#wSwTU

Znajomy potrzebował pomocy w napisaniu pracy na studia. Zgłosiłam się chętnie, jako że takie prace bardzo lubię. Praca miała być długa, wymagała dużej ilości czasu na przeczytanie materiałów i ich opracowanie - wiadomo. Książek się naczytałam, dużo dowiedziałam, no to dawaj pisać.

Pisałam sobie trzy dni, dwa dni na "brudno", robiłam notatki, przymiarki itp. Trzeciego już ładnie opracowywałam wersję ostateczną. Wena mnie nosiła, z krótkimi przerwami na posiłki, siku i spacery z psem pracowałam cały dzień. Po ponad 10 godzinach przed komputerem, gdy miałam napisane około 2/3 pracy, stwierdziłam, że wysiadam z tego pociągu, bo zaraz zlasuje mi się mózg. Zadowolona zamykam plik, pojawia się okno z pytaniem "Czy chcesz zapisać zmiany w pliku?", na co ja z uśmiechem na twarzy klikam "Nie zapisuj".

Nawet nie chce mi się komentować własnej głupoty.

#t9PJL

Kiedy miałem jakieś 5 lat, to miałem świnkę morską. Raz w szkole musieliśmy opisać nasze zwierzątko. Będąc w tym wieku myślałem, że słowo na R U C H i tak dalej oznaczało biegać czy ruszać się. I w zeszycie napisałem "Moja świnka morska bardzo lubi ruchać".

Powiem jedno - W CHACIE MIAŁEM PRZESRANE.

#6NuJF

Mój obecny mąż, a wcześniej chłopak uwielbiał mnie straszyć. A to nagle krzyknął, a to wyskoczył gdzieś zza rogu. Bardzo mnie to denerwowało, bo myślał, że jest zabawny, a to po prostu mnie drażniło, rozpraszało i było głupie… Nie mogłam się naprosić, żeby przestał.

Pojechaliśmy na wakacje na wieś. Lata 80., dziura zabita deskami, kibel w polu kukurydzy – na większe tylne danie trzeba wykopać dziurę w ziemi (o ile dziki nie przeszkodzą), brak łazienki, jedynie bieżąca woda w kranie, więc myjemy się w misce. Obok zakwaterowana rodzina z 5-giem dzieci, matka potężna, a ojciec szczuplutki, nie za wysoki, ale dużo pijący i bardzo agresywny po wódce. Na dwa tygodnie naszego pobytu, kilka razy pojawiała się ówczesna milicja (tak, to nie pomyłka), bo nie można było gościa uspokoić po wódce, dostawał małpiego rozumu. Pewnego dnia znowu zaliczył cug, latał z siekierą w ręku i szukał ofiary. Schowaliśmy się, obserwowaliśmy i czekaliśmy na rozwój wypadków. W pewnym momencie mój chłopak zgłodniał i poszedł po coś do jedzenia, a w tym samym czasie żona agresora, wykorzystując swoją siłę zamknęła męża-pijaka w komórce, oczywiście odebrała mu siekierę. Dokładnie widziałam gdzie ją położyła i w mojej głowie zalągł się szatański plan… ;)

Powiedziałam chłopakowi, że nie mogą pijaka znaleźć, gdzieś się schował z tą siekierą, chyba uciekł w kukurydzę. A że jest już późno, to myjemy się i idziemy spać. Wymyliśmy się w misce, no i teraz trzeba tę wodę z miski wylać. Więc chłopak wychodzi ostrożnie na długi ciemny korytarz, szybkim krokiem udaje się w kierunku pola kukurydzy, a ja w tym czasie chwyciłam siekierę i usiadłam w ciemnym kącie pod naszym pokojem. Chłopak wszedł z miską, ja się nie ruszam. Chłopak zaczyna widzieć jakiś cień, napięcie rośnie, stawia kroki coraz wolniej… w tym czasie ja powoli wstaję i unoszę z warkotem siekierę w górę nad głowę… Mina chłopaka bezcenna, panika, wrzask pod niebiosa, kupa w portkach, rzucił we mnie miską, sama posikałam się ze śmiechu, kiedy mój chłopak uciekał przerażony w kukurydzę…

Nigdy więcej mnie już nie straszył, tak jesteśmy razem 27 lat…

#qvrk9

Parę lat temu, gdy miałam 6 lat mój wujek jeździł do pracy do Austrii, skąd zawsze przywoził mi mój ukochany smakołyk, kinder niespodziankę! Jako że wiedział, że je kocham, nie kupował jednego, a zawsze dwupak.

Pewnego razu wrócił z pracy i przyjechał w odwiedziny z ciocią. Oczywiście ja, widząc wujka od razu spodziewałam się też moich kinder niespodzianek. Po przywitaniu, wyczekiwałam na moje podwójne szczęście. Jednak ku mojemu zaskoczeniu wujek podał mi jedno jajko. Ale i tak byłam zadowolona, pobiegłam szczęśliwa do mojej mamy pochwalić się zdobyczą.
- A nie zapomniałaś powiedzieć czegoś wujkowi? - zapytała mama.
- Ale cooo? - nie rozumiałam o co chodzi.
- No co się mówi?
Wtedy dotarło do mnie i wypaliłam:
- WUJEK, A GDZIE DRUGIE JAJO?

Nadal mi to wypomina...

#lTkku

Niska samoocena jest bardzo częsta i ja też jestem jej ofiarą. Każdy ma kompleksy i ja też je mam. Nie każdy ma aż tak patologiczną rodzinę jak ja, z jedną osobą niepełnosprawną fizycznie i drugą niepełnosprawną psychicznie, a także ojca alkoholika, a matkę manipulatorkę. Sama nie jestem bez wad i jestem tego świadoma, ale porażki dalej przytłaczają bardziej niż cieszą sukcesy.

Poczucie wstydu po porażce albo popełnieniu błędu jest tak ogromne, że zaczynam od razu wpadać wręcz w amok kłamstw, tylko po to, żeby nie wystawić się bardziej na pośmiewisko i krytykę.
Jestem tchórzem i jestem żałosna i niezręczna towarzysko do tego stopnia, że wolałabym siedzieć zamknięta w pokoju i najlepiej nie prowadzić żadnych pogaduszek, bo zwyczajnie nie potrafię prowadzić rozmowy. Niby jestem inteligentna, niby coś umiem powiedzieć, ale to jest niewystarczające. Ciągle mam poczucie bycia niewystarczającą na każdym poziomie. I w szkole jako uczennica, i w domu jako córka, siostra i ciotka, i jako przyjaciółka czy znajoma.
Cała ta sytuacja zaczyna mnie przygniatać, a odraza jaką czuję do siebie po grudniu, który był dla mnie kompletną porażką, jest niewyobrażalna. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że od miesięcy nie wpadłam w taki ciąg kłamstw, jaki teraz ciągle trwa, a miałam już nadzieję, że pozbyłam się kłamania jako mechanizmu obronnego.

#s51wS

Sytuacja, która mi się przytrafiła, miała miejsce rok temu w osiedlowym sklepie spożywczym. Wielkie święto - Tłusty Czwartek. Chcąc zakupić pączka, kulturalnie przywitałem się z ekspedientką, po czym powiedziałem:
- Poproszę pączka.
- Którego? - spytała.
Niezdecydowany rzuciłem, że obojętne.
- Proszę pana - kontynuowała - gdyby to było obojętne, to ludzie zamiast w usta, to by się w dupę całowali.

I tak oto ja, jako młody 20-letni mężczyzna, zostałem zgaszony przez kobietę w podeszłym już wieku :)

#fnBiL

Przypomniało mi się z okazji końca roku.

Nigdy nikomu się nie przyznałam, że 2020 rok powitałam z Dwójką i z Zenkiem. Leżałam w szpitalu, inne pacjentki zdecydowały co będzie lecieć w tv. Potem w styczniu słuchałam jeszcze kilku powtórek.

Niby miałam słuchawki, swój internet w telefonie. Nawet wyraziłam głośno swoje zdanie. Ale słuchałam dalej i jednak czuję zażenowanie, jak sobie to przypomnę.
Dodaj anonimowe wyznanie