Dziś nakrzyczałam na moją sześcioletnią córkę, bo zrobiła w swoim pokoju straszny bałagan i nie chciała posprzątać.
Spojrzała na mnie i zawołała:
- Mam tego dość! Chcę rozwodu!
To chyba nie będzie takie proste...
Ciekawe czym by poskutkował taki model wychowania: zamiast krzyczeć na dziecko, że nie chce sprzątać, to pozwolić mu żyć w syfie i balaganić ile wlezie w jego pokoju. Czy w końcu nastałaby u takiego dziecioka chwila refleksji, czy wyrosłoby na syfiarza?
Knbvcxs
To pewnie zależy od konkretnej osoby ale na mnie nie podziałało. Gdybym żyła sama to pewnie miałabym ogromny bajzel.
Anonimolina
Nie polecam, nie wyrabiasz sobie nawyku sprzątania na bierząco i później ciężko jest się tego nauczyć.
Bakura
Ja mogę odpowiedzieć na podstawie własnego doświadczenia. Byłam nauczona do życia w syfie dopóki nie zalęgły się robale, a robale przerażają mnie bardzo. Nawyk utrzymywania czystości przyszedł szybko i został do dziś :) więc pewnie zależy od osoby, może nastąpić jakieś przebudzenie w końcu.
MalinowyCukier
U mnie też już rodzice nie mieli siły i pozwalali żyć w syfie. Ale to dramatycznym syfie, jedyne co starałam się wynosić naczynia i nie zostawiać nic organicznego. To wyrosłam z tego, trzymam porządek. Ale sprzątanie, wręcz wywołuje fizyczny ból. Chyba nie ma rzeczy codziennych jakiej bardzie nienawidzę.
diq1
Anonimolina
No i?
Pomoc domowa kosztuje grosze.
Odkurzacze same jeżdżą.
Oczyszczacze powietrza dbają, żeby się nie kurzyło.
Serio, można mieć totalnie wywalone w sprzątanie i mieć czysto, a zaoszczędzony czas poświęcić na fajne rzeczy.
Cero
Moja mama tak podeszła do sprawy gdy zaczęłam mieć własny pokój. Warunek był jeden - ma mi się nic nie zalęgnąć. I był bajzel długo (nie syf, ale bajzel jak najbardziej) aż kupili mi nowe meble i mogłam wszystko poukładać jak chciałam oraz miejsca na rzeczy było wystarczająco. Nagle magia i cud i u dziecka czysto.
Teraz mam problem tylko z odkurzaniem (nienawidzę) i to jedyny "syf" i nieporządek, że się czasem koty kurzu kręcą, ale zbieram na wypasionego robota sprzątającego (takiego, co by był w stanie zapamiętać 3 piętra, bo by stał u rodziców, bo u nich się brudzi bardziej, a ja bym go zabierała 2 razy w tygodniu na kilka godzin)
Anonimolina
Pranie się samo nie nastawi ani nie rozwiesi, naczynia się nie włożą do zmywarki, pościel nie zmieni, kibel nie umyje. A że „pomoc domowa kosztuje grosze”? Pewnie, że każdego młodego dorosłego opuszczającego rodzinny dom z buta stać na to.
Najzwyczajniej zapytaj swoją córkę czy jej nie przeszkadza bałagan. Jeśli powie że tak to naucz ją że samo się nie posprząta. Jeśli powie, że jej nie przeszkadza (a raczej tak powie skoro nie sprząta) to masz świetne pole do popisu. Podawaj jej brudny talerz do obiadu i nałóż jej tak jedzenie. Wejdź do jej pokoju i zbierz wszystkie rzeczy z ziemi (ciuchy, zabawki) i schowaj, a gdy po jakimś czasie zapyta gdzie to jest to powiesz, że myślałaś że to co leży na ziemi rozwalone jest po prostu do wyrzucenia i wyrzuciłaś do kosza. Gdy odmówi ci sprzątania to jej przypomnij "jeśli Ty nie posprzątasz to ja tam wejdę i wszystko co jest rozwalone wyląduje na śmietniku". Jest wiele pomysłów :) powodzenia. Moja mama mnie skutecznie nauczyła sprzątać, gdy schowała moje ulubione spodnie, później nic na ziemi już nie leżało :D to samo było ze zmywaniem, gdy zakomunikowała że od dziś jem na tych swoich brudnych talerzach.. :D
Trzeba było powiedzieć, że jest czas na sprzątanie, rzucić jej szmatkę do kurzu i zacząć sprzątać w domu razem z młodą. Spędziłybyście razem czas, ona miałaby radochę, może wpadłabyś na jakieś zawody czy inne zabawy, a ona w końcu miałaby posprzątany pokój. Potem powtarzać, aż młoda nauczy się regularnie ogarniać (przyjemne skojarzenie, z doświadczenia wiem, że łatwiej sprzątać, kiedy ktoś inny również to robi) . ;)
Ciekawe czym by poskutkował taki model wychowania: zamiast krzyczeć na dziecko, że nie chce sprzątać, to pozwolić mu żyć w syfie i balaganić ile wlezie w jego pokoju. Czy w końcu nastałaby u takiego dziecioka chwila refleksji, czy wyrosłoby na syfiarza?
To pewnie zależy od konkretnej osoby ale na mnie nie podziałało. Gdybym żyła sama to pewnie miałabym ogromny bajzel.
Nie polecam, nie wyrabiasz sobie nawyku sprzątania na bierząco i później ciężko jest się tego nauczyć.
Ja mogę odpowiedzieć na podstawie własnego doświadczenia. Byłam nauczona do życia w syfie dopóki nie zalęgły się robale, a robale przerażają mnie bardzo. Nawyk utrzymywania czystości przyszedł szybko i został do dziś :) więc pewnie zależy od osoby, może nastąpić jakieś przebudzenie w końcu.
U mnie też już rodzice nie mieli siły i pozwalali żyć w syfie. Ale to dramatycznym syfie, jedyne co starałam się wynosić naczynia i nie zostawiać nic organicznego. To wyrosłam z tego, trzymam porządek. Ale sprzątanie, wręcz wywołuje fizyczny ból. Chyba nie ma rzeczy codziennych jakiej bardzie nienawidzę.
Anonimolina
No i?
Pomoc domowa kosztuje grosze.
Odkurzacze same jeżdżą.
Oczyszczacze powietrza dbają, żeby się nie kurzyło.
Serio, można mieć totalnie wywalone w sprzątanie i mieć czysto, a zaoszczędzony czas poświęcić na fajne rzeczy.
Moja mama tak podeszła do sprawy gdy zaczęłam mieć własny pokój. Warunek był jeden - ma mi się nic nie zalęgnąć. I był bajzel długo (nie syf, ale bajzel jak najbardziej) aż kupili mi nowe meble i mogłam wszystko poukładać jak chciałam oraz miejsca na rzeczy było wystarczająco. Nagle magia i cud i u dziecka czysto.
Teraz mam problem tylko z odkurzaniem (nienawidzę) i to jedyny "syf" i nieporządek, że się czasem koty kurzu kręcą, ale zbieram na wypasionego robota sprzątającego (takiego, co by był w stanie zapamiętać 3 piętra, bo by stał u rodziców, bo u nich się brudzi bardziej, a ja bym go zabierała 2 razy w tygodniu na kilka godzin)
Pranie się samo nie nastawi ani nie rozwiesi, naczynia się nie włożą do zmywarki, pościel nie zmieni, kibel nie umyje. A że „pomoc domowa kosztuje grosze”? Pewnie, że każdego młodego dorosłego opuszczającego rodzinny dom z buta stać na to.
Najzwyczajniej zapytaj swoją córkę czy jej nie przeszkadza bałagan. Jeśli powie że tak to naucz ją że samo się nie posprząta. Jeśli powie, że jej nie przeszkadza (a raczej tak powie skoro nie sprząta) to masz świetne pole do popisu. Podawaj jej brudny talerz do obiadu i nałóż jej tak jedzenie. Wejdź do jej pokoju i zbierz wszystkie rzeczy z ziemi (ciuchy, zabawki) i schowaj, a gdy po jakimś czasie zapyta gdzie to jest to powiesz, że myślałaś że to co leży na ziemi rozwalone jest po prostu do wyrzucenia i wyrzuciłaś do kosza. Gdy odmówi ci sprzątania to jej przypomnij "jeśli Ty nie posprzątasz to ja tam wejdę i wszystko co jest rozwalone wyląduje na śmietniku". Jest wiele pomysłów :) powodzenia. Moja mama mnie skutecznie nauczyła sprzątać, gdy schowała moje ulubione spodnie, później nic na ziemi już nie leżało :D to samo było ze zmywaniem, gdy zakomunikowała że od dziś jem na tych swoich brudnych talerzach.. :D
Chyba musicie z mężem uważać co mówicie podczas kłótni ;) dzieci słyszą przez ściany
Trzeba było powiedzieć, że jest czas na sprzątanie, rzucić jej szmatkę do kurzu i zacząć sprzątać w domu razem z młodą. Spędziłybyście razem czas, ona miałaby radochę, może wpadłabyś na jakieś zawody czy inne zabawy, a ona w końcu miałaby posprzątany pokój. Potem powtarzać, aż młoda nauczy się regularnie ogarniać (przyjemne skojarzenie, z doświadczenia wiem, że łatwiej sprzątać, kiedy ktoś inny również to robi) . ;)