe życiowe pasje (widać jestem nienormalna, skoro mimo tak sędziwego wieku, wciąż potrafię znajdować nowe i się w tych kierunkach edukować).
Natomiast od rodziców wyprowadziłam się, mając lat 19 - i w tym momencie przestałam żyć na ich koszt. Za mąż wyszłam mając lat 26 (i mniej więcej od tego czasu nie mam w domu telewizora), nigdy jednak nie byłam na utrzymaniu męża, ponieważ od początku nie uznawałam wspólnej gotówki (bardzo nie lubię czuć się od kogoś zależna).
Więc tak - żyję sobie na swój własny rachunek od prawie 25 lat, robiąc to, co robić lubię i robić potrafię, a dodatkowo ucząc się - muszę chyba faktycznie mieszkać na innej planecie xD
"Co on miałby niby robić? Przecież nic innego nie umie."
To niech się nauczy, chyba właśnie o tym piszę :o
Sciezka 12 godz. temu
"@tatacórki, już widać, że jesteś albo półgłówkiem, albo trollem"
Sciezka, raczej i tym, i tym - domyślam się, że to kolejne wcielenie pana "kolokwium", bo te same bzdury żeni (oczywiście z "Multikina" xD).
@ad13
Należysz do rządu, czy co? Wbrew pozorom to nie jest takie łatwe przebranżowić się, zwłaszcza gdy zainwestowało się w dany biznes sporo swoich pieniędzy i czasu. Inna sprawa, to że nie można kształtować swojej kariery w kierunku, który się nienawidzi, tylko dla tego, że można zarobić na tym ładną kasę. Chyba lepiej robić zawodowo to co się lubi.
Velasco, dlaczego do rządu?? Pytam serio, bo nie zrozumiałam.
Nie mówię, że każdemu jest łatwo się przebranżowić, tylko że można, a czasem wręcz warto to zrobić, bo naprawdę fajną opcją jest mieć kilka możliwości do wyboru (przydatne szczególnie w niepewnych czasach). A mówię to dlatego, że zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którzy całe życie idą jedną, tą samą ścieżką i mimo tego jak bardzo stają się sfrustrowani, przepracowani, czy wypaleni zawodowo, za diabła nie są w stanie spojrzeć poza ten tor, chociaż realnie wcale nie brakuje im możliwości.
No ale to zapewne zależy też od tego, co stawia się w życiu na pierwszym miejscu - ja akurat swój komfort psychiczny cenię ponad wszystko i żaden pieniądz nie zmusiłby mnie do zrezygnowania z niego na stałe, nie pasuje mi też ograniczenie się do wykonywania tylko jednego zajęcia (nie czułabym się spełniona, czy coś ;] ).
A - gdyby przypadkiem komuś to, co tutaj pisałam, kolidowało z gdzieś tam kiedyś wcześniej wspomnianym ZA (bo gdzie ta mityczna, jedna, wąska specjalizacja), chętnie wyjaśnię dlaczego absolutnie nie stoi to ze sobą w sprzeczności (albo podlinkuję, bo w sumie nie chce mi się o tym klepać, a takich stereotypów jest więcej).
tatacorki - wybacz, ale rozmowy z Tobą nie kontynuuję, panie "kolokwium", "kontoautora", "szeldon" (i co to tam jeszcze było?), ponieważ i tak zapewne lada moment znów dostaniesz banana, a te Twoje głupoty znikną, jak znikły wszystkie wcześniejsze.
Ach, jeszcze - geniuszu - nie stawia się kropki po PS i nie numeruje się kolejnych dopisków, a dostawia dodatkową literę P (post postscriptum).
Natomiast "parę" to: "liczebnik nieokreślony odpowiadający liczbie od dwóch do dziewięciu; kilka", a dodatkowo frazeologizm (nie musi więc być dosłowny), jeżeli więc ktoś mówi, że ma parę groszy, to raczej nie ma na myśli, że są to dwie, jednogroszowe monety. (Chyba, że jest Aspi, w dodatku dzieckiem, bo starszy na ogół już takie banały ogarnia.)
Polecam zajrzeć do słownika języka polskiego (z niego pochodzi definicja, którą wkleiłam powyżej), lub nawet do Wikipedii.
Ach, nie... one przecież też są prymitywne i się mylą xD
@ad13
Bo taka jest retoryka polityków i to nie tylko z rządu, przy czym aktualnie forsowana głownie przez polityków z obozu rządzącego, jako recepta na koroonakryzys (który sami wywołali)dla branż dotkniętych lockdownem i obostrzeniami - mają się przebranżowić. Kiedyś słynne były słowa Komorowskiego - zmień pracę, weź kredyt - jako odpowiedź jak żyć za minimalną krajową (czy coś koło tego - nie pamiętam już) - taka postawa świadczy o całkowitym oderwaniu się od rzeczywistości.
I przez całe swoje życie nie zorientowałeś się, że nienawidzisz marudzenia innych ludzi? I wybrałeś akurat tę pracę spośród innych, łatwiejszych i z krótszym czasem nauki, dobrze płatnych płac?
Jesteś cholernie zaburzony, każdy terapeuta ma własnego terapeutę - skoro dalej możesz pracować w zawodzie, to albo kłamiesz i zatajasz swoje myśli (np. pedofilskie, antyspołeczne) albo to fejur na kilometr osoby, która jest zła na swojego terapeutę.
Przecież to jest napisane w wyznaniu, nie trzeba kogoś znać, żeby wiedzieć że chęć wykorzystania seksualnego nastolatki, zapewne poniżej 16 roku życia, to myśli pedofilskie...
Również nie wierzę, że to wyznanie jest prawdziwie. Gość zdecydowanie nie wie, o czym pisze, zero pojęcia o psychologii. Już nie wspominając o tym, że terapia nie polega na słuchaniu narzekania i dawaniu rad XD
no ale on wlasnie nie daje rad, tylko przekierowuje rozmowe na takie myslenie klienta, by doszedl sobie do wlasnych wnioskow
sluchanie narzekania to pewnie odzwierciedlenia, parafrazy i wsparcie
przecie pisal, ze pracuje zgodnie ze stuka
Tak napisał, aczkolwiek sformułowanie „dałem mu kilka opcji” trochę temu przeczy.
Pedofil, bo chce uprawiać seks z NASTOLATKĄ? Aha. Nie mam pytań.
terapeuta nie daje rad, by potem nie byc odpowiedzialnym za zycie i wybory klienta
mogl mu powiedziec- no moze pan zrobic a, b albo c
i tyla- le nie "zrob to"
@totylkoja90 oho, pedofil się uaktywnił.
Tak, dorosły osobnik startujący do nastolatek jest zaburzony. Pomimo tego, że pedofilia w naszym kraju jest powszechnie akceptowalna, to za współżycie osoby dorosłej z osobą w wieku 15-17 ma się konsekwencje prawne.
Nie do końca się z Tobą zgadzam, Bazienko. Takie podawanie opcji brzmi bardziej jak pogadanka z couchem czy przyjacielem, a nie psychoterapia. Na terapii stara się klienta naprowadzić na pewne rozwiązania, to prawda, ale musi dojść do nich sam, a nie dostać je na tacy. Przede wszystkim analizuje się emocje, schematy myślowe, wskazuje się błędy poznawcze, ale na pewno nie podaje się bezpośrednio opcji jak rozwiązać problem, bo to do niczego nie prowadzi. Np w przypadku zdrady żony dobry terapeuta powinien pomoc klientowi zrozumieć dlaczego to zrobił, dlaczego nie chce się przyznać, czego się boi, itp, a nie dawać opcje jak rozwiązać problem... i oczywiście, ten terapeuta ma pełne prawo w głębi ducha gardzić zachowaniem klienta, ale w takiej sytuacji powinien odesłać go do kogoś innego, bo jestem przekonana, że nie będzie potrafił mu pomóc.
Współczuję każdemu Twojemu klientowi. To wyznanie jest przepełnione nienawiścią do innych ludzi. Wybrałeś najgorszy dla siebie zawód. Nie potrafisz zrozumieć, że każdy jest inny i inaczej przeżywa problemy (które dla Ciebie są błahostką), nie czujesz współczucia i wypowiadasz się z pogardą do innych. Mam tylko nadzieję, że swoim zachowaniem nie pchnąłeś do ostatecznego kroku jakiegoś pacjenta, który zgłosił się o pomoc.
terapeuta tez czlowiek, psycholog nie jest jakims bogiem, ktory jest wyzyuty z ocen, negatywnych uczuc, podenerwowania itp., caly jest miloscia i empatia, to tak nie dziala
mimo ze pracuje sie nad eliminowaniem ocen itp., to jak kazdy ma prawo do wlasnych odczuc, a emocje sa niewolicjonalne
i przeciez napisal, ze zachowuje sie zgodnie ze sztuka, a co tam sobie po cichu mysli to jego sprawa
@tatacorki ale psychoterapeuta to nie jest byle człowiek z ulicy, który może Cię obrazić, bo miał zły dzień. To jest osoba, do której przychodzisz po pomoc i w tym momencie jego moralność nie jest istotna. A jeśli to go, aż tak boli to może go odesłać do innego specjalisty.
A tak btw to, że on powie, że "nikomu nie szkodzi" to nie znaczy, że tak jest.
"[...] może go odesłać [...]" - w sensie psychoterapeuta może odesłać pacjenta
Nikt nikomu nie każe być empatycznym, ja sama nie posiadam w sobie dużych pokładów empatii. Ale jak ktoś wybiera jakiś zawód, mimo że od początku wie, że się do tego nie nadaje, to jest słabe, bardzo słabe. Co do tego mężczyzny co zdradził żonę, no typek ewidentnie totalny egocentryk, ale co zrobić? Za to 15-latek... Jak można uważać, że czyjeś życie jest za łatwe, że czyjeś problemy to nie problemy? Dlaczego dorośli ludzie nie pozwalają młodszym żyć, rozwijać się, martwić swoimi problemami. Dlaczego jedynym słusznym problemem jest brak pieniędzy albo spalony dom? Czemu ludzie nie pamiętają, że kiedyś też uważali takie same rzeczy za swój problem? A jak pamiętają, to każą dzieciom uczyć się na własnych błędach. Nie zliczę ile razy słyszałam, że mam przestać się tym przejmować, bo to nie jest wcale ważne. Bo ten sprawdzian to nic ważnego, bo przecież konkurs nie jest obowiązkowy, bo jak nie zdążę na ten autobus, przez co przepadnie mi jakieś spotkanie czy wizyta, to nic się nie stanie. Bo na studiach maturę będę miała co pół roku. I co z tego? Ja chciałam napisać maturę dobrze, nie obchodziło mnie to, co będzie na studiach. Ten konkurs i to spotkanie były dla mnie ważne. Miałam jakieś plany i chciałam je zrealizować. Stresowałam się niezależnie od tego, że wiedziałam, że to w skali życia nie jest ważne. Dla mnie to było ważne i mój organizm sam z siebie się stresował. Nie oczekiwałam nawet wsparcia. Nie odzywałam się, ale coś w moim zachowaniu, na co nie miałam wpływu, zdradzało mój stres. I nagle wszyscy mi mówili, że mam się nie stresować, bo to co robię i czuję jest nieważne. Mam dość nadętych dorosłych, którzy uważają, że dzieci nie mają prawa do problemów, bo nikt ich nie bije. A jak ktoś uważa, że nikt inny nie ma problemów i nie ma prawa się przejmować, to nie powinien być terapeutą. Jakkolwiek sobie tego nie będziesz tłumaczył, nigdy nie będziesz dobrym terapeutą. Książki nie wystarczą, a ty niszczysz siebie i innych. Pieniądze to nie wszystko.
Nie chcę tutaj cię bez potrzeby hejtować, nie bierz do siebie tego najazdu na wszystkich, ale zastanów się nad tym, co robisz. Nie bierz pod uwagę tego, że robisz wszystko tak jak napisali w książkach, bo człowiek jest tylko człowiekiem i nie zawsze robi tak jak chce i jak mu się wydaje że robi. Zastanów się czy na pewno robisz tę zasadniczą część tak jak w książkach. Zapewne w wielu z nich wyczytałeś, że u wielu osób trzeba zbudować poczucie własnej wartości. Jak masz to zrobić, jak masz przekonać kogoś, że jest wartościowy, skoro sam w to nie wierzysz, wręcz prawie nim gardzisz? W ten sposób pewnie nieświadomie podburzasz jeszcze jego wyrzuty wobec siebie i przy okazji niszczysz zaufanie do terapeutów. Nie męcz innych i nie męcz siebie, bo pewnie już się kwalifikujesz na wizytę u terapeuty, oby takiego z powołania, który nie będzie tobą gardził przez alkoholizm. Jest dużo dobrze płatnych zawodów, na pewno znajdziesz coś dla siebie. Może twój budżet trochę zmaleje, ale masz szansę w końcu odżyć.
@mayme nie zliczę, ile razy słyszałam od matki "przecież nikt Cię nie bije, masz co jeść, INNI MAJĄ GORZEJ, NA CO TY NARZEKASZ", przez co jeszcze czułam się dodatkowo winna, że przecież mam "normalną" rodzinę a jeszcze mi źle... Do tej pory nie mogę wyleczyć się między innymi z poczucia winy za wszystko, co najgorsze na świecie. Żeby nie było, całe otoczenie było takie samo. Dopiero lata później na terapii zrozumiałam, że mam prawo czuć się potwornie źle z tym wszystkim, co mi zrobili. I co mi z tego, skoro nic nie umiem z tym zrobić?
"Nie rozumiem czym może się przejmować nastolatek, który musi się martwić jedynie o oceny. Uprzedzając, w jego domu wszystko dobrze."
Kuźwa, a bierzesz pod uwag, że burza hormonalna wywołuje u niego stany depresyjne?
Co to w ogóle za pomysł, że ludzie bez problemów muszą być szczęśliwi? A niby dlaczego?
Emocje to chemia, a nie logika.
Już pomijając, że ów nastolatek może nawet nie zdawać sobie sprawy, że w domu jest coś mocno nie halo, bo wszyscy mu wmawiają, że przecież ma normalny dom i kochającą rodzinę, i trzeba to z niego wyciągnąć, a autor ma na to krótko mówiąc wy**bane.
Poza tym depresja to jest choroba, która nie wybiera sobie, kogo zaatakuje. To tak, jakby mówić o kimś chorym na raka, że nie rozumiesz, dlaczego jest chory na raka, skoro jadł tyle warzyw i nie palił papierosów. Nie wiem też co to za logika, że wybiera się zawód psychoterapeuty, kiedy nienawidzi się słuchania o czyichś problemach.
Współczuję wszystkim twoim klientom i mam nadzieję, że rzucą cię w cholerę i znajdą sobie porządnego psychologa
Słodki jeżu, jakbym na takiego w trafiła jako gówniarz to prędzej bym się sama załatwiła
19-letnia dziewucha wymyśliła sobie nerwicę, czym się może stresować nie? A że na ataki paniki trzeba było dać leki dla astmatyków, bo się potrafiłam dusić to już mniejsza. Strzał na mordę bardziej pomoże. XD
@nowyy Z powodu "z niczego". Znaczy ja sobie to tak nazywam, bo u mnie triggerem było uczenie się/praca. Narzuciłam sobie szaloną presję zapierdalania, a potem miałam ataki paniki jak odpoczywałam, bo przecież powinnam uczyć się/pracować, ale nie mogę, bo jestem zmęczona i chcę odpocząć. Takie błędne koło. :P
Miałam kiedyś styczność z psychoterapeutą, po którym było widać, że ma wyjebane w to co mówię. Na pierwszej wizycie kiedy opowiadałam mu ze łzami w oczach jak to moi rodzice mnie nie rozumieją, nie mogę się z nimi dogadać, jak nie mam siły żyć cały czas coś sobie skrobał w papierach sporadycznie coś do mnie mówiąc, a nawet w pewnym momencie zaczął odpisywać na sms'a. Na następne wizyty już nie poszłam, może gdyby nie jego zachowanie i bagatelizowanie tego co mówię to na następnych wizytach odważyłabym się mu opowiedzieć o mojej traumie z dzieciństwa, z którą sobie nie radziłam. Niektórzy potrzebują czasu na to, aby się otworzyć, a nawet jeśli ten chłopak nie ma teoretycznie powodów do smutku to jako specjalista powinieneś wiedzieć, że istnieją różne rodzaje depresji i czasem nie potrzeba wielkich dramatów w życiu, aby ją mieć. Zwłaszcza w okresie dojrzewania, gdzie hormony szaleją. Serio jeśli uważasz, że 15-latki muszą przejmować się tylko ocenami to nie pracuj z nimi.
Czy tylko ja czytając komentarze mam wrażenie, że tatacorki jest autorem tego smętu? Coś bardzo ambitnie broni tego masochisty z niezdrowymi ciągotami do nieletnich.
tatacorki zazwyczaj pisze dość dziwnie i "ambitnie", a raczej zaciekle, więc to jeszcze o niczym nie przesądza
Jesteś idiotą. Życie nie jest prostolinijne. Jesteś psychologiem, a nie wiesz ze brak chęci do życia, niska samooceną bierze się z różnych doświadczeń życiowych. To byłoby zbyt łatwe gdyby osobie z niską samooceną powiedzieć 'hej, jesteś ładna' i już, dziewczyna problemu nie ma.