#PloC3

Razem z kumplami mamy swoje różne odpały. Jednym z nich było wrzeszczenie na siebie "precelki" podczas jedzenia ich. Miało to spowodować oplucie innych okruchami. Nie pytajcie dlaczego, bo sami nie wiemy.

Przechodząc do konkretów: siedzieliśmy w kilka osób w domu kumpla. Kiedy poszedł do toalety, nabrałem do ust mnóstwo precli, lekko przeżułem i schowałem się za drzwiami. Kiedy one się otworzyły, ja z dzikim okrzykiem bojowym "PRECLE!" oplułem... jego siostrę, która zresztą od dawna mi się podoba.

Niestety, podryw na precla nie działa :(

#ZOAXX

Mieszkam w dość sporym mieście, a mój tata pracuje w komunikacji miejskiej, a dokładniej jeździ autobusem.

Autobusów tutaj jest około 20, dlatego wszyscy kierowcy bardzo dobrze się ze sobą znają. Ja także, jako córka taty, jestem rozpoznawana przez innych kierowców, więc czasami z grzeczności, gdy jadę MPK, zamienię z nimi parę słów, ukłonię się.

Jest też tutaj pewien starszy pan. Ma na imię Kazimierz (imię zmienione). Może nie jest jakiś mocno stary, ale wyróżnia się od innych tym, że... nie ma nosa.
To nie jest śmieszne, bo urodził się zdrowy. Pewnego dnia na jego nosie wyskoczył zwykły pryszcz, którego wycisnął i tam wdał się rak. Musieli mu go potem wyciąć.

Pan Kazimierz to bardzo pogodny chłop, koleguje się z moim tatą, dlatego też bardzo dobrze go znam. Przełamał się i wyszedł znowu do ludzi, mimo że nie obywa się bez bardzo nieprzyjemnych sytuacji pod jego adresem. A teraz opowiem o jednej z nich.

Tak się zdarzyło, że wracałam z miasta do domu i aby było szybciej stwierdziłam, że podjadę kawałek autobusem.
Nie miałam biletu, więc podeszłam pod okienko kierowcy, by go kupić. Kierował akurat pan Kazimierz, który stwierdził, że mogę stanąć obok niego, wtedy kontrolerzy nie będą mnie sprawdzali. Grzecznie podziękowałam i tak zaczęliśmy rozmawiać.

Autobusem jechała także pewna grupa gimnazjalistów. Młodzi, wyszczekani, co chwila rzucali obraźliwe teksty w stronę pana Kazimierza, porównując go do Voldemorta. Czułam się zakłopotana, ale pan Kazimierz najwyraźniej się tym nie przejmował.
Lecz oni w dalszym ciągu nie przestawali, wręcz przeciwnie, mówili o tym coraz głośniej i coraz bardziej chamsko.

I kiedy autobus zatrzymał się na czerwonym świetle, pan Kazimierz nie wytrzymał. Otworzył drzwi kierowcy, wyszedł na zewnątrz, ułożył ręce w różdżkę i krzyknął w ich kierunku na cały autobus:

- REDUCTIO!!!!

Młodzi zbaranieli.
Gratuluję takiego dystansu do siebie, a młodym należy się po prostu wpieprz...

#TqzOD

Jak miałam 6 lat, straciłam najważniejszą kobietę w moim życiu - matkę. Tata starał się jak mógł, nie pokazywał, jak jest mu ciężko, żeby podnieść mnie na duchu - i za to jestem mu wdzięczna.

Kiedy miałam 12 lat oznajmił mi, że wyprowadzamy się do Kanady (tata jest Kanadyjczykiem). Ucieszyłam się, bo kocham ten kraj. Powiedział, że najpierw on sam tam pojedzie, załatwi wszystkie formalności, szkołę, odremontuje mieszkanie i przyjedzie po mnie, jak już wszystko będzie gotowe, no i mam się już spakować i czekać na niego, a na razie zostanę z babcią.

Czekałam, czekałam... I dziś mam 22 lata, walizka, którą przygotowałam jako mała dziewczynka jest ciągle spakowana, a ja nadal czekam, aż tata po mnie przyjedzie.

#ecEsv

Mam prawie 30 lat i muszę spać z kimś bądź z zapaloną lampką, bo inaczej nie zasnę (najlepiej i lampka, i ktoś, więc gdy muszę spać sama, to śpię z metrowym pluszakiem - prezent od mamy).

Powód jest dość zabawny - gdy babcia żyła, przychodziła do mnie w nocy sprawdzić, czy oddycham. Z perspektywy czasu uważam to za kochane. Jednak wyobraźcie sobie, że mieszkacie w miejscu, o którym chodzą plotki, że kiedyś było tu cmentarzysko. Do tego budzicie się w nocy, jest ciemno jak w wiadomym miejscu, bo rolety zewnętrzne zasłonięte, i jedyne co widzicie, to odziana w białą koszulkę nocną sylwetka kobiety, która się na was intensywnie patrzy. Po prostu stereotypowa zjawa.
Po paru takich sytuacjach wyprosiłam od rodziców, by dali mi klucz do mojej sypialni. Traumę mam do dzisiaj, ale nadal uważam, że to kochane, iż babcia tak się o mnie martwiła. Obecnie wręcz za tym tęsknię.

Chociaż, jak tak teraz o tym myślę, to gdybym zobaczyła teraz tak babcię, to bym miała jeszcze większą traumę, heh... Kocham Cię babciu, ale nie odwiedzaj mnie poza snami, bo zejdę na zawał ;)

#Ip9MJ

Tego dnia miało się odbyć wesele brata. Od rana oczywiście szykowanie, fryzjer, makijaż, sukienka, biżuteria. O tej ostatniej będzie mowa. Od dawna nie nosiłam kolczyków, przez co moje dziurki lekko zarosły. Męczyłam się z przebiciem błonek już jakiś czas, a że nie chciałam przebić sobie nowej dziury poprosiłam chłopaka, aby mi je zapiął. Wziął się do akcji. Zaczął przymierzać, wsadzać, wyciągać, marudząc przy tym, że nie chce żeby mnie bolało. Widząc to mój tato rzucił tylko krótkim ''ja nie wiem chłopie, jak ty ją będziesz kiedyś rozdziewiczał''.
Burak mojego chłopaka - bezcenny.

#XiU8A

Obciachowa historia z czasów licealnych. Minęło ponad 10 lat, a ja nadal się czerwienię na wspomnienie tej sytuacji.

Podczas lekcji wf-u dziewczyn uczyłyśmy się prostych akrobacji. Zadanie polegało na wykonaniu kilku przewrotów, jakiegoś wygibasa i na koniec - stanięciu na rękach z głową w dół. Chłopcy skończyli już lekcję i przyszli do nas kibicować. Była bardzo sympatyczna atmosfera (końcówka ostatniej lekcji w piątek), a ja miałam doskonały humor. Wśród chłopaków był kolega, który bardzo mi się podobał i cieszyłam się, że widzi moje popisy (byłam dość wygimnastykowana).

Przyszła kolej na mnie i poprawnie wykonałam wszystkie przewroty i fikołki. Na koniec stanęłam na rękach i - o zgrozo - na sali wybrzmiał donośny, przeciągły dźwięk pierdnięcia. Koledzy taktownie nie zareagowali, ale słyszeli to na pewno wszyscy. Problem polega na tym, że nie był to żaden pierd - ten dźwięk wydała moja cipka pod wpływem wysiłku fizycznego. Podobnie jak kiedy czasem po stosunku powietrze się stamtąd wydostaje. Chociaż pewnie wszyscy pomyśleli, że pierdnęłam, a dźwięk złowieszczo niósł się po sali gimnastycznej.

Kolega i tak się ze mną umówił, ale mi do dzisiaj wstyd za tę sytuację.

#IZ5Pw

Wracałam do domu na piechotę przez centrum miasta, kiedy nagle w restauracji zobaczyłam swojego tatę. Nie rozmawiamy ze sobą od 5 lat. Wybrał życie z kobietą, która przy każdej okazji była dla mnie straszną zołzą, więc nasz kontakt stał się najpierw utrudniony, a później zaniechany, bo nie umiem się "dostosować", a on nie będzie tracił czasu na moje fochy.

Widzę, że siedzi z grupą przyjaciół czy znajomych - ciężko stwierdzić. Wiedziałam, że wśród znajomych opowiada, jak to zabiera mnie na weekendy i jaki mamy cudowny kontakt. Nie mam pojęcia jak wpadłam na pomysł, aby tam wejść i powiedzieć "O, cześć tato, pamiętasz te buty, o których tyle ci opowiadałam i te, na które obiecałeś mi dać 300 zł?".

Najpierw spojrzał na mnie z wielkim zdziwieniem, a później przy aprobacie swoich znajomych dał mi 300 zł... Pożegnałam się grzecznie i wyszłam.

Jego miny opisywać nie muszę, żałuję, że nikt nie zrobił mu wtedy zdjęcia.

#7UlSS

Wczoraj pierwszy raz od dłuższego czasu miałem atak astmy, więc chwyciłem za mój inhalator i zaserwowałem sobie „strzał” lekarstwa, które biorę od dziecka. Coś z impetem uderzyło w tył mojego gardła i poleciało do płuc.

Zacząłem się krztusić usiłując w jakiś sposób wypluć to świństwo. W końcu siny, ze łzami w oczach, dosłownie wyrzygałem ślinę z wielką, ruszającą się nogą pająka.

Nawet nie chcę wiedzieć gdzie teraz znajduje się reszta.

#Runmd

Mieszkałam w biednej dzielnicy, pochodziłam z przeciętnej rodziny, ale nie odczuwałam tego, że brakuje mi czegokolwiek. Mama mimo alkoholizmu ojca starała się sprawiać, żebym była szczęśliwa. Jednak od zawsze czułam się gorsza. Inne dzieci wytykały mnie palcami, śmiały się z moich ubrań, przedrzeźniały, usłyszałam nawet, że ze mną nie można się bawić, bo jestem biedna. Czułam wstyd, bałam się wychodzić z domu, ciągle płakałam.

Teraz dobijam 30 i jako jedyna z całego mojego ówczesnego towarzystwa studiuję. Otaczam się życzliwymi ludźmi i mam obok siebie mężczyznę, dzięki któremu czuję się najbardziej wartościową kobietą świata. Moi "koledzy i koleżanki" wciąż mieszkają z rodzicami, nie kończą szkół, nie mają perspektyw. Faceci, którzy kilkanaście lat temu się ze mnie śmiali, dzisiaj spuszczają wzrok na mój widok.

Nigdy nie pozwólcie, żeby ktoś wmówił Wam, że jesteście gorsi. A jeśli tak się stanie, to udowodnijcie całemu światu, że się myli.
Dodaj anonimowe wyznanie