#9NI3u
Oczywiście najpierw mama i tata są czymś oczywistym, a reszta ludzi to ludzie i już.
Później dziecko dowiaduje się, że dziewczynki mają pipki, a chłopcy siusiaki i mniej więcej w tym samym czasie lub trochę później o tym, że dzieci biorą się z miłości/bliskości mamy i taty.
Potem mówi się o ziarenku zasianym w brzuszku mamy i trochę więcej o tym, że dziecko się rodzi, wychodząc z brzucha.
Później pojawia się z grubsza wyobrażenie o tym, że dzieci robi się w łóżku, na leżąco, i trzeba być wtedy gołym, hihihi. Zaczyna się też kojarzyć całowanie z seksualnością.
Później jest w szkole więcej nauki o anatomii i fizjologii: miesiączka, owulacja, polucje, co to jest nasienie, no i jak przebiega zapłodnienie.
Później, wśród nastolatków, pojawiają się tematy antykoncepcji i chorób wenerycznych.
Później pozycje seksualne i inne techniki seksualne niż stosunek. Wiele osób już wtedy praktykuje, zatem poznaje się dokładnie ciało własne i partnera, i doznania z tego wynikające.
Gdzieś pod koniec edukacji poznaje się (w teorii, bo nie każdemu to odpowiada, ale wiedzę się jakoś zawsze wchłonie) tematykę zboczeń, parafilii, BDSM, fetyszyzmu, po kolei, aż do 2girls1cup, słoika w odbycie czy filmików z darkwebu. To wszystko oczywiście, gdy człowiek jest dorosły.
Taka z grubsza hierarchia hardkoru, czy wtajemniczenia w seks.
Pewnie wiele osób się ze mną zgodzi, że tak jest okej.
Jest jedna rzecz, która mnie w tym wszystkim niesamowicie wpier*ala.
Że samo istnienie homoseksualizmu w tej hierarchii lokuje się gdzieś pomiędzy kanibalsko-nekrofilskimi orgiami, a wywijaniem golfa z użyciem szczypiec umoczonych w papryczce piri-piri.
Że jest to temat tak straszny, deprawujący i kryptyczny, że trzeba chronić dzieci (czy nawet nastolatki) za wszelką cenę przed zetknięciem się z nim.
Nie mówię oczywiście o ćwiczeniu gejowskich pozycji seksualnych na wuefie czy o dniu "przynieś swoją zabawkę erotyczną do przedszkola", ale po prostu o zwykłym stwierdzeniu faktu: czasami tak jest, że chłopak z chłopakiem albo dziewczyna z dziewczyną mieszkają razem i kochają się jak mama i tata. I tyle.
Wiele osób uważa, że ten prosty i niewinny fakt trzeba przed ludźmi ukrywać do osiemnastych urodzin, jakby samo usłyszenie o nim miało sprawić, że zmienią się w seryjnych morderców-pedofili bezczeszczących groby.
To jest coś czego nie rozumiem i k*wa nigdy nie zrozumiem.
#j7ulv
Po 5 godzinach lało się ze mnie jak cholera, trochę źle się czułem od rana, ale myślałem, że chodzi o jakieś zatrucie pokarmowe, bo jadłem dzień wcześniej pierwszy raz owoce morza, myślałem, że mi nie "siadły". Niestety zemdlałem i uderzyłem głową w parapet, rozcinając sobie przy tym łuk brwiowy, niby nic, ale znajomy jest studentem medycyny i oczywiście zawozi mnie do szpitala do Krakowa... a przecież to zwykłe przemęczenie od tej temperatury.
Oczywiście zestaw badań i prześwietleń, ale myślę co mi tam, przecież nie płacę, niech sobie poszukają czego tam chcą, w dodatku ładna pani pielęgniarka pięknie zszyła mi ranę. :D Po paru godzinach zaczęło mnie czekanie nudzić, ale lekarz nalegał, żebym został jeszcze chwilę i tak godzina po godzinie w końcu przychodzi inny lekarz, mówił tak, że jedyne co zrozumiałem to to, że jest z onkologii.
Ma pan raka płuc, czwarte stadium, przerzuty na wątrobę. Uśmiechnąłem się i jedynie co przyszło mi na myśl to "xD". Mam 21 lat, popularna bardzo emotikonka ciągle przychodzi mi na myśl :)
Po parunastu sekundach cytuję mówię "It's a prank, bro!" patrząc na kumpla.
Niestety nie był to prank :/ Siadłem i podziękowałem doktorkowi, po paru godzinach wyszedłem ze szpitala na własną prośbę.
Mniej niż 15% szans na przeżycie, tak mi powiedziano.
W mojej rodzinie każdy pali, tylko nie ja, o ironio.
W sumie nawet nie jestem załamany, nie mam zamiaru nikomu mówić z rodziny czego się dowiedziałem i nie mam zamiaru próbować tego leczyć.
W sumie nawet jestem wdzięczny, bo życia nie mam jakiegoś fajnego, nawet beznadziejne, bym powiedział :)
Kurna, głupi remont ;)
#rOFmZ
Ale ja swoich gier tak łatwo nie oddałam. Usunęłam skróty z pulpitu.
"Dzięki, córciu, teraz ładnie chodzi".
#b3L7B
Wczoraj okazało się, że marzenia się jednak spełniają! :)
PS Wypuścili mnie po 30 minutach.
#dh5wV
Kiedy jechali do aresztu (żołnierze niemieccy przewozili jeszcze kilku więźniów poza dziadkiem), dziadek wiedział, że wrogowie noszą przy butach granaty, postanowił podjąć próbę odbezpieczenia jednego z nich. Wiedział, że umrze, więc chciał pociągnąć wrogów za sobą. Jednak żołnierz był czujny, przewidział jego zamiary i przełożył granat w inne miejsce.
Dziadek stanął przed sądem. Zapytano go, czy jeśli go wypuszczą, to dalej będzie walczył za Polskę. Odpowiedział, że tak. Dziadek widział jak katowani byli inni ludzie i starał się odpowiadać szczerze i w taki sposób, żeby zostać skazanym na szybką śmierć.
Stało się coś nieoczekiwanego, sędzia wypuścił go mówiąc: takich ludzi jak pan szanujemy.
Zaraz po tym dziadek wyszedł na wolność, szedł chodnikiem, a przechodnie, którzy zobaczyli skąd wyszedł uciekali na drugą stronę drogi (bo nie raz było tak, że ktoś został wypuszczony na wolność, a kiedy tylko wyszedł dostawał strzał w tył głowy).
Dziadek wrócił szczęśliwie do domu, w którym rodzina już go opłakiwała. Chyba nigdy nie potrafiłbym być tak odważny jak on.
#Cy1n9
Jako że mam sześcioletniego syna, postanowiłem wtajemniczyć go w ten „spisek”. Bardzo się zajarał i obiecał, że się nie wygada.
Pięć minut później usłyszałem, jak pląsa wokół mojej żony, krzycząc: „Nic ci nie powiem o niespodziance! Nie dowiesz się o gościach ani o balonach! Nie będzie żadnych dmuchańców ani prezentów! Niczego się nie spodziewasz, tralalala!”. No i cały misterny plan szlag trafił…
#DYinw
Było to pod koniec gimnazjum.
W szkole nigdy nie byłem specjalnie lubiany. Jestem introwertykiem, więc mi to nie przeszkadzało. Wszelkie docinki spływały ze mnie jak woda z kaczki czy jak to się tam mówi. Miałem dziewczynę, z którą utrzymywałem kontakt przez internet (wyjechała, ale nie chciała ze mną zrywać).
No więc ten tydzień był najgorszym tygodniem jaki kiedykolwiek mi się przydarzył. Zmarła moja ukochana babcia. Miałem z nią świetny kontakt. Dodatkowo moja jedyna otucha w tym marnym życiu nie dawała oznak życia od tygodnia. Pogrzeb odbył się w piątek. Przez pół tygodnia nie chodziłem do szkoły. Stwierdziłem, że w szkole będzie to samo, co w domu, więc postanowiłem w poniedziałek pójść. Pół dnia był spokój. Potem przyszła ona. Pół tony makijażu, najnowszy srajfon od rodziców, markowe ciuchy, fajki alkohol i takie tam. Oczywiście była liderką klasową. Nie mam pojęcia jak, ale wiedziała o mojej babci. Zaczęło się typowo. "Siema frajerze jak weekend?". Nawet nie zmieniłem prędkości kroku.
Potem było gorzej, zaczęła ze mnie drwić, bo nie chodziłem do szkoły, bo płakałam po utracie babci. Ostatnie słowa jakie wypowiedziała do mnie to były "w sumie dobrze, że umarła, lepiej światu bez niej". Takiego chamstwa i pokazu szmatowatości nigdy nie widziałem ani słyszałem. Smutek po utracie bliskiej osoby jak i stres, bo coś mogło się stać mojej dziewczynie, przełamały mnie. Nie wytrzymałem i przywaliłem jej z liścia. Wspomniane wyżej pół tony tapety na twarzy dały górę i ściągnięte grawitacją upadły na podłogę.
Wstałem i poszedłem prosto do wychowawczyni, żeby się przyznać. Oczywiście zrozumiała i to ona wybroniła mnie przed dyrektorką, która również zrozumiała. Jednak one nie mogły uchronić mnie przed rodzicami wyżej wymienionej osoby. Od nich dowiedziałem się, że gnębiłem ich kochaną, najwspanialszą i *tu wstaw pochlebny przymiotnik* córusie i że kim ja w ogóle jestem, żeby dotykać ich *kolejne przymiotniki* córeczkę.
Była rozprawa sądowa. Oczywiste jest to, że jej być nie powinno, ale to z winy jej rodziców. Nie chcieli nawet wysłuchać mojej wersji wydarzeń. Wtedy dowiedziałem się również, że uderzyłem ją tępym narzędziem.. przynajmniej tak stwierdził lekarz podczas obdukcji...
Sprawę w sądzie wygrałem dzięki monitoringowi z mikrofonami i kilku godzinach szukania z wychowawcą momentów wyzywania mnie.
W szkole po całej sprawie usłyszałem od niej jedno słowo wymuszone i rzucone od niechcenia "sory". Usłyszała krótkie i klarowne "s*********"
Historia opowiedziana. Teraz rzucajcie kamieniami.
#FWJrK
Mówi się, że większość osób, które podejmują próbę samobójczą, tak naprawdę wcale nie chce umrzeć, ale nie widzi wyjścia ze swojej sytuacji i pragnie uwolnić się od cierpienia. Ze mną częściowo jest podobnie, ale wcale nie cierpię na tyle, by się zabijać. Po prostu jestem zmęczona, cholernie zmęczona.
Cierpię na depresję od jakichś dziesięciu lat, ale biorąc pod uwagę mój młody wiek, to jest większość życia, jakie pamiętam. Rzadko kiedy zdarza się, bym nie dała rady wstać z łóżka - to ten rodzaj depresji, która pozwala funkcjonować na co dzień, ale powoli wyniszcza, odbierając pewność siebie, radość z wykonywania pasji i w końcu nadzieję, że kiedyś będzie lepiej.
Jestem zmęczona tym, że nie mogę sobie ufać, bo nawet gdy kładę się spać w dobrym humorze, mogę dostać w nocy ataku paniki i następnego dnia włóczyć się po domu jak zombie. Tym, że gdy moja praca i noce zarwane na naukę dają efekty w postaci dobrych wyników, nie potrafię być z siebie dumna. Tym, że niechętnie się rozbieram, bo nienawidzę swojego ciała i brzydzę się go. Ale najbardziej chyba męczy mnie to, że mogę zaśmiewać się do łez z byle głupot, a potem wieczorem i tak kładę się na łóżku i zaczynam fantazjować o samobójstwie.
Myśli o swojej śmierci nie wywołują u mnie większych emocji, powiedziałabym wręcz, że myślę o tym dość chłodno i w sposób wykalkulowany. Na koniec powiem coś kontrowersyjnego, co wielu z Was się zapewne nie spodoba.
Uważam, że nie każdemu da się pomóc. Oczywiście, depresja to choroba i wymaga odpowiedniej terapii psychicznej i farmakologicznej. Należy wspierać taką osobę, ale trzeba przede wszystkim pamiętać o własnych limitach i możliwościach, bo nikt nie powinien brać na barki ciężaru zmartwień innych osób, jeśli jest on ponad jego siły.
Jeśli ktoś całkiem utracił nadzieję, że będzie lepiej, nie ma siły czekać na lepsze jutro, które nie nadejdzie, ciągle trzeba wyciągać go z łóżka i odwracać uwagę od myśli samobójczych, bo nie jest w stanie poradzić sobie z presją i wymaganiami świata wokół, to w końcu i tak się zabije. I zmniejszy się prawdopodobieństwo, że ''słabe" geny zostaną przekazane przyszłemu pokoleniu. Może wydawać się to okrutne, ale tak natura działa u podstaw.
Na siebie patrzę dokładnie w ten sam sposób, jakbym była wadliwą komórką w społeczeństwie. Dla świata nie znaczę nic, ale najbliższe osoby przede wszystkim martwię i zadręczam swoim wiecznie przybitym nastrojem i negatywnym nastawieniem. Nie poddałam się się jeszcze, ale czuję się coraz bardziej znużona, dlatego, jeśli się nie poprawi, za jakiś czas być może po prostu się zabiję.
Dziękuję osobom, które wytrwały do końca tego wpisu i pozdrawiam je. Chciałam sprawdzić, czy ktoś myśli w podobny sposób.
#f5nDf
Następnego dnia przyszła na siłownię ubrana w obcisłe legginsy i top, włosy upięte w kucyk. Większość facetów nie mogła oderwać od niej wzroku. Standardowo znalazł się jakiś palant, który zaczął przy niej napinać mięśnie albo pokazywać jak działa sprzęt. Była zupełnie niezainteresowana.
Po jakimś czasie Mia zmieniła godzinę przychodzenia na siłownię, akurat na taką, na którą przychodziły Karyny - puste dziunie przychodzące cykać sobie selfie. Najpierw nie zwracały na nią uwagi, dopiero kiedy się zorientowały, że większość facetów ślini się na jej widok zmieniły front. Rzucały w jej kierunku chamskie teksty, że jest gruba, że ma cellulit, rozstępy etc. Mia starała się je ignorować, ale widać było, że ją to boli. Na siłownię przychodził koleś, na którego Karyny mówiły Boski, on nie zwracał na nie najmniejszej uwagi. Boski pewnego razu zgadał się z Mią, że oboje lubią żeglarstwo. Długo gadali na ten temat, Karyny odczytały to jako policzek w twarz.
Któregoś razu Mia po skończonym treningu zastała w swojej szafce pocięte ubrania, wymazane jakaś mazią. Była zima, więc sytuacja była tym bardziej dramatyczna. Od razu wiedziałem, że to sprawka Karyn. Mia była bardzo zrezygnowana. Boski zaoferował się zawieźć ją do domu.
Przejrzeliśmy monitoring i było jasne, że cała ta akcja jest sprawka pustaków. Zanim wystosowaliśmy oficjalny zakaz wejścia na siłownię dla Karyn, wpadłem na pewien pomysł. Oczywiście dla takich idiotek zakaz wejścia nie jest żadną karą, bo jak nie ta siłka, to inna, więc postanowiłem pokonać je tą samą bronią. Podczas kolejnych odwiedzin Karyn (postarałem się, żeby również Mia to widziała) wsypałem im do bidonów trochę środka na przeczyszczenie.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Widok trzech biegnących pustaków, które trzymają się za tyłki i co krok popuszczają w gacie był czarujący.
Nie żałuję :)