#FTP3A

Moja koleżanka z pracy — śliczna, wykształcona dziewczyna, idealne życie, dom z ogródkiem, pieniądze i dobry mąż — bardzo długo starała się o dziecko. W końcu się udało po dwóch latach prób. Była bardzo szczęśliwa. Jakiś czas potem zniknęła z pola widzenia, bo urodziła i była na macierzyńskim. Mój mąż spotkał ją w sklepie, jak jej córka miała dwa miesiące. Opowiadała, że jest bardzo zmęczona i że mała ją wykańcza, ale macierzyństwo jest cudowne. Mój mąż mówił, że wyglądała średnio.

Pewnie czytaliście gdzieś o tym w prasie, ale nigdy nie podali szczegółów — pewnego dnia zabiła swoją córkę, a sama się powiesiła. Miała psychozę poporodową. Mąż znalazł je po powrocie z pracy.

Nie potrafię dojść do ładu po tej historii. Czasami jak mi się to przypomni, to w nocy wstaję i tulę swoje dziecko.

#J3VcA

Kilka lat temu moja babcia obejrzała jakiś program, w którym podano informację, że statystycznie co dziesiąty człowiek jest homoseksualistą. Akurat tak się składa, że jestem jej dziesiątą w kolejności wnuczką, więc długi czas miała wobec mnie wątpliwości, czy aby na pewno jestem hetero. Długi czas byłam singielką, a gdy już miałam chłopaka, to nie na tyle długo, żeby przedstawiać go babci. Ostatnio jednak z dumą przedstawiłam jej Patryka, którego babcia bardzo polubiła. Podejrzewałam nawet, że tak bardzo go lubi właśnie dlatego, że okazał się nie być kobietą, bo wyjątkowo go chwaliła wśród rodziny. Wczoraj nawet mnie zapytała, kiedy znowu przyjedzie... Patrycja. Z początku myślałam, że się przesłyszałam, więc pociągnęłam temat dalej. W końcu babcia stwierdziła, że nie jest taka głupia, na jaką wygląda i widzi, że mojemu „facetowi” prześwituje binder przez koszulkę. I że wcale nie muszę się przed nią ukrywać, bo zawsze wiedziała, że wolę kobiety.

Problem polega na tym, że Patryk jest Patrykiem, był Patrykiem i nie zamierza zostać Patrycją. Mimo wszystko babci nie da się wytłumaczyć, że jest on w 100% mężczyzną, a ja jestem w 100% heteroseksualną kobietą.
Jedno mogę jej jednak przyznać, odkąd obejrzała ten nieszczęsny program kilka lat temu, jej wiedza na temat homoseksualistów i transseksualistów znacznie wzrosła. Po wczorajszej rozmowie doszłam do wniosku, że jest o wiele bardziej „ogarnięta w temacie” niż ja.

Niby dobrze, że babcia akceptuje mnie „taką, jaką jestem” (nawet jeśli nie jestem), ale Patryk chyba będzie musiał choć raz jej się pokazać bez koszulki ;)

#eHbm1

Działo się to kilka, może i 10 lat temu. Byłam z moim chłopakiem i znajomymi w Tatrach. Pewnego pięknego dnia doszliśmy spacerkiem do schroniska Murowaniec, zjedliśmy, popiliśmy i poszliśmy dalej w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego. Już wtedy mi się zachciało kupę. Trasa zajęła około pół godziny, wiadomo, że tam już ani normalnych kibli, ani toi toiów nie ma, a pójście w krzaki jest wykluczone ze względu na tłum ludzi i ukształtowanie terenu. Grupka się rozdzieliła, część poszła dalej na Kościelec, a ja oczywiście zdecydowałam, że wracam do Murowańca. Obawiałam się, że nie zdążę, mimo że leciałam po tych kamyczkach jak prawdziwa kozica. Niestety miałam rację. W połowie drogi powrotnej poczułam, że dłużej nie dam rady. Mimo przeogromnych chęci powstrzymania kupa zaczęła wydostawać się do gaci. Byłam przerażona. Ludzie mnie co chwilę mijali w obie strony, brzuch bolał, na twarzy zimne poty, a do schroniska jeszcze dobre 15 minut... Jeden plus, że nikt znajomy nie szedł koło mnie.
W końcu dotarłam do Murowańca z pełnymi, dosłownie, gaciami, a tu co? Oczywiście kolejka do kibla. W sumie już miałam wyrąbane, co miało wyjść, to wyszło i teraz jedynie smród przypominał o dramacie, jaki się rozegrał na szlaku. Odczekałam swoje, w ubikacji się umyłam, majtki wyrzuciłam, na szczęście nic nie było widać na spodenkach. Poczekałam na znajomych i już bez większych komplikacji powróciliśmy sobie do Zakopanego. Nikomu nigdy o tym nie powiedziałam.

#1blu6

Chciałabym napisać kilka zdań o swojej pracy. 
Jestem obciążona do granic możliwości. Zespół liczy kilka osób, robię prywatną statystykę, w której widzę znaczną niesprawiedliwość w przydzielaniu zadań. Nie mam zupełnie przestrzeni na to, żeby zajmować się wszystkimi rzeczami, za które nominalnie jestem odpowiedzialna. Mam tej pracy serdecznie dosyć. Ale jak czytam, że ludzie szukają po kilka miesięcy, wysyłają CV i nie ma odzewu, to czuję się jak w pułapce. Każdy dzień coraz bardziej pogrąża moją psychikę. Wiem, że zdrowia mi nic nie zwróci, ale przecież muszę też coś jeść, opłacać rachunki. I nie, nie mogę porozmawiać z szefem, bo to jest budżetówka. Tu się nie dyskutuje, tylko robi. A jak coś nie pasuje, to zapraszamy do wyjścia. Budżetówka to nie jest kraina szczęśliwości, tylko raczej nieszczęścia. Nikomu nie polecam. Ogrom zadań, często powyżej kompetencji, bo każdy tylko patrzy, jak coś od siebie odwalić. Praca wyniszczająca i wypalająca. Lepiej już doły kopać, serio. Gdybym nie miała na głowie kredytu, tobym w tej pracy nie została 5 minut dłużej.

#AekTZ

Byłam podręcznikowym przykładem ofiary. Mój partner mnie bił, poniżał i żądał obsługiwania go. Pozwalał mi pracować tylko dorywczo, żeby mieć kontrolę nade mną i moim czasem. Wymagał ode mnie starannego, kobiecego wyglądu cały czas, a jednocześnie wściekał się, gdy jakiś facet choć na mnie spojrzał. Wykorzystywał mnie na różne sposoby, tak mi wyprał mózg, że sama mu dawałam kiedy tylko chciał, bo taki był przecież obowiązek dobrej dziewczyny. Długo bym mogła o tym pisać.
Rodzina i przyjaciele próbowali mnie z tego wyciągnąć, w końcu udało im się, wyprowadziłam się do rodziców, poszłam na terapię, złożyłam sprawę w sądzie. Wszyscy mnie wspierali, pomagali wracać do normalności, ale moja przyjaciółka zaczęła się dziwnie zachowywać. Sugerowała, że powinnam zapomnieć, że rozprawa nic nie da, że na pewno mi nie uwierzą. Potem próbowała mi wmówić, że może przesadzam i to moja psychika podsuwa mi tak brutalne obrazy, może staram się na siłę robić z siebie ofiarę. „Przypadkiem” zalała moją komórkę, na której były wiadomości z pogróżkami od byłego (prawnik miał kopię). Wkrótce wyszło na jaw, o co w tym wszystkim chodziło – moja mama zobaczyła ją na mieście z moim byłym. Gdy zrobiła im awanturę, sama się przyznała, że są razem i się kochają. Po tym wszystkim już nie miała żadnych skrupułów. Wśród znajomych opowiadała, że wszystko sobie wymyśliłam, że nie mogło tak być, bo ją traktuje jak księżniczkę, że mnie rzucił, bo przyłapał mnie na zdradzie, a ja próbuję się mścić. Ci, którzy nie znali mojej sytuacji, odwrócili się ode mnie. Musiałam odejść z nowej pracy, bo pracowałam w tym samym miejscu co ona i nie byłam w stanie tego dźwignąć.

Od kiedy byli razem? Zagadał do niej mniej więcej kilka dni po tym, jak dostał pismo z sądu. Czy prosił ją o pomoc? Oczywiście, że tak, przecież był niewinny i musiał się bronić przed zniszczeniem mu życia, a ona mu pomagała, bo to jej ukochany.
Na rozprawie mówiła te same kłamstwa, jednak ja miałam dwie obdukcje (jedną z czasów gdy chciałam odejść, ale stchórzyłam), wiadomości z pogróżkami, nagranie gdy atakuje mnie i mojego ojca, gdy zabieraliśmy moje rzeczy od niego, świadków itp. Skazali go, miał trafić do więzienia. Oczywiście zaraz po rozprawie zerwał z moją byłą przyjaciółką, a ona się na mnie śmiertelnie obraziła. Bo gdyby nie ja, to wciąż byliby razem...

#bStEF

W trakcie pandemii miałem koronawirusa – nie chorowałem, nie wylądowałem w szpitalu ani nic z tych rzeczy. Zaraziłem się w pracy, wykryto to, bo szef zachorował i przebadali osoby mające z nim częsty i bliski kontakt. Sanepid, a właściwie moja pracująca tam szwagierka, siostra mojej zmarłej trzy lata wcześniej na raka żony, przeprowadzała wywiad, z kim miałem kontakty w okresie krótko przed zarażeniem — kogo widziałem, jakiego typu to było spotkanie, jak długo itp.
Wstyd mi jak diabli i męczą mnie wyrzuty sumienia, ale w rozmowie ze szwagierką nie przyznałem się do intymnego płatnego spotkania z pewną poznaną w sieci dziewczyną (samą dziewczynę oczywiście o możliwości zakażenia powiadomiłem, zamknęła się w domu i poinformowała o sytuacji swoich klientów). Nie przyznałem się, bo zwyczajnie było mi wstyd, że nie potrafię sobie ułożyć na nowo życia i korzystam z takich usług. 
Do dziś czuję się jak największy nieudacznik i najgorsza szuja, bo przez to mogli nie wychwycić kogoś zarażonego. Mam tylko nadzieję, że nikt przeze mnie nie ucierpiał.

#koLiu

Dzisiaj razem z kolegą oraz jego i moim bratem chcieliśmy przejść przez przejście dla pieszych. Światło już migało, więc kolega pogonił chłopców, którzy szli przed nami, aby się pośpieszyli.
W tym samym momencie, gdy chłopcy puścili się biegiem, usłyszałam syreny — natychmiast wydarłam się: „Stójcie!”, ale nie posłuchali. Właśnie wtedy jak spod ziemi wyrósł wysoki mężczyzna, idący w naszą stronę, i objął rękami naszych braci. Karetka minęła ich jakieś pół sekundy później.

Jeśli to czytasz, tajemniczy mężczyzno, chcę Ci z całego serca podziękować. Te głupki z pewnością by nie żyły, gdyby nie ty.

#RBUPu

Pracuję w hotelu jako pokojówka. Lubię przeglądać zawartość śmietników w łazienkach, zwłaszcza gdy w pokoju spała jakaś para. Dlaczego? Ano dlatego, że oprócz obrzydzenia, czuję ogromną radość i podniecenie, kiedy są tam zużyte prezerwatywy. Nie tyle podnieca mnie sama gumka, ile fakt, że ktoś się zabawiał i zostawił tego namacalne dowody.
Dodaj anonimowe wyznanie