Gdy miałam może 5/6 lat, udałam się z rodzicami na zakupy do dużego centrum handlowego. Jako że byłam niezmiernie marudnym dzieckiem, rodzice zostawili mnie w bawialni dla dzieci, która się tam znajdowała.
Poznałam tam pewną dziewczynkę, od razu zostałyśmy "przyjaciółkami na zawsze", jak to dzieci. Dziewczynka zapytała mnie, czy ja również zostałam zaproszona przez Jasia. Mój dziecięcy umysł wymyślił, że zaproszenie od Jasia to pewnie jakiś wstęp VIP, więc chcąc wypaść jak najlepiej, przytaknęłam. Po jakimś czasie wszystkie dzieci zaproszone przez Jasia miały usiąść do stołu, więc ja także poszłam. Zaczęliśmy śpiewać "Sto lat". Inne dzieci przy stole dziwnie na mnie zerkały. Postanowiłam się tym nie przejmować. Po chwili otrzymaliśmy zestawy Happy Meal. Zaczęłam jeść ze smakiem, jako że rodzice rzadko kiedy pozwalali mi jeść fast foody. Wszyscy dostali swoją porcję, oprócz samego Jasia. Panie, które nas pilnowały, uznały to za niemożliwe, jako że zestawów było tyle ile gości i jubilata. W tym momencie wszystkie oczy skierowały się w moją stronę, kiedy ja nieświadoma jadłam ze stoickim spokojem nuggetsy. Zapytano mnie, czy zostałam zaproszona. Jaś stwierdził z płaczem, że mnie nie zna. Wtedy uświadomiłam sobie, że wkręciłam się na urodziny. Ze strachu się posikałam.
Jasiu! Jeśli jakimś cudem to czytasz, chciałabym cie przeprosić za zniszczenie Ci urodzin!
Na wstępie. Nie mam komu się wygadać, mocno anonimowe.
Jestem 22-letnim chłopakiem z fetyszami. Od zawsze kręciły mnie damskie ubrania. Rajstopy, pończochy, stringi, szpilki. Pierwsze masturbacje były wywołane tymi częściami garderoby, a nie nagimi ciałami kobiet.
Mimo że jestem szczupły, to niezbyt przystojny. Nigdy nie miałem dziewczyny, ubrania coraz bardziej mnie podniecały. Zaczęły się przymiarki tych ubrań. Na początku bielizna, z czasem sukienki i makijaż. Zapuściłem dłuższe włosy i w ciszy w domowym zakątku przebierałem się za kobietę. Wkręcałem się coraz mocniej, zacząłem zastanawiać się, czy nie jestem bi. Pod wpływem filmów erotycznych z osobami takimi jak ja, crossdresserami, zacząłem próbować ze sztucznymi penisami. Chciałem zobaczyć jak to jest. Spodobało mi się i założyłem profil na portalu do seks spotkań.
Chciałem spróbować z facetem. Ja w kobiecej roli.
Wszystko szło okej. Ustaliliśmy - spotkanie w hotelu, składamy się na pół, spędzamy ze sobą noc. On rozumie, że dopiero zaczynam, że to będzie mój pierwszy raz i nie obrazi się, jak zrezygnuję w ostatniej chwili.
Pisaliśmy ze sobą kilka dni i stało się. Spotkaliśmy się na seks. Na początku było fajnie, ale w pewnym momencie poczułem do siebie wstręt, a jednocześnie czułem, że już nie mogę się wycofać. To nie było dla mnie, zdecydowanie jestem hetero. Po wszystkim szybko się ogarnąłem, podziękowałem i wyszedłem. Obiecałem, że się odezwę - chociaż wiedziałem, że to koniec z takimi spotkaniami. Po prostu chciałem to jak najszybciej zakończyć.
Po powrocie do domu czułem się jak gówno. Tysiące myśli w głowie, wyrzuciłem wszystkie damskie ubrania. Nie chciałem się już czuć kobietą. Chciałem zapomnieć.
Facet przez dwa dni pisał wiadomości, na które nie odpisywałem. Do czasu wiadomości, która załamała mnie do końca. Gościu nagrywał nasze spotkanie i wysłał mi screeny z niego, na którym widać nas w wiadomo jakiej sytuacji. Moja twarz, screeny zapisanych wiadomości, moje zdjęcia w przebraniu.
Dodatkowo nie wiem jakim cudem, podejrzewam, że w czasie kiedy byłem w toalecie, przejrzał mi telefon. Byłem zalogowany na Facebooku i zobaczył moje dane.
Zagroził, że wszystko udostępni moim znajomym, jeśli nie będziemy spotykać się regularnie.
Tak, wiem, jest to karalne. Tak, wiem, mogę iść na policję. Ale się boję. Boję się tego jak cholera. W naszym kraju wiadomo jak są traktowane takie osoby...
Zostały mi dwie opcje. Spotykać się z nim albo uciec i zapaść się pod ziemię.
Miesiąc temu mój ukochany tata zginął w wypadku samochodowym.
Wczoraj przyłapałam moją matkę w jednoznacznej sytuacji z mężczyzną, którego uważałam za dziadka (tata mojego taty).
Dzisiaj dowiedziałam się, że mój "dziadek" jest moim ojcem. A mężczyzna, który mnie wychowywał, bratem. Nadal w to nie wierzę.
Robiłam kiedyś imprezę, zaprosiłam kilka osób. Niestety cała sałatka, którą zrobiłam, wylądowała na podłodze. Było mi jej szkoda, na dodatek nie miałam nic innego do podania (oprócz chipsów i przekąsek), więc wszystko pozbierałam, powyciągałam na tyle paprochów, na ile byłam w stanie, a całą resztę dobrze wymieszałam i podałam na imprezie. Sama sałatki nie tknęłam, ale goście pałaszowali aż miło i bardzo chwalili. Nikomu się nie przyznałam.
Moja mama jest sprzątaczką w przychodni specjalistycznej. Jest bardzo miłą i inteligentną kobietą i jest bardzo lubiana przez pracowników - lekarzy, pielęgniarki. Z każdym ma super kontakt i z każdym sobie dobrze żyje. Odkąd pracuje w przychodni, pomaga zarejestrować się różnym ludziom do specjalistów czy na badania dużo szybciej, niż miałoby to miejsce "normalną drogą". Pomogła już dosłownie setkom ludzi. Wielu zawdzięcza jej życie, bo załatwiła im przyśpieszoną wizytę u lekarza, dzięki czemu szybciej wprowadzono leczenie. Ogólnie to "gdzie człowiek nie może, to moją mamę pośle".
Ale przejdźmy do historii, którą chcę opowiedzieć. Pewnego dnia mama myła schody, kiedy do przychodni wszedł mężczyzna ze swoją mamą - starszą kobietą. Kobieta chciała w trybie pilnym dostać się na kolonoskopię, więc zapytała mamy o jakąś drobną informację z tym związaną. Syn nawet nie dał jej dokończyć i zaczął wrzeszczeć: "Po co ty ją o ta pytasz?! Przecież ona nic nie wie! Nie widzisz, że to TYLKO sprzątaczka! Co ona może wiedzieć?!".
Każdy na miejscu mamy by pewnie nie wytrzymał i coś odpowiedział temu "kulturalnemu" panu, ale nie mama. Przemilczała, ale pomyślała "Ja ci jeszcze pokażę".
Gdy skończyła swoją pracę, podeszła do rejestracji akurat w momencie, gdy kobieta z synem wręcz błagali pielęgniarki o przyśpieszenie wizyty. Niestety, nic nie można było zrobić. Najbliższy wolny termin był za 3 tygodnie. Wtedy mama podeszła do pielęgniarki i powiedziała: "Słuchaj, Ala, moja kuzynka zrezygnowała z badania, które miała mieć za dwa dni, tak że zwalnia się ten termin. Jeśli możesz, to wpisz tę panią, bo ma tak miłego i kulturalnego syna, że trzeba im pomóc. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak ten pan mnie miło przed chwilą potraktował. Taki kulturalny człowiek rzadko kiedy się trafia".
Pan w tym momencie zrobił się purpurowy ze wstydu. Zaczął ją przy wszystkich przepraszać za to, że ją tak potraktował. Jego matka została zapisana na termin za dwa dni. Zanim wyszli, to chyba ze 4 razy podchodził do mamy i ją przepraszał... Jaki morał tej historii? "Zło dobrem zwyciężaj".
Wyznanie o tym, jak jedna osoba próbuje wykorzystać partnera zasłaniając się równouprawnieniem czy sprawiedliwością tylko w wygodnych momentach, a potem źle na tym wychodzi.
Tym razem w roli głównej mój ekschłopak.
Kojarzycie, jak rodziny jeżdżą za granicę, to najpierw jedna osoba jedzie i wszystko załatwia, a potem ściąga rodzinę? Tą osobą byłam ja.
Z początku mieliśmy jedno konto bankowe. Któregoś dnia chłopak zaprosił mnie na poważną rozmowę i powiedział, że on wolałby oszczędzać NASZE pieniądze, a ja w jego mniemaniu za dużo wydaję na głupoty. Zaproponowałam mu rozwiązanie. Załóżmy sobie osobne konta i nikt nikogo nie będzie rozliczał z wydatków, a rachunki i wszystko inne będziemy płacić 50/50. Kilka dni awantur i w końcu się na to zgodził, bardzo niepocieszony.
Po latach postanowiliśmy się rozstać. Myślałam, że po przyjacielsku, no hard feelings. Wynajmowaliśmy razem domek i wyszło na to, że jest za drogi dla jednej osoby, więc po prostu wyprowadzimy się w dwie różne kawalerki. I tu wyszło na jaw, że mój eks nie ma zupełnie oszczędności na wynajem czegoś dla siebie. Byłam trochę zdziwiona i do dziś nie wiem na co on te pieniądze rozpuścił, tym bardziej że tak się srał o oszczędzanie. Ja wydawałam na swoje pierdoły, o które się wcześniej czepiał, a i tak kasę miałam.
Jako że mieliśmy być przyjaciółmi, to zaproponowałam, że możemy razem pomieszkać i dalej dzielić rachunki 50/50, a on w tym czasie odłoży na swój wynajem.
W tym czasie też trzeba było zrezygnować z umowy o najem, zadzwonić do dostawców prądu, wody i tak dalej. Więc zarządziłam, że on to zrobi, bo ma czas, a ja przez swoją pracę nie miałam i musiałabym dzwonić na przerwach.
Wtedy eks nagle mi wygarnął, że on to wszystko robi, załatwia za mnie, a ja nie robię nic i to niesprawiedliwe.
I tu się wkurwiłam, bo nie szukał sprawiedliwego podziału, kiedy to przyjechał do mnie na gotowe. I powiedziałam, że skoro tak dzielimy wszystko sprawiedliwie, to robimy podział mebli i sprzętów - te, które ja kupiłam, ja zabieram ze sobą. Wcześniej z racji, że miał mniej kasy dałam mu wolną rękę, mógł zabrać co potrzebował i sprzedać co chciał, a ja miałam zabrać te ochłapy, co zostaną.
Tym razem po sprawiedliwym podziale ja zabrałam 80% tego, co mieliśmy. Jak się wyprowadziliśmy, to w dalszym ciągu pożyczałam mu swojego laptopa, bo on nie miał, a potrzebował.
Po paru miesiącach przyjechał do mnie, żeby go zwrócić, pogadaliśmy jak przyjaciele, pośmialiśmy się, pochwalił, że mam ładne mieszkanie. Zaraz po tym jak wyszedł i nic już ode mnie nie miał i nie potrzebował, nagle zaczął się użalać na mediach społecznościowych, jaką to kurwą jestem, że głupie baby nie potrafią docenić wrażliwych mężczyzn i ile to on dla mnie nie zrobił, a ja jestem kurwą niewdzięczną.
Od tamtej pory jak mnie wyzwał już nigdy nie gadaliśmy.
Każdy kiedyś stracił miłość. Po tym zdaniu pewnie każdy pomyśli "następna historia, gdzie jakiś nastolatek wyżala się, że dziewczyna go rzuciła". Jednak jesteście w błędzie i wyznanie nie będzie o dziewczynie.
Zacznę od roku 1994, kiedy moja mama studiowała i niefortunnie zaszła w ciążę. Studia, pierwszy rok, wiadomo - niełatwo. Jednak pojawiła się moja babcia - kobieta o złotym sercu. Namówiła moją mamę, aby mnie urodziła. Przez okres studiów rodzicielki wychowywała mnie babcia. Dzięki niej nauczyłem się wielu rzeczy. Traktowałem ją jak matkę.
Kiedy zbliżała się matura i miałem problem, zawsze mogłem jej zadawać pytania. Miałem nawet iść z nią na studniówkę, ale powiedziała, że jestem szalony i żebym nigdzie starej kobiety nie zabierał.
Kobieta, której zawdzięczam wszystko, zmarła wczoraj w nocy. Kiedy przyszedłem dzisiaj rano z zakupami do jej domu, znalazłem ją "śpiącą" w łóżku.
Zawsze będę miał przed oczami jej najpiękniejszy na świecie uśmiech.
Zaparkowałem wczoraj przed marketem. Wyszedłem z auta, rozejrzałem się dokoła i zamykając drzwi na klucz skorzystałem z tego, że było ciemno i nikt nie szedł, więc puściłem naprawdę solidnego, długiego bąka. Ulga niesamowita!
Dopiero po zamknięciu drzwi i zorientowałem się, że samochód stojący za moimi plecami wcale nie był pusty. Siedziała w nim jakaś dziewczyna, przy opuszczonym oknie... dokładnie na wysokości mojego tyłka...
Mam nadzieję, że nigdy więcej jej nie spotkam.
Dzień jak co dzień, wracam ze szkoły autobusem przyzwyczajona do wiecznego tłoku. Na dworcu kierowcy się zmienili. OK, nic mi do tego, jedziemy dalej.
Stając na skrzyżowaniu, kierowca krzyknął do pasażerów:
- A tak właściwie to gdzie jedziemy??
...
Mam na nazwisko Korzecki. Liceum skończyłem lata temu, ale jednej sytuacji nigdy nie zapomnę. Mianowicie: mieliśmy niezwykle surową polonistkę, która na sprawdzianach ze znajomości lektury zadawała pytania pokroju "jakie majtki nosił Wokulski". Oznaczało to, że treści lektury uczyliśmy się w zasadzie na pamięć, a dzień, w którym miała odbyć się klasówka, spędzaliśmy na analizowaniu i zapamiętywaniu każdego fragmentu powieści, aby nie dostać jedynki.
Matematyka. Tego dnia nauczycielka miała sprawdzić naszą wiedzę z "Ludzi bezdomnych", więc, jak się domyślacie, zamiast skupiać się na funkcjach liniowych i kwadratowych, pod ławką czytaliśmy lekturę i przypominaliśmy sobie wzajemnie jej treść. Między moimi znajomymi nawiązała się taka rozmowa:
- Ej, a Korzecki chciał się zabić?
- Tak, on ma jakąś depresję i stany lękowe, zabija się na koniec.
Następną lekcją był wyczekiwany język polski, jednak zamiast do klasy, trafiłem do szkolnego pedagoga. Tak jak się pewnie domyślacie, nauczyciel matematyki źle zrozumiał rozmowę kolegów z klasy i po lekcji popędził do pedagoga, aby zaalarmować go o mojej złej kondycji psychicznej. Przynajmniej ominął mnie sprawdzian. :D
Dodaj anonimowe wyznanie