#4ZDoZ

Gdy byłam w pierwszej klasie podstawówki, pani zapytała, co kojarzy nam się z owocami lub warzywami. Ja dumna, że znam na to pytanie odpowiedź, jako pierwsza podniosłam rękę i wypaliłam:
- Z warzywami kojarzy mi się to jak mama mówi do taty "Ty buraku".

Szkoda, że nie widziałam miny mojej mamy, gdy na wywiadówce pani wychowawczyni wyjawiła przy wszystkich rodzicach, jak bardzo jestem błyskotliwa.

#6jQBI

Mój były chłopak mieszkał bardzo daleko ode mnie, w innym kraju, więc jak już się widywaliśmy, to zazwyczaj na kilka dni.
Mieszkał on razem ze swoim ojcem w mieszkaniu, w którym okna łazienki wychodziły na balkon.

Byliśmy wtedy jeszcze na takim etapie, że ja wstydziłam się załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne wiedząc, że chłopak jest gdzieś w domu, bo może śmierdzieć, on może coś usłyszeć, no jedna wielka psychiczna blokada. Tym bardziej że często chłopak lub jego ojciec siedzieli na balkonie.

Zazwyczaj udawało mi się załatwiać kiedy on był w sklepie lub pracy, jednak raz on postanowił wziąć wolne, aby spędzić ze mną całe 5 dni mojego pobytu u niego. Pobytu pełnego pysznych południowych dań, świeżego hummusu, aromatycznej kawy, eh... Niestety moja dupa się zablokowała, mimo moich starań nic nie chciało ze mnie wyjść.

Wróciłam do Polski i już w drodze z lotniska do domu poczułam, że to "ten moment". Zatrzymałam się na stacji benzynowej i pobiegłam do toalety. Bolało okrutnie, siedziałam tam pół godziny płacząc i się pocąc. Niestety zapchałam toaletę. Jako że staram się być szczerą i honorową osobą, czując jak moja twarz robi się czerwona, płacząc ze wstydu, poszłam zgłosić ten problem kobiecie pracującej na stacji. Milion razy ją przepraszałam, chaotycznie tłumaczyłam, że 5 dni, że chłopak, że takie dobre falafele, eh.

Poszłyśmy razem do toalety zobaczyć miejsce zbrodni, a tam... nic. Totalnie nic. Po kupie ani śladu. Przeprosiłam kobietę i jak najszybciej uciekłam. Przyznam że to była jedna z bardziej bolesnych, zarówno fizycznie, jak i psychicznie sytuacji w moim życiu. Potem tylko się zastanawiałam co sobie pomyślała ta kobieta, kiedy zobaczyła czystą toaletę.

#KgtOR

Urodziłam dziecko, więc mojej babci wzięło się na wspominki moich młodzieńczych lat.

Gdy miałam 5 lat moja mama urodziła brata, o którego byłam chorobliwie zazdrosna. Pewnego dnia kiedy młody płakał w wózku, to ja, kochająca siostra, oglądałam obok bajki i udawałam, że go nie słyszę. Ściągnięta płaczem mama pyta:
- Nie słyszysz, że on płacze?
Na to ja:
- Jak sobie zrobiliście, to go teraz bawcie.

Nie sądziłam, że byłam aż tak wredna...

#j06No

Jakiś czas temu natknąłem się na rajstopy i pończochy Pani Teresa dla mężczyzn. Wszystko wzięło się od biegania - szukałem legginsów regeneracyjnych kompresyjnych, ale taki ciuch kosztuje 300-400 zł, więc poszukałem obcisłych ciuszków kompresyjnych i to się okazał strzał w dyszkę. Kupiłem pończochy, rozmiar większe CCL1, więc z bardzo słabą kompresją ;-)

Zdały egzamin na medal. Spałem w nich czasem albo chodziłem cały dzień po ciężkich treningach i nogi po takich pończoszkach czuły mega ulgę i znacznie szybciej mijały zakwasy i osłabienie.

Ale zakochać się nie zakochałem, bo jednak włoski uwierały.

Panowie!! Jak ogoliłem sobie nogi z ciekawości i wślizgnąłem się w te rajstopy... Mamciu, jakie wygodne! Nigdy tego nie róbcie, inaczej się uzależnicie. Teraz w zimniejszym okresie zawsze depiluję nogi plastrami, a pończochy i rajstopy to moja druga skóra <3, uwbielbiam je nosić.
Latem tylko nie noszę, bo za gorąco, i wtedy włoski sobie odrastają.

Polecam wszystkim metroseksualnym samcom ;-)

#D8m6T

Jestem osobą niepełnosprawną w stopniu znacznym. Poruszam się samodzielnie tylko w miejscu, które znam. Dom, podwórko. Jeśli chodzi o wyjście poza to terytorium, wtedy już potrzebuję pomocy drugiej osoby. W momencie kiedy skończyłam studia, przestałam wychodzić z domu, czyli już jakieś 3,5 roku. Z racji tego, że nie spotykam się z ludźmi, wiele moich znajomości się po prostu skończyło. Te 3 lata były dla mnie naprawdę ciężkie i szczerze mówiąc straciłam już nadzieję, że kiedykolwiek to się zmieni. Oczywiście próbowałam nawiązywać znajomości przez internet, ale zazwyczaj nie trwały one długo.

Na początku roku pomyślałam, że storo mam tak dużo czasu wolnego, to może warto zrobić z nim coś pożytecznego...

Zaczęłam zbierać pieniądze na dzieci chore na SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni. Oczywiście wszystko zdalnie, bo innej możliwości nie miałam. Byłam z siebie bardzo dumna, kiedy znalazłam choć jedną chętną osobę do wpłaty na dane dziecko. Łącznie prowadziłam 4 zbiórki i uzbierałam pokaźną kwotę, z czasem jednak zaczęłam się w tym wypalać. Ludzie mnie irytowali, posądzali mnie o oszustwo, niejednokrotnie obrażali, a przecież ja tylko chciałam pomóc.

Pod koniec kwietnia, gdy już zrezygnowałam z szukania chętnych do pomocy, napisał do mnie chłopak. Nazwijmy go "M''. Na początku rozmowa nam się zupełnie nie kleiła, w sumie to chyba pisałam z nim tylko dla zabicia czasu. O dziwo, szybko się przede mną otworzył i opowiedział swoją historię. Czytając to wszystko poczułam, że mogę mu zaufać i opowiedziałam mu o chorobie i o tym, jak wygląda moje życie.
Byłam w szoku, zazwyczaj ludzie urywali kontakt i tyle, a on zrozumiał, pocieszał i motywował do działania, żeby poprawić sytuację. Im dłużej ze sobą rozmawialiśmy, tym więcej było rzeczy, które nas łączą. Okazało się, że myślimy podobnie w wielu fundamentalnych kwestiach.

Niedługo minie pół roku, jak jesteśmy razem, a ja jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem, bo mam kogoś, kto jest moim przyjacielem, moim wsparciem. Mam kogoś komu wiem, że mogę powiedzieć wszystko, nawet najgorszą prawdę, a on to zrozumie.
I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że u M lekarze wykryli nieuleczalną wadę serca, można wydłużyć jedynie jego życie i poprawić jego jakość... Co też nie wiadomo, czy będzie możliwe, bo M trafił do szpitala za późno i stan jest bardzo ciężki.

Oczywiście staram się go wspierać jak tylko mogę, ale jednocześnie jestem przerażona i spanikowana. Kocham go, nie wyobrażam sobie, że miałabym go stracić.

Trzymajcie kciuki.

#oDBDv

Wyszłam za mąż za przystojnego, zadbanego i zaradnego mężczyznę. Było nam jak w raju, ale w 2008 roku przyszedł kryzys i firma mojego męża zaczęła coraz gorzej funkcjonować. Żeby ją utrzymać musiał zwolnić kilku pracowników, a sam pracować za dwoje. Pracował dużo i ciężko, gdy wracał z pracy nie miał siły na rozmowę, zresztą jego problemy uważał za swoje prywatne i nigdy nie chciał mnie nimi obciążać ani się dzielić. Przez jego pracę nasz związek coraz bardziej się wyziębiał, a ja potrzebowałam tego ciepła. Bywały miesiące, że nawet nie spojrzał na mnie, a jak już go skusiłam, to były problemy.

Moja samoocena bardzo spadła. Mówiłam sobie, że to moja wina, zaniedbałam się trochę i nasze małżeństwo chyba też. Postanowiłam pójść na siłownię, kupiłam ładną bieliznę, byłam tak zdesperowana, że nawet myślałam o jakiejś szkole uwodzenia albo że jestem słaba w łóżku i to dlatego to wszystko. Zaczęłam oglądać porno, bo chyba mężczyźni lubią to oglądać, ale nic to nie dawało. W końcu w desperacji kupiłam nawet sobie kilka gadżetów. Ale to nie to samo co żywy mężczyzna.

Na siłowni poznałam Pawła. Typ spod ciemnej gwiazdy. Chyba tam czymś handlował, był kibicem, miał tatuaż z wielkim (L)ogo ukochanego zespołu. Z jednej strony mięśniak, z drugiej strony niegłupi. Gdy przechodził obok mnie, nie mogłam się skupić, na bieżni myliły mi się nogi, wszystko leciało z rąk, czułam jak przyspiesza mi tętno i rośnie ciśnienie. Któregoś dnia w szatni złapał mnie i... to było wspaniałe. Mimo że nie był moim mężem, nie miałam wyrzutów sumienia. Jestem kobietą, też mam swoje potrzeby, a w domu nie mogłam na nic liczyć. Spotykałam się z nim jakiś czas, ale jego "praca" dała się nam we znaki. Najpierw areszt, potem wyrok. Tęskniłam za nim bardzo, ale nawet nie mogłam iść na widzenie.

Dostałam niedawno list od niego. Groził mi w nim, że mam czas do jego wyjścia na rozwód, inaczej ktoś mi zrobi krzywdę. Boję się powiedzieć mężowi, nie chcę od niego odchodzić, bo zrujnuję sobie życie. Mam wszystko czego potrzeba kobiecie, a resztę dawał mi Paweł. Sama nie wiem, jak się z tego wyplątać. Czy życie musi zawsze dawać nam w twarz, gdy tylko wszystko zaczyna się układać?

#q8bYG

Kiedy wspominam moją babcię, mam łzy w oczach, bo widzę wszechogarniającą miłość, która niczego nie wymaga i wszystko daje. Wspaniale wspominam dzieciństwo z nią, a ostatnie spotkanie zapadło mi na zawsze w pamięci.

Przyszedłem do babci, kiedy była już bardzo chora i leżała w zasadzie na łożu śmierci. Zobaczyła, że jestem, uśmiechnęła się, wyciągnęła 10 zł spod poduszki i dała mi mówiąc:
- Masz, wnusiu...
- Ale ja mam.
- Weź, na pewno potrzebujesz...

Mimo choroby, do ostatniej chwili wnuczek był najważniejszy...

#SN5Wt

Stało się to, kiedy miałem 5 czy 6 lat. Było przed świętami, ubrana choinka, a ja byłem tak wesoły, że aż skakałem, biegałem, robiłem pompki. Potem w sypialni rodziców pod łóżkiem zobaczyłem jakiś karton. Z ciekawości zajrzałem pod łóżko, a tam miniaturowy dźwig dla dzieci. Spytałem się taty, co to takiego. On wkurzony zaczął na mnie krzyczeć, że po co tam zaglądałem.
Wigilia - patrzę pod choinkę, a tam ten sam miniaturowy dźwig, co był pod łóżkiem.

Od tego czasu przestałem wierzyć w Mikołaja.
Dodaj anonimowe wyznanie