#D8m6T

Jestem osobą niepełnosprawną w stopniu znacznym. Poruszam się samodzielnie tylko w miejscu, które znam. Dom, podwórko. Jeśli chodzi o wyjście poza to terytorium, wtedy już potrzebuję pomocy drugiej osoby. W momencie kiedy skończyłam studia, przestałam wychodzić z domu, czyli już jakieś 3,5 roku. Z racji tego, że nie spotykam się z ludźmi, wiele moich znajomości się po prostu skończyło. Te 3 lata były dla mnie naprawdę ciężkie i szczerze mówiąc straciłam już nadzieję, że kiedykolwiek to się zmieni. Oczywiście próbowałam nawiązywać znajomości przez internet, ale zazwyczaj nie trwały one długo.

Na początku roku pomyślałam, że storo mam tak dużo czasu wolnego, to może warto zrobić z nim coś pożytecznego...

Zaczęłam zbierać pieniądze na dzieci chore na SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni. Oczywiście wszystko zdalnie, bo innej możliwości nie miałam. Byłam z siebie bardzo dumna, kiedy znalazłam choć jedną chętną osobę do wpłaty na dane dziecko. Łącznie prowadziłam 4 zbiórki i uzbierałam pokaźną kwotę, z czasem jednak zaczęłam się w tym wypalać. Ludzie mnie irytowali, posądzali mnie o oszustwo, niejednokrotnie obrażali, a przecież ja tylko chciałam pomóc.

Pod koniec kwietnia, gdy już zrezygnowałam z szukania chętnych do pomocy, napisał do mnie chłopak. Nazwijmy go "M''. Na początku rozmowa nam się zupełnie nie kleiła, w sumie to chyba pisałam z nim tylko dla zabicia czasu. O dziwo, szybko się przede mną otworzył i opowiedział swoją historię. Czytając to wszystko poczułam, że mogę mu zaufać i opowiedziałam mu o chorobie i o tym, jak wygląda moje życie.
Byłam w szoku, zazwyczaj ludzie urywali kontakt i tyle, a on zrozumiał, pocieszał i motywował do działania, żeby poprawić sytuację. Im dłużej ze sobą rozmawialiśmy, tym więcej było rzeczy, które nas łączą. Okazało się, że myślimy podobnie w wielu fundamentalnych kwestiach.

Niedługo minie pół roku, jak jesteśmy razem, a ja jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem, bo mam kogoś, kto jest moim przyjacielem, moim wsparciem. Mam kogoś komu wiem, że mogę powiedzieć wszystko, nawet najgorszą prawdę, a on to zrozumie.
I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że u M lekarze wykryli nieuleczalną wadę serca, można wydłużyć jedynie jego życie i poprawić jego jakość... Co też nie wiadomo, czy będzie możliwe, bo M trafił do szpitala za późno i stan jest bardzo ciężki.

Oczywiście staram się go wspierać jak tylko mogę, ale jednocześnie jestem przerażona i spanikowana. Kocham go, nie wyobrażam sobie, że miałabym go stracić.

Trzymajcie kciuki.
karinuredo Odpowiedz

Jeśli spotykacie się na żywo i widzisz jego stan, to ok, ale jeśli wszystko dalej jest w internecie, bo znam takich co ze sobą "chodzą" przez neta od 2 lat, to po prostu mógł zrobić cię w konia by wyłudzić pieniądze, bo "skoro pomagasz chorym, to jemu tym bardziej, bo się znacie". Za dużo widziałam by od tak zaufać ludziom, więc sory jeśli moje podejrzenia są bezpodstawne.

bazienka

dokladnie, obejrzalabym te wyniki badan albo zrobila druga diagnoze

bazienka Odpowiedz

jesli znasz go osobiscie, a nie tylko przez internet, widzialas wyniki badan itp. to trzymam kciuki :)

maIasarenka Odpowiedz

Może jakoś z tego wyjdzie.

Dodaj anonimowe wyznanie